Titanic czyli różne ciekawostki, o których mogliście nie wiedzieć. Część II

Prawdopodobnie ostatnia fotografia statku odpływającego w stronę Nowego Jorku.

Część II

Jest to kontynuacja artykułu, który znajdziesz TUTAJ.

DZIEWICZY REJS13 kwietnia 1912 Titanic wyruszył w swój dziewiczy rejs, w południe odbił od nabrzeża – rejs miał potrwać siedem dni. Do docelowego portu – do Nowego Jorku dotarła jednak Carpathia z garstką rozbitków.

Samą historię, dodatkowo udramatyzowaną doskonale pokazano w Titanicu Camerona i nie ma co powtarzać jej po raz kolejny. My skupmy się na wskazywanych wielu czynnikach, które spowodowały taki, a nie inny scenariusz dla Titanica. Jak się mówi, katastrofa jest sumą wielu błędów i problemów. Tak też było w przypadku tego pięknego transatlantyku.

032

Łączenie płyt poszycia i najbardziej prawdopodobny sposób rozszczelnienia kadłuba. Źródło: Wikipedia.org

  1. Sposób łączenia płyt tworzących kadłub, to właśnie bezpośrednia przyczyna jego zatonięcia – nity trzymające płyty pod naporem ocierającej się góry lodowej zaczęły strzelać i w ten sposób tworzyły się przerwy pomiędzy płytami. Nie było żadnego darcia poszycia, stal nie pękała, nie było żadnych dziur. Zwyczajnie rozszczelniły się łączenia pomiędzy płytami.
  2. Grodzie – gdyby sięgały wyżej, statek może utrzymałby się na wodzie, albo przynajmniej zatonąłby dużo później i pasażerowie zdążyliby przejść na dopływającą Carpathię, która uratowała dryfujących rozbitków. A gdyby jeszcze zgodzono się na pomysł Andrewsa z podwójnym kadłubem? Niestety, projektanci mieli pomysł by wydać pieniądze na inne cele, a grodzie przeszkadzały realizacji projektu wspaniałej klatki schodowej, której smutne resztki można teraz oglądać na dnie oceanu.

    Oficerowie na pokładzie statku.

    Oficerowie na pokładzie statku.

  3. Zachowanie załogi – to wiele różnych zachowań, zaniedbań, lub lekceważących postaw, które jako suma przyczyniły się do tego, że nie zauważono góry lodowej na czas. Nie zastosowano dodatkowych środków bezpieczeństwa pomimo ostrzeżeń o górach lodowych przecinających kurs Titanica. Kapitan i oficerowie wielokrotnie byli ostrzegani o pasie lodowym, mimo to uznali, że nie trzeba zwalniać, ani zwiększać czujności. Uważali, że zauważą na czas niebezpieczeństwo. Statek więc nie zwalniał. Co ciekawe, chłopaki wypatrujące gór lodowych z bocianiego gniazda nie mieli nawet lornetek. Dlaczego? Ponieważ gość, który miał u siebie w kajucie przydziałową lornetkę/lornetki zszedł ze statku krótko przed wypłynięciem. Został przesunięty w trybie pilnym na inny statek, ale zapomniał przekazać klucza od swojej kabiny i ta pozostała zamknięta. Oczywiście żaden z oficerów na mostku, a większość paradowała z lornetkami, nie wpadł na pomysł by co najmniej jedną przekazać na bocianie gniazdo. Stosowano wtedy też dodatkowe wsparcie przy obserwacji linii wody – w uzasadnionych sytuacjach zarządzano obserwację linii wody z dziobu statku. Wtedy, pod tym kątem było łatwiej dostrzec obiekty na horyzoncie. Oficerowie wiedzieli, że sytuacja jest mocno nietypowa – robi się zimno, a ocean jest nadzwyczaj spokojny. Bez falowania nie ma fal rozbijających się o brzegi góry lodowej. Te fale są dużo lepiej widoczne niż sama góra lodowa. Tej nocy niebo było czyste, żadnej chmury. Warunki wyjątkowo nie sprzyjały obserwacji powierzchni oceanu. Jedyny rozsądny pomysł oficerów to zamknięcie przedniego luku bagażowego tak by światło bijącego z niego nie oślepiało obserwatorów na bocianim gnieździe.

Można się zastanawiać też nad tym, czy William Murdoch, oficer pełniący dyżur na mostku w momencie kolizji z górą lodową, mógł wydać lepszy rozkaz. Po otrzymaniu komunikatu wydał rozkaz skrętu i całej wstecz. Przypominam, że Titanic na biegu wstecznym miał gorsze parametry pracy, ze względu na centralną śrubę, która nie pracowała w takiej sytuacji. Czy nie lepiej było skręcić na całej naprzód, albo przygrzać po prostu w górę centralnie dziobem? Znane były przypadki kolizji statków z innymi obiektami na wodzie, gdzie statek z uszkodzonym centralnie dziobem utrzymywał się na wodzie i kończył rejs pomimo dramatycznych szkód. Pierwsza gródź była wyjątkowo wysoka, zatem mogła spokojnie ochronić Titanica przed zatonięciem. Jednak Murdoch postąpił tak jak go uczono i jak nakazywały ówczesne standardy żeglugi. Chciał skręcić, dał całą wstecz i nakazał zamknąć wszystkie wodoszczelne grodzie. Liczył na to, że nawet jak statek otrze się o górę lodową, to nic mu się nie stanie (w końcu to był potężny Titanic!). Pamiętajmy, że gdyby zdecydował się nie omijać góry, nie mógłby liczyć na zrozumienie wśród ówczesnych specjalistów od uderzania w góry lodowe i prawdopodobnie opinia publiczna nie zostawiłaby na nim suchej nitki. Znalazłby się w ogniu krytyki, bo nie próbował uniknąć kolizji.

  1. Do zachowania załogi trzeba dopisać jeden grzech jeszcze – kapitan był tak skupiony na wygodzie pasażerów, że odwołał poranne ćwiczenia z ewakuacji statku ze względu na ochłodzenie i niesprzyjającą aurę. W ten sposób żaden z oficerów nie był praktycznie przygotowany do zarządzania przy wypełnianiu pasażerami szalup. Skutek był taki, że szalupy odpływały od statku wypełnione czasem poniżej trzech czwartych swojej pojemności. Kapitan po kolizji zachowywał się cokolwiek opieszale, jakby był w szoku. Poza upewnieniem się, że zamknięto grodzie, nakazaniem nadania sygnału CQD i SOS, niewiele zdziałał w kwestii zarządzania akcją ratunkową. Przynajmniej zakończył swoje życie i karierę kapitańską zgodnie ze zwyczajem morskim pozostając na pokładzie tonącego statku i idąc z nim na dno.
  2. Radiotelegrafiści – to właśnie katastrofa Titanica odmieniła diametralnie system radiokomunikacji pomiędzy statkami. Do tego czasu radiotelegrafiści zajmowali się przekazywaniem komunikatów od i do pasażerów. Oczywiście, przekazywali także komunikaty pomiędzy załogami statków, ale nie było to priorytetowe zadanie. Z czego to wynikało? Radiotelegrafiści nie byli pracownikami armatora, członkami załogi. Byli zatrudnieni przez firmę radiotelegraficzną – w tym przypadku spółkę Marconiego. Ich pensja zależała od ilości depesz otrzymanych i nadanych przez pasażerów. Radiotelegrafiści bardzo często nie pracowali całej doby. Kończyli swoją pracę o ustalonej godzinie, gasili radio i szli normalnie spać. Tak właśnie stało się na statku Californian, który najprawdopodobniej był najbliżej katastrofy Titanica, ba, nawet najprawdopodobniej mieli kontakt wzrokowy z Titanicem, a zwłaszcza widzieli race wypuszczane z niego. Jednak zinterpretowali to jako pokaz ogni, a zniknięcie statku – że po prostu odpłynął za horyzont. Tak właśnie tłumaczyli się w trakcie śledztwa po katastrofie. Dlaczego nie odebrano komunikatów SOS/CQD? Bo radiotelegrafista zwyczajnie sobie już chrapał o tej godzinie. Kiedy w końcu nad ranem radio odpalono, doszły do Californiana komunikaty o katastrofie. Californian pognał w podaną lokację, ale nie znalazł tam nic. Z kolei Carpathia płynąc na wskazaną lokację natknęła się na szalupy dużo wcześniej. To też wskazuje na niedokładne odczytanie pozycji statku przez załogę Titanica, co akurat nie było wtedy nadzwyczajnym zjawiskiem.

