Mazowieckie nury

Czorsztyńskie

Ostatnimi czasy nie za dużo miałem okazji do czysto rekreacyjnych nurów. Po przejściu przez mordownię w postaci kursu instruktorskiego praktycznie zdołałem tylko dać nura w Jeziorze Czorsztyńskim (wyjątkowo podła wizura po tygodniu ulew, strasznie się wkurzyłem, bo chciałem pochwalić się przed znajomymi fajnym akwenem, a tu totalne mleko pod wodą) i resztę nurów zaliczyłem tu, niemal pod domem, czyli w mieście stołecznym Warszawa. Po pierwsze, w końcu miałem okazję sprawdzić Fort Zbarż.

DCIM100GOPRO

fortzbarz_planFort Zbarż to bardzo wdzięczna kałuża (tak się już przyjęło nazywać akweny, w których my, GEPNowcy, nurkujemy). Położona w samym sercu miasta, na Okęciu, tuż obok nowej „ekspresówki”. Dojazd ulicą Wirażową, auto stawiamy na parkingu przy budynku rozdzielni, tu także możemy się przebrać. Jest to o tyle genialne miejsce, że nocne tutaj są stu procentowo komfortowe. Latarnie przy parkingu oświetlają przebierających się, wszystko widać. Parking jest elegancki, wyłożony „ulubioną” kostką, więc jest gdzie się rozłożyć na płaskim i (w miarę) czystym ze szpejem. Żadnego stania w błocku, jak leje, żadnego poszukiwania sprzętu w trawie. Potem dwa kroki do wody i siup, znikamy pod wodą.

DCIM100GOPRO

Pod wodą akwen ma sporo do zaoferowania, choć nie jest zbyt głęboki. W zbadanej części do czterech i pół metra. Jest to jego naczelna wada. Nie mam nic przeciwko płytkim zbiornikom, ba, nawet je bardzo lubię. Jednak jeżeli jest to nieduży zbiornik i nie ma zdolności do szybkiego samooczyszczania, byle deszczyk powoduje, że wizura robi się kibelkowata. I właśnie tak miałem przy każdym z dwóch nurków, jakie tam ostatnio oddałem. Wciąż daję szansę zbiornikowi, bo jest ładnie położony, ma atrakcje pod wodą i przy wodzie. Jest w nim zatopiona żaglówka, jest sporo pozostałości po zabudowaniach, pod wodą wciąż na coś można się natknąć. Jednym z zaskakujących artefaktów, zdecydowanie współczesnych, była wanna z hydromasażem. Długi czas o tym dyskutowaliśmy z różnymi nurkami, że ludziom się chce poświęcać swój czas i energię by dotaszczyć taki kawał złomu do wody i tu to utopić. Wanna w pełni akrylowa, więc nie mam pewności czy poszła tak łatwo na dno. No nic, generalnie smutne jest to, że ludzie traktują zbiorniki wodne jako magazyny na rzeczy, których nie chcą oglądać. Nie dotyczy to tylko Mazowsza. Zostawmy jednak wannę, wróćmy do atrakcji – jest żaglówka, są zwalone drzewa, jest i bogate życie – dość łatwo spotkać dorodnego szczupaka. Dużą atrakcją są tak zwane koszary szyjowe, w których stoi woda. Zbyt daleko wpłynąć się nie da, nie ma tam też jakiejś znaczącej głębokości – ledwie dwa metry. Jest to dość niebezpieczne miejsce, w które wpływamy tylko w kasku. Wynurzyć, wynurzymy się w każdym miejscu, ale nieopatrzne dotknięcie ręką cegieł uzmysławia nam jak krucha jest to konstrukcja – cegły i zaprawa, które miały częsty kontakt z wodą, po prostu rozsypują się w rękach. Jest to jednak jedyne w swoim rodzaju miejsce nurkowe, drugiego takiego nie znajdziemy. Miejsce nie ma aktualnie żadnego przyznającego się do akwenu opiekuna. Trafiają się wędkarze, ale żadne koło tutaj oficjalnie nie działa. Teren należy do Agencji Mienia Wojskowego, ale wszyscy zaznajomieni z tematem zgodnie donoszą, że sama Agencja nie chce przyznawać się do miejsca, bo nic z nim specjalnie nie da się zrobić bez ogromnego nakładu pracy. Akwen powstał z wód podskórnych, których poziom kiedyś był sztucznie obniżany z pomocą sąsiadującej „fosy”. Połączenia między zbiornikami zarosły i się urwały, woda podeszła i tak już zostało. Co ciekawe, doniesiono nam, że owa „fosa” to też fajne miejsce, bo można złapać i z dziesięć metrów i wizura niezgorsza. Koledzy ograniczyli się do spuszczenia kamery, nic nie zarejestrowali i póki co nikt nie jest w stanie potwierdzić jaki jest stan tego drugiego zbiornika.

DCIM100GOPRO

Uważam, że Fort ma potencjał i może być fajnym nurkowiskiem, o ile pogoda będzie dopisywać. Mnie pokarała i dwa razy nurkowałem po niedawnych opadach. Za pierwszym razem na nocnym coś jeszcze było widać, za drugim razem – na dziennym nurku już czasami było tragicznie (ale wannę zdołaliśmy znaleźć!). Oba nurkowania organizowałem pod szyldem GEPNu. Na obu pojawili się stali bywalcy GEPNowskich nurkowań, z którymi mi się zawsze miło zwiedza mazowieckie kałuże, tłumów jednak nie było, jakby je pogoda lekko odstraszyła. Tym bardziej byłem mile zaskoczony frekwencją, kiedy skrzyknąłem nurkowanie w Zielonce.

DCIM100GOPRO

Zwiedzanie Zielonki obiecałem kilku osobom, które zabrałem ze sobą na Czorsztyńskie. Obiecałem im fantastyczną wizurę i w duchu tylko marzyłem, by pogoda była tym razem łaskawa. Zielonka jest bardziej odporna na deszcze i lepiej znosi ulewy, niemniej jednak każdy deszcz odciska jakieś swoje piętno na wizurze. Data została wyznaczona, pogodę prognozy obiecywały znośną, ogłoszenie na GEPN poszło, że robimy nura w weekend. Z mojej strony spodziewałem się około sześciu nurków i mogłem tylko zgadywać, ilu pojawi się nurków na ogłoszenie GEPNowskie. Jakież było moje zdziwienie, gdy na miejscu pokazało się trzynastu gotowych na nurkowanie, kilku z „opcją nurkowania” (w końcu na ich nieszczęście nie zdecydowali się zanurkować) i kilka osób towarzyszących. Potem jeszcze dotarł jeden spóźnialski nurek, kiedy my już bąbelkowaliśmy pod powierzchnią. Widzę, że popularność akwenu rośnie i nie dziwota, jest to obecnie najbardziej atrakcyjny nurkowy akwen w naszej stołecznej okolicy.

DCIM100GOPRO

Tym razem na brzegu dopisali także wędkarze, których staraliśmy się nie denerwować swoją obecnością. Dobrze żyjemy z zielonkowskimi wędkarzami i nie chcemy sobie psuć stosunków z nimi. Wybraliśmy więc wolne miejsce na wejście do wody, podzieliliśmy się na zespoły i zniknęliśmy pod powierzchnią. Uff, co za ulga. Wizura całkiem pyszna, jest co oglądać, ryba też chodzi, nigdzie się nie chowa. Od razu na dzień dobry dorodny szczupaczek. Szczupaki chyba się już do nas przyzwyczaiły. Nie zwiewają od razu na nasz widok. Tak jakby zdawały się mówić na nasz widok: „O, znowu te dziwne ryby z dziwnymi wypustkami na plecach i wielkimi oczami, produkujące straszliwą ilość bąbli”. Postoją, popatrzą na nas, dadzą się opłynąć, czasem udają, że są tylko szuwarem, że to wcale nie ryba. Jak już się zorientują, że nie daliśmy się nabrać, albo poczują, że nasza obecność jest dość irytująca, wtedy jeden strzał płetwy i tylko widać kłębek drobinek unoszących się w wodzie w miejscu, gdzie przed chwilą stał szczupak. Nurkowałem tym razem z Pawłem, obaj uzbrojeni w małe kamery buszowaliśmy między gęstwinami zielonkowskiej zieleniny w poszukiwaniu ciekawych ujęć. Zabrnęliśmy aż pod drugi brzeg, pokręciliśmy się po jeziorze regularnie gubiąc kierunek (w Zielonce często sobie pozwalam na ten luksus, do powierzchni blisko, wystarczy łeb wystawić na sekundę by zorientować się, którędy do domu), odkryliśmy tym razem tylko jednego raka i żadnych innych ciekawych potworów nie spotkaliśmy. Szczupaki dopisały jeszcze dwa, ale to już taki nasz zielonkowski standard, więc o czym tu się rozpisywać. W zielonkowskiej wodzie można siedzieć ile wlezie, póki butla się nie skończy, albo póki skóra z człowieka nie zejdzie (przeszedłem z ligi piankowców do ligi sucharów, więc ten problem mi odszedł). Spędziliśmy więc dobrą godzinę i zaczęliśmy powoli zwijać się do brzegu, jeszcze czekając na pozostałych, z którymi się umówiliśmy, że po godzinie chcemy zobaczyć wszystkie zespoły na powierzchni. W tym momencie nadeszły paskudne chmury i lunęło. Niespecjalnie nam to przeszkadzało, ale co poniektórzy musieli przebrać się z pianek (w wodzie nie zmarzli, bo już miała naście stopni). A że wystąpił urzekający widok ulewy na wodzie połączony z promieniami słońca przebijającymi się na chmury na horyzoncie, szybko jeszcze ciachnąłem kilka zdjęć przy brzegu. Z wody jednak kiedy wyleźć trzeba. Wyłaziłem z niej w pełni usatysfakcjonowany, wiedziałem, że mam kolejnych fanów akwenu na swoim koncie, już tylko czekać aż urządzimy tam nocnego nura, który jest specjalnością zielonkowskiej glinianki!

DCIM100GOPRO