Na kurs instruktora biegiem marsz!

Czyli dlaczego długo nie będę Divemasterem.

Tak, proszę Państwa, czas się brać ostro do roboty. Obiecywałem sobie to dawno temu, kilka razy odkładałem, były lata, że myślałem, że nic z tego nie będzie. Pierwszy raz pomyślałem o tym, że chcę zostać instruktorem, jak byłem na kursie OWD. Było to ponad dziesięć lat temu. Mijały lata, uciekały mi kolejne okazje by dążyć do tego celu. Splot różnych wydarzeń, ogólnie przeciętny zawodowo 2013 rok (ale nie nurkowo, to trzeba przyznać!) – przesądziły o tym, że wziąłem i przed się wziąłem odpowiednie kroki. Czas iść na kurs. Jestem w 3/4 kursu Divemastera, praktycznie nie zabawię długo na tym poziomie, bo to będzie jakiś miesiąc może i 29 marca rozpocznę kurs instruktorski (jak nic nie stanie na przeciwko). Kosztuje to straszne pieniądze, nie mniejsze pieniądze wydaję by skończyć kurs Divemastera, do tego w końcu trzeba kupić suchy skafander, bez tego nie ma jak w ogóle podejść w Polsce do zaliczenia kursu instruktorskiego. Nic tylko pożyczać, wybierać ostatnie oszczędności, kombinować jak koń pod górę.

Dlaczego tak nagle i tak prosto z marszu? Dlaczego nie pobyć jakiś czas divemasterem? W moich oczach na polskim rynku divemaster to tylko taka droga zabawa w „profesjonalnego nurka”. Dla polskich centrów nurkowych divemaster nie jest ważnym ogniwem w prowadzeniu nurkowego biznesu. U nas to raczej forma aplikacji przed podejściem do instruktorskiego kursu. Zrobisz Divemastera tylko dla własnej satysfakcji, być może nawiążesz relację z jakimś centrum nurkowym i będziesz od czasu do czasu przewodniczył jakiejś wyprawie nurkowej w Polskę, czy zagranicę. Pieniędzy jednak na tym nie zarobisz, tylko wydasz może trochę mniej. Jeżeli jednak zamierzasz utrzymywać się z nurkowania, o divemasterze w Polsce zapomnij. Za granicą, w popularnych kurortach – owszem, praca się znajdzie. Jednak to już krok od instruktora, a to już porządniejsze pieniądze, więc tam też parcie będziesz mieć by zostać instruktorem. Niezależnie więc od tego, gdzie będę szukać pracy w biznesie nurkowym, wychodzę z założenia, że jako instruktor będę miał łatwiej/ lepiej.

Czy ja z tego wyżyję? Dużo się o tym ostatnio mówi. Kryzys nie pomógł rynkowi nurkowemu, choć bardzo go nie potargał. Nastroje w polskiej części tej branży dość mieszane ze wskazaniem na mało pozytywne. To jest to, co właśnie mnie tknęło jak zacząłem pracować u polskiego przedstawiciela Tusy i Poseidona. Wiele czynników wskazuje, że z branżą źle nie jest. Ba, niektóre wskaźniki pokazują, że jest nawet coraz lepiej. Skąd więc tak liczne głosy narzekania? Mogę tylko domniemywać, że z tego, że rynek się zmienił – przeprofilował. Klientów nie brakuje, ale konkurencja jest ostra. Łatwo jest wypaść z obiegu, albo być zepchniętym na boczny tor. Centra nurkowe to już nie towarzyskie kluby – takie dość hermetyczne towarzystwa wzajemnej adoracji, gdzie spora grupka oddanych ludzi orbituje wokół Szefa firmy/ głównego instruktora i jakoś się to kręci w ramach tej grupki. W tym układzie nie trzeba było specjalnie wysilać się by choćby skromne gromadki ludzi się pojawiały na zajęciach i wyjazdach. Teraz trzeba być maksymalnie otwartym, wciąż poszukiwać zainteresowanych, wciąż dawać o sobie znać, że tu jestem, że zapraszam. Walczyć o uwagę. Dochodzą jeszcze różne mechanizmy rynkowe, które ograniczają nam pole manewru w ustalaniu cen. Są groupony i inne wynalazki „kup pan tanio”, każdy chętnie trąbi swoją niską ceną na swoich stronach, fanpage’ach na facebooku, na forach. Nie wszystkim to odpowiada i czuć to w środowisku. Tak ja to widzę przynajmniej. I widzę, że nie ma co rąk załamywać, że wciąż jest przestrzeń do rozwoju i do pracy. Dlatego też nie załamuję się i zamierzam spróbować. Już w tym roku. W końcu to zawsze chciałem robić. Utwierdzam się w tym przekonaniu mogąc obecnie prowadzić (w ramach zaliczeń divemasterowskich) różne zajęcia z potencjalnymi nurkami i kursantami (program PADI „Odkryj nurkowanie” * i niektóre zajęcia z kursów OWD). Czuję wręcz rozpierającą mnie satysfakcję z każdych zajęć, po zakończeniu których moi podopieczni wychodzą z basenu z otwartymi szczękami, z wielkimi uśmiechami na twarzach (tak wielkimi, że gdyby nie uszy, toby się śmiali dookoła głowy). Czuję ogromną radość, jeżeli słyszę od któregoś, że chciałby się dalej szkolić pod moją opieką. To jest niesamowita przyjemność.

