Piechcin

Powolna, ale jednak rozbudowa siatki autostrad daje możliwość warszawskim nurkom szybszego i wygodniejszego dojazdu do wielu miejsc nurkowych w Polsce. Kolejne miejsca znajdują się w zasięgu szybkiego wypadu na dwa nurki. W tym właśnie Piechcin. Miejsce, o którym słyszałem głównie, że jest i że jest fajne. Nikt jednak nie mówił „łaaaał, musisz to zobaczyć, urwie ci głowę przy tyłku!”. Nie rozumiem, dlaczego. Niewielki akwen powstały po zalaniu wapiennego wyrobiska schowany między kolejnymi, czynnymi wyrobiskami kruszcu z zewnątrz niczym nie przyciąga. Okoliczności przyrody nie zachwycają, sama baza to polski standard, kilka przypadkowych bud, tojtojka i wysypany kamieniem parking. Niespecjalnie rozumiem wysokość opłat za tą infrastrukturę – ceny są równie kosmiczne (5zł za auto, 20 zł za pierwszy nurek, 10zł każdy kolejny nurek, potem za nabicie piętnastolitrowej butli kolejne 20zł ucieka z kieszeni) jak na Zakrzówku, tam jednak infrastruktura jest już całkiem nieźle rozwinięta. W piechcińskiej bazie nie ma żadnej gastronomii, nabijanie butli nie odbywa się na miejscu, w razie niepogody jest tylko jedna niewielka wiata.

Cenę dopiero uzasadnia widok pod powierzchnią wody. Nad Piechcin wyjechaliśmy z Gazelą bladym świtem.

DCIM100GOPRO

Na miejsce dotarliśmy po dziewiątej. Byliśmy jednymi z pierwszych nad wodą. Temperatura na zewnątrz sięgała dwóch stopni. Krzysztof – człowiek opiekujący się bazą – mówił, że woda przy powierzchni ma czternaście stopni, trochę poniżej – dwanaście, a pod termokliną zależnie od głębokości – pomiędzy czterema a siedmioma. Nie wierzyliśmy mu ani przez chwilę, ale pod wodą zwróciliśmy mu honor. Średnia temperatura z obu nurkowań to dwanaście stopni. A widoki? Oszałamiały. Czułem się jak w liguryjskiej części morza śródziemnego. Widoczność sięgała spokojnie piętnastu metrów, jak nie lepiej. Piękne, monumentalne skałki, trochę roślinności, pieczary, zwalone głazy, łuk skalny, zagłębienia w ściankach. Coś niesamowitego! Łapaliśmy się cały czas za głowy i nie wierzyliśmy oczom. Oprócz obowiązkowych „atrakcji” dla nurków – czyli utopionego celowo przypadkowego złomu różnej maści, czeka nas wizyta na całkiem zgrabnym i majestatycznym jachcie pełnomorskim „Magda M.”, którego kadłub wykonany był z … siatkobetonu.

DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO Do tego oczywiście bogata fauna podwodna. To właśnie w Piechcinie spotkałem po raz pierwszy pod wodą tak dużego szczupaka oraz dwa piękne okonie garbusy. Z wody wychodziliśmy zachwyceni. Pomimo niskiej temperatury na powierzchni, nie broniliśmy się przed kolejnym ubieraniem w mokre i zimne pianki. Chcieliśmy dalej zwiedzać akwen. Za pierwszym nurem poszliśmy wzdłuż ładnie poprowadzonych poręczówek. Najpierw na wrak wenuski, platformę, przeskok przez środek jeziora do „Magdy M” i kolejną poręczówką do ścianki z łukiem i pieczarką. Z tego punktu wracaliśmy lewą stroną linii brzegowej. Drugi nurek poprowadziliśmy przez środek, trochę skręcając w prawo. Dno w tej części niczym nie cieszyło oczu, ot mulista zawiesina. Ale w końcu dotarliśmy do przepięknej wysokiej ścianki, wzdłuż której wróciliśmy powolutku do punktu wyjścia.

DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO  DCIM100GOPRO  DCIM100GOPRO

Więcej pisać nie muszę. Zdjęcia same mówią za mnie. Te widoki oszałamiają. Dla mnie to było odkrycie roku, jak nie kilku lat. Chcę tam wracać, choć spodziewam się, że w lato tam nie będzie wcale lepiej niż na Zakrzówku, jeżeli chodzi o widoczność. Jednak przyjemniej się tu jedzie. Trasa jest całkiem wygodna i szybka. Kraków, póki co niestety, będzie przegrywać w tym temacie w całej rozciągłości. Kto nie był, ten musi się tam pojawić. Pamiętajcie, teraz jest właśnie najlepszy czas na nurka! 🙂