Światło nurkowe w sam raz

Poczułem potrzebę wypowiedzenia się w temacie opisanym przez mojego dobrego przyjaciela, Pawła Kaczmarskiego (obecnego na forum Nuras.Info pod pseudonimem „pmk”), który na forum, oraz przez ostatnie dwa numery Nurasa dokonał fantastycznych testów latarek w grupie cenowej do tysiąca złotych. Paweł podszedł do tematu bardzo profesjonalnie, zrobił bardzo rzetelne porównanie parametrów dostarczonych do testów latarek. Dzięki temu otrzymaliśmy bardzo dobry zestaw informacji o latarkach, które z powodzeniem mogą służyć za główne światło dla rekreacyjnego nurka. Wcale nie musimy wydawać dwóch tysięcy polskich złotówek, uzbrajać się w ciężkie zasobniki z akumulatorami i bardzo profesjonalnie wyglądające głowice latarek zamontowane na uchwycie Goodmana. Jeżeli mamy dużo pieniędzy, kupujemy sobie światło ostrego, letniego, południowego słońca w bezchmurny dzień na Karaibach. Zdolne oślepić nawet już na wpół oślepłego nurka z odległości czterdziestu metrów. Dzięki takiemu światłu jesteśmy widziani z powierzchni, nawet jeżeli siedzimy na trzydziestu metrach najbardziej zabełtanego bajora, ale też musimy uważać, bo jakiś samolot może uznać, że właśnie wskazujemy mu naszym światłem miejsce lądowania. Świecenie sobie takim światłem w oczy nie tylko powoduje oczywistą ślepotę, ale też ścina białko w oczach i gotuje mózg na twardo. Odpalanie takiej latarki nie będąc w zanurzeniu dozwolone jest tylko w najgrubszych hutniczych rękawicach, gdyż obudowa osiąga temperatury godne powierzchni słońca.

Jeżeli jednak nie mamy na koncie nudzących się dwóch tysięcy złotych z jakimś miłym ogonkiem, wtedy zaczynamy eksplorować te niższe półki, omijane przez nurków technicznych i „technicznych” (czyli takich, co mają pieniądze, ale jeszcze nie umiejętności). Okazuje się, że wcale nie ma na tych półkach obrazu nędzy i rozpaczy, jest w czym wybierać, a światła sprzedawane jako „backup” wcale nie muszą być światłem zapasowym – używać tylko w ostateczności, jeżeli twoje główne boskie światło przestanie świecić swoją boską mocą. Okazuje się, że półki wręcz uginają się pod dużą ilością propozycji latarek rodzimej i zagranicznej produkcji – latarek mocnych, solidnych, wytrzymałych i świecących bardzo dobrą wiązką światła. Nie musimy kupować uroczo żółtych, plastikowych lampek, które środowisko uznaje jako dobre dla dzieci, albo pseudo turystów nurkowych w Egipcie. Mamy do dyspozycji solidne metalowe maczugi, które w razie czego mogą służyć za całkiem skuteczne narzędzie do samoobrony przed rekinami, czy nachalnymi nurkami, którzy próbują się przyssać do naszego powietrza.

Jak już wiecie, ja sam wybrałem Tecline’a LED US 15. Tecline to polska marka, sama latarka produkowana jest w Azji. Latarki porównywalne do Tecline LED US 15 znajdziecie w ofercie Gralmarine, Light4me, Light Monkey. Mowa tu głównie o latarkach w przedziale cenowym 300 – 400zł. Niektóre opcje będą droższe. Co mi się spodobało w Tecline to stosunek ceny do mocy i jakości latarki. Za trzysta z kawałkiem dostałem latarkę, dokupiłem porządne akumulatorki (zwracam uwagę, że wcześniej producent wypuszczał latarki z instrukcją zakazującą używania akumulatorków), do tego solidna ładowarka do akumulatorów (do latarki wkładamy trzy pociski, dobrze więc by ładowarka mogła ładować nieparzystą liczbę aku). Producent deklaruje dużą ilość lumenów. Tak dużą, że całe środowisko nurkowe (nawet to znające się na technicznej stronie świecenia) nie wierzy producentowi. Wiem tylko, że LED US 15 daje mi mocne światło na pięć, sześć normalnych nurkowań, potem moc światła spada i warto podładować aku.

Paweł do testów wyciągnął z Gralmarine latarkę KX Spot – nie widzę jej teraz w ofercie, rozumiem, że to chwilowe. Wersja KX Spot T może też być ładowana akumulatorkami R14. Wersja bez T może być tylko zasilana bateriami zwykłymi bądź alkalicznymi. Wymiary i kształt zbliżone do Tecline’a. Parametry także. Pawłowi jednak trochę bardziej przypadła do gustu Gralmarine – subiektywna to ocena. Rozumiem jeden zarzut wobec Tecline’a – żebrowanie wokół głowicy, które nie ma żadnego praktycznego zastosowania, za to świetnie zbiera drobne kamyczki i brud. Ja na to kompletnie nie zwróciłem uwagi, dopóki Paweł o tym nie napisał. Rzecz to względna, ale na pewno Gralmarine tu wygrywa, bo takiego żebrowania nie posiada. Gralmarine za to jest ciut droższy. Wybór należy do was, oparty raczej na zaufaniu do danych marek, niż na parametrach, bo te są niemal identyczne.