1003198_632949453409431_818933264_nfoto.1.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

Instruktor nurkowania to dla mnie naturalna kolej rzeczy. Długi czas zajmowałem się szkoleniem ludzi w biznesie. Długi czas myślałem, że to będzie moja ścieżka kariery. Okazało się, że mogę pogodzić jedno z drugim. Zawsze czułem się dobrze z tym całym zagadnieniem szkolenia, prezentacji. Wydaje mi się, że posiadam właściwe cechy by być dobrym nauczycielem. Rozumiem proces uczenia się ludzi (a sam okropnie się uczę),  umiem efektywnie przekazywać wiedzę. Przy okazji każda forma prowadzenia takiej edukacji sprawia mi dużo frajdy.

W tym miejscu zwrócę uwagę, że spotykałem się nieraz z różnymi divemasterami i kandydatami na divemasterów. Stwierdzam kategorycznie, że spora grupa tych ludzi kompletnie nie zrozumiała idei tego etapu w karierze nurkowej. Spora część ludzi dochodzi do tego poziomu tylko dla własnej satysfakcji, wcale nie po to by coś jako ten divemaster przed się brać. Ot po prostu, fajnie jest móc tytułować się divemasterem. W końcu master jest master – nic tu nikomu tłumaczyć nie trzeba. Spora grupa ludzi nigdy nie planowała i pewnie nigdy nie pójdzie ścieżką instruktorską. Nie mówiąc już o ludziach, którzy są pozbawieni jakichkolwiek predyspozycji by iść w tym kierunku. Divemaster to przedsionek w wielkiej chałupie PADI, w której większość mieszkańców żyje z edukowania innych. Po zaliczeniu „kursu” uiszcza się opłatę członkowską PADI i staje się jednym z mieszkańców tej chałupy. Ten czynsz należy opłacać co roku by móc dalej mieszkać w PADI. A mieszkać w PADI opłaca się tylko wtedy, kiedy ma się z tego jakieś pieniądze – to chyba oczywiste. Do tego proszę się przyjrzeć programowi kursu DM. Cała zabawa w ramach „kursu” DM to przecież przygotowanie do instruktorstwologii. Siedzimy całe dnie na basenach i uczymy się jak prezentować kolejne ćwiczenia z kursów PADI. Musimy posiąść wiedzę teoretyczną równorzędną tej posiadanej przez instruktora. Do zaliczenia mamy masę asyst instruktorskich, gdzie po prostu terminujemy przy wybranym instruktorze podczas prowadzonych przez niego kursów. Jeżeli to wszystko zaliczamy tylko po to by móc tytułować się DM i od czasu do czasu pojechać gdzieś jako „jeden z kadry organizującej wyjazd”, albo by komuś pomóc przy kursie (i nie mówimy tutaj o zarobieniu z tego tytułu pieniędzy) to dla mnie jest to pomysł dość szalony. Osobiście znam jednego człowieka na poziomie DM, który próbuje na tym poziomie żyć z nurkowania. Jak mu idzie, nie wiem. Chyba muszę go o to zapytać.

1017633_632949380076105_405548295_n

foto.2.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

Reszta potencjalnych DM albo w końcu zostanie instruktorami, albo w końcu przestanie płacić czynszu w PADI i tym samym przestanie być DM. Tutaj trzeba pamiętać, że DM tak naprawdę nie jest już stopniem nurkowym – nie dostanę nowej plastikowej karty do kolekcji. DM to jest status w PADI. Jeżeli więc walczę o ten status to tylko po to by coś z tego statusu wyniknęło. DM nie uprawnia mnie do nurkowania głębiej, inaczej, w innym sprzęcie, w innych miejscach. Jeżeli chcę piąć się po kolejne umiejętności, specjalizacje i możliwości – idę odrębną ścieżką. Dopinam ścieżkę rekreacyjną zdobywając wszystkie specjalizacje, nurkuję do 40 metrów, zostaje mi nadany tytuł Master Scuba Divera. Jeżeli czuję niedosyt, ruszam ścieżką nurkowań technicznych. Pomijam jednak całe to divemasterostwo szerokim łukiem, bo dla mnie jako dla nurka to kompletnie nic nie oznacza, że jestem DM. Tak więc nieważne, na jakim jesteś etapie ścieżki nurkowej, ale już zacząłeś myśleć o tym całym zamieszaniu z byciem divemasterem, z instruktorem to fajnie. Zrób tylko rachunek sumienia, sprawdź, czy jesteś naturalnym przywódcą (cecha opcjonalna, ale bardzo przydatna), czy lubisz udzielać się wśród ludzi (cecha obowiązkowa), czy lubisz im przekazywać wiedzę i widzisz, że dobrze ci to wychodzi. Jeżeli tak, to gratuluję, jesteś na dobrej drodze – w końcu osiągniesz swój cel. Nie wątpię w to.

1524773_626211664083210_321761051_nfoto.3.: Rudi Stankiewicz: Zajęcia „Odkryj nurkowanie”.

1546032_632948820076161_1832181706_n foto.4.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

1609772_632948540076189_676123864_nfoto.5.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

*) Z pełną premedytacją nie używam nazw angielskich. Nie jestem pewien czy to polityka PADI, czy nie/świadoma decyzja, czy lenistwo polskiej grupy decydującej o tym jak tłumaczyć materiały PADI, ale używanie angielskich nazw uważam za błąd.

Wody polskie okiem kamery

W tym roku startuje pierwsza edycja (i mam szczerą nadzieję, że nie ostatnia) festiwalu nurkowych filmów. Organizują go bardzo solidne i zapalone chłopaki z ekipy FreeFrog TV (http://www.freefrog.tv), a przede wszystkim Adam Wasiak, który jest i sercem i mózgiem operacji. Będzie to przegląd najciekawszych produkcji amatorskich, które powstają pod wodą i powstają z rąk polskich nurków. Konkurs podzielony jest na wody ciepłe i zimne. Wiadomym jest, że mnie interesują te zimne – nasze, polskie. Moje dokonania video jeszcze nie nadają się by pokazywać je w jakichś konkursach, ale znam ludzi, którzy potrafią pokazać za pomocą kamery piękno wód polskich, potrafią to zmontować i okrasić odpowiednim komentarzem. Jest to ekipa Best Divers (www.bestdivers.pl), czyli przede wszystkim Rudi Stankiewicz, ale i Błażej Kabziński. Stąd nie miałem żadnej wątpliwości by wziąć udział w ich projekcie reklamującym nurkowanie w polskich wodach, który chcą zaprezentować na festiwalu w głównym bloku konkursowym. Nie mogłem sobie odpuścić takiej okazji by reklamować te nasze paskudne, bure, zimne, nieprzejrzyste i ciemne wody. Może tym filmem przekonam trzech, no dwóch nurków, że najbliższe sympatyczne nurkowisko wcale nie znajduje się za polską granicą. Mamy tu w Polsce wiele świetnych miejsc nurkowych, także dla tych, którzy nie nurkują w suchych skafandrach, nie pragną jeszcze odwiedzać głębin, badać swojej odporności na mrok i zimno. Obejrzyjcie ten materiał, może Was zainspiruje do tego by wrzucić piankę pięciomilimetrową do auta, pożyczyć butlę w polskiej bazie nurkowej i dać nura przy szuwarach na jeziorze Narty chociażby. No i w filmie nie omieszkałem wspomnieć o zielonkowskiej gliniance odkrytej dzięki ekipie GEPN. Nasz mazowiecki sztandarowy akwen nurkowy. Gorąco polecam!