Podsumowanie GEPN 2014

W sobotę 13 grudnia o godzinie 17:00 odbyliśmy spotkanie Grupy Eksplorującej Podwarszawskie Nurkowiska podsumowujące kolejny rok naszej działalności. Kolejny intensywny rok, rok dużych imprez i coraz poważniejszych przedsięwzięć. Rok, w którym postanowiliśmy, że GEPN stanie się formalną strukturą i w ten sposób będzie można działać jeszcze skuteczniej promując nurkowanie i nurkowanie w Polsce, zwłaszcza tu u nas na Mazowszu. Miałem przyjemność przeprowadzić krótkie omówienie wydarzeń z kaledarza GEPN 2014 i zrobić krótkie podsumowanie dokonań, choć sam przyznałem się, że w związku z szalonym pomysłem zostania instruktorem nie mogłem uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach GEPNu w tym roku.

Pozostali prelegenci: Kamil Jakuza – opowiadał o tych najważniejszych imprezach: Pikniku, Big Jumpie i Sprzątaniu Świata. Adam Dynowski zdawał relację z nurkowania w ciekawej gliniance radzymińskiej, w której zatopione są wagoniki górnicze. Michał Gorzelak z kolei przypomniał nam uroki nurkowania w ECP, czyli już nieistniejącym nurkowisku w zalanych podziemiach elektrociepłowni pruszkowskiej.

Podsumowując ten rok w liczbach:

  • 34 imprezy GEPN w tym roku
  • 30 nurków – największa frekwencja nurków na imprezie GEPN, tyle osób nurkowało naraz – jak zwykle w Zielonce, przy okazji pikniku i sprzątania glinianek
  • 25 osób nurkowało na rozpoczęcie sezonu w maju, w Zielonce
  • 16 nurków na Diversnight
  • 15 nurków w Forcie Zbarż – popularność tego miejsca rośnie, warunki potrafią tam być czasem bardzo przyzwoite, o ile pogoda dopisuje
  • 14 nurków na Big Jump
  • 13 akwenów obnurkowaliśmy w tym roku, w tym
  • 9 nowych akwenów
  • 6 razy w naszej ulubionej zielonkowskiej Gliniance Kwadrat
  • i po 4 razy w Gliniance Mikołaj i Forcie Zbarż.

Występowaliśmy w telewizji, w radiu, prezentowaliśmy się na Nurgresie i targach Podwodna Przygoda, na festiwalu FreeFrog TV, przeprowadzaliśmy intra nurkowe w ramach pikników w Zielonce i w Grodzisku Mazowieckim.

Podsumowanie w wersji filmowej i kilka zdjęć ze spotkania:

 DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA

Mazowieckie nury

Czorsztyńskie

Ostatnimi czasy nie za dużo miałem okazji do czysto rekreacyjnych nurów. Po przejściu przez mordownię w postaci kursu instruktorskiego praktycznie zdołałem tylko dać nura w Jeziorze Czorsztyńskim (wyjątkowo podła wizura po tygodniu ulew, strasznie się wkurzyłem, bo chciałem pochwalić się przed znajomymi fajnym akwenem, a tu totalne mleko pod wodą) i resztę nurów zaliczyłem tu, niemal pod domem, czyli w mieście stołecznym Warszawa. Po pierwsze, w końcu miałem okazję sprawdzić Fort Zbarż.

DCIM100GOPRO

fortzbarz_planFort Zbarż to bardzo wdzięczna kałuża (tak się już przyjęło nazywać akweny, w których my, GEPNowcy, nurkujemy). Położona w samym sercu miasta, na Okęciu, tuż obok nowej „ekspresówki”. Dojazd ulicą Wirażową, auto stawiamy na parkingu przy budynku rozdzielni, tu także możemy się przebrać. Jest to o tyle genialne miejsce, że nocne tutaj są stu procentowo komfortowe. Latarnie przy parkingu oświetlają przebierających się, wszystko widać. Parking jest elegancki, wyłożony „ulubioną” kostką, więc jest gdzie się rozłożyć na płaskim i (w miarę) czystym ze szpejem. Żadnego stania w błocku, jak leje, żadnego poszukiwania sprzętu w trawie. Potem dwa kroki do wody i siup, znikamy pod wodą.

DCIM100GOPRO

Pod wodą akwen ma sporo do zaoferowania, choć nie jest zbyt głęboki. W zbadanej części do czterech i pół metra. Jest to jego naczelna wada. Nie mam nic przeciwko płytkim zbiornikom, ba, nawet je bardzo lubię. Jednak jeżeli jest to nieduży zbiornik i nie ma zdolności do szybkiego samooczyszczania, byle deszczyk powoduje, że wizura robi się kibelkowata. I właśnie tak miałem przy każdym z dwóch nurków, jakie tam ostatnio oddałem. Wciąż daję szansę zbiornikowi, bo jest ładnie położony, ma atrakcje pod wodą i przy wodzie. Jest w nim zatopiona żaglówka, jest sporo pozostałości po zabudowaniach, pod wodą wciąż na coś można się natknąć. Jednym z zaskakujących artefaktów, zdecydowanie współczesnych, była wanna z hydromasażem. Długi czas o tym dyskutowaliśmy z różnymi nurkami, że ludziom się chce poświęcać swój czas i energię by dotaszczyć taki kawał złomu do wody i tu to utopić. Wanna w pełni akrylowa, więc nie mam pewności czy poszła tak łatwo na dno. No nic, generalnie smutne jest to, że ludzie traktują zbiorniki wodne jako magazyny na rzeczy, których nie chcą oglądać. Nie dotyczy to tylko Mazowsza. Zostawmy jednak wannę, wróćmy do atrakcji – jest żaglówka, są zwalone drzewa, jest i bogate życie – dość łatwo spotkać dorodnego szczupaka. Dużą atrakcją są tak zwane koszary szyjowe, w których stoi woda. Zbyt daleko wpłynąć się nie da, nie ma tam też jakiejś znaczącej głębokości – ledwie dwa metry. Jest to dość niebezpieczne miejsce, w które wpływamy tylko w kasku. Wynurzyć, wynurzymy się w każdym miejscu, ale nieopatrzne dotknięcie ręką cegieł uzmysławia nam jak krucha jest to konstrukcja – cegły i zaprawa, które miały częsty kontakt z wodą, po prostu rozsypują się w rękach. Jest to jednak jedyne w swoim rodzaju miejsce nurkowe, drugiego takiego nie znajdziemy. Miejsce nie ma aktualnie żadnego przyznającego się do akwenu opiekuna. Trafiają się wędkarze, ale żadne koło tutaj oficjalnie nie działa. Teren należy do Agencji Mienia Wojskowego, ale wszyscy zaznajomieni z tematem zgodnie donoszą, że sama Agencja nie chce przyznawać się do miejsca, bo nic z nim specjalnie nie da się zrobić bez ogromnego nakładu pracy. Akwen powstał z wód podskórnych, których poziom kiedyś był sztucznie obniżany z pomocą sąsiadującej „fosy”. Połączenia między zbiornikami zarosły i się urwały, woda podeszła i tak już zostało. Co ciekawe, doniesiono nam, że owa „fosa” to też fajne miejsce, bo można złapać i z dziesięć metrów i wizura niezgorsza. Koledzy ograniczyli się do spuszczenia kamery, nic nie zarejestrowali i póki co nikt nie jest w stanie potwierdzić jaki jest stan tego drugiego zbiornika.

DCIM100GOPRO

Uważam, że Fort ma potencjał i może być fajnym nurkowiskiem, o ile pogoda będzie dopisywać. Mnie pokarała i dwa razy nurkowałem po niedawnych opadach. Za pierwszym razem na nocnym coś jeszcze było widać, za drugim razem – na dziennym nurku już czasami było tragicznie (ale wannę zdołaliśmy znaleźć!). Oba nurkowania organizowałem pod szyldem GEPNu. Na obu pojawili się stali bywalcy GEPNowskich nurkowań, z którymi mi się zawsze miło zwiedza mazowieckie kałuże, tłumów jednak nie było, jakby je pogoda lekko odstraszyła. Tym bardziej byłem mile zaskoczony frekwencją, kiedy skrzyknąłem nurkowanie w Zielonce.

DCIM100GOPRO

Zwiedzanie Zielonki obiecałem kilku osobom, które zabrałem ze sobą na Czorsztyńskie. Obiecałem im fantastyczną wizurę i w duchu tylko marzyłem, by pogoda była tym razem łaskawa. Zielonka jest bardziej odporna na deszcze i lepiej znosi ulewy, niemniej jednak każdy deszcz odciska jakieś swoje piętno na wizurze. Data została wyznaczona, pogodę prognozy obiecywały znośną, ogłoszenie na GEPN poszło, że robimy nura w weekend. Z mojej strony spodziewałem się około sześciu nurków i mogłem tylko zgadywać, ilu pojawi się nurków na ogłoszenie GEPNowskie. Jakież było moje zdziwienie, gdy na miejscu pokazało się trzynastu gotowych na nurkowanie, kilku z „opcją nurkowania” (w końcu na ich nieszczęście nie zdecydowali się zanurkować) i kilka osób towarzyszących. Potem jeszcze dotarł jeden spóźnialski nurek, kiedy my już bąbelkowaliśmy pod powierzchnią. Widzę, że popularność akwenu rośnie i nie dziwota, jest to obecnie najbardziej atrakcyjny nurkowy akwen w naszej stołecznej okolicy.

DCIM100GOPRO

Tym razem na brzegu dopisali także wędkarze, których staraliśmy się nie denerwować swoją obecnością. Dobrze żyjemy z zielonkowskimi wędkarzami i nie chcemy sobie psuć stosunków z nimi. Wybraliśmy więc wolne miejsce na wejście do wody, podzieliliśmy się na zespoły i zniknęliśmy pod powierzchnią. Uff, co za ulga. Wizura całkiem pyszna, jest co oglądać, ryba też chodzi, nigdzie się nie chowa. Od razu na dzień dobry dorodny szczupaczek. Szczupaki chyba się już do nas przyzwyczaiły. Nie zwiewają od razu na nasz widok. Tak jakby zdawały się mówić na nasz widok: „O, znowu te dziwne ryby z dziwnymi wypustkami na plecach i wielkimi oczami, produkujące straszliwą ilość bąbli”. Postoją, popatrzą na nas, dadzą się opłynąć, czasem udają, że są tylko szuwarem, że to wcale nie ryba. Jak już się zorientują, że nie daliśmy się nabrać, albo poczują, że nasza obecność jest dość irytująca, wtedy jeden strzał płetwy i tylko widać kłębek drobinek unoszących się w wodzie w miejscu, gdzie przed chwilą stał szczupak. Nurkowałem tym razem z Pawłem, obaj uzbrojeni w małe kamery buszowaliśmy między gęstwinami zielonkowskiej zieleniny w poszukiwaniu ciekawych ujęć. Zabrnęliśmy aż pod drugi brzeg, pokręciliśmy się po jeziorze regularnie gubiąc kierunek (w Zielonce często sobie pozwalam na ten luksus, do powierzchni blisko, wystarczy łeb wystawić na sekundę by zorientować się, którędy do domu), odkryliśmy tym razem tylko jednego raka i żadnych innych ciekawych potworów nie spotkaliśmy. Szczupaki dopisały jeszcze dwa, ale to już taki nasz zielonkowski standard, więc o czym tu się rozpisywać. W zielonkowskiej wodzie można siedzieć ile wlezie, póki butla się nie skończy, albo póki skóra z człowieka nie zejdzie (przeszedłem z ligi piankowców do ligi sucharów, więc ten problem mi odszedł). Spędziliśmy więc dobrą godzinę i zaczęliśmy powoli zwijać się do brzegu, jeszcze czekając na pozostałych, z którymi się umówiliśmy, że po godzinie chcemy zobaczyć wszystkie zespoły na powierzchni. W tym momencie nadeszły paskudne chmury i lunęło. Niespecjalnie nam to przeszkadzało, ale co poniektórzy musieli przebrać się z pianek (w wodzie nie zmarzli, bo już miała naście stopni). A że wystąpił urzekający widok ulewy na wodzie połączony z promieniami słońca przebijającymi się na chmury na horyzoncie, szybko jeszcze ciachnąłem kilka zdjęć przy brzegu. Z wody jednak kiedy wyleźć trzeba. Wyłaziłem z niej w pełni usatysfakcjonowany, wiedziałem, że mam kolejnych fanów akwenu na swoim koncie, już tylko czekać aż urządzimy tam nocnego nura, który jest specjalnością zielonkowskiej glinianki!

DCIM100GOPRO

Wody polskie okiem kamery

W tym roku startuje pierwsza edycja (i mam szczerą nadzieję, że nie ostatnia) festiwalu nurkowych filmów. Organizują go bardzo solidne i zapalone chłopaki z ekipy FreeFrog TV (http://www.freefrog.tv), a przede wszystkim Adam Wasiak, który jest i sercem i mózgiem operacji. Będzie to przegląd najciekawszych produkcji amatorskich, które powstają pod wodą i powstają z rąk polskich nurków. Konkurs podzielony jest na wody ciepłe i zimne. Wiadomym jest, że mnie interesują te zimne – nasze, polskie. Moje dokonania video jeszcze nie nadają się by pokazywać je w jakichś konkursach, ale znam ludzi, którzy potrafią pokazać za pomocą kamery piękno wód polskich, potrafią to zmontować i okrasić odpowiednim komentarzem. Jest to ekipa Best Divers (www.bestdivers.pl), czyli przede wszystkim Rudi Stankiewicz, ale i Błażej Kabziński. Stąd nie miałem żadnej wątpliwości by wziąć udział w ich projekcie reklamującym nurkowanie w polskich wodach, który chcą zaprezentować na festiwalu w głównym bloku konkursowym. Nie mogłem sobie odpuścić takiej okazji by reklamować te nasze paskudne, bure, zimne, nieprzejrzyste i ciemne wody. Może tym filmem przekonam trzech, no dwóch nurków, że najbliższe sympatyczne nurkowisko wcale nie znajduje się za polską granicą. Mamy tu w Polsce wiele świetnych miejsc nurkowych, także dla tych, którzy nie nurkują w suchych skafandrach, nie pragną jeszcze odwiedzać głębin, badać swojej odporności na mrok i zimno. Obejrzyjcie ten materiał, może Was zainspiruje do tego by wrzucić piankę pięciomilimetrową do auta, pożyczyć butlę w polskiej bazie nurkowej i dać nura przy szuwarach na jeziorze Narty chociażby. No i w filmie nie omieszkałem wspomnieć o zielonkowskiej gliniance odkrytej dzięki ekipie GEPN. Nasz mazowiecki sztandarowy akwen nurkowy. Gorąco polecam!

Podsumowanie podsumowania

W dniu wczorajszym Grupa Eksplorująca Podwarszawskie Nurkowiska zaprosiła wszystkich zainteresowanych na podsumowanie tego roku. Było mi o tyle miło, że tym razem Znakomity Dyrygent Grupy, Kamil „Jakuza” Jaczyński zaprosił mnie do zrobienia i poprowadzenia krótkiej prelekcji, która zgrabnie podsumowałaby ten rok z GEPNem. Był to mój pierwszy rok z GEPNem, zaczęty gdzieś w okolicach kwietnia a tu proszę bardzo, już miałem podsumowywać ten rok działalności grupy na scenie mazowieckiej. Przygotowałem się więc do zadania jak najlepiej potrafiłem. Zebrałem wszystkie stosowne informacje, zdjęcia, filmy i relacje, jakie pojawiały się na fejsbukowym fanpage’u i oficjalnej stronie gepn.pl. Zliczyłem, dodałem, odjąłem, pomnożyłem i podzieliłem i wyszło mi, że GEPN jest ewenementem na skalę polską, jeżeli nie europejską, a może i światową.

Grupa była w tym roku bardzo aktywna, ostro udzielała się w różnych akcjach proekologicznych, dużo szumu robiła na temat nurkowania na mazowszu, bardzo przy tym przyczyniając się do robienia szumu w ogóle wokół nurkowania. Mi z tymi działaniami jest bardzo po drodze, gdyż sam sobie wręczyłem jakiś czas temu zadanie – misję (quest!), że będzie dzielnie i mocno propagować nurkowanie w Polsce i to właśnie też GEPN robi – pokazuje, że w Polsce można nurkować, że jest to nurkowanie fajne, nie zawsze ekstremalne. A do tego, da się też zanurkować na Mazowszu, co dla wielu może okazać się poważnym szokiem.

Zamknijmy więc w kilku liczbach ten rok 2013 z GEPNem:

W sumie ponad 20 nurkowań pod szyldem GEPN:

– 2 duże imprezy ekologiczne przy wsparciu lokalnych władz i społeczności

– 8 imprez nie tylko dla nurkujących (tym kilka o randze międzynarodowej)

– 21 zorganizowanych nurkowań wspólnych

– do 31 nurków uczestniczących w jednym wydarzeniu

– do 55 zarejestrowanych osób nienurkujących biorących udział w imprezie GEPN

A gdzie nurkowaliśmy:

– co najmniej 10 nurkowań w Zielonce

– co najmniej 3 wizyty w Forcie Zbarż (w końcu muszę odwiedzić ten akwen, koledzy na spotkaniu dużo dobrego opowiedzieli o tym zbiorniku)

– co najmniej 3 wizyty w jeziorze Mamucim (w tym roku jezioro nie zachwycało wizurą, a doniesiono mi, że bywało lepiej, zobaczymy za rok)

– 2 nurkowania w Gliniance Cietrzewia (niespecjalna to przyjemność, bo wizury tam raczej nie ma, ale za to nurkowanie praktycznie w centrum stolicy to jest coś!)

– w sumie do 9 akwenów odwiedzonych (w tym jako ostatni – ten w Parku Moczydło)

To naprawdę solidny kawał solidnej roboty. Pamiętajmy, że grupa jest nieformalna, jest to po prostu spontaniczna inicjatywa nie nastawiona na żaden zysk, czy reklamę. Oczywiście, dzięki Kamilowi, o GEPNie jest dość głośno. Kamil, człowiek mający duże doświadczenie w public relations, umie zrobić odpowiedni szum, wie, gdzie zadzwonić i z kim pogadać. O GEPNie więc można było usłyszeć co nieco na antenie kilku stacji radiowych, były relacje w lokalnej i ogólnokrajowej telewizji, nie mówiąc już o Internecie. O tym właśnie opowiedziałem zebranym słuchaczom, którzy wypełnili salę na wydziale archeologii na Uniwersytecie Warszawskim. Pokazałem im przy okazji cały kalendarz imprez GEPNu w tym roku, dodając krótki komentarz i na koniec puściłem im filmowe podsumowanie tego roku. Ucieszyła mnie reakcja zebranych ludzi, a zwłaszcza Kamila, który się autentycznie wzruszył. Było, nie było, tatuś całej afery. Może nie jedyny tatuś, bo tatusiów GEPNu podobno było kilku, ale obecnie widać w działaniach GEPNu głównie jego sprawną rękę. Dziękuję więc Kamilu za ten fantastyczny rok, za wspólne nurkowania, za wspólne imprezy, do których zapraszałeś mnie nie tylko jako uczestnika, ale i jako wsparcie organizatorskie. Kolejny rok przed nami, liczę, że równie intensywny i ciekawy. Każdego, kto jeszcze nie wierzy w udane nurkowanie w Polsce, a tym bardziej w okolicach stolicy, gorąco zapraszam do kontaktu z nami. To się da i to się da robić z dużą przyjemnością.

O to fragment mojej prezentacji, filmowe podsumowanie GEPN 2013:

7691_595040940532700_325797499_n

Foto 1. Diversnight. Sprawdzanie trzeźwości uczestników. 😉

967216_528636913839770_246513061_o

 

Foto 2. Chłopaki eksplorują Fort Zbarż. Pogoda nie dopisuje, ale humory – jak widać – owszem.

560041_553951101308351_1971892835_n

Foto 3. Lato w mieście, czyli nurkowanie w Zielonce – bez termokliny.

547306_573896479313813_665686565_n

 

Foto 4. Sprzątanie Świata. Sprzątanie Glinianek w Zielonce. Sadzenie pierwszego w kraju dębu „nurkowego”. Dąb „Nitrox” wciąż sobie spokojnie rośnie na plaży w Zielonce. Zapraszamy do odwiedzania.

44609_553951094641685_2128897304_n

Foto 5. Zielonkowskie nurkowania to praktycznie zawsze duża frajda.

1012213_543016495735145_623704778_n

Foto 6. Jezioro Mamucie. Big Jump. Jak zwykle duże wsparcie brzegowe jest nam bardzo pomocne.

1010333_543016995735095_811142217_n

Foto 7. Obowiązkowe zdjęcie pamiątkowe z akcji – tutaj Big Jump.

1048136_543015285735266_861368833_o

Foto 8. Jezioro Mamucie – taka ryba!

1383402_581735048529956_1134016874_n

Foto 9. Akcja – animacja stołeczna „Now We Move” przy Gliniance w Cietrzewii.

1377504_581734958529965_1311685487_nFoto 10. Now We Move – Michał „Domel” Dąbrowski z entuzjazmem opowiada o sprzęcie nurkowym.

Diversnight 2013

Diversnight – kolejne wydarzenie nurkowo kulturalne pod batutą niezawodnego Kamila „Jakuzy” Jaczyńskiego, w ramach działalności Grupy Eksplorującej Podwarszawskie Nurkowiska. Tym razem mieliśmy przyjemność uczestniczyć w większym CZYMŚ. Diversnight to inicjatywa ponad narodowa. Tego samego dnia, o tej samej porze wszyscy uczestnicy włażą do wody. Dokładnie trzynaście po dwudziestej Polacy, Niemcy, Koreańczycy, Norwegowie, Kurakaończycy, Tajowie, Niemcy i wielu, wielu innych dało nurka. Nie u wszystkich pewnie była noc, ale nie o to chodzi. Chodzi przecież o nurkowanie. Kolejny dobry powód by ubrać się w piankę, zarzucić butlę na plecy i zniknąć pod powierzchnią wody. U nas oczywiście najlepszym akwenem na tego typu imprezy jest zielonkowska glinianka.

Wdzięczna pani jak zwykle przyjęła nas gościnnie, prezentując znakomitą wizurę, dobre warunki i podobno niemało ryb. Podobno, ponieważ mi tym razem niespecjalnie dopisało rybie towarzystwo. Oczywiście, spotkałem szczupaki, które tym razem miały mocne parcie na szkło, ale ogólnie rzecz biorąc byłem zaskoczony małością spotkań z rybim narodem. Ryby nie obijały mi się tym razem o maskę, nie musiałem ich odgarniać rękoma, rozpychać się i przeganiać co bardziej natrętne sztuki. Ryb naliczyć mogłem na palcach u mych dwóch rąk. Zapewne moc mojego oświetlenia (Gralmarine, dwie kule ognia posiadające w sumie jakieś piętnaście diod i dające światło identyczne z naturalnym słońcem Sahary, podłączone do „lekkiego” i „zgrabnego” kanistra wielkości dwulitrowej butelki Coli) spowodowała, że ryby uciekły w popłochu i tym sposobem zapewniłem mnogość rozrywki moim nurkującym kompanom, którzy na towarzystwo ryb nie narzekali. Ja tym razem węgorza nie spotkałem, choć go szukałem dokładnie. Liczyłem trochę na to spotkanie. Miałem przyjemność próbować nowej konfiguracji video – kamery Intova Sport HD na zgrabnym dwuręcznym uchwycie (żadna moja tandetna robota) z dwoma pięknymi ramionami dla przepotężnego światła, które mi Bartek Grynda wypożyczył, za co mu ponownie jestem dozgonnie wdzięczny.

Jak zwykle nurkowanie przeprowadziłem w moje ulubione zakątki glinianki. Wlazłem do wody, jak wszyscy, stromym zejściem tuż przed mostkiem. Poszedłem wzdłuż brzegu w lewo, pokręciłem się pod drzewami, zajrzałem pod pomosty, za szuwarki. Odwiedziłem niedawno powstałe łyse polany, dzieła wędkarzy walczących ze zbyt bujną roślinnością glinianki, spotkałem tam dwa raki amerykańskie. Ze szczupakami trzy razy się spotykałem, więc jest to chyba mój rekord. Coś mi umknęło, zdołałem tylko uchwycić chmurę mułu, która się podniosła w miejscu, z którego ów nieśmiały potwór dał dyla na mój widok. Ja tylko kątem oka widziałem blask łuski i cień sporego cielska, ale nie jestem w stanie zidentyfikować owego stwora. Poszedłem jego śladami, ale nie odnalazłem go. Szkoda. Kolejne nurkowanie nocne w Zielonce mam za sobą. Kolejne spotkanie z grupą GEPN, z bezbłędnym organizacyjnie Kamilem, światłofilem Pawłem, szyderczym Michałem G., swojskim Michałem K., uroczą Aśką i kilkoma innymi nurkami, którzy dołączyli do imprezy. Dla mnie to najpewniej zamknięcie sezonu, choć jeszcze jest cień szansy, że może za tydzień. Tak czy siak pianka się suszy, ja powoli przeglądam oferty na używane sucharki, marzę, że nowy sezon będę już mógł zacząć w suchym ubranku przed i po nurkowaniu. Marzną mi nóżki okropnie i odbiera to część przyjemności z nurkowania, choć w piance nie było mi tragicznie. Przebieranie z mokrej pianki w listopadową noc (choć zaskakująco ciepłą) przypomina mi o tym, jaka jest główna wada mokrej pianki. Suche skafandry tanieją, coraz więcej jest okazji do robienia podstawowych kursów w suchym skafandrze. Rozważcie to, a uroki polskich wód będą wam niestraszne ani trochę.

GEPN Sprzątanie Świata – Glinianki Zielonka

Galeria

Ta galeria zawiera 40 zdjęć.

W dwóch słowach podsumuję kolejną edycję Sprzątania Świata w wykonaniu GEPN. To była trzecia już impreza zorganizowana przez GEPN w ramach akcji Sprzątanie Świata. A akcja świętowała w tym roku swoje dwudziestolecie, w związku z tym dostaliśmy do posadzenia jubileuszowy dąb. … Czytaj dalej

Po nurkowaniu w eterze

Byliśmy, gadaliśmy, poszło szybciutko. Szkoda, że tak krótko, obaj z Pawłem mamy gadane i moglibyśmy tak dłuuugo, ale pan prowadzący nas skracał (i słusznie). Powiem szczerze, że ledwo cośmy zdążyli, bo z nurka wyszliśmy 22:10, a tu jeszcze się przebrać, sprzęt rozłożyć i przejechać pół Warszawy. Nerwów trochę było, ale dotarliśmy na czas. Kto nie słuchał, ten może sobie wejść w TEN ARTYKUŁ i tam jest ikonka prowadząca do nagrania naszej rozmowy w audycji.

Przedstawiliśmy GEPN, opowiedzieliśmy o tym, dlaczego da się nurkować także w Warszawie i okolicach. Przekonywaliśmy, że nie jest to ekstremalne doznanie i że jest nawet fajnie. Mam nadzieję, że kogoś zachęciliśmy do nurkowania z GEPNem, do nurkowania w ogóle w Polsce i w ogóle – do nurkowania! Choć o tym mogłem jeszcze długo opowiadać. Na to mi zabrakło czasu. Co i rusz spotykam się ze zdziwieniem gdy tłumaczę komuś niewtajemniczonemu, że nurkuję głównie w Polsce. „Jak to? To u nas się da?” zwykle słyszę. W oczach przeciętnych śmiertelników wody u nas są ciemne, zimne, brudne, nieprzejrzyste i ogólnie syf i malaria. Kochani, mamy piękne i czyste (jeszcze) zbiorniki, w których można fajnie nurkować. Są zbiorniki dla zielonych nurków, gdzie można przyjemnie i bezpiecznie nurkować na niewielkich głębokościach, mając widoki jak w akwarium. Dla ambitnych są ciemne i niebezpieczne głębiny, strome ściany i widoki księżycowe, ale nie jest to jedyna okoliczność, z jaką w Polsce mamy do czynienia. Uwierzcie, nie trzeba jechać do Egiptu by fajnie i „nieekstremalnie” zanurkować.

czworka_audycjaBędę Was jeszcze o tym niejednokrotnie przekonywać. Do przeczytania, usłyszenia, bądź zobaczenia!

Nocny nurek w Zielonce i nocny nurek w eter!

Jutro, to jest 21 czerwca 2013 o godzinie 23:00 zapraszam przed odbiorniki radiowe. Nastawiamy program 4 Polskiego Radia i słuchamy. Występuję ja i Paweł Kaczmarski. Będziemy opowiadać o GEPN (Grupa Eksplorująca Podwarszawskie Nurkowiska), o nurkowaniu jako takim i może też kapinkę o tymże Nurkologu. A nieco wcześniej dokonam kolejnego nocnego nurka w Zielonce. Mam nadzieję tym razem nagrać film. Trzymajcie kciuki, będzie się dziać!
PS. Startuję właśnie z kursem Rescue i od razu przymierzam się do kursu Divemaster. Uh, uh… 🙂

Glinianki Zielonka

Krakusy mają swój Zakrzówek, Warszawiacy nie mają nic, a raczej dotąd wydawało mi się, że nie mamy tutaj kompletnie nic. Na Mazowszu głównie króluje piasek i sosna, jest płasko, płyną różne rzeki. Jednak albo mamy tutaj zbiorniki, do których bym nogi nie włożył, albo można zanurzyć się najwyżej po pas. No i proszę, jednak tragedii nie ma. Coś jednak się znajdzie. Dla chcącego nic trudnego. Ot choćby Glinianki w Zielonce. Przeczytałem o nich na forum i na Facebooku, przy okazji zaproszenia z Grupy Eksplorującej Podwarszawskie Nurkowiska. Z początku myślałem – pewnie szału nie ma, da się zanurzyć, ale jak widać coś na pół metra to będzie dobrze. No i zapewne do oglądania są głównie puszki po kukurydzy i po piwie.

Pierwsza okazja do sprawdzenia tego akwenu pojawiła się przy okazji imprezy organizowanej przez G.E.P.N. – otwarcia sezonu nurkowego 2013. Mnie niestety dopadł okrutny katar i rzuciło mi się na gardło. Musiałem zrezygnować. Na szczęście odezwała się do mnie na forum Nuras.info AsiaTKD, która też nie mogła załapać się na tamtą imprezę. Zgadaliśmy się szybko, ustaliliśmy plan, ogłosiliśmy się na forum i Facebooku. Znalazło się kilku chętnych, umówiliśmy się na 11:00 nad wodą. Oczywiście wszyscy zaliczyli spóźnienie, ponieważ w tym samym czasie połowa Warszawy rozpoczynała długi weekend majowy i właśnie próbowała wyjechać wszystkimi możliwymi drogami za miasto. Swoje odstaliśmy w obowiązkowych korkach przy Marsa i na Żołnierskiej i szybko uciekliśmy w boczne uliczki by dotrzeć do Zielonki na ulicę Spacerową. Nieutwardzona droga prowadzi między domkami letniskowymi, docieramy do parkingu, z którego prosta ścieżka prowadzi nad wodę. Niecałe 100 metrów pozostaje do pokonania na piechotę. Bierzemy więc skrzynie ze sprzętem i maszerujemy nad wodę. Glinianka już z brzegu prezentuje bogactwo roślinności podwodnej a także zaskakującą przejrzystość. Słonko grzeje, pogoda przyjemna, choć w radiu trąbią o zbliżających się do nas chmurach burzowych. Trzeba więc ruszać do wody. Wejście jest dość strome i śliskie. W wodzie natychmiast kończy się grunt pod nogami. Ustalamy trasę spływu i znikamy pod wodą. Roślinności rzeczywiście jest tyle, że wciąż człowiek przedziera się przez chaszcze. Nie jest to jednak specjalnie trudne, za to w gęstwinie kryją się szczupaki, inne ryby, rybki, raki. Są zwalone drzewa, jest kilka łączek, które pozwalają osiągnąć dno (3 metry głównie, choć podobno są miejsca głębsze). Widoczność mniej więcej na cztery metry, temperatura wody koło dwunastu stopni, warunki więc bardzo przyjemne. Ja niestety nie natrafiam na raki, ryb też za dużo nie spotykam, ale jestem usatysfakcjonowany, bo udaje się obejrzeć dwa szczupaki, no i jestem miło zaskoczony czystością akwenu. Już wiem, że zawsze w ostateczności mam dyżurny zbiornik, w którym można się pomoczyć całkiem przyjemnie, do którego dojazd nie trwa kilku godzin. Głęboko nie jest, ale nie przeszkadza mi to wcale. Mam nadzieję, że zbiornik zyska jakąś popularność, może znajdą się chętni by zrobić jakieś ułatwienia dla nurków, wygodniejsze zejście, jakieś poręcze do suszenia ciuchów. Fajnie by było, ale teraz też jest fajnie. Ja mam rozpoczęcie sezonu za sobą, przy okazji przetestowałem kręcenie kamerą GoPro, szczęśliwy, że wreszcie będę miał jakieś pamiątki z wycieczek podwodnych. Zamierzam powtórzyć wizyty w Zielonce, zapraszam chętnych. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie przeszkadzać wędkarzom (a najlepiej jest dać znać o nurkowaniu lokalnym władzom kółka wędkarskiego), których stanowisk nie brakowało. Trochę się wędkarzom dziwię, bo miejsce wybrali sobie wybitnie trudne ze względu na bogactwo roślinności, choć rzeczywiście ryba tu pływa. Szczupaki raczej wymaganego wymiaru nie miały, ale kiedyś podrosną, prawda? 🙂

A na koniec film z nurkowania:

I kilka zdjęć:

Skręcanie sprzętu

DSC_0075

Aska, sprawczyni całego wydarzenia

DSC_0105

Doposażony i obwieszony gadżetami. Następnym razem biorę jeszcze telewizor i lodówkę z zimnym piwem

DSC_0109

Na pomost!

DSC_0079

Ptactwa wodnego pod dostatkiem było

DSC_0180

No to my się żegnamy

DSC_0128

Grupa w szyku

DSC_0121

Państwo na mnie czekają?

DSC_0117

Juhu!

DSC_0111