    037

    Pozycja statków i pola lodowego w chwili katastrofy. Krzyżyk oznacza miejsce, gdzie miał znajdować się Titanic zgodnie z podawanymi przez załogę Titanica koordynatami. Obrazek pokazuje też faktyczne miejsce kolizji Titanica z górą lodową, kierunek dryfu łodzi ratunkowych i miejsce, gdzie Carpathia natrafiła na szalupy spiesząc w miejsce wskazane przez załogę Titanica.

  3. „Niebieska góra lodowa” – to już jest teoria, ale brzmi bardzo przekonująco. O tyle problematyczne było wypatrzenie tej bestii, że był to specyficzny typ góry lodowej. Góra pod wpływem działania czynników atmosferycznych utraciła stabilność i obróciła się do góry nogami. Z wody wyłoniła się lśniąca i odbijająca światło niczym lustro „niebieska” część góry, wygładzona przez morską wodę. Zatem góra znakomicie odbijała blask gwiazd i doskonale maskowała się przed obserwatorami na statku. Gdyby była choć delikatna fala, która rozbijałaby się o brzegi góry – górę można by było zauważyć dużo wcześniej.
039

Rozbitkowie z Titanica sfotografowani z pokładu Carpathii o 4:00 rano 15 kwietnia 1912 roku.

Szalupy Titanica na nowojorskim nabrzeżu.

Szalupy Titanica na nowojorskim nabrzeżu.

MLEKO SIĘ ROZLAŁO

18 kwietnia 1912 do Nowego Jorku zawinęła Carpathia z pozostałymi przy życiu rozbitkami i z trzynastoma szalupami. Wszystko, co pozostało po Titanicu, pierwsze zdjęcia pokazujące Carpathię mówią wszystko o ogromie tragedii. Nie trudno sobie wyobrazić skalę szoku, jaki przeżywał ówczesny świat. Trzynaście łupin, to wszystko, co zostało po najwspanialszym transatlantyku. Tak naprawdę dopiero w tym momencie do świadomości ludzkiej doszło jak wiele żyć Titanic zabrał ze sobą na dno. Wcześniej gazety podawały często bardzo sprzeczne informacje – niektóre wręcz sugerowały, że Titanic dalej utrzymuje się na powierzchni i że zostanie odholowany do brzegu.

038

Carpathia

Garstka opuszczająca pokład Carpathii ucinała wszelkie spekulacje. Łącznie uratowano ok. siedmiuset pasażerów. Odnaleziono około trzysta ciał. Kolejna ciekawostka – mroczna dość. Ówczesne przepisy sanitarne nakazywały balsamować wyłowione ciała. Kapitanowie zbierających ciała statków mieli niejednokrotnie z tego tytułu niezbyt sympatyczną decyzję do podjęcia – część zwłok po ogólnej identyfikacji wyrzucano z powrotem do morza ze względu na ograniczone środki do balsamowania zwłok. Kogo zwłoki więc zostawały na pokładach statków poszukiwawczych? Oczywiście ludzi bogatych i znanych. Tłumaczono to tym, że to właśnie w ich sprawach będą toczyć się rozprawy sądowe i spory w roszczeniach spadkowych, zatem to te zwłoki miały pierwszeństwo. Nierówność społeczna dotkliwie dotyczyła zatem biedaków także po ich śmierci. Niektóre ciała morze wyrzuciło na brzeg w Kanadzie, w regionie Halifaxu. Tam też znajduje się mogiła zbiorowa ofiar – tych zidentyfikowanych i niezidentyfikowanych. Zatem jeżeli chcecie oddać cześć pamięci ofiar katastrofy, cmentarz „Titanica” znajduje się w kanadyjskim Halifaksie.

042

Cmentarz ofiar katastrofy. Halifax, Kanada.

