Głęboka miłość

Na forach nurkowych już o tym filmie pisali, na facebooku moi znajomi nurkowie też o tym piszą od dłuższego czasu. Całe środowisko wspomina o zbliżającej się premierze dokumentalnego filmu „Deep Love”. Wszyscy czekają z napięciem, wszyscy przebierają nóżkami odliczając czas do premiery. Czemu? Skąd to zainteresowanie jakimś polskim dokumentem? Szeroka publika nie często ma okazję usłyszeć, przeczytać, czy zobaczyć w TV coś, co dotyka naszej miłości. Stąd każde takie większe wydarzenie kulturalne, czy medialne jest natychmiast wychwytywane przez nasze środowisko. Samych szeroko spopularyzowanych filmów o nurkowaniu jest tyle, co kot napłakał. Zapytajmy pierwszego z brzegu człowieka (choćby i nurka) o jakiś film o nurkowaniu. Co nam odpowie? Chyba nie muszę odpowiadać. Podpowiem tylko, że to film z takim wysokim francuskim aktorem, który znany też jest z roli pewnego zawodowca Leona.

W ten sposób premiera „Deep Love” już tylko z tego powodu nie przejdzie bez echa. Z pewnością odbędzie się „narodowa” dyskusja w stylu tej, jaką odbywa nasz naród po każdym meczu reprezentacji. Ta dyskusja odbędzie się jednak na skalę polskiego środowiska nurkowego. Nie będzie tak spektakularna, ale nie będzie wcale spokojniejsza. Jedni będą analizować,  czy film spowoduje napływ kolejnych osób na kursy, czy może odpływ. Drudzy będą zastanawiać się nad sensem podejmowanych przez bohaterów filmu decyzji. Wszyscy przeanalizują znaczenie filmu dla naszego sportu, czy film zaszkodzi, czy pomoże. Oglądając ten film popatrzymy w lustro, w nasze odbicie. Zastanowimy się jak nas ludzie postrzegają i czy my ten wizerunek akceptujemy. Pomyślimy może też przez chwilę czym jest dla nas samo nurkowanie.

Ludzie postrzegają nurkowanie bardzo różnie, dla wielu jest to sport wyczynowy – potrzebna dawka adrenaliny, dla wielu innych forma rekreacji – oglądanie bajkowo kolorowych „pejzażyków” pod wodą. Ilu jednak ludzi traktuje nurkowanie jako cel w sam w sobie? Cel do samorealizacji, pokarm dla ambicji, coś bardziej wzniosłego niż tylko sposób na spędzenie wolnego czasu czy utopienie dużej ilości pieniędzy, czy niepotrzebne narażanie własnego zdrowia lub życia? Czy nurkowanie może mieć jakieś atrybuty pożyteczności, czy może nam się zwrócić z nawiązką – i nie piszę tu o stronie finansowej. Co my możemy zyskać nurkując? Na chwilę zapomnijmy o stereotypach: o pazernych szkołach nurkowych starających się wydać jak największą ilość certyfikatów nurkowych, szkolących byle jak, byle szybko. Zapomnijmy o masowych nurkowaniach w Egipcie, gdzie przeciętnie wyszkoleni nurkowie w bardzo kolorowych wdziankach  maszerują posłusznie gęsiego za przewodnikiem nurkowania, zadeptują rafy, wraki, straszą ryby i kojarzą nam się ze wszystkim najgorszym, co może nurkowania dotyczyć. Pomyślmy o tym momencie kiedy nurkowanie przestaje być tylko sportem wyczynowym o podwyższonym ryzyku utraty zdrowia lub życia. Inspiracją dla nas może być historia Janusza „Soley’a” Solarza. Za nurkopedią podaję:

SOLARZ JANUSZ, „Soley”, z wykształcenia ekonomista i prawnik (…) dwie kadencje pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Miasta i Gminy w Skawinie. Z nurkowaniem związany od 1974 r., posiada uprawnienia: instruktora płetwonurkowania w organizacjach nurkowych: CMAS; PADI; DSAT; NAUI, HSA, instruktora trenera ratownictwa – DAN i EFR,  nurka zawodowego klasycznego i kierownika robót nurkowych.