Mi za to w moje testerskie ręce wpadła latarka KX Narrow. Paweł miał ją wcześniej i zdołał wykonać wszystkie pomiary parametrów, pozwolę sobie więc tylko przedstawić te wyniki, a sam skupię się na wrażeniach z użytkowania. Pierwsza, najważniejsza rzecz to wielkość latarki – króciutka, poręczna i bardzo solidna latarka. Średnica podobna do tych poprzednich latarek, ale latarka jest za to o co najmniej połowę krótsza. Kapitalna więc latarka, tym właśnie wygrywająca z moim Teclinem i z KX Spot. Tamte to takie miecze dwuręczne. Spokojnie mogą służyć do zabaw w rycerzy Jedi. Jeżeli jednak mają sobie wisieć nieużywane, albo spoczywać w kieszeni podczas nurkowania, wtedy zauważamy ich nieporęczność. Kieszenie w naszej kamizelce, czy suchym skafandrze powinny być długie, żeby pomieścić te maczugi. A jak je powiesić, to warto jakoś jeszcze złapać dodatkową gumką by nie przeszkadzały zwisając bezwładnie. I tutaj wkracza króciutki KX Narrow, taki knypek chowający się niemal w pięści, ale nie jest to byle trzcinka, ale kawał granatu, który parametrami za daleko nie odbiega od dłuższych braci. Moc świecenia oczywiście niższa, długość świecenia na dostarczonym akumulatorze też słabsza, ale nie są to parametry złe. To fajna konstrukcja dla ludzi, którzy chcą mieć dobre, mocne światło, ale nie mają bądź nie lubią zajmować sobie miejsca długimi pochodniami. Taki „krasnal” spokojnie zmieści się w każdej kieszeni, a powieszony bez żadnej dodatkowej gumki przytrzymującej w ogóle jest niezauważalny. Jedyne, co przyprawia o ból głowy to cena. Jak zobaczyłem cenę tego skubańca to złapałem się za głowę. Ponad siedemset złotych. Wniosek jest taki, chcesz oszczędzić miejsce, musisz wydać więcej. W zestawie jednak od razu otrzymujesz akumulatorek i ładowarkę. Oczywiście zapewne można znaleźć akumulator o lepszych parametrach, bo ten w moim testowym zestawie po drugim nurkowaniu już nadawał się do ładowania – moc świecenia dość szybko spada.

Tym sposobem zauważyć jest łatwo, że przeciętny rekreacyjny nurek, który nie musi pod wodą kręcić filmu klasy kinowej, nie znajduje przyjemności w wypalaniu wszelkim wodnym stworzeniom oczu swoim super HIDem z akumulatorowym zasobnikiem wagi amerykańskiej półciężarówki, może spokojnie zaplanować swój latarkowy budżet w kwocie do tysiąca złotych.

Kłopot się robi, jak zapragniemy filmować nasze nurkowania, bo wtedy można kombinować nawet z tego typu latarkami, ale należy dokupić, albo zamówić u producenta odpowiednie rozwiązania (Gralmarine bez problemu prawie każdą swoją latarkę przystosuje do świecenia rozproszonym światłem), które spowodują, że te punktowe latarki zamienią się w lampy wideo, no i dla przykładu, żeby przyjemnie doświetlić plan filmowy podczas nocnego nurkowania musielibyśmy się wyposażyć w co najmniej dwie latarki typu LED US 15. Do tego trzeba pomyśleć o wygodnych ramionach dla latarek, połączonych z naszą kamerą, o jakimś uchwycie na to wszystko, no i pieniądze same uciekają w popłochu z portfela.

Powyższe grafiki i zdjęcia przygotowane przez Pawła Kaczmarskiego (pmk).

Artykuły Pawła dostępne są w numerze 44 i 45 z 2013 Nuras info.

Zapraszam do ich lektury, kawał solidnej roboty.

A na koniec jeszcze krótki filmik, który już gdzieś kiedyś publikowałem. Na filmiku zobaczycie, o ile „gorsze” jest światło Tecline’a od tego super boskiego światła 7 LED WIDEO. Nie porównujcie tylko właściwości oświetlenia. US 15 jest latarką punktową – sygnalizacyjną – służy do punktowego oświetlania i komunikowania się pod wodą (tak, podstawiamy latarkę pod maskę i udajemy ducha robiąc głupie miny). A 7 LED WIDEO to potężny zwierz do kręcenia filmów w totalnym mroku. Latarka mocą przyćmiewa pełnię księżyca, powoduje, że bledną gwiazdy, producent powinien na obudowie pisać, żeby nie celować światłem w inne planety, gdyż efekt może być podobny do tego, co potrafiła zrobić Gwiazda Śmierci z Gwiezdnych Wojen.

Się podoba? Niech kliknie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *