Agama – test suchych skafandrów

Artykuł ukazał się oryginalnie w sierpniowym numerze magazynu „Blue Life”

okladka_800_net

Na naszym rynku mamy bardzo bogaty wybór suchych skafandrów, choć to przecież nie jest znowu taki duży rynek. Miłe dla mnie jest to, że nie brakuje polskich producentów – co więcej, są oni obecni na zagranicznych rynkach i cieszą się uznaniem zagranicznych klientów. To bogactwo oferty, oraz nasza silna pozycja na rynku światowym może wynikać z faktu nie tylko samej popularności nurkowania  w Polsce, ale i z tego, że każda osoba regularnie nurkująca u nas koniec końców przesiądzie się ze skafandra mokrego na skafander suchy. Zalet rozwiązania wymieniać nie ma sensu. Chcesz nurkować regularnie w Polsce, przyjdzie moment, że kupisz sobie suchara. Złapałaś, złapałeś zajawkę na nurkowanie i podoba Ci się w Polsce? Rozważ, czy warto wydawać dużo pieniędzy na dobrą i grubą piankę, czy nie lepiej już rzucić się na suchara. Oczywiście, zakup suchego skafandra to poważny wydatek. Nowy skafander kosztuje powyżej trzech tysięcy złotych. Czasem trafiają się jakieś okazje i można utrafić coś poniżej trzech tysięcy złotych. Jednak są to zwykle jakieś końcówki serii, na które trafić  można przy dużej porcji szczęścia. Z używkami jak z samochodami, bywa tak czasem, że w genialnej cenie trafiamy na doskonale utrzymane skafandry. Nie są zwykle piękne, ale to nie musi być najważniejsze kryterium wyboru. Niestety, dużo łatwiej jest trafić na mocno zużyty skafander. I tu wcale nie musi być zła wola sprzedającego. Materiał z wiekiem ulega degeneracji i nawet pomimo dobrego wyglądu i sprawnych łączeń, suchar może gdzieś zacząć puszczać. Usterki dopiero zwykle wychodzą w wodzie.

Jeżeli chodzi o nowe skafandry to od opcji do wyboru wprost boli głowa. Mamy fantastyczne marki premium – skafandry Santi, Waterproof, Ursuit, czy Fourth Element chociażby. Ciut taniej wypada Bare. W sucharach ?tańszych? (do czterech tysięcy) miałem możliwość przyjrzenia się polskiemu Seawolfowi i brytyjskiemu Typhoonowi. Seawolf ogólnie ma konkretny i niepowtarzalny pomysł na szycie skafandrów i ciężko jest go porównywać do innych producentów. Typhoon – brytyjska marka wydaje się nie zauważać najnowszych trendów w produkcji skafandrów suchych i choć szyje solidne skafandry to nie są to na pewno nowoczesne konstrukcje. Skupmy się przede wszystkim na najpopularniejszych u nas skafandrach powłokowych. Neoprenowe, owszem, fajne są, ale mają wszystkie wady pianki i ciężko je dostosować do każdej temperatury nurkowania. Szukając więc skafandra powłokowego z pewnością zwrócimy uwagę na wymienione właśnie marki. Nie wspomnę innych producentów, których rozpatrywałem przy poszukiwaniu skafandra dla siebie, ponieważ zwyczajnie odradzono mi te rozwiązania. I nie były to słowa sprzedawców, którzy mogliby mieć w tym interes, ale od użytkowników. Zatem generalnie w tym segmencie za dużego pola do popisu nie było. Do teraz. Na nasz rynek zostaje właśnie wprowadzona oferta czeskiej firmy Agama, o której dotąd kompletnie nic nie słyszałem. Co ciekawe, nie jest to wcale kwestia świeżości marki, ponieważ firma szyje skafandry nawet dużo dłużej niż nasze Santi. Zwyczajnie chyba nikt dotąd nie wpadł na to by wprowadzić na nasz rynek Agamy, co uważam za duży błąd. Nieduża firma prowadzona przez jedną rodzinę istnieje od 1991 roku i od tego czasu szyją skafandry nurkowe – czy to mokre, czy suche. W ofercie mają jeszcze ocieplacze, kaptury i obuwie nurkowe. W przypadku mokrych pianek część modeli produkowana jest przez zewnętrzne fabryki, ale cała główna produkcja, w tym suche skafandry, wykonywana jest na miejscu, w czeskiej fabryce firmy, w niewielkim mieście Zlin.

agama008

Fot. 1. Light 200. Baaaardzo wygodny.

Ja wziąłem pod lupę i na testy dwa skafandry suche – cordurowy Extra Plus i typowego lekkiego trylaminata Light200. W obu przypadkach materiał do szycia dostarcza brytyjska firma Ferguson.  Na pierwszy ogień poszedł Light200. Leciutki skafander. Materiał w tym modelu składa się z zewnętrznej warstwy nylonu, środkowej membrany z gumy i wewnętrznej nylonowej wyściółki. Waga: 225-255 g/m2. Łaty cordurowe na kolanach, na pośladkach i kieszeniach, buty w standardzie też bardzo porządne i przede wszystkim o odpowiednio sztywnej podeszwie – czego brakuje kilku producentom premium. Co fajne – kieszenie są wszywane w standardzie, bez dopłat – a to już nie jest norma, szczególnie w tańszych konstrukcjach. Kieszenie są odpowiednio pojemne i wyposażone w D-ringi. Wewnątrz suchara znajdziemy obowiązkowe szelki – też w standardzie i bez dopłat. Zamek TZIP zabezpieczony zewnętrznym zamkiem. Też rozwiązanie znane z droższych konstrukcji. Zawory SITECH – czyli standard rynkowy. Na plecach ściągacz. Przyglądam się wnętrzu – skafandry są zszywane i klejone taśmą 28mm. Wszystko wygląda estetycznie i bardzo porządnie. Nie ma do czego się przyczepić. Oglądam kryzę, która wyposażona jest dodatkowo w neoprenowy kołnierz dla podniesienia komfortu cieplnego. Wygląda to naprawdę zacnie. Wielu rozwiązań tego typu nie znajdziemy w droższych propozycjach. W testowanym modelu miałem zamontowane silikonowe manszety i kryzę – nie jestem ogromnym fanem silikonowej kryzy, przyzwyczaiłem się okrutnie do mojej neoprenowej, mile opatulającej mnie kryzy, ale sprawdziłem – w opcji jest oczywiście i neoprenowa kryza – co kto woli. Po zewnętrznych oględzinach przyszedł czas na założenie i przetestowanie. Skafander więc pojechał ze mną nad jezioro Narie, na nurkowania rekreacyjne. Pod spód zdecydowałem się założyć bieliznę termoaktywną i cienki ocieplacz-pajacyk Typhoona – idealny na płytkie nurkowania w niezbyt chłodnych wodach. Temperatura w płytkiej zatoczce wahała się pomiędzy czternastoma o osiemnastoma stopniami. Nie będę ukrywał, że ja takie rzeczy jak suchy skafander kupuję też oczami. Przyznam się, że po założeniu Agamy byłem pod ogromnym wrażeniem tego jak się na mnie układała i jak mi było w niej wygodnie. A przede wszystkim, że temu skafandrowi nie brakuje niczego i że wygląda bardzo porządnie. Nie wstydziłbym się ani trochę pojawiać się wśród posiadaczy droższych skafandrów. A przede wszystkim zaskoczyła mnie lekkość i wygoda przy wykonywaniu wszystkich manewrów. To było bardzo zbliżone do komfortu jaki towarzyszy używaniu lekkich skafandrów Seawolfa. W wodzie skafander zachowywał się bardzo porządnie. Powietrze się nigdzie nie blokowało i ładnie przepływało tam, gdzie tego sobie życzyłem. Żadnych problemów z zaworem dodawczym, czy upustowym. Oczywiście, po kilku nurkowaniach mogłem też ocenić schnięcie suchara – jego zewnętrznej i wewnętrznej strony. Materiał oddawał wilgoć bardzo szybko. Według mnie to jest doskonała konstrukcja dla ludzi poszukujących przede wszystkim lekkiego skafandra. Skafander w tej konfiguracji był naprawdę lekki i ładnie się składał. Jedyną wadą, jaką mogę wskazać to poślizg powodowany przez zewnętrzną warstwę materiału – ciężko go utrzymać w złożonej pozycji, jeżeli natychmiast nie schowamy go do torby.

Po dogłębnych testach Lighta200 przyszedł czas na model Extra Plus. Tutaj mamy do czynienia z zewnętrzną warstwą cordury, środkową gumową membraną i polyestrem wewnątrz. Waga materiału 560-620- g/m2. Skafander mimo to wcale nie był specjalnie ciężki, a już na pewno po założeniu w ogóle nie stwarzał takiego wrażenia. Odczuwalnie sztywniejszy materiał – taka jest cena wytrzymałości – generalnie jednak nie wpłynął na moją swobodę ruchów. Nie odczułem specjalnej różnicy w stosunku do Lighta200. Extra Plus ma wszystkie te same rozwiązania, co jego lżejszy brat: ściągacz, szelki, kieszenie, dodatkowy zamek i dodatkowy kołnierz wokół kryzy. Pływało mi się w nim tak samo dobrze. W obu przypadkach z resztą próbowałem też konfiguracji z grubszym ocieplaczem – Hi Loft Polar firmy Bare. Poprawa termiki oczywista, a przy tym jednak nie odczułem ograniczeń w ruchach – skafandry dobrze współdziałały i z cienkim ocieplaczem i z grubym.

Jeżeli chodzi o mnie to ja bym wybrał dla siebie cieńszy skafander. Urzekła mnie w nim jego lekkość. Oczywiście, póki co nie planuję czołgać się po rozerwanych fragmentach wraków, ani innych ekstremalnych wyczynów, bo wtedy sięgnąłbym po Extra Plusa, ale być może wcale nie ma co martwić się tak bardzo o wytrzymałość materiału Light200 – może się okazać, że skafander zaskoczy niejednego użytkownika swoją wytrzymałością. Testowane skafandry występowały w „jedynym, słusznym” kolorze – w czerni, niemniej jednak producent deklaruje, że zgodnie z życzeniem klienta, uszyje skafander w innych kolorach (potwierdziłem na pewno kolory: niebieski, czerwony, żółty). Tu ciekawostka – klient może sam zdecydować o konfiguracji kolorystycznej (jeżeli zażyczy sobie cały skafander żółty – proszę bardzo) i nie dopłaci za to ani złotówki. . Skafandry są oczywiście testowane pod ciśnieniem i  spełniają unijne normy EN 14225-2. Dostępne są w piętnastu różnych rozmiarach, a i oczywiście szycie na miarę też wchodzi w grę. W pakiecie ze skafandrem klient otrzyma torbę do transportu. Uważam, że skafandry Agamy mocno wykraczają poza ramy półki cenowej, na której producent postanowił się skupić. Wróżę marce powodzenie na naszym rynku.

agamadouble

Fot. 2. To nie jest nasze najlepsze zdjęcie, ale przynajmniej widać na nim Extra Plus – z prawej. A po lewej Light 200 oczywiście.

Znowu straszyłem w radiu.

Zalegam z wpisami, ale przynajmniej innymi kanałami próbuję opowiadać o nurkowaniu. 🙂

W niedzielę 23.08.2015 o 16:00 miałem przyjemność występować przed mikrofonem Polskiego Radia w Czwórce, w audycji „Co nas kręci”. Opowiadałem oczywiście o nurkowaniu, o tym, że w Polsce można fajnie nurkować, że mamy fantastyczne nurkowiska i że my Polacy znaczymy coś na nurkowej arenie międzynarodowej. Słówko też było o tym, jak zacząć nurkować i jak wygląda podstawowy kurs nurkowania.

Gdyby ktoś nie miał okazji to TUTAJ można znaleźć nagranie audycji.