 Przez 11 lat pełnił funkcję prezesa Akademickiego Klubu Podwodnego KRAB w Krakowie, największego klubu nurkowego w Polsce, przez wiele lat był członkiem Komisji Działalności Podwodnej Zarządu Głównego PTTK.

Współzałożyciel i współudziałowiec firm „Soley” – zajmującej się robotami hydrotechnicznymi i geotechnicznymi na terenie Polski południowej i Centrum Turystyki Podwodnej „Nautica”. Jeden z animatorów i realizatorów kilku projektów realizowanych pod wspólnym hasłem WIELKI BŁĘKIT: profesjonalnego wydawnictwa podręczników nurkowych, fundacji upowszechniającej m.in. nurkowanie oraz internetowego portalu nurkowo-żeglarskiego.

Statystyka nurkowa – 4000 nurkowań/3000 godzin w zanurzeniu; 600 nurkowań głębszych od 30 m; największa osiągnięta głębokość 150 m; zaliczone wszystkie znane nurkowiska świata z wyjątkiem Wielkiej Rafy Barierowej; wyszkolone ponad 2500 osób. Autor publikacji fachowych w wydawnictwach i czasopismach nurkowych.

Przyznacie, że to nie jest byle chłystek, który sporo nurkuje, ale generalnie z tłumu się nie wyróżnia. Raz, że zjadł wszystkie możliwe certyfikaty wszystkich znaczących organizacji, dwa, że zaangażowany w rozwój dziedziny i to diabelnie. Propaguje, reklamuje, pisze, wydaje. Człowiek orkiestra. Wzorzec do naśladowania. Kimś takim chciałbym być. Chciałbym, żeby kiedyś i o mnie takie słowa można było napisać. Mam duże obawy, że nigdy mu do pięt nie dorosnę. To jednak nie koniec historii. Janusza dopada tragedia – wylew. Jest sparaliżowany, nie może mówić, chodzić. I tutaj nie chcę psuć nikomu przyjemności z oglądania dokumentu, więc w skrócie tylko powiem, że Janusz nie poddaje się i wraca do nurkowania. Do tego stawia przed sobą ambitny cel, głębokie nurkowanie w Blue Hole. Jakby jeszcze było mu mało, jakby jeszcze nie czuł, że przecież już wszystko osiągnął. Nurkowanie daje mu siłę, daje mu napęd do życia. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie to obowiązkowy materiał na każdy kurs wprowadzający w nurkowanie. Historia Janusza powinna być punktem obowiązkowym w każdej pogadance o nurkowaniu. Niech sobie ludzie nie myślą, że za nurkowaniem stoi tylko komercja, żądza adrenaliny, od głupiutkiego bąbelkowania wokół kolorowych rybek aż po szalone niebezpieczeństwa nurkowań technicznych, jaskiniowych, wrakowych. Z nurkowania możemy wynieść coś więcej. Nurkowanie może być dla nas lekarstwem.

Sam widziałem na kursach ludzi, którzy w ten sposób chcieli przełamać swoje lęki, pokonać swoje słabości. To nie jest żadna fantazja instruktorów. Ja to widziałem na własne oczy. Podam bardzo malowniczy przykład. Sam nie wierzyłem, że ktoś może mieć takie dziwne fobie. Moja dobra znajoma pojechała z nami na Cypr. Były to jeszcze lata studenckie, to i taki był wyjazd – plaże, kąpiele, dyskoteki, zabawa. Żadnego nurkowania. Okazało się, że znajomej nie ciągnie do morza. Dziwiłem się, po co wyjeżdżać na wakacje na taki Cypr, skoro nie korzysta się z głównej atrakcji takiego wyjazdu – z kąpieli w morzu? Znajoma zaliczyła w końcu kilka kąpieli w morzu, ale tylko po zmroku, krótkie wejście i zaraz wyjście. Już nie pamiętam, o co konkretnie chodziło, czy przytłaczał ją ten ogrom wody, przestrzeni, czy co innego, generalnie chodziło o lęk związany z wodą. Spotykaliśmy się od czasu do czasu, ja jej opowiadałem o nurkowaniu, ale nigdy nie podejrzewałem, że się nim zainteresuje sama. Potem spotkaliśmy się po dłuższej przerwie. Okazało się, że jest już po kursie, że nurkuje i nie ma już żadnych problemów z wodą. Ciach, ciach i proszę. Da się? Da się. Proszę o takich przykładach pamiętać i takie przykłady kolekcjonować. Proszę wszelkim niedowiarkom je podawać na potwierdzenie tezy, że nurkowanie wcale nie musi być zabawą dla znudzonych, niezbyt biednych ludzi. Dla wielu z nas może być terapią.

Chciałbym też by historia Janusza zwróciła oczy nurków na naszych partnerów życiowych. Przecież w tej historii jest też miejsce na jego życiową partnerkę, też nurkującą, w dodatku szkolącą osoby niepełnosprawne. Nieważne czy wasi partnerzy, czy bliscy też nurkują. Ważne, że oni często muszą walczyć ze strachem o nas. Czy my wrócimy z tego wyjazdu z Hańczy? Przecież tyle się czyta o wypadkach na Hańczy każdego roku. Choćbyśmy byli największymi mistrzami asekuranctwa – nurkowali tylko do limitów rekreacyjnych, zawsze świetnie przygotowani (wszystko zdublowane, obwieszeni butlami, zawsze na smyczy spięci z powierzchnią), z najlepszymi partnerami nurkowymi pod słońcem – zawsze może pójść coś nie tak. Problemy zdrowotne postanowią akurat w tym momencie się ujawnić, kogoś dopadnie atak paniki, narkoza azotowa, cokolwiek. A jeszcze lepiej mają ci, którzy pokonują bariery nurkowań rekreacyjnych i schodzą jeszcze głębiej, w jeszcze bardziej niebezpieczne miejsca. Ilu nurków nigdy nie wypływa z jaskiń, ilu nie wraca z głębin, nawet tych, które już sami wielokrotnie eksplorowali?

My jako tako oceniamy to ryzyko i decydujemy się je podjąć. Chyba dość często nie zdając sobie w pełni świadomości z tego, jak blisko poruszamy się granicy i jak łatwo ją przekroczyć. Czasami łapiemy się po nurkowaniu na tym, że przecież zrobiliśmy właśnie coś niekoniecznie roztropnego. Sam wam się przyznałem na łamach mojego nurkologa, że zdarzały mi się sytuacje, że przeszarżowałem, że zbliżyłem się do tej niebezpiecznej przepaści, że mogłem w nią runąć. W takich chwilach myślę o sobie przede wszystkim, oceniam ryzyko z mojej perspektywy. Rozmyślam o tym, co by się stało gdybym wpadł w śmiertelną pułapkę pod wodą. Odnoszę – może mylne – wrażenie, że jestem pogodzony z tym faktem, że kiedyś mogę nie wypłynąć. Co jednak o tym myśli moja żona? Czy wy myślicie o tym, że świat nie kończy się tylko na was, że w domu może czekać na was ona, on, ono. Co się z nimi stanie, jak nas zabraknie? Na drugiej stronie szali jest jednak nasze szczęście. Nasi bliscy widzą, ile radości nam sprawia nurkowanie, ile daje nam ono energii do życia. Wiedzą, że wielu z nas zabiłby zakaz nurkowania.

Nie chcę udzielać odpowiedzi na wszystkie pytania, nie chcę pouczać, czy wskazywać „jedyne słuszne” kierunki. Chcę byście sami odpowiadali sobie na takie pytania. Tylko w ten sposób znajdziecie swoją ścieżkę poprzez świat podwodny i odkryjecie swoje szczęście. Mam nadzieję, że „Deep Love” zainspiruje wielu z was do zadawania tych samych lub kolejnych pytań. Mnie zainspirowało jeszcze zanim obejrzałem ten film, kto wie, co mi się w głowie zakotłuje już po obejrzeniu dokumentu i co wtedy napiszę?

Deep Love

Się podoba? Niech kliknie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *