Koparki Jaworzno na nowo

Sporo zamieszania ostatnio zrobiło się wokół Koparek. Pożegnano pierwszego dzierżawcę tego terenu (czy dobrego, czy złego, czy pożegnano go w sposób właściwy, czy nie – na te tematy są zdania bardzo podzielone). Przywitano w okolicach maja, czerwca nowego dzierżawcę. Dzierżawca sporo obiecał, że zacznie mocno inwestować. Postanowiłem skorzystać z okazji, że kręciłem się po Śląsku i zajrzeć na Koparki by zdać relację z miejsca. Pierwsze wrażenie to, że coś się dzieje. Coś tam na Koparkach robią, ale nie nazwałbym tego wytężoną pracą, jedynie pojedynczymi pracami tymczasowymi. Mamy już jakieś wiaty, kilka wejść do wody, sprężarkownię i tajemniczy namiot – iglo do suszenia/ grzania się, mamy też tojtojki. W środowisku już trochę się gotuje, bo obietnice były bogate, a póki co niewiele się dzieje i niewiele wiadomo, co dalej. Ba, w dodatku ciężko jest wyśledzić oficjalne informacje, czy … chociażby internetową stronę informacyjną o nurkowisku z telefonami, godzinami otwarcia i aktualnościami. Zanim ruszyłem na Koparki, chciałem sprawdzić informacje, co i jak. Wierzcie mi – ciężko było czegokolwiek się dowiedzieć. Już nie mówiąc o znalezieniu oficjalnego kanału, tudzież przedstawiciela zarządcy. Na forum ktoś wrzucił telefon, na Facebooku też coś ktoś skrobnął. Raz wypowiedział się tajemniczy ktoś z władz. Dwóch nurków przyznało, że pracują dla właściciela. Ktoś (w czynie społecznym?) wykonał jedną platformę, ktoś inny – drabinkę. I to tyle.

Koparki

Fot. 1. (kubaCE) Stare wiatki są na miejscu.

Koparki

Fot. 2. (kubaCE) A o to i nowy główny budynek.

Koparki

Fot. 3. (kubaCE) Zaraz obok jest coś na kształt sceny i na niej to iglo. Koncert jakiejś zachodniej gwiazdy szykują?

Zajrzałem więc na Koparki by zobaczyć jak to tam wygląda i zebrać kilka informacji na temat aktualnego stanu nurkowiska. Telefon jeden wyśledziłem, do niejakiego Jacka, opiekuna bazy – tel. 530-900-925. Baza do końca listopada będzie czynna codziennie od 8:00 do 20:00. W zimę głównie ma być otwarta do jakiejś 16:00. Jacek twierdzi, że informacje o bazie można znaleźć na stronie zarządcy terenu, Konsorcjum Inicjatyw Gospodarczych (prawda, że wiele mówiąca nazwa?) – a dokładniej stronie poświęconej działalności sportowej KIGu – viasport.pl. Nic tam nie znalazłem na temat Koparek.

Wjazd kosztuje 30zł i nie znalazłem żadnej wywieszki co do zniżek dla instruktorów, lub innych obywateli specjalnej troski. Wisi jakiś nowy regulamin, ale w końcu zapomniałem do niego podejść, przeczytać, czy zdjęcie mu zrobić.

Na miejscu mamy już kilka drewnianych, nieosłoniętych wiat. Powstaje też namiot (Iglo), w którym ma być ciepło i przyjemnie. Kiedy będzie gotowy? Nie wiadomo – prace wciąż trwają. Wykańczany jest kontener – biuro. W środku już działa sprężarkownia i tu bardzo miła wiadomość – wszyscy sobie chwalą obecny serwis sprężający (bodajże 1,30zł za litr butli): butle bite są uczciwie do zadanego im ciśnienia roboczego, w dodatku w zimnej wodzie (temperatura wody już jest kwestią dyskutowaną przez nasze środowisko, ale taka to już uroda tego środowiska). Szukałem swego czasu w Polsce punktu, gdzie butle ładowane są na zimno (podczas ładowania butla się nagrzewa, rozgrzane powietrze się rozpręża. Dostajemy butlę przykładowo nabitą do dwustu atmosfer, włazimy do wody, butla się ochładza i nagle okazuje się, że mamy jedynie sto osiemdziesiąt atmosfer. Dwadzieścia atmosfer tracimy więc na wejściu). Nie było takich punktów, a teraz proszę, mamy dwa punkty, gdzie butle są uczciwie ładowane – jeden to Jaworzno, drugi to Decathlon na Targówku.

Koparki

Fot. 4. (kubaCE) Wiata jak to wiata. Takie były i takie są.

Koparki

Fot. 5. (kubaCE) Miejsca na kolejne wiaty nie brakuje. Widać też betonowe zejścia. W dali pływający pomost.

Koparki

Fot. 6. (kubaCE) Reklama dźwignią handlu. Może by tak ktoś dorzucił się do desek, zbijemy własną wiatę i wrzucimy swoje bannery?

W kontenerze też już zbierany jest powoli sprzęt do wypożyczania, balast, pianki, automaty, jackety. Nie wiem, ile tego jest, ale podobno jest. Mamy też automat z napojami i ciastkami, a w cenie wjazdu możemy poczęstować się kawą, herbatą, czy zupką z proszku. Jak dla mnie bardzo miły akcent, zwłaszcza w zimne dni. Tuż obok namiotu – iglo stanął rząd tojtojek. Póki co świeże i czyste, sporo ich tu. Nowe były właśnie rozpakowywane. Zobaczymy, jak to będzie w sezonie, ale póki co wygląda to nieźle.Do wody prowadzi kilka wybetonowanych zejść i co najmniej jedna pływająca platforma. Pod wodą także zastaniemy co najmniej jedną platformę na pięciu metrach. Z atrakcji, po uprzednim dzierżawcy, nie zostało wiele. Co się dało – wyjęto z wody. Na miejscu zostały tytułowe dwie koparki, trochę instalacji po działającym tu zakładzie wydobywczym i to póki co tyle.

Zrobiłem dużo zdjęć nad wodą i pod wodą, pooglądałem, pogadałem z opiekunem (bardzo miły człowiek). O samym nurkowaniu nie ma co specjalnie pisać. Już moje wrażenia z nurkowania w Koparkach opisywałem w artykule: Koparki z kiełbasą w tle. Dość powiedzieć, że nurkowałem bite sześćdziesiąt minut i zrobiłem pełne okrążenie (ba, nawet się lekko zapędziłem i musiałem się wracać do wyjścia). Warunki pod wodą nie powalały jak na Koparki – jakieś pięć, sześć metrów wizury. Dobrze było sprawdzić, że w obecnej konfiguracji cieplnej w wodzie o temperaturze dziesięciu stopni nie zmarznę (poza stopami, choć jeden taki Kondrat upierał się, że mi specjalne ciepłe skarpetki do zestawu nie będą potrzebne…). Wracałem zadowolony, bo słonko dopisało, ładnego, długiego nurka dałem. Nowe Koparki zobaczyłem – stoją, da się nurkować, jest na co narzekać, ale tragedii nie ma i raczej nie będzie. Czego Wam wszystkim i sobie serdecznie życzę.

Koparki

Fot. 7. (kubaCE) A tak wygląda jedno z zejść.

Koparki

Fot. 8. (kubaCE) Z tego zejścia korzystałem. Da się zejść w płetwach. Całkiem wygodnie.

Koparki

Fot. 9. (kubaCE) Zbliżenie na zejście.

Koparki

Fot. 10. (kubaCE) To miejsce czeka na TWOJĄ wiatę.

Koparki

Fot. 11. (kubaCE) Ale pogodę to miałem fajną, przyznacie.

Koparki

Fot. 12. (kubaCE) Pustki, pusteczki. Wokoło żywej duszy.

Koparki

Fot. 13 (kubaCE) Podwodne instalacje.

Koparki

Fot. 14. (kubaCE) Całkiem spora ta platforma. Miejsca Ci na niej nie powinno braknąć.

Koparki

Fot. 15. (kubaCE) A słonko grzało do samego końca dnia (krótkiego okrutnie niestety).

Koparki

Fot. 16. (kubaCE) A koparki jak stały tak stoją.

Koparki

Fot. 17. (kubaCE). Choć tak jakby za mgłą.

Koparki

Fot. 18. (kubaCE). Wyprawę, zdjęcia i reportaż sporządził wasz niestrudzony Nurkolog.

Literatura nurkowa

Kiedyś umieściłem ten wpis na forum Nuras. Teraz zainspirowany jedną rozmową uznałem, że miejsce tego wpisu jest na Nurkologu. Trochę dodałem, trochę poprawiłem.

ksiazka-glebokie-zanurzenie

Głębokie zanurzenie: Tragiczne przygody podczas nurkowań na Andrea Dorii

Kevin F. McMurray.

Andrea Doria – włoski liniowiec pasażerski zatonął w 1956 roku podczas podróży do Nowego Jorku. Spoczął na głębokości 76 metrów u wybrzeży wyspy Nantucket (USA). Przez wiele lat statek ten stanowił cel wypraw nurkowych (w tym wielu takich, które kłócą się z moim pojmowaniem etycznego nurkowania – czyli polowań na artefakty). Ciekawostką jest to, że statek, z którym zderzyła się Andrea Doria, pływa do dzisiaj i czasem zawija do polskich wybrzeży. Wtedy nazywał się „Sztokholm”, teraz nosi imię „MS Athena”. (za Wikipedią).

Książka jest wciągającą kroniką nurkowań na Andrea Dorii w tym oczywiście tych, które nie zakończyły się szczęśliwie. Ciekawie opowiada o amerykańskim biznesie nurkowym (głównie o łodziach organizujących wyprawy nurkowe), o rywalizacji pomiędzy nurkami, o ciekawych postaciach amerykańskiej historii nurkowania. Wśród pojawiających się bohaterów odnajdziecie tych ulubionych, którzy pojawiają się w innych wymienianych poniżej tytułach. Autor ma smykałkę do pisania, stara się bardzo obiektywnie przedstawiać wszystkie wydarzenia, tłumacze dali radę, choć niestety edytor się nie postarał i jest sporo błędów.
8/10

gladiator-oceanu-b-iext8645869Gladiator Oceanu

Mark Ellyatt

Mark Ellyat to ciekawa, bardzo barwna postać. Techniczny nurek, instruktor nurkowania, posiadacz rekordu głębokiego nurkowania z 2003 roku (313 metrów) na obiegu otwartym. Tytuł książki jest wręcz kretyński, trudno podejrzewać, że za nim skrywa się bodaj najfajniejsza, najbardziej jajcarska i urocza opowieść o bardzo barwnym życiu i karierze nurkowej Marka. Można traktować to jako pseudo autobiografię, gdyż czuć wyraźnie, że autor lubi przejaskrawiać pewne rzeczy i pisze z mocnym przymrużeniem oka. Styl jednak jest wręcz wybitny, czuć w nim brytyjską smykałkę do zjadliwego humoru. To jest książka, przy której niejednokrotnie będziecie głośno rechotać. To tak jakby Terry Pratchett postanowił zanurkować i opisać swoje doświadczenia. Na mojej prywatnej skali mocna dziesiątka, pomimo znowu średniej korekty tekstu, która przepuściła sporo baboli. Tłumacz dał radę. 10/10

Mrok

Phillip Finch

Znowu bardzo wciągająca książka, niemalże czułem się jakbym był blisko związany z wydarzeniami i osobami, które uczestniczyły w ostatnim zanurzeniu Davida Shawa. David upodobał sobie nurkowanie jaskiniowe i miał niesamowite osiągnięcia w głębokich nurkowaniach na obiegu zamkniętym, w jaskini Boesmansgat (Bushman’s Hole w Afryce). Zszedł niemalże na samo dno jaskini, na głębokość 270m w 2005 roku. Odnalazł tam ciało Deona Dryera, który zginął w jaskini w 1994 roku. Postanowił wydobyć ciało na powierzchnie. Niestety, los chciał, że David zginął w trakcie próby wydobycia zwłok. Przewrotność opatrzności polegała na tym, że ekipa likwidująca osprzęt zamontowany w trakcie tego nurkowania zupełnie nieświadomie pociągnęła ku powierzchni oba ciała. David osiągnął więc swój cel, choć zapłacił najwyższą możliwą cenę. Po prostu dech z piersi wyciska do ostatniej strony. Brawa dla autora. Brawa także dla tłumaczenia i korekty.

9/10

28516de705e149fb81c24e7ec6df8628
W pogoni za cieniem

Robert Kurson

Niesamowita opowieść, nadająca się na film (chodzą bardzo poważne ploty, że już powstaje, ale na tym etapie może się jeszcze wszystko zmienić pięć razy), takie historie bardzo lubimy i bardzo nam uruchamiają wyobraźnię. Odnaleziony wrak U-boota w okolicach Jersey, niebezpieczne nurkowania by odkryć jego tajemnice i żmudne śledztwo by go zidentyfikować. Nurkowanie z wydobywaniem artefaktów z wraków uważam za nieetyczne, nie podoba mi się to, czym parają się bohaterowie tej książki, ale ich chęć identyfikacji okrętu podwodnego i poznania jego historii i mi się udzieliła. Niestety, albo fatalne tłumaczenie, albo autor niespecjalnie ma smykałkę do pisania. Historia fantastyczna, ale pisana takim stylem, że można czasami dostać szczękościsku. No i takie błędy przeszły w korekcie, że szczęka po prostu odpada, bo już nie opada. 6/10