Od zera do „Owsika”

Skłamałbym, gdybym powiedział, że pamiętam to jakby to było dziś. Jednak dość dobrze umiem umiejscowić to wspomnienie w czasie. Był dziewiętnasty maja dwutysięcznego trzeciego roku. Miałem dwadzieścia trzy lata i właśnie wracałem z weekendu spędzonego nad jeziorem Narty. Byłem szczęśliwy jak nigdy, właśnie wracałem jako świeżo upieczony nurek OWD. Podróżowały ze mną jeszcze dwie nowo certyfikowane nurczynki. Pamiętam, że rozmawialiśmy o tym, co dalej. Pamiętam, że już wtedy padło to słynne „pewnego dnia będę instruktorem nurkowania”. Jedna z koleżanek też złożyła taką obietnicę. Nie pamiętam już ich imion, nasze drogi się rozeszły. Siedzę przed komputerem, z lewej leży mój certyfikat OWD. W kuchni, na lodówce wisi dyplom potwierdzający, że trzynastego kwietnia tego roku pomyślnie zdałem wszystkie egzaminy kończące kurs IDC (Instructor Development Course) i potwierdzające, że od teraz mogę uczyć innych jak nurkować. Wciąż przed oczami mam ten moment, kiedy włoski egzaminator, bardzo sympatyczny (co zaskakujące – świetnie mówiący po angielsku, co zabawne – okrutnie przypominający mi nieśmiałego właściciela sklepu z komiksami w serialu „Big Bang Theory”) Marco ściska moją rękę i mówi „Congratulations, Open Water Scuba Instructor”. Najważniejsze słowa dla mnie. Kończące pewien etap w życiu, zamykające długą drogę od marzenia do realizacji, otwierający nową, zapewne równie trudną część życia przede mną. W końcu wymyśliłem sobie, że z tego bycia OWSIkiem da się utrzymać. Może wtedy, w dwutysięcznym trzecim było to dość oczywiste, teraz – coś jakby mniej. Instruktorów jest jak psów, pieniądze nie leją się z nieba, hasło „kryzys” wciąż ochoczo hula sobie po rynku, choć już chyba co najmniej rok temu oficjalnie odwołano tą imprezę. Czemu ja więc jak osioł uparcie dążyłem do swojego celu, wydając okrutnie nieprzyzwoite kwoty pieniędzy na ten temat, skreślając poważną liczbę cyferek ze swojej prywatnej świnki skarbonki, która miała mi zapewnić dostatnie życie emeryta? Bo człowiek żyje po to by realizować swoje marzenia. Jednym z moich marzeń było zostanie instruktorem nurkowania. Właśnie przy nim teraz mogę postawić „fistaszka” – właśnie to odfajkowałem. Wiecie, jak fajne jest to uczucie? Jest taka dość banalna i patetyczna fraza umieszczona na początku podręcznika instruktora PADI „To, co dostajemy pozwala nam żyć, ale to, co dajemy nadaje życiu sens”. Tak powiedział/ napisał imć Winston Churchill. Niegłupie nawet i właśnie ja teraz czuję, że życie ma sens. Czy zmieni to mój stosunek do tego bloga, czy wpłynie to jakoś na bloga? Niespecjalnie, wcale nie uważam, że ów dyplom spowodował nagle, że już wiem wszystko o nurkowaniu, nurkuję świetnie i mogę teraz wszystkim mówić jak mają nurkować. Wciąż się uczę, wciąż będę się uczył, poprawiał swoje techniki, trenował, kupował, wymieniał sprzęt i tak dalej, i tak dalej. Tyle jeszcze jest rzeczy do poznania, zobaczenia i opisania. Z pewnością nie zabraknie mi tematów do opisywania. 10175905_842489205768486_2029824555_o

Kurs i egzamin kończący to była dla mnie prawdziwa droga przez mękę. Dawno nie musiałem zdawać egzaminów, a nie jestem fanem takich wrażeń. Stresu było dużo. Generalnie do testów z wiedzy przygotować się jest łatwo (ale ja nigdy dobrym uczniem nie byłem, ciężko mi idzie „siadanie do książek” i długo nad nimi nie wytrzymuję), ja jednak pietra miałem przed wszystkimi częściami praktycznymi egzaminu, gdzie nawet najlepsze przygotowanie nie zapewnia stu procent pewności przejścia. Łatwo jest pomylić jakąś sekwencję ćwiczenia, z nerwów zapomnieć o jakimś elemencie demonstracji. Sporo potu i nerwów mnie kosztowały części praktyczne. Piotrek Kędzia dawał z siebie wszystko w trakcie dwóch tygodni nauki, przygotował nas dobrze do egzaminu, spędzając z nami całe dni od rana do… kolejnego rana czasami. Wracaliśmy z basenów o trzeciej, o czwartej nad ranem. Wypluci, wypruci, wymęczeni. Jechaliśmy potem na kolejne zajęcia, z niesłabnącym entuzjazmem i energią. Zdawaliśmy kolejne testy sprawdzające nasze przygotowanie do egzaminu. To były najbardziej intensywne dwa tygodnie nauki, jakie przeżyłem w swoim życiu. W piątek przed egzaminami ruszyliśmy na Kraków. Do hotelu dotarliśmy koło północy by zameldować się o 7:30 w sobotę na rozpoczęciu egzaminów. Już i tak byłem totalnie wybity z normalnego rytmu spania, niespecjalnie mi przeszkadzało to, że realnie przespałem wtedy może z pięć godzin. Adrenalina buzowała od samego rana. Pamiętam, że jak już kończyłem sobotnie zajęcia wiedząc, że wszystko poszło dobrze, wiedziałem, że niedzielne zajęcia na wodach otwartych to już formalność, że już jestem jedną nogą instruktorem. Bezczelne to było przeczucie, jednak tak właśnie się czułem – skoro wykłady i baseny ogarnąłem, na wodach otwartych będę się musiał mocno postarać by to spartolić. Sobotnia noc była pierwszą kiedy porządnie się wyspałem. W niedzielę miałem wylosowane dwa dość złożone ćwiczenia do poprowadzenia – CESA przy linie i oddychanie z octopusa. Oba jednak już miałem mocno przetrenowane, układ znałem, plan poprowadzenia miałem w głowie. Poszło tak szybko, że się nie zorientowałem nawet jak już wracałem do brzegu. Tutaj tylko szybka prezentacja podejmowania nieprzytomnego nurka z powierzchni, rozebranie go ze sprzętu i doholowanie do brzegu z prowadzeniem sztucznego oddychania i już wyłaziłem z wody by robić odprawę końcową. Kilkanaście minut później już wręczano dyplomy, gratulacje, zdjęcia, uśmiechy i ten niesamowity moment, kiedy cały stres z człowieka schodzi. Kiedy dociera do ciebie pierwszy raz ta myśl: zdałeś, jesteś już instruktorem nurkowania.

10006195_10201800611357935_2107985383307111448_n

Na kurs instruktora biegiem marsz!

Czyli dlaczego długo nie będę Divemasterem.

Tak, proszę Państwa, czas się brać ostro do roboty. Obiecywałem sobie to dawno temu, kilka razy odkładałem, były lata, że myślałem, że nic z tego nie będzie. Pierwszy raz pomyślałem o tym, że chcę zostać instruktorem, jak byłem na kursie OWD. Było to ponad dziesięć lat temu. Mijały lata, uciekały mi kolejne okazje by dążyć do tego celu. Splot różnych wydarzeń, ogólnie przeciętny zawodowo 2013 rok (ale nie nurkowo, to trzeba przyznać!) – przesądziły o tym, że wziąłem i przed się wziąłem odpowiednie kroki. Czas iść na kurs. Jestem w 3/4 kursu Divemastera, praktycznie nie zabawię długo na tym poziomie, bo to będzie jakiś miesiąc może i 29 marca rozpocznę kurs instruktorski (jak nic nie stanie na przeciwko). Kosztuje to straszne pieniądze, nie mniejsze pieniądze wydaję by skończyć kurs Divemastera, do tego w końcu trzeba kupić suchy skafander, bez tego nie ma jak w ogóle podejść w Polsce do zaliczenia kursu instruktorskiego. Nic tylko pożyczać, wybierać ostatnie oszczędności, kombinować jak koń pod górę.

Dlaczego tak nagle i tak prosto z marszu? Dlaczego nie pobyć jakiś czas divemasterem? W moich oczach na polskim rynku divemaster to tylko taka droga zabawa w „profesjonalnego nurka”. Dla polskich centrów nurkowych divemaster nie jest ważnym ogniwem w prowadzeniu nurkowego biznesu. U nas to raczej forma aplikacji przed podejściem do instruktorskiego kursu. Zrobisz Divemastera tylko dla własnej satysfakcji, być może nawiążesz relację z jakimś centrum nurkowym i będziesz od czasu do czasu przewodniczył jakiejś wyprawie nurkowej w Polskę, czy zagranicę. Pieniędzy jednak na tym nie zarobisz, tylko wydasz może trochę mniej. Jeżeli jednak zamierzasz utrzymywać się z nurkowania, o divemasterze w Polsce zapomnij. Za granicą, w popularnych kurortach – owszem, praca się znajdzie. Jednak to już krok od instruktora, a to już porządniejsze pieniądze, więc tam też parcie będziesz mieć by zostać instruktorem. Niezależnie więc od tego, gdzie będę szukać pracy w biznesie nurkowym, wychodzę z założenia, że jako instruktor będę miał łatwiej/ lepiej.

Czy ja z tego wyżyję? Dużo się o tym ostatnio mówi. Kryzys nie pomógł rynkowi nurkowemu, choć bardzo go nie potargał. Nastroje w polskiej części tej branży dość mieszane ze wskazaniem na mało pozytywne. To jest to, co właśnie mnie tknęło jak zacząłem pracować u polskiego przedstawiciela Tusy i Poseidona. Wiele czynników wskazuje, że z branżą źle nie jest. Ba, niektóre wskaźniki pokazują, że jest nawet coraz lepiej. Skąd więc tak liczne głosy narzekania? Mogę tylko domniemywać, że z tego, że rynek się zmienił – przeprofilował. Klientów nie brakuje, ale konkurencja jest ostra. Łatwo jest wypaść z obiegu, albo być zepchniętym na boczny tor. Centra nurkowe to już nie towarzyskie kluby – takie dość hermetyczne towarzystwa wzajemnej adoracji, gdzie spora grupka oddanych ludzi orbituje wokół Szefa firmy/ głównego instruktora i jakoś się to kręci w ramach tej grupki. W tym układzie nie trzeba było specjalnie wysilać się by choćby skromne gromadki ludzi się pojawiały na zajęciach i wyjazdach. Teraz trzeba być maksymalnie otwartym, wciąż poszukiwać zainteresowanych, wciąż dawać o sobie znać, że tu jestem, że zapraszam. Walczyć o uwagę. Dochodzą jeszcze różne mechanizmy rynkowe, które ograniczają nam pole manewru w ustalaniu cen. Są groupony i inne wynalazki „kup pan tanio”, każdy chętnie trąbi swoją niską ceną na swoich stronach, fanpage’ach na facebooku, na forach. Nie wszystkim to odpowiada i czuć to w środowisku. Tak ja to widzę przynajmniej. I widzę, że nie ma co rąk załamywać, że wciąż jest przestrzeń do rozwoju i do pracy. Dlatego też nie załamuję się i zamierzam spróbować. Już w tym roku. W końcu to zawsze chciałem robić. Utwierdzam się w tym przekonaniu mogąc obecnie prowadzić (w ramach zaliczeń divemasterowskich) różne zajęcia z potencjalnymi nurkami i kursantami (program PADI „Odkryj nurkowanie” * i niektóre zajęcia z kursów OWD). Czuję wręcz rozpierającą mnie satysfakcję z każdych zajęć, po zakończeniu których moi podopieczni wychodzą z basenu z otwartymi szczękami, z wielkimi uśmiechami na twarzach (tak wielkimi, że gdyby nie uszy, toby się śmiali dookoła głowy). Czuję ogromną radość, jeżeli słyszę od któregoś, że chciałby się dalej szkolić pod moją opieką. To jest niesamowita przyjemność.

1003198_632949453409431_818933264_nfoto.1.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

Instruktor nurkowania to dla mnie naturalna kolej rzeczy. Długi czas zajmowałem się szkoleniem ludzi w biznesie. Długi czas myślałem, że to będzie moja ścieżka kariery. Okazało się, że mogę pogodzić jedno z drugim. Zawsze czułem się dobrze z tym całym zagadnieniem szkolenia, prezentacji. Wydaje mi się, że posiadam właściwe cechy by być dobrym nauczycielem. Rozumiem proces uczenia się ludzi (a sam okropnie się uczę),  umiem efektywnie przekazywać wiedzę. Przy okazji każda forma prowadzenia takiej edukacji sprawia mi dużo frajdy.

W tym miejscu zwrócę uwagę, że spotykałem się nieraz z różnymi divemasterami i kandydatami na divemasterów. Stwierdzam kategorycznie, że spora grupa tych ludzi kompletnie nie zrozumiała idei tego etapu w karierze nurkowej. Spora część ludzi dochodzi do tego poziomu tylko dla własnej satysfakcji, wcale nie po to by coś jako ten divemaster przed się brać. Ot po prostu, fajnie jest móc tytułować się divemasterem. W końcu master jest master – nic tu nikomu tłumaczyć nie trzeba. Spora grupa ludzi nigdy nie planowała i pewnie nigdy nie pójdzie ścieżką instruktorską. Nie mówiąc już o ludziach, którzy są pozbawieni jakichkolwiek predyspozycji by iść w tym kierunku. Divemaster to przedsionek w wielkiej chałupie PADI, w której większość mieszkańców żyje z edukowania innych. Po zaliczeniu „kursu” uiszcza się opłatę członkowską PADI i staje się jednym z mieszkańców tej chałupy. Ten czynsz należy opłacać co roku by móc dalej mieszkać w PADI. A mieszkać w PADI opłaca się tylko wtedy, kiedy ma się z tego jakieś pieniądze – to chyba oczywiste. Do tego proszę się przyjrzeć programowi kursu DM. Cała zabawa w ramach „kursu” DM to przecież przygotowanie do instruktorstwologii. Siedzimy całe dnie na basenach i uczymy się jak prezentować kolejne ćwiczenia z kursów PADI. Musimy posiąść wiedzę teoretyczną równorzędną tej posiadanej przez instruktora. Do zaliczenia mamy masę asyst instruktorskich, gdzie po prostu terminujemy przy wybranym instruktorze podczas prowadzonych przez niego kursów. Jeżeli to wszystko zaliczamy tylko po to by móc tytułować się DM i od czasu do czasu pojechać gdzieś jako „jeden z kadry organizującej wyjazd”, albo by komuś pomóc przy kursie (i nie mówimy tutaj o zarobieniu z tego tytułu pieniędzy) to dla mnie jest to pomysł dość szalony. Osobiście znam jednego człowieka na poziomie DM, który próbuje na tym poziomie żyć z nurkowania. Jak mu idzie, nie wiem. Chyba muszę go o to zapytać.

1017633_632949380076105_405548295_n

foto.2.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

Reszta potencjalnych DM albo w końcu zostanie instruktorami, albo w końcu przestanie płacić czynszu w PADI i tym samym przestanie być DM. Tutaj trzeba pamiętać, że DM tak naprawdę nie jest już stopniem nurkowym – nie dostanę nowej plastikowej karty do kolekcji. DM to jest status w PADI. Jeżeli więc walczę o ten status to tylko po to by coś z tego statusu wyniknęło. DM nie uprawnia mnie do nurkowania głębiej, inaczej, w innym sprzęcie, w innych miejscach. Jeżeli chcę piąć się po kolejne umiejętności, specjalizacje i możliwości – idę odrębną ścieżką. Dopinam ścieżkę rekreacyjną zdobywając wszystkie specjalizacje, nurkuję do 40 metrów, zostaje mi nadany tytuł Master Scuba Divera. Jeżeli czuję niedosyt, ruszam ścieżką nurkowań technicznych. Pomijam jednak całe to divemasterostwo szerokim łukiem, bo dla mnie jako dla nurka to kompletnie nic nie oznacza, że jestem DM. Tak więc nieważne, na jakim jesteś etapie ścieżki nurkowej, ale już zacząłeś myśleć o tym całym zamieszaniu z byciem divemasterem, z instruktorem to fajnie. Zrób tylko rachunek sumienia, sprawdź, czy jesteś naturalnym przywódcą (cecha opcjonalna, ale bardzo przydatna), czy lubisz udzielać się wśród ludzi (cecha obowiązkowa), czy lubisz im przekazywać wiedzę i widzisz, że dobrze ci to wychodzi. Jeżeli tak, to gratuluję, jesteś na dobrej drodze – w końcu osiągniesz swój cel. Nie wątpię w to.

1524773_626211664083210_321761051_nfoto.3.: Rudi Stankiewicz: Zajęcia „Odkryj nurkowanie”.

1546032_632948820076161_1832181706_n foto.4.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

1609772_632948540076189_676123864_nfoto.5.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

*) Z pełną premedytacją nie używam nazw angielskich. Nie jestem pewien czy to polityka PADI, czy nie/świadoma decyzja, czy lenistwo polskiej grupy decydującej o tym jak tłumaczyć materiały PADI, ale używanie angielskich nazw uważam za błąd.

Nurkowanie na forum

W końcu każdy z nas prędzej czy później zdecyduje się zajrzeć na jakieś forum nurkowe. Powodów ku temu jest wiele. Powodów, by tego nie robić i się przed tym bronić – też sporo. Nurkowanie na forum to nie jest rekreacja, to już jest nurkowanie techniczne. Sport ekstremalny wymagający dobrego przygotowania i jako takich umiejętności. Po pierwsze, trzeba pamiętać, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie. Rzucenie pytania z gatunku „potrzebuję porady” zakończy się zwykle kilkustronicową dyskusją, gdzie pojawi się mnogość opinii, w tym część kompletnie nie na temat, a sam pytający zwykle w pewnej chwili poczuje się kompletnie wykluczony z dyskusji. Po drugie, kto miał do czynienia z jakimkolwiek forum ten wie, że ciężko jest z niego wyłowić jakieś cenne, obiektywne, lub wartościowe informacje. Nigdzie nie ma poradnika, jak oceniać otrzymane informacje, na żadnym forum nie ma instytucji obiektywnego recenzenta merytorycznej strony publikowanych informacji.  Trzeba spędzić sporą ilość czasu na forum by rozpoznać autentyczne autorytety i ludzi, którzy rzeczywiście posiadają odpowiednie kompetencje by wypowiadać się na zadany temat. To jest prawdziwe oddzielanie ziarna od plew. Proces wymagający czasu i determinacji z naszej strony. Wchodząc w to ekstremalne, obce nam środowisko pamiętajmy o jego typowych mieszkańcach. W każdym środowisku for mamy do czynienia z podobnymi typami użytkowników. Nie inaczej jest z forami nurkowymi. Mamy tu licznie występujące stada okazów z rodziny „ja wiem lepiej”, które są bardzo aktywne, żerują wszędzie i w każdych warunkach nie zważając na to, czy jest to środowisko odpowiednie dla nich. Łatwo napotkać też drapieżniki z rodziny trollowatych. Najliczniejsza jest jednak grupa, która po prostu chce się wypowiedzieć  niezależnie od tego, czy mają coś ciekawego i ważnego do powiedzenia w danym temacie. Otwarte, dzikie i niebezpieczne wody polskich forów są strzeżone licznie przez różne grupy moderatorów i administratorów, którzy mniej lub bardziej ingerują w prowadzone dyskusje. Przy czym robić to będą w mniej lub bardziej mądry sposób i niejeden raz będziesz miał z nimi do czynienia. Nie będzie to zawsze łatwy kontakt, pamiętaj, że fora to wody prywatne, rządzą się własnymi prawami i logiką. Musisz akceptować te warunki, jeżeli chcesz bezstresowo eksplorować dane środowisko. Brniemy więc w gąszczu informacji, przedzierając się przez całe chaszcze chwastów merytorycznych, przebijając się przez ściany glonów zamulających nam jakąkolwiek percepcję, omijamy przeszkody i pułapki rzucane nam na drogę przez użytkowników i strażników środowiska. Staramy się znaleźć nasze eldorado, nasz cel nurkowania na forum. Nie bójmy się jednak wyzwania, ponieważ prawie zawsze osiągniemy nasz cel, a po dłuższej obecności na forum zauważymy zalety płynące z obeznania się z tym środowiskiem. W końcu nauczymy się rozpoznawać osobniki, które mogą dysponować wiedzą, której my potrzebujemy. Prawie zawsze możemy liczyć na czyjąś pomoc. Prawie zawsze znajdziemy ciekawe i przydatne informacje. W końcu zrozumiemy, że to środowisko dostarcza nam także wiele cennych informacji, których nie spodziewaliśmy się znaleźć w tym miejscu. Aktualne informacje o akwenach, na które zamierzamy się wybrać. Sytuacja pod wodą, dostępność baz nurkowych, informacje o możliwości naładowania butli, wypożyczenia sprzętu, aktualne ceny. Chcesz porównać sprzęt, chcesz obejrzeć sprzęt, który chcesz kupić – zarejestruj się na forum, jest duża szansa, że znajdziesz posiadacza danego sprzętu. Nie pytaj się o jego subiektywne odczucia, umów się z nim na wspólnego nurka. Albo sobie dokładnie obejrzysz dany sprzęt w akcji, albo nawet twój nowy znajomy z chęcią ci go pożyczy byś sam mógł się przekonać o rewelacyjności jego osobistego sprzętu.

No i najważniejsze, forum to najlepsze miejsce do zyskania nowych znajomych, przyjaciół i partnerów do nurkowania. Jesteś więc samotnikiem, który już zrobił kurs, albo dopiero się nad nim zastanawia? Martwi cię ta niepewność, czy w ogóle będziesz miał z kim nurkować, z kimś, kto podpasuje ci swoim stylem nurkowania, stylem bycia i życia? Zarejestruj się na forum. Możliwości będziesz miał bez liku by poznawać nowych ludzi, by odwiedzać nowe miejsca, zabierać się z jakąś większą grupą, dzielić kosztami dojazdu, czy organizacji wyjazdu. Na naszej internetowej scenie nurkowej występuje kilka ważnych miejsc wymiany informacji pomiędzy nurkami. Na pierwszym miejscu stawiam forum nuras.info. Najszybciej i najprościej tam trafić, dużo się dzieje, jest dużo aktywnych i regularnych użytkowników. Zwracam jednak uwagę na dość nietypowe działanie lokalnych strażników. Ci starają się głównie kontrolować kulturę i pilnować podstawowych zasad netykiety, zwracają też uwagę na to czy przypadkiem nie próbujemy uprawiać jakiejś komercyjnej działalności tam, gdzie nie jest to dozwolone. Nie zwracają jednak uwagi na jeden, dla mnie bardzo ważny, czynnik – trzymanie się tematu. W ten sposób forum łatwo zaśmieca się i zarasta rzęsą szumu informacyjnego. Wrzucamy zapytanie do wyszukiwarki tematu, dostajemy mnóstwo odpowiedzi, zwiedzamy wskazane wątki i odkrywamy, że:

– poszukiwana przez nas informacja jest w tytule jakiejś dyskusji, wchodzimy w dyskusję i odkrywamy, że tylko na samym początku ktoś o tym temacie wspomniał, potem wątek skręcił w kompletnie inną stronę,

– informacja zakopana jest w wątku, który dotyczy czegoś kompletnie innego i może pojawić się tylko z nazwy, ale wcale nie będzie rozwinięta.

Dyskusje mogą ciągnąć się przez kilkanaście stron. Czasami ciężko jest wyłowić interesującą nas informację w tym środowisku. Niemniej jednak dużo się dzieje na tym forum i obecność na nim dobrze służy poznawaniu nowych ludzi. Łatwo też tu uzyskać szybko odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Kwestią czasu jest to, kiedy nauczymy się rozpoznawać, czy uzyskana odpowiedź jest wartościowa…

Następnie w jednym szeregu należy wymienić forum przy największym informacyjnym portalu nurkowym Divers24, forum Dive Trek Group i forum Techniki Nurkowania. Trzeba pamiętać, że forum DTG jest forem zamkniętym, do którego dostępu udziela administrator oceniając czy dany kandydat na użytkownika będzie wartościowym nabytkiem dla swojego środowiska. Z kolei forum Techniki Nurkowania skupia się na technicznej stronie nurkowania, informacje o sprzęcie, o sposobach szkolenia, technikach montażu sprzętu, technikach nurkowania i tak dalej.

Zakrzówek = AOWD

Z Zakrzówka wróciłem pełen podejrzeń. Miałem wrażenie, że odbyło się coś tylko a-la kurs, coś po łepkach, coś nie do końca odpowiedniego do rangi, którą uzyskałem. Trochę czasu zajęło mi zrozumienie, że zdobycie AOWD to wcale nie jest żaden egzamin czy test. To są po prostu nurkowania, podczas których wykonałem kilka ćwiczeń lepiej bądź gorzej, ale to tyle. Można by się spierać, czy tak się powinno odbywać podnoszenie kwalifikacji nurka.

Sprawa ma kilka aspektów. Fundamentalne jest to, czy różnica pomiędzy 18 metrami dozwolonymi dla OWD, a 30 metrami dostępnymi dla AOWD jest tak znaczna? Zdecydowanie jest, co podkreślane jest w trakcie zajęć. Na 30 metrach jest zdecydowanie chłodniej, ciemniej (zależy od miejsca, ale można przyjąć, że generalnie jaśniej to tam nie ma). Przede wszystkim trzeba pamiętać, że z tej głębokości wyskok na powierzchnię jest już poważnym wypadkiem, który może być bardzo niebezpieczny dla nurka. Różnica ciśnień robi swoje. Czyli kontrolowanie pływalności i panowanie nad sprzętem, a także nad sobą samym to podstawa. Tu nie ma pola na podstawowe błędy. To jest jasne dla wszystkich. No to dla mnie największa zagadka, czemu do AOWD są dopuszczani ludzie świeżo po kursie OWD, bez żadnego bagażu, lub z minimalnym bagażem oddanych nurków rekreacyjnych, w czasie których mogli potrenować swoje umiejętności i po prostu się opływać? Praktycznie za jednym zamachem podnosili swoje kwalifikacje do poziomu AOWD, dzięki czemu kolejnego dnia mogli już samodzielnie (w parach) schodzić na 30 metrów. Usiadłem po powrocie i zacząłem studiować różne strony dotyczące szkolenia w systemie PADI i potwierdziłem swoje przypuszczenia. Nigdzie nikt nie broni przystąpić do kursu AOWD świeżo upieczonym kursantom OWD. Ba, nawet się zachęca by przystąpić do kolejnego stopnia niezwłocznie, żeby poczuć pełną moc wrażeń związaną z podniesieniem swoich umiejętności. Zapewne ktoś zechce podyskutować ze mną na ten temat, ale mi się ten pomysł nie podoba. Ja bym wolał jednak by AOWD było jednak kursem. Kursem, który potwierdzi umiejętności uczestników i dopiero na koniec, pozwoli im zejść na 30 metrów i potwierdzi, że nadają się do tego by siedzieć na takiej głębokości. Z czystym sumieniem można byłoby wielu osobom powiedzieć „nie, stary, ty jeszcze poczekasz na to, by zdobyć AOWD. Popływaj, ogarnij się ze sprzętem, naucz się nie walczyć z nim, popracuj nad pływalnością, oducz się machać łapkami cały czas. Wtedy wróć, podejdziemy raz jeszcze do tematu.” Przy czym wcale nie domagam się by AOWD wymagało zalogowania wcześniej jakiejś konkretnej liczby nurkowań. To się przyda na pewno, ale nie jest warunkiem koniecznym. Grunt, żeby pierwsze nurkowania na kursie AOWD były sprawdzeniem umiejętności kursantów i potwierdzeniem, że mogą iść głębiej, dalej, w trudniejsze.

Podręcznik PADI mówi, że AOWD to nurkowania z przygodą. Oddałem więc pięć nurkowań z przygodą: powtórzenie kontroli pływalności, nawigacyjne, nocne, głębokie i wrakowe. I uzyskałem tym samym kolejny stopień. A ja tyle lat zwlekałem, mając wrażenie, że to na serio poważne wyzwanie. Odnosiłem wrażenie, że to już nie przelewki. Traktowałem to jeszcze poważniej niż w ogóle przystąpienie do kursu nurkowania. Chyba nikt tak długo nie siedział na poziomie OWD jak ja. Dziewięć lat minęło od kursu OWD, zdołałem zrobić w tym czasie dwadzieścia sześć nurkowań. Na początku nurkowałem dosłownie raz do roku, potem się mogłem trochę rozpędzić i poczułem mocny wiatr w żagle. Wszyscy moi współkursanci byli zwykle świeżo po kursie OWD, cztery – osiem nurkowań zalogowanych. Niektórzy z pływalnością mieli poważne problemy, to ich ciągnęło w dół, to wystrzeliwało na powierzchnię, niektórzy machali łapkami pod wodą jakby próbowali fruwać. A instruktor spokojnie wyznaczał kolejne zadania i cele. Zejść pod wodę, nawigować po kwadracie. Raz wyszło „S”, drugi raz jego odwrotność, ale jakoś szło. Nikt nie kazał wszystkiego po pięć razy powtarzać. Głównie dostawaliśmy brawa. Wróciłem do domu, studiowałem materiały i różne strony. Dowiedziałem się, jak już o tym pisałem, że to tak naprawdę tylko pięć nurkowań z przygodą. Podchodząc do AOWD jestem już nurkiem z uprawnieniami, teraz je tylko potwierdzam, nikt nie wisi nade mną i w razie czego wyciąga z wody, albo przejmuje za mnie kontrolę nad sprzętem. Zrobię kilka ćwiczeń i już frunie koperta do centrali PADI ze zgłoszeniem, że należy mi się certyfikat AOWD. No fajnie, ale jakieś wrażenie pozostaje, że to nie do końca tak powinno być. Ja rzeczywiście już nieźle radzę sobie pod wodą, nie próbuję walczyć z wodą jako żywiołem, nie zużywam tony energii i powietrza by ułożyć się odpowiednio, albo wykonać prosty manewr. Niemniej jednak zdarza mi się jeszcze trzepnąć o dno. Na trzydziestu metrach trzeba lekko osiąść by zrobić kilka ćwiczeń sprawdzających, czy azot nie zaczyna nam mącić w głowach. Na Zakrzówku ciężko jest znaleźć takie miejsce by dało się wygodnie usiąść na dnie. A tam zalega masa syfu, który za jednym dotknięciem unosi się i powoduje spadek widoczności do kilku centymetrów. Jak usiedliśmy na dnie, nie widziałem dalej jak na dziesięć centymetrów. Kula światła dostarczana przez potężną lampę instruktora znikała mi z pola widzenia pomimo, że była ode mnie oddalona z dwadzieścia centymetrów. Musiałem się trzymać pozostałej dwójki by się nie zgubić. Mam wrażenie, że to nurkowanie niczego mnie nie nauczyło, oprócz tego, że utwierdziło mnie w przekonaniu, że regularne nurkowanie w Polsce wymaga suchego skafandra. Chyba to jest główny cel tego nurkowania. Chłód na tej głębokości właził każdym szwem pianki, choć to solidna 7mm pianka z ocieplaczem, więc na korpusiku mam prawie 14mm warstwy ochronnej. Wylazłem z wody z mocnym postanowieniem, że trzeba przesegregować listę zakupów i suchy skafander przesunąć na wyższą pozycję.

Co my tam jeszcze mieliśmy ciekawego? Nurkowanie nocne, nurkowanie „wrakowe” (na Zakrzówku wrakiem okazał się być stary dobry Ikarus pewnie z lokalnej Komunikacji Miejskiej, ale mieli tam jeszcze taki fajny samolot – sam korpus, ale fajnie wyglądał). Z tych trzech: głębokie, nocne i wrakowe – dla mnie najfajniejszy nurek to nocny. Może to zasługa Zakrzówka, ale strasznie mi się podobało zwiedzanie ścianki w nocy. To prawda co mówią o nocnych, człowiek skupia wzrok na tym, co pokazuje światło latarki, nie biegają mu oczy dookoła głowy. Wyłapujemy łatwiej drobne szczegóły, latarka wszystko ukazuje w innym kształcie, nadaje całości niesamowite  kształty, wzory. Jest tajemniczo do kwadratu, a przecież ja to właśnie lubię w nurkowaniu. Dlatego tak lubię nurkować w polskich wodach. Do tego te ryby, które idą właśnie spać. Niektóre są już tak śpiące, że można je schwycić delikatnie i przemieścić. W nocy wychodzą na żer inne ryby, których za dnia nie spotkacie w otwartej toni.  Potem nurkowanie wrakowe ? zadanie polega na wykonaniu rysunków wraku z różnych stron. Opadliśmy więc na ikarusa z różnych stron, zjeżdżając doń na poręczówce. Próbowaliśmy nie dygotać z zimna i w miarę sprawnie orysować zadany odcinek, modląc się tylko, by szybko dano sygnał do płynięcia dalej, płycej, do cieplejszej wody. Suchy skafander po raz drugi się przypomina – kup mnie! Nurkowanie głębokie już opisałem, nie było ekscytujące. Człowiek nie ma czasu się zastanawiać, że ma nad sobą trzydzieści metrów wody. Dygoce z zimna, siada na dnie, wzbudza osad, zmienia więc pozycję, tym razem wznieca trochę mniej osadu. Wykonuje zadanie matematyczne, żeby sprawdzić, jak mu idzie myślenie w tych warunkach. Ja bym jeszcze chętnie sprawdził, jak to zadanie wykonuje się w ciepłym sucharze. Efektów narkozy azotowej nie poczułem ani ja, ani drugi kursant. Z radością wypłynęliśmy. Pozostało jedynie mgliste wspomnienie magicznego podwodnego lasu, przez który się przepływa do jednej z najgłębszych dziur na Zakrzówku.

Tym chaotycznym sposobem opisuję wam wrażenia z tego wypadu. Długo zbierałem się do dokończenia tekstu, bo wciąż nie wiedziałem jak opisać moje wrażenia. Z jednej strony ogromnie się cieszę, że zdobyłem kolejny stopień i dalej mam mocne postanowienie zdobywania kolejnych stopni, łącznie ze ścieżką profesjonalną ? instruktorską. Z drugiej strony uważam, że jeszcze sporo PADI może zdziałać w temacie metody uzyskiwania certyfikatu AOWD.  Ja osobiście nie czuję się usatysfakcjonowany sposobem uzyskania tego poziomu uprawnień. Chyba w kilku wschodnich krajach odbywają się egzaminy na prawo jazdy w taki sposób, że człowiek wsiada do auta i ma przejechać kilkadziesiąt metrów prostej i pustej drogi. I to tyle. W ten sposób decyduje się o bezpieczeństwie uczestników ruchu drogowego. To porównanie świetnie tu pasuje, właśnie w ten sposób zdobyłem uprawnienie do schodzenia na 30 metrów, że przepłynąłem się kawałek tu i tam. To nie był żaden wyczyn, żadne sprawdzenie się. Może o to chodzi włodarzom PADI? To uczucie niedosytu okropnie pobudza do kolejnych kroków i zdobywania kolejnych stopni. Na przyszły rok plan jest więc taki, że robię co najmniej Rescue Diver, a może i zacznę podchody pod Divemastera. Divemaster już wymaga odpowiedniego pakietu doświadczenia.