Jezioro Piaseczno

Jezioro Piaseczno koło Łęcznej, prawie czterdzieści metrów głębokości, osiemdziesiąt sześć hektarów powierzchni, długie na półtorej kilometra, a szerokie – na prawie kilometr. Od północy i zachodu linię brzegową wyznacza las, pozostałą część brzegu zajmują zabudowania Kaniwoli. Jest tu cicho, spokojnie. Dla Lublinian jest to na pewno ważny punkt rekreacyjny, nurkowie szczególnie sobie go upodobali ze względu na bliskość i warunki podwodne. Dla nas, ludzi z Warszawy i okolic też daleko nie jest – dwieście kilometrów, da się zorganizować całodniową wycieczkę z dwoma nurkowaniami. Wyskakujemy z Warszawy na Lublin, za Rykami odbijamy na Kock, zaczynamy podróż lokalnymi, mocno pofalowanymi drogami (czasami czułem się jak na pełnym morzu przy mocniejszym wietrze). W Kocku kierujemy się na Łęczną, ale nie dojeżdżamy do niej, tylko przez Ludwin docieramy do Kaniwoli. A za Kaniwolą szukamy dojazdu do jeziora. Jednym z doskonałych miejsc dla nas, nurków, będzie baza nurkowa u Przemka Widomskiego, nureczno.pl. Jedna z piaszczystych dróg odbijających od głównej drogi prowadzi do jego gospodarstwa. Prosta wiejska chałupa, specjalnie żadnych reklam – dość ciężko tu trafić, ale pomęczyć się warto. Na miejscu sprężarka, możliwość noclegu, ławy, stoły, gastronomia. Wychodzimy przez furtkę na lokalną plażę i już mamy dostęp do nurkowiska od południowo wschodniej strony jeziora. Jezioro charakteryzuje się naprawdę dobrą widocznością – do termokliny średnio do dwóch, trzech metrów, jak różni pływacy i nurkowie za mocno nie nakopią, poniżej termokliny zaczyna się bajka nawet do siedmiu, ośmiu metrów widoczności, oczywiście spadająca mocno po przepłynięciu kilku mniej wprawnych nurków grabiących sprzętem dno. Pod wodą znajdziemy kilka atrakcji zatopionych pod wodą – wszystkie oporęczowane, idzie się do nich jak po sznurku do kłębka. Znajdziemy pod wodą wrak holownika, kajaki, platformy do ćwiczeń.

jez.piaseczno

Na naszą wyprawę eksploracyjną wybrałem się ze sprawdzoną paczką znajomych partnurów i rodziną. Dla rodziny była to doskonała okazja by złapać trochę słońca i pokąpać się w dobrze już nagrzanej wodzie. O tyle udana jest baza Przemka, że dzika plaża przylega do nurkowiska, więc nienurkujący uczestnicy wyprawy nie muszą się specjalnie oddalać od nas. Z kolei plażowicze i pływacy nie mieli wpływu na komfort nurkowania i widoki pod wodą. Ryby nie uciekały specjalnie – praktycznie przy plaży, w pobliskich szuwarach natchnąłem się na małe grupki zawsze ciekawskich okoni, małe ławice jakichś niezidentyfikowanych rybek, kilka sumików karłowatych dało się sfilmować niespecjalnie przejmując się moją obecnością. Na pierwszego nurka zaplanowaliśmy wizytę na wraku holownika. Trasa nie jest specjalnie skomplikowana. Do pierwszej platformy ćwiczebnej, z niej poręczówką na północny zachód, na głębokości około czternastu metrów odbijamy od poręczówki w prawo i dopływamy do kolejnej. Ta już prowadzi nas prosto do holownika. Z tym, że my nie docieramy do holownika, bo mniej więcej na głębokości czternastu metrów jeden z nurkujących sygnalizuje problem z automatem. Pytamy, czy chce skorzystać z naszych zapasów. Nie. Przeszedł już na alternatywny automat, ale zawraca. Decydujemy się eskortować go w drodze powrotnej. Chłopak chyba nie jest pewny, czy dobrze go zrozumieliśmy, bo kilka razy nam sygnalizuje, że może wynurzyć się sam, ale my odmawiamy. Docieramy do platformy na pięciu metrach, tu stajemy na przystanek bezpieczeństwa. Korzystam po raz pierwszy ze swojej tabliczki do pisania – najnowszy zakup. Niby kawałek plastiku z ołówkiem, ktoś by pomyślał, że to przydaje się tylko na ćwiczeniach, ale proszę, jednak może się niemal od razu przydać. Nurek pisze, że automat podaje wodę. Ustalamy, że stąd już sam się wynurzy a my pójdziemy jeszcze na krótką wycieczkę. Odprowadzamy go wzrokiem do powierzchni i ruszamy na kajak. Drogi dokładnie nie pamiętam, ale to była chyba poręczówka skręcająca bardziej na zachód. Kajak nie jest może oszałamiającym artefaktem, w środku obowiązkowy manekin, ubranko. Dla mnie to nie jest cel nurkowania, ani atrakcja. Wracamy meandrując nad szarym dnem nie oferującym żadnych ciekawych widoków, dopiero nad termokliną pojawiają się rośliny i zaczyna pojawiać się życie. Kończymy nurkowanie. Czas nabić butle, odpocząć i dowiedzieć się, co z tym automatem się działo. Na powierzchni pogoda dopisuje, rodzina moczy się w wodzie, albo dla odmiany pracuje nad opalenizną. My też korzystamy z pogody, grzejemy się, dożywiamy. Z automatem, tutaj uwaga dla wszystkich przyszłych posiadaczy swoich własnych automatów, wyszła prozaiczna sprawa. Proszę sobie wbić do głów i nigdy, ale to przenigdy nie lekceważyć zaleceń co do przeglądów sprzętu. To jest sprzęt, od którego zależy nasze bezpieczeństwo i życie. Takie przykłady pokazują, że lenistwo, albo chwila zapomnienia może kosztować nas sporo. Automaty nie przeszły przeglądu od dwóch lat. Kolega wcześniej regularnie, co roku, wykonywał przeglądy, potem zrobił sobie przerwę w nurkowaniu i tym samym nie przyszło mu do głowy zrobić przegląd. Sprzęt przeleżał na sucho cały sezon, a więc tym bardziej wymagał przeglądu na początek tego sezonu. Tym razem skończyło się bez specjalnych problemów, kolega musiał zrezygnować z kolejnego nurka i zaraz po powrocie oddał automaty do przeglądu. My z kolei wróciliśmy do wody by w końcu zaliczyć holownik. Nurkowanie zaczęliśmy od wizyty w szuwarach u sumików karłowatych, potem popłynęliśmy prosto na holownik. Każdy debiutant ma swój pierwszy wrak przed oczami. Ja wciąż czekam na ten swój pierwszy. To, co dotąd widziałem, to zakrzówkowe „atrakcje” i inne zatopione celowo jednostki. Niemniej jednak okoliczności nurkowania mogą sprawić i w tym przypadku sprawiły, że nurkowanie na holowniku będę jeszcze długo wspominał bardzo przyjemnie. Warunki mieliśmy znakomite, trochę światła docierało z góry, przejrzystość była całkiem do rzeczy. Holownik stał sobie dostojnie w swoim zagłębieniu. Oczyszczony z wszelkich elementów metalowych, wyposażenia –  praktycznie goła skorupa. Na nadbudówce ktoś ustawił piękną ogrodową rzeźbę przedstawiającą żabę. Nie omieszkaliśmy wykonać zdjęcia pamiątkowego z żabą. Aparat pożyczyliśmy od już nienurkującego kolegi. Niezbyt skomplikowany, ale całkiem przyzwoity aparat w wodoszczelnej obudowie. Ja tym razem nie miałem sprzętu do filmowania, kamerę miałem, ale bez porządnego światła. Stąd chętnie pozowałem do zdjęć. Z tym, że dopiero po kilku zdjęciach zorientowaliśmy się, że z aparatem coś nie tak. Czy na obiektywie powinna spoczywać taka ładna czerwona pokrywka Kolega spojrzał na pokrywkę, spojrzał na mnie. Po raz pierwszy w życiu o mało nie wyplułem automatu ze śmiechu. Pokazał wymowny gest pukania w głowę. Tym razem bez pokrywki powtórzyliśmy serię zdjęć, jeszcze tylko stanąłem na nadbudówce i rozłożyłem ręce by sprawdzić jak się czuł Jack Dawson na Titanicu krzycząc, że jest królem świata. Nie poczułem niestety takiej ekscytacji, zupełnie nie rozumiem, dlaczego. Zaczęliśmy więc powrót do brzegu. To było bardzo przyjemne nurkowanie, zakończone jeszcze myszkowaniem w litoralu, ściganiem rybek i krótkim filmowaniem „przelotu” nad roślinnością. Po równej godzinie wyszliśmy z wody bardzo usatysfakcjonowani tym nurkowaniem. Z pewnością będę chciał powtórzyć nurkowanie w jeziorze Piaseczno, bardzo spodobały mi się okoliczności tego nurkowania, otoczenie jeziora i samo jezioro. Do sprawdzenia są jeszcze dwie bazy nurkowe położone nad jeziorem, ciekawe, z jakimi atrakcjami pod wodą? Na pewno warto będzie dotrzeć do najgłębszego punktu w jeziorze, do którego też można dotrzeć po poręczówce.

Wspólne spotkanie nad J. Mamucim koło Garwolina

Jeżeli chcielibyście się spotkać ze mną, lub innymi nurkami GEPN by zanurkować, pogadać, zapytać o coś, dowiedzieć się czegoś, lub po prostu miło spędzić czas w naszym towarzystwie, zapraszam Was 14 lipca 2013 nad jezioro Mamucie.

976767_4903758152738_2026764555_o

Spotykamy się w niedzielę, 14 lipca o godzinie 10:00.
Głębokość do 15 metrów, widoczność – kilka metrów (zmienna) i piękny litoral, dużo szczupaków, pionowe ściany i ciekawa rzeźba dna.

Miejsce spotkania – północny brzeg akwenu: http://goo.gl/maps/3Wsvd

W planie mamy dwa nurkowania oraz grilla, pogaduchy, czy piknikowanie w międzyczasie.

Uwaga: Jadąc od W-wy należy zjechać z obwodnicy na drogę 76. Przed zjazdem będą drogowskazy na Wilgę. Po zjechaniu kierować się na Garwolin (nie na Wilgę!), przejechać nad obwodnicą, OD RAZU za wiaduktem skręcić w prawo i podążać drogą serwisową wzdłuż obwodnicy. Po dojechaniu do następnego wiaduktu wjechać nań, ponownie przejechać nad obwodnicą, od razu za wiaduktem skręcić w lewo, asfalt doprowadzi do jeziorka.

993625_622815287731515_492884088_n

ZDJĘCIA Z TEGO AKWENU: http://on.fb.me/12ERKrc