Oczywiście dość szybko wszczęto dochodzenie w sprawie ustalenia przyczyn katastrofy i ustalenia odpowiedzialności za katastrofę. Dochodzenie po katastrofie prowadziła brytyjska izba handlowa. Ta sama, która była odpowiedzialna za przestarzałe przepisy, ustalająca liczbę szalup wymaganych na statkach wielkości Titanica. Ta, która wysłała swojego przedstawiciela na kontrolę statku i w ten sposób usankcjonowała wszystkie decyzje dotyczące przygotowania Titanica do ewentualnej katastrofy. Nie wskazano więc żadnych winnych, nikogo nie pociągnięto do odpowiedzialności. Na rozprawie obecny był ocalały Bruce Ismay i Charles Lightoller – najwyższy rangą ocalały oficer z załogi. Komisja uznała, że katastrofa była spowodowana czynnikami niezależnymi (cudne angielskie określenie „God’s act”) i nie wykazała niczyjej winy. Na szczęście miała dość rozsądku by wskazać, że przepisy należy zaktualizować: odpowiednia ilość szalup, obowiązkowe ćwiczenia ewakuacyjne, powołanie do życia International Ice Patrol odpowiedzialny za regularne obserwacje gór lodowych, ich ruchu, zmiany w zasadach komunikacji radiotelegraficznej – całodobowe dyżury przy nasłuchu i komunikacji.

Charles Lightoller

Charles Lightoller – najwyższy rangą członek załogi pozostały przy życiu.

POSZUKIWANIA WRAKU

Dość szybko pojawiły się plany by Titanica odnaleźć i wydobyć, jednak równie szybko zdano sobie sprawę z tego, że Atlantyk w tym miejscu jest okrutnie głęboki i wszelkie próby działalności ludzi przy tych głębokościach wykraczają poza obecne możliwości techniczne.

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych technika już była na tyle posunięta, że zaczęto nieśmiało myśleć o odnalezieniu wraku Titanica. Przy czym pojawiały się różne szalone koncepcje by statek przy okazji wydobyć na powierzchnię. Między innymi zakładano użycie: nylonowych balonów, piłeczek pingpongowych (planowano wypełnienie wraku piłeczkami, które podniosłyby statek z dna morskiego – żaden kretyn, który rzucił ten pomysł, nie wpadł na to, że na tej głębokości piłeczki będą wyglądać jak rodzynki), czy wazeliny (nawet nie próbuję zgadnąć jak wazelina miała spowodować by wrak znalazł się na powierzchni wody). Najbardziej „ciekawy” pomysł dotyczył zamrożenia wody wokół wraku. Jak już by odnaleziono wrak, wystarczyłoby zamrozić wodę wokół statku – a że lód z natury ma dodatnią pływalność, kamizelka z lodu uniosłaby statek na powierzchnię i proszę! Titanic na powierzchni! Wszystkie te śmiałe wizje nie miały jednak szansy realizacji póki statek nie został namierzony.

Bob Ballard

Bob Ballard

Pierwszą poważną ekspedycją poszukiwawczą jest ekspedycja Ballarda z 1977 roku. Za Titanica bierze się właściwy człowiek. Doktor Robert D. Ballard, oceanograf, geolog morski, pracownik Woods Hole Institute. To właśnie on podjął pierwszą ambitną próbę odkrycia Titanica przy pomocy sonaru opuszczonego z pokładu statku wiertniczego. Sonar był opuszczany na dno przy pomocy kabla rozwijanego do samego dna morskiego z zamontowanej na statku wieży wiertniczej. Niestety tym razem nie miał szczęścia, zaliczył kosztowną wpadkę, gdy sonar się urwał się wraz z całym kablem i poszedł na dno. Ballard na jakiś czas wyłączony był z wszelkiej działalności poszukiwawczej po tej kosztownej wpadce.

Jack Grimm i jego "śruba Titanica"

Jack Grimm i jego „śruba Titanica”

W czasie, gdy Ballard siedzi na ławce rezerwowych poszukiwaczy Titanica, do akcji wkracza szalony teksański nafciarz – Jack Grimm. Jack działa na polu poszukiwań Titanica w latach 80-83, ale jak działa! To taki „celebryta poszukiwań podwodnych”. Znany z robienia dużego szumu wokół siebie i swoich wcześniejszych akcji poszukiwawczych: Arki Noego, potwora z Loch Ness, Wielkiej Stopy. Facet był tak pewny swego i tak zarażał wszystkich dookoła siebie entuzjazmem, że bez problemu sprzedał prawa do opisania historii odnalezienia Titanica w książce, zrobienia audycji telewizyjnej, której narratorem był sam Orson Welles. Cała jego akcja to był jeden wielki telewizyjny cyrk. Na Youtube można jeszcze znaleźć fragmenty programu opowiadającego o tej wyprawie. Jednym z ważniejszych wątków programu było sposób typowania miejsca do przeczesywania dna morskiego. Miejsca te typowała… małpa.

Jack wynajął nawet sporą grupę naukowców, którzy dodawali całości przynajmniej wrażenia, że jest to naukowa akcja. Jednak im nie do końca wierzył i niespecjalnie się ich słuchał, zamiast trzymać się konkretnego planu poszukiwań cały czas wracał w swoje „ulubione” miejsca poszukiwań. Potem wyszło, że nawet był blisko wraku, jego sonar minął wrak dosłownie o grubość gazety podmorskiej, zabrakło mu „dosłownie” ok. dwóch kilometrów do wraku. Jack nie miał szczęścia, w dodatku jego wyprawie dokuczała słaba pogoda. Wrócił z wyprawy z niczym. Jednak nie mógł ogłosić klęski. Przedstawił więc prasie zdjęcie mozaikowe domniemanej śruby napędowej Titanica. Na tym się skończyła jego rola w tym serialu.

Zdjęcie kotła na dnie Atlantyku i fotografia kotła Olympica.

Zdjęcie kotła na dnie Atlantyku i fotografia kotła Olympica.

ODKRYCIE

Jest rok 1987, mija siedemdziesiąt pięć lat od kiedy Titanic zniknął pod powierzchnią oceanu. Do poszukiwań wraca Bob Ballard, tym razem wyposażony w konkretny statek badawczy i solidny plan poszukiwania. Po pierwsze, Ballard dobrze odrobił swoją pracę domową. Porównał lokacje poszczególnych statków spieszących na spotkanie z tonącym Titanicem, obliczył prawdopodobne ruchy prądów morskich i dryf statków. Po drugie, poszukiwania prowadzone były sonarem i całym szpalerem kamer telewizyjnych, co wbrew pozorom nie było głupim pomysłem. Sonar o dużym zasięgu nie miał zbyt dużej rozdzielczości i mógł co najwyżej pokazać większe elementy statku, o ile nie zostałyby zasłonięte jakimś naturalnym obiektem na dnie oceanu, albo nie zostałby błędnie zinterpretowany. Sonar zwyczajnie mógł minąć wrak o grubość dużego palca i nikt nie miałby o tym bladego pojęcia. Ballard słusznie założył, że najłatwiej będzie odnaleźć pole szczątków rozsianych w miejscu katastrofy. Wyobraźcie sobie opadający na dno wrak gubiący różne szczątki odpadające z pokładu i wypadające z uszkodzonego wnętrza (od początku przyjęto za pewnik, że zgodnie z rzadziej powtarzanymi przekazami statek się przełamał, poza tym większość wraków opadając na dno doznaje ogromnych uszkodzeń w wyniku naporu wody i ciśnienia, co powoduje implozje i gubienie dużej ilości drobnych szczątków). Statek opada przez cztery kilometry, a pole opadających szczątków jest roznoszone przez prądy podwodne i fizyka opadania ciał w cieczy robi swoje. Im dłuższa droga do dna, tym szerzej rozsypane szczątki. Zatem poszukiwania odbywały się dwutorowo – dno czesano sonarem i kamerami telewizyjnymi, przy których dzień i noc siedzieli obserwatorzy. I obserwowali. I obserwowali. I obserwowali. Oczywiście, było kilka fałszywych alarmów, tak więc jak już natrafiono na szczątki „jakiegoś wraku”, ociągano się z powiadomieniem Ballarda, póki obserwatorzy nie upewnili się co do pochodzenia zaobserwowanych przedmiotów. Wątpliwości rozwiała fotografia kotła parowego z Olympica.

Plan poszukiwań wraku i kursy Carpathii i Titanica.

Plan poszukiwań wraku i kursy Carpathii i Titanica.

1 września 1985 roku o 1:00 w nocy poszukiwacze natrafiają na pierwsze drobne szczątki wraku. Najpierw orientują się, że mają do czynienia z wrakiem, ale nie są jeszcze pewni, z jakim. Idąc po śladach szczątków natrafiają na kocioł parowy. Wtedy nabrano pewności, że to jest Titanic. Ilustracje identycznych kotłów z bliźniaczego Olympica rozwiewają wszelkie wątpliwości. To jest Titanic.

Dziób statku nadal robi ogromne wrażenie.

Dziób statku nadal robi ogromne wrażenie.

TITANIC DZISIAJ I W PRZYSZŁOŚCI

Widok Titanica na dnie oceanicznym budzi bardzo mieszane uczucia, z jednej strony wydaje się, że statek trzyma się nadzwyczaj dobrze jak na tyle lat w wodzie, ale jednak girlandy z rdzy mówią dużo o procesie rozpadu. Wyraźne ślady działalności kilku wyjątkowo żarłocznych bakterii pokazują, że statek niknie w oczach. Brązowa podstawa koła sterowego Titanica i inne elementy wykonane z brązu to najlepiej zachowane elementy statku. Podaje się, że pozostawiony w obecnym stanie wrak rozpadnie się nieodwracalnie w ciągu pięćdziesięciu lat. Najwięcej jednak zniszczeń powodują … nasze odwiedziny.

Tak wyglądał statek w dniu odkrycia. Dziś nie ma już bocianiego gniazda i wielu elementów wraku.

Tak wyglądał statek w dniu odkrycia. Dziś nie ma już bocianiego gniazda i wielu elementów wraku.

Trwają działania by Titanic otoczyć specjalną ochroną i zminimalizować wpływ ludzi na wrak. Wieloletnie wycieczki na dno oceanu, lądowania batyskafów na górnym pokładzie, grabieżcza polityka wydobywcza – to wszystko odcisnęło ogromne piętno na stanie wraku, który obecnie nosi wiele nowych śladów niszczycielskiej działalności ludzkiej. Dziury w zadaszeniu górnego pokładu, brakujące elementy, pozostawione śmieci. Ballard słusznie postuluje by ograniczyć wizyty do minimum i skupić się jedynie na przekazach z automatycznych jednostek pływających.

Pole szczątków wraku

Pole szczątków wraku

Najwięcej złego czyniło ładnie nazywające się Stowarzyszenie Titanic Inc., swego czasu bardzo aktywnie pracujące nad wydobyciem różnych pamiątek z wraku. Obecnie te pamiątki możemy oglądać między innymi w Las Vegas, gdzie jest stała wystawa wydobytych artefaktów (łącznie z fragmentem poszycia). W Polsce gościmy także objazdową wystawę, która pokazuje różne pamiątki związane z Titanicem.

Wydobyty fragment poszycia Titanica

Wydobyty fragment poszycia Titanica

Dla mnie osobiście to z jednej strony ogromna ciekawostka, z drugiej strony nie podoba mi się sposób traktowania tej historii jak źródła bardzo dobrych dochodów. Podoba mi się podejście Ballarda – szacunek do wraku, uznanie go za mogiłę zbiorową, okazywaną przy każdej okazji niechęć wobec tych, którzy zajmują się lub pragną wydobyć z dna jak najwięcej przedmiotów. Łowcy skarbów zapominają o tym, że jest to zbiorowa mogiła (w wyniku dość nieprzemyślanego braku inicjatywy Ballarda jako odkrywcy wraku by rościć sobie prawa do niego, prawa te wywalczyło właśnie Titanic Inc, a z jakiegoś powodu nigdy nie objęto Titanica szczególną ochroną jako zbiorowej mogiły). Bardzo działa na wyobraźnię obrazek par butów porozrzucanych na dnie wokół szczątków. Z początku Ballard nie zorientował się, czego jest to świadectwo – wydawało mu się niemal nierealne, że pary butów opadły na dno tak idealnie ułożone obok siebie. Potem dotarło do niego, że jest to obecnie jedyny ślad po spoczywających w tym miejscu zwłokach, które opadły na dno w 1912 roku. Organizmy podwodne uporały się ze wszystkim – z ubraniem, którego ledwie strzępki widać, z ciałem i kośćmi. Jedynym przedmiotem, który oparł się zębom czasu to skórzane buty.

Jedyny ślad po pasażerze statku.

Jedyny ślad po pasażerze statku.

Jeszcze jakiś czas temu odbywały się regularnie, co pięć lat zjazdy towarzystwa historycznego „Titanica” i ostatnich żywych uczestników katastrofy. Ostatni żywy pasażer -zmarł jednak w 2009 roku, choć nie był ostatnim pamiętającym katastrofę – w chwili podróży miał dwa miesiące. Ostatni pamiętający katastrofę pasażer zmarł w 2005 roku. W chwili katastrofy Lillian Asplund miała 5 lat.

Wszyscy chcący poznać bliżej historię statku, a także chcący odczuć choć namiastkę emocji związanych z transatlantykiem mogą odwiedzić rozliczne muzea rozsiane po świecie. Są co najmniej dwa w Stanach Zjednoczonych, mamy też zbudowane w Belfaście Muzeum Titanica zlokalizowane na terenie stoczni Harland & Wolff, tej samej, która zbudowała statek. Mamy więc okazję odczuć historię w miejscu bezpośrednio związanym ze statkiem. Zobaczyć suchy dok, w którym statek powstawał, zobaczyć budynki, w których pracowali budowniczowie statku. Ostatnim miejscem, gdzie można zbliżyć się do tej historii, jest cmentarz ofiar katastrofy w Halifax, w Kanadzie.

Muzeum statku w USA.

„Muzeum” statku w USA.

HISTORIA ZATACZA ŁADNE KOŁO

Jednym z ważnych elementów historii Titanica jest historia Carpathii, statku, któremu udało się dotrzeć pierwszemu na miejsce katastrofy i podjąć ocalałych rozbitków. Carpathia została zatopiona w 1918 roku przez niemiecki okręt podwodny u wybrzeży Irlandii, w nieznanej dokładniej nikomu lokalizacji. Dla mnie ogromnym zaskoczeniem była wiadomość, że człowiekiem, który aktywnie przyczynił się do odnalezienia zaginionego wraku Carpathii, był Clive Cussler – ten sam pan, który napisał powieść „Podnieść Titanica”, od której zaczęła się moja przygoda ze statkiem. Clive dzięki zdobytym z pisania i sprzedaży praw autorskich pieniądzom założył prawdziwą agencję poszukiwań podwodnych NUMA, choć trudno ją nazwać poważną międzynarodową agencją na miarę tej opisanej w książkach. NUMA Cusslera to małe towarzystwo utrzymujące się z pieniędzy Cusslera i poszukujące wraków pół amatorsko, pół profesjonalnie. Niemniej jednak odniosło ono kilka większych sukcesów, w tym zwłaszcza wielkim sukcesem było zlokalizowanie wraku Carpathii w 1999roku. Cussler w ten sposób dołożył swoją cegiełkę do tej arcyciekawej historii, a fikcja przeobraziła się w prawdę.

Pasażerowie Titanica na pokładzie Carpathii.

Pasażerowie Titanica na pokładzie Carpathii.

Źródła wiedzy:

„Tajemnice Titanica” National Geographic

„Niezatapialny Titanic” National Geographic

„Ghosts of the Abyss” James Cammeron

„Odnalezienie Titanica” Bob Ballard

Źródła zdjęć i grafik:

„Odnalezienie Titanica” Bob Ballard,

Wikipedia

Google

 

Się podoba? Niech kliknie

3 myśli nt. „Titanic czyli różne ciekawostki, o których mogliście nie wiedzieć. Część II

  1. Bardzo ciekawa historia, wciągnąłem się momentalnie!

    Jedynie na końcu miałem wrażenie, że Clive Cussler przyczynił się do zatopienia Carpathii. 🙂

  2. Sorry, ale teraz dopiero to wykukałem. Poprawione, dzięki! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *