Nasze urocze kamieniołomy

Na terenie naszego uroczego kraju mamy trzy porządne kamieniołomy – nurkowiska. Zwracam uwagę tylko na takie, które mają pełną infrastrukturę na brzegu, przygotowaną pod nas – nurków. A przynajmniej starają się ją mieć w jak najszybszym czasie (choć kwestia „jak najszybszy” jest tu mocno względna i zależy od punktu widzenia). Mówię tutaj o nurkowiskach, do których możemy wpaść praktycznie bez zapowiedzi – a już na pewno w trakcie sezonu nurkowego (czyli u nas mówimy mniej więcej o okresie od kwietnia do października), na miejsce można nie zabierać ze sobą sprzętu, lub mieć braki w sprzęcie. Te miejsca powinny oferować ciekawe walory nurkowe, być w pełni przygotowane do obsługi nurków od A do Z: ładować butle powietrzem (choć przydałyby się też inne mieszanki dla zaawansowanych nurków), udostępniać suche i wygodne miejsca (najlepiej zadaszone) do przebierania się, dać możliwość dostarczenia blisko wody sprzętu i zaparkowania auta. W chłodniejsze dni przyda się pomieszczenie zamknięte by złapać trochę ciepła, przydadzą się też jakieś przekąski i ciepłe napoje i mamy już całkiem przyzwoity europejski poziom. Nie zaszkodzi też by opiekun akwenu miał jasną politykę cenową (o wysokości nie ma co dyskutować, zawsze się znajdą głosy, że może być taniej). Warto też sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wymieniane te nurkowiska są na takim poziomie, że bez cienia wstydu możemy zaprosić na nurkowanie naszego znajomego z zagranicy? A przy okazji warto wspomnieć o położeniu akwenu i przez to jego dostępności dla nurków z całej Polski i jej okolic.

Same walory nurkowe wszystkich trzech akwenów są bezsprzecznie wysokie – warunki pod wodą potrafią być znakomite i bardzo rzadko się dzieje, że wizura jest tragiczna. Każdy akwen ma do zaoferowania różne atrakcje pod wodą, oczywiście Zakrzówek z racji głębokości i wielkości będzie w tej kategorii zawsze wygrywać, ale umówmy się, że i Piechcin i Koparki Jaworzno dają nam dużo nurkowej frajdy i warto je w swoim nurkowym życiu zaliczyć co najmniej raz, jak nie dwa. Atrakcjami Zakrzówka są niekończące się pionowe skalne ściany, półki, zatopione drzewa, możliwość osiągnięcia trzydziestu metrów i masa sztucznie zatopionych atrakcji zaczynając od instalacji do ćwiczenia pływalności a kończąc na dwóch samolotach i Grubym, czyli drewnianym statku leżącym na dwunastu metrach. W Koparkach obowiązkowo oglądamy… koparki, piękne, majestatyczne i gigantyczne. Kopary, przy których czujemy się maluczcy. Kopary fajne są dla wycertyfikowanych już „owudziaków”, raz, że się nie pogubią – akwen za duży nie jest, dwa, że nie przekroczą swoich uprawnień nawet jak się bardzo będą starać – maks siedemnaście metrów i dno. Piechcin to zatopiony pełnomorski jacht „Magda M.” z betonowym poszyciem, fajny łuk skalny, zatopiony las i kolor wody przypominający momentami jakiś Adriatyk, albo coś koło tego. Tylko tam jak dotąd udało mi się trafić wizurę, która powaliła mnie na kolana. Wizurę spotykaną tylko w morzach.

Koparki

Foto 1. (kubaCE) Koparki Jaworzno. Robią wrażenie.

Jadąc na przygotowane nurkowisko liczymy na to, że opiekun nurkowiska stanie na wysokości zadania i ułatwi nam nurkowanie pod każdym aspektem. Każda z wymienionych baz oferuje nam ładowanie butli, choć w przypadku Piechcina mówimy póki co o ładowaniu niestacjonarnym – butle są zabierane z bazy do ładowania w mieście. Podobno już w tym roku ma ruszyć ładowanie na miejscu. Zakrzówek i Piechcin nie biją butli do maksa. Strata nie duża, ale tu wygrywa obecny opiekun Jaworzna – butle ładowane są „po brzegi”. Wymagający innych mieszanek mogą mieć problem. Na Zakrzówku w cenniku mamy inne gazy, ale zaznajomieni z tematem twierdzą, że nigdy nie można natrafić na moment, żeby ktoś mógł przygotować daną mieszankę. To znaczy, gazy do mieszania są, ale człowieka uprawnionego do mieszania już trudniej spotkać. Koparki według oficjalnej strony, w obecnej tymczasowej formie proponują wypożyczanie butli z nitroxem, z nieoficjalnych informacji wynika, że jest możliwość ładowania innymi mieszankami. O mieszaniu na miejscu nie ma słowa na oficjalnej stronie. Piechcin? Tylko powietrze.

Infrastruktura powierzchniowa jest bardzo różna. Jeżeli miałbym przywieźć kogoś z zagranicy i pokazać mu te trzy miejsca to chyba obecnie najlepiej prezentuje się Zakrzówek, choć zabudowa nie jest jakoś szczególnie estetyczna. Rozumiem, że wynika to z warunków umowy użytkowania terenu, że wszystko ma być maksymalnie tymczasowe. Myślę, że Maciek Curzydło, właściciel zakrzówkowej bazy Kraken wie, że łaska miasta może się zawsze skończyć i że może się powtórzyć scenariusz jak z Koparek, gdzie poprzedniego właściciela pożegnano praktycznie bez żalu i ceregieli. A ówczesna baza na Koparkach prezentowała się naprawdę zacnie. Pomimo, że zabudowa też była tymczasowa, Mirek Kierepka i jego Orca Group włożyli sporo roboty w to by baza prezentowała się elegancko. Przyznam, że ówczesny wygląd bazy stawiał ją najwyżej w kategorii estetycznej. Zakrzówek ma rozbudowaną bazę, ale jeżeli chodzi o prezencję, to szału nie ma. Piechcin na tym tle wypada zwyczajnie biednie. Obecne Koparki też teraz nie robią wrażenia, ale jest i tak lepiej niż na Piechcinie, z resztą to podobno stan tymczasowy, już na oficjalnej stronie prezentowane są plany architektoniczne takiej bazy, że mucha nie usiądzie. Pytanie tylko, kiedy plany zostaną zrealizowane. Poczekamy pewnie jeszcze z rok co najmniej.

Piechcin

Foto 2. (kubaCE) Malowniczy łuk w Piechcinie.

Zakrzówek to spory główny budynek, w którym znajdziemy bardzo porządnie wyposażony sklep nurkowy z bardzo dobrymi cenami, wypożyczalnię sprzętu i sprężarkownię. Są też pokoje socjalne dla klubowiczów Krakena, w zimę można korzystać z wygodnej łazienki. Sklep nie dość, że świetnie wyposażony, to jeszcze ceny czasem wręcz okazyjne. Wypożyczalnia też na bogato wyposażona, ale jak mamy sezon to radzę rezerwować sprzęt z dużym wyprzedzeniem. Sprężarkownia ma sporą wydajność, ale w sezonie poczekamy na napełnienie butli i z pół godziny. Toalety „letnie” mamy na zewnątrz, w osobnym budynku. Przyzwoite, żadne tojtojki. Problem, że możliwości szamba są dość ograniczone i w letni weekend dość regularnie toalety są wyłączane z użytku ze względu na pełne szambo (w Krakowie nie da się znaleźć rozsądnego odbieracza nieczystości, który nie odebrałby ich w weekend?). Jest też Ramzes, albo Pan Kiełbaska, czyli lokalna „gastronomia”. Jak dla mnie to żarcie pod nurków ciut za ciężkie – grillowane kiełbachy i karkówki, ale to kwestia gustu. Mamy też dużo dużych i solidnych wiat, dwa parkingi i wygodną drogę dojazdową. Baza ma swoją ograniczoną pojemność i w bardziej tłumne dni radzę być bladym świtem.

Koparki mają bardzo elegancko jeżeli chodzi o teren do zagospodarowania. Dużo ładnej płaskiej powierzchni, jest jak się tu urządzać. Póki co dużo tego nie ma. Barak – główny budynek, tu ładujemy butle, tu się rozliczamy, tu wypijemy kawę, herbatę, zupę, kupimy sobie jakiś napój czy przekąskę z automatu. Wypożyczyć sprzęt też można, ale póki co tego dużo nie ma. Mamy też namiot iglo, w którym można się w zimne dni ogrzać. Toalety to szpalerek tojtojek, do tego kilka wiat i parking. Wszystko, co trzeba, ale czekam na więcej i porządniej.

Piechcin to znowu jakaś zbieranina ze złomu – jakiś pseudobarakowóz robi za pomieszczenie opiekuna, jedna wiata i kawałek jakiegoś materiałowego dachu. W zimne dni tutaj ciężko jest gdzie się ogrzać poza wnętrzem własnego samochodu. Stawiane są też jakieś kontenery, które mają być wkrótce wypożyczalnią sprzętu i sprężarkownią. Parking mikry i dosłownie jedna tojtojka. Jest miejsce na więcej i plany też chyba jakieś są, ale póki co mamy tutaj najsłabszą infrastrukturę. A szkoda, bo to miejsce zasługuje na więcej.

Trzech operatorów, zatem trzy różne cenniki, choć widać podobieństwa. Zakrzówek i Koparki skupiają się na opłacie bazowej za dzień naszego pobytu. W obu przypadkach mówimy o kwocie trzydziestu złotych. W tej cenie nurkować możemy tyle, ile nam się będzie chciało, dodatkowo w zimę Koparki w cenie oferują ciepły napój – miły gest. Za ładowanie powietrza liczą nas podobnie – płacimy za butlę, a nie za faktycznie bite litry. W przypadku Zakrzówka możemy powiedzieć o systemie premiującym grupy zorganizowane z instruktorem – preferencyjny cennik wszystkich opłat, łącznie z biciem butli. Piechcin też stosuje promocje dla instruktorów z grupą powyżej sześciu osób (mowa jest o organizatorze grupy, więc teoretycznie nie musimy być w takim przypadku instruktorem nurkowania), ale cennik Piechcina to niestety, ale dla mnie kuriozum. Właściciel wychodzi z założenia, że korzystniej dla wszystkich będzie jak będzie liczone wszystko oddzielnie, ilość aut (i zdaje się – ich wielkość), nurków i nurkowań. Zastanawiałem się jak są w takim razie liczone nurkowania w dni, kiedy baza jest oblegana – odkryłem klucz dość szybko, przywożąc swoją grupę zorganizowaną – właściciel wychodził z założenia, że wszyscy nurkują maksymalną ilość razy. W ogóle system rejestrowania i rozliczania grupy w Piechcinie to była w tym przypadku jakaś masakra i spędziłem bitą godzinę z opiekunem próbując pogodzić zapisy z jego i mojej listy odnośnie rzeczy podlegających opłacie. Zalecam więc, jeżeli planujecie wypad grupą na Piechcin, niech lepiej każdy sam się rozlicza i pilnuje swoich zapisków. Widzę dobrą wolę u właściciela, ale nie rozumiem pokrętnej logiki rozliczania. Według mnie zła droga, zwłaszcza niezrozumiała na przykładzie nocnego nurkowania, które owszem można wykonać, ale za dodatkową opłatą… 30zł. Czyli niemal podwajamy koszt korzystania z Piechcina, jeżeli decydujemy się na nocne. Nie skorzystałem z tego dobrodziejstwa, więc nie wiem, czy wysokość tej opłaty wynika z tego, że opiekun karnie zostaje i czeka do zakończenia nurkowań nocnych, ale opłata powala i mocno zniechęca do bawienia się w nocne w tym miejscu.

Zakrzówek

Foto 3. (kubaCE) Zakrzówek to przede wszystkim mój ulubiony Gruby – drewniany statek spoczywający na 12m.

We wszystkich miejscach zachęcam do nieskrępowanej kontroli zapisków czynionych przez obsługę akwenów. Nie zakładam złej woli obsługi, ale w gorących chwilach potrafią namieszać w zapisach i potem się robi niepotrzebna dyskusja na ten temat.

Jako nurek rekreacyjny nie przepadałem za Zakrzówkiem – denerwowała mnie ilość ludzi, jaka potrafi tu wystąpić w ciągu ciepłego weekendu. Piechcin mnie urzekł pod wodą, ale nad wodą oczekiwań nie miałem żadnych, więc nie przeszkadzał mi stan bazy. Bardzo spodobała mi się baza w Koparkach, choć pod wodą się zawiodłem. Koparki są ekstra, ale na raz. Obecnie z resztą pod wodą nie ma żadnych innych większych atrakcji.

Jako instruktor obecnie doceniam infrastrukturę i zaplecze Zakrzówka, doceniam też walory samego akwenu, który oferuje ogromną różnorodność i atrakcje pod wodą. Chciałbym bardzo móc to samo powiedzieć o Piechcinie, bo akwen mnie zauroczył, choć jest mniejszy od Zakrzówka. Niestety, pomimo swoich możliwości turystyczno szkoleniowych (jest i głębokość odpowiednia, jest różnorodnie, są atrakcje podwodne) Piechcin obecnie spadł na ostatnią pozycję, już tymczasowa baza na Koparkach prezentuje się lepiej i zdecydowanie wygodniej z niej się korzysta pod każdym względem – łącznie z opłatami. Koparki są o tyle dla mnie mało atrakcyjne, że sam akwen jest mikruśny – to taki niemalże basen w wersji maksi. Prawie cały czas równa głębokość 15 – 17 metrów, żadnych półek skalnych, brak łagodnego wejścia – trudno sobie więc wyobrazić w tym miejscu szkolenia podstawowe. Na OWD za głęboko – jest jedna podwodna platforma na pięciu metrach, ale dla ludzi wchodzących pierwszy raz do otwartej wody w nurkowym sprzęcie Koparki to chyba niepotrzebne wyzwanie. Z kolei AOWD tutaj nie zrobimy, nie mamy możliwości złapania większej głębokości. Nowy właściciel dużo obiecuje, ale to wciąż tylko obietnice. Na efekty trzeba będzie poczekać.

Lokalizacja Piechcina daje mu największą szansę zdobycia dużej ilości klientów pośród polskiej nurkowej braci. Nieco poza środkiem Polski, ale jednak zewsząd wszyscy mają najbliżej do Piechcina. Drogowo było słabo, teraz jest nieźle, bo i A2 i A1 bardzo usprawniły dojazd w ten region Polski. Północna część Polski poszkodowana jest jeżeli chodzi o Zakrzówek w Krakowie i Koparki w Jaworznie. Nie dość, że trzeba się przedrzeć przez cały kraj, to jeszcze sieć dróg nie powala. Dojazd do Krakowa od strony Warszawy, gdzie wciąż mamy do czynienia z jednym pasem w każdą stronę na długich odcinkach, to dla mnie jakaś masakra w dzisiejszych czasach. To już na Jaworzno dojechać można sprawniej, korzystając z jednej autostrady i ekspresówek. Wtedy wygodniej jest z tego punktu dojechać do Krakowa korzystając z A4. Dobrym pomysłem jest zaplanowanie weekendu z objazdem obu kamieniołomów. Pierwszego dnia bawimy się na Koparkach, na drugi dzień przejeżdżamy na Zakrzówek i mamy bardzo fajny nurkowy weekend zapewniony.

Poprosiłem też moich znajomych o komentarz odnośnie naszych nurkowalnych kamieniołomów.

Zakrzówek dla mnie jest akwenem numer jeden – pisze Błażej Kabziński, instruktor nurkowania (www.godiving.pl) –  na mapie polskich nurkowisk, szczególnie pod względem szkoleniowym. Jest to miejsce, które zawsze pozytywnie zaskakuje, nawet najbardziej doświadczonego nurka. Nurkowisko to jest bezkonkurencyjne pod względem wielkości, rozbudowanej infrastruktury na powierzchni oraz ilości atrakcji pod wodą (tych naturalnych oraz zapewnionych przez CN Kraken).

Kamieniołom Koparki w Jaworznie to mój nr dwa na liście, choć po zmianie dzierżawcy terenu może to z czasem się zmieni. Z całą pewności jest to akwen mniejszy i mniej urozmaicony niż ten w Krakowie, więc z założenia mniej atrakcyjny. Można go opłynąć dookoła w trakcie jednego nurkowania 🙂 to co jest wyróżnikiem tego akwenu to same koparki, które robią na prawdę duże wrażenie oraz ciekawostka, że w tym zbiorniku nie występuje wyraźna termoklina.

Piechcin jest bardzo urokliwym miejscem po środku „niczego”. Zajmuje trzecie miejsce przede wszystkim ze względu na warunki pod wodą, a raczej pochodzenie tego zbiornika. Jest to miejsce skąd wydobywano wapień i to o wysokiej czystości. Powoduje to, że woda ma niecodzienny, jak na Polskę, turkusowy kolor, ale zalęgający na dnie pył wapienny jest bardzo lekki i podnosi się z każdym nieumiejętnym machnięciem płetwy nad dnem. Po wizycie w Piechcinie zdecydowanie polecam dobre przepłukanie sprzętu z wszędobylskiego pyłu. Infrastruktura też niestety jest najgorzej rozwinięta. Najbardziej dotkliwa jest kwestia braku sprężarkowni na miejscu, przez co można mieć zdecydowanie dłuższą przerwę między nurkowaniami niż się planowało, bo butle „jeszcze nie wróciły”.

Cokolwiek by nie pisać i szukać dziury w całym, to każde z tych miejsc warto odwiedzić. Każde z tych miejsc jest specyficzne i wyjątkowe. Są to zupełnie inne zbiorniki niż jeziora i warto o nich pamiętać, planując wyjazd nurkowy, ale każde z nich daje ogromną frajdę.

Tomek Wolski – perfectdive.pl – instruktor nurkowania: Nurkując czysto rekreacyjnie, zanim zostałem instruktorem, uwielbiałem Koparki w Jaworznie, ale te za czasów Mirka Kierepki i tak by było do dzisiaj… To, co stworzył Mirek miało swój niezwykły klimat. Infrastrutkura, nowe inwestycje, masa udogodnień dla nurków – wiaty, platformy… i najważniejsze – toaleta, w której czułeś się jak w domu :))) Obecnie Koparki to już nie to samo miejsce jak dla mnie. Od czasu sprzedaży byłem tam dwa razy i jakoś w żaden sposób mnie tam nie ciągnie.
Jako instruktor lubię Zakrzowek, za to że spelnia wszystkie moje potrzeby: doceniam udogodnienia do prowadzenia kursów od OWD aż do DIVEMASTERA. Moje postrzeganie miejsca nurkowego zmieniło się diametralnie w chwili zostania instruktorem. Przede wszystkim bezpieczeństwo kursantów jest dla mnie priorytetem,, ale rowniez komfort mojej pracy z ludźmi – Kraków spełnia w stu procentach.

Podsumowując te akweny w kilku słowach:

Zakrzówek –  zaleta: lokalizacja i atmosfera; wada: mało wydajny bank powietrza.
Koparki – zaleta: blisko z Łodzi; wada: wpuszczanie na teren ludzi postronnych.
Piechcin – zaleta: woda; wada: ładowanie butli, a zwłaszcza powietrze masakrycznie wilgotne w smaku.

Bartek Sajkowski – instruktor nurkowania:

Najbardziej odpowiadał mi jako turyście podwodnemu Zakrzówek, ale przede wszystkim późną jesienią lub zimą.O tej porze roku jest mniej nurków i lepsza wizura. Jako instruktor dalej preferuję Zakrzówek. Można na nim wykonać prawie wszystkie kursy i specjalizacje. Zakrzówek zajmuje pierwsze miejsce, drugie Koparki a na szarym końcu Piechcin.

Zakrzówek – ilość atrakcji podwodnych, głębokość i ukształtowanie odpowiednie do prowadzenia kursów, niezła infrastruktura. Postarałbym się za to lepiej zorganizować parking. Koparki – fajna rzecz to Koparki Fajny zbiornik do ćwiczenia i do prowadzenia niektórych specjalizacji. Do poprawy infrastruktura. Piechcin – dość ciekawie pod wodą, ale cała reszta mocno kuleje. Zacząłbym od zorganizowania sprężarki

Gdybym mógł stworzyć własny kamieniołom łącząc cechy zebrane z innych, wyszłoby połączenie Zakrzówka, Koparek i Sparmanna czyli wizurka Koparek, atrakcje Zakrzówka i głębokość Sparmanna. A gdybym mógł coś poprawić w naszych akwenach to do Koparek i Zakrzówka dodałbym głębokość i zrobił jak najlepszą infrastrukturę na powierzchni.

Koparki Jaworzno na nowo

Sporo zamieszania ostatnio zrobiło się wokół Koparek. Pożegnano pierwszego dzierżawcę tego terenu (czy dobrego, czy złego, czy pożegnano go w sposób właściwy, czy nie – na te tematy są zdania bardzo podzielone). Przywitano w okolicach maja, czerwca nowego dzierżawcę. Dzierżawca sporo obiecał, że zacznie mocno inwestować. Postanowiłem skorzystać z okazji, że kręciłem się po Śląsku i zajrzeć na Koparki by zdać relację z miejsca. Pierwsze wrażenie to, że coś się dzieje. Coś tam na Koparkach robią, ale nie nazwałbym tego wytężoną pracą, jedynie pojedynczymi pracami tymczasowymi. Mamy już jakieś wiaty, kilka wejść do wody, sprężarkownię i tajemniczy namiot – iglo do suszenia/ grzania się, mamy też tojtojki. W środowisku już trochę się gotuje, bo obietnice były bogate, a póki co niewiele się dzieje i niewiele wiadomo, co dalej. Ba, w dodatku ciężko jest wyśledzić oficjalne informacje, czy … chociażby internetową stronę informacyjną o nurkowisku z telefonami, godzinami otwarcia i aktualnościami. Zanim ruszyłem na Koparki, chciałem sprawdzić informacje, co i jak. Wierzcie mi – ciężko było czegokolwiek się dowiedzieć. Już nie mówiąc o znalezieniu oficjalnego kanału, tudzież przedstawiciela zarządcy. Na forum ktoś wrzucił telefon, na Facebooku też coś ktoś skrobnął. Raz wypowiedział się tajemniczy ktoś z władz. Dwóch nurków przyznało, że pracują dla właściciela. Ktoś (w czynie społecznym?) wykonał jedną platformę, ktoś inny – drabinkę. I to tyle.

Koparki

Fot. 1. (kubaCE) Stare wiatki są na miejscu.

Koparki

Fot. 2. (kubaCE) A o to i nowy główny budynek.

Koparki

Fot. 3. (kubaCE) Zaraz obok jest coś na kształt sceny i na niej to iglo. Koncert jakiejś zachodniej gwiazdy szykują?

Zajrzałem więc na Koparki by zobaczyć jak to tam wygląda i zebrać kilka informacji na temat aktualnego stanu nurkowiska. Telefon jeden wyśledziłem, do niejakiego Jacka, opiekuna bazy – tel. 530-900-925. Baza do końca listopada będzie czynna codziennie od 8:00 do 20:00. W zimę głównie ma być otwarta do jakiejś 16:00. Jacek twierdzi, że informacje o bazie można znaleźć na stronie zarządcy terenu, Konsorcjum Inicjatyw Gospodarczych (prawda, że wiele mówiąca nazwa?) – a dokładniej stronie poświęconej działalności sportowej KIGu – viasport.pl. Nic tam nie znalazłem na temat Koparek.

Wjazd kosztuje 30zł i nie znalazłem żadnej wywieszki co do zniżek dla instruktorów, lub innych obywateli specjalnej troski. Wisi jakiś nowy regulamin, ale w końcu zapomniałem do niego podejść, przeczytać, czy zdjęcie mu zrobić.

Na miejscu mamy już kilka drewnianych, nieosłoniętych wiat. Powstaje też namiot (Iglo), w którym ma być ciepło i przyjemnie. Kiedy będzie gotowy? Nie wiadomo – prace wciąż trwają. Wykańczany jest kontener – biuro. W środku już działa sprężarkownia i tu bardzo miła wiadomość – wszyscy sobie chwalą obecny serwis sprężający (bodajże 1,30zł za litr butli): butle bite są uczciwie do zadanego im ciśnienia roboczego, w dodatku w zimnej wodzie (temperatura wody już jest kwestią dyskutowaną przez nasze środowisko, ale taka to już uroda tego środowiska). Szukałem swego czasu w Polsce punktu, gdzie butle ładowane są na zimno (podczas ładowania butla się nagrzewa, rozgrzane powietrze się rozpręża. Dostajemy butlę przykładowo nabitą do dwustu atmosfer, włazimy do wody, butla się ochładza i nagle okazuje się, że mamy jedynie sto osiemdziesiąt atmosfer. Dwadzieścia atmosfer tracimy więc na wejściu). Nie było takich punktów, a teraz proszę, mamy dwa punkty, gdzie butle są uczciwie ładowane – jeden to Jaworzno, drugi to Decathlon na Targówku.

Koparki

Fot. 4. (kubaCE) Wiata jak to wiata. Takie były i takie są.

Koparki

Fot. 5. (kubaCE) Miejsca na kolejne wiaty nie brakuje. Widać też betonowe zejścia. W dali pływający pomost.

Koparki

Fot. 6. (kubaCE) Reklama dźwignią handlu. Może by tak ktoś dorzucił się do desek, zbijemy własną wiatę i wrzucimy swoje bannery?

W kontenerze też już zbierany jest powoli sprzęt do wypożyczania, balast, pianki, automaty, jackety. Nie wiem, ile tego jest, ale podobno jest. Mamy też automat z napojami i ciastkami, a w cenie wjazdu możemy poczęstować się kawą, herbatą, czy zupką z proszku. Jak dla mnie bardzo miły akcent, zwłaszcza w zimne dni. Tuż obok namiotu – iglo stanął rząd tojtojek. Póki co świeże i czyste, sporo ich tu. Nowe były właśnie rozpakowywane. Zobaczymy, jak to będzie w sezonie, ale póki co wygląda to nieźle.Do wody prowadzi kilka wybetonowanych zejść i co najmniej jedna pływająca platforma. Pod wodą także zastaniemy co najmniej jedną platformę na pięciu metrach. Z atrakcji, po uprzednim dzierżawcy, nie zostało wiele. Co się dało – wyjęto z wody. Na miejscu zostały tytułowe dwie koparki, trochę instalacji po działającym tu zakładzie wydobywczym i to póki co tyle.

Zrobiłem dużo zdjęć nad wodą i pod wodą, pooglądałem, pogadałem z opiekunem (bardzo miły człowiek). O samym nurkowaniu nie ma co specjalnie pisać. Już moje wrażenia z nurkowania w Koparkach opisywałem w artykule: Koparki z kiełbasą w tle. Dość powiedzieć, że nurkowałem bite sześćdziesiąt minut i zrobiłem pełne okrążenie (ba, nawet się lekko zapędziłem i musiałem się wracać do wyjścia). Warunki pod wodą nie powalały jak na Koparki – jakieś pięć, sześć metrów wizury. Dobrze było sprawdzić, że w obecnej konfiguracji cieplnej w wodzie o temperaturze dziesięciu stopni nie zmarznę (poza stopami, choć jeden taki Kondrat upierał się, że mi specjalne ciepłe skarpetki do zestawu nie będą potrzebne…). Wracałem zadowolony, bo słonko dopisało, ładnego, długiego nurka dałem. Nowe Koparki zobaczyłem – stoją, da się nurkować, jest na co narzekać, ale tragedii nie ma i raczej nie będzie. Czego Wam wszystkim i sobie serdecznie życzę.

Koparki

Fot. 7. (kubaCE) A tak wygląda jedno z zejść.

Koparki

Fot. 8. (kubaCE) Z tego zejścia korzystałem. Da się zejść w płetwach. Całkiem wygodnie.

Koparki

Fot. 9. (kubaCE) Zbliżenie na zejście.

Koparki

Fot. 10. (kubaCE) To miejsce czeka na TWOJĄ wiatę.

Koparki

Fot. 11. (kubaCE) Ale pogodę to miałem fajną, przyznacie.

Koparki

Fot. 12. (kubaCE) Pustki, pusteczki. Wokoło żywej duszy.

Koparki

Fot. 13 (kubaCE) Podwodne instalacje.

Koparki

Fot. 14. (kubaCE) Całkiem spora ta platforma. Miejsca Ci na niej nie powinno braknąć.

Koparki

Fot. 15. (kubaCE) A słonko grzało do samego końca dnia (krótkiego okrutnie niestety).

Koparki

Fot. 16. (kubaCE) A koparki jak stały tak stoją.

Koparki

Fot. 17. (kubaCE). Choć tak jakby za mgłą.

Koparki

Fot. 18. (kubaCE). Wyprawę, zdjęcia i reportaż sporządził wasz niestrudzony Nurkolog.

Koparki z kiełbasą w tle

koparki 146

fot. Błażej Kabziński. Pierwsze zanurzenie w nowym sucharze, z nowym ocieplaczem w wodach otwartych. Lekko niedoważony.

Poznawanie polskich akwenów, ciąg dalszy. Z jakiegoś powodu od dłuższego czasu żyłem w głębokim przeświadczeniu, że kamieniołom w Jaworznie ze swoimi słynnymi koparkami jest mekką dla nurków technicznych. Miejsce, gdzie mogą testować swoje techniczne umiejętności, wyliczone czasy, ustalone przystanki, sytuacje awaryjne i ich okiełznanie, wydawało mi się, że musi być miejscem nieziemskim. Na myśl o koparkach myślałem o jakimś połączeniu jaskini Boesmansgat z wielkością Hańczy i urokiem Piechcina z Zakrzówkiem razem wziętych. Bezkresna głębia i super „techniczne” warunki.    koparki 151

foto. Błażej Kabziński. Ładna gąsienica podwodna.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Kopara opada przy koparze.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Się aż nurek z wrażenia przewrócił.

Byłem bardzo mocno zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że Koparki ledwo dobijają do 18 metrów. Jak to? 18 metrów? Toż to powinna być mekka dla owudziaków. Nawet jakby się znalazł jakiś renegat i próbował złamać limit nurkowania OWD, mógłby co najwyżej ostro zaryć w dno. Do tego jest to mikrozbiornik z bardzo wysokiej czystości wodą. W kiepskie dni (czyli takie, jak teraz na przykład) wizura spada do „marnych” pięciu metrów. Trudno jest się tu zgubić, przy dnie zawsze jest światło, jest miło i sympatycznie. Jak się ktoś zawieruszy, to znaleźć go nietrudno. Cały zbiornik można dziarskim tempem opedałować w jakieś trzy kwadranse. Snując się okropnie, pewnie w godzinę do półtorej (zatrzymując się przy każdym kamieniu i studiując jego strukturę). Wielką atrakcją są same koparki, a raczej Koparki. A nawet KoparKi. Wielkie, majestatyczne gigantomachiny, mechagodzille pod wodą. Robią wrażenie, są wdzięcznym tematem zdjęć i magnesem dla nowych nurków. Rezydentom było jednak mało, nie odpuszczono sobie dodania kilku atrakcji już po zalaniu (kamieniołomu) – jest i samolot, jest i pół/ ćwierć/ jedna ósma Poloneza Caro. Ja jednak nie jestem fanem takich bajerów. Same kopary jako element, który znalazł się tam zanim zbiornik się zalał dokumentnie, są jak najbardziej na miejscu. Dodano także wygodne platformy na powierzchni, celem zejścia do wody (łagodnego zejścia nie uświadczycie, od razu głęboko) i platformy po wodą, celem wygodnego leżakowania na 5m.

koparki 165

foto. Błażej Kabziński. Podryw na platformie.

Baza też cieszy oko, jest czysto, schludnie, nie wygląda to wszystko jak zbieranina przypadkowych, na szybko skleconych baraków i ogólnie panującej na polskich nurkowiskach prowizorki. Są wiaty, jest fajnie. Mi jednak szczęki nie urwało. Cieszę się, że Jaworzno zaliczyłem, ale nie jest to miłość od pierwszego nurkowania, jak to było w przypadku Piechcina. Nie mam ciśnienia, żeby tam natychmiast wracać. Owszem, to jest ładny, nawet bardzo ładny akwen. Mikruśny jednak i dość monotonny. Zaliczyć koparki warto, ale je zalicza się za jednym nurem. Ścianki są klasycznie ładne, ale czegoś mi tam brakowało. Życia może? Okonki jakieś się kręciły, podobno gdzieś siedziały naprawdę duże. Były i jesio(s)try i to na serio takie napakowane, po prostu góra mięsa. Ale to wszystko.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Pojedynek fotografów.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Imć Błażej testował na wyjeździe nową chińską latarkę za pięć złotych. Fajna ta chińska latarka bo była tania i fajna. I świeciła. I świeciła nawet wtedy kiedy nie świeciła, to znaczyć świecić nie powinna. Posiadacz nie był nawet świadomy tego, ale i tak jest zadowolony, bo świeciła także po nurkowaniu.

koparki 160

foto. Błażej Kabziński. Drzemka na „deco”.

Nie jestem do końca w stanie sformułować zarzut w stosunku Koparek, dlaczego mnie nie urzekły, ale wracałem z uczuciem niedosytu. Nie zrozumcie mnie źle, to dobry akwen, z doskonałymi warunkami dla nurków, świetnie skomunikowany z całą Polską i ze stolicą. Dojazd wygodny, baza super. Zachęcam zwłaszcza początkujących nurków do odwiedzenia tego kamieniołomu, jest do doskonały akwen dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki samodzielnie. Baza jest świetnie wyposażona, a wjazd i serwis kosztują sensowne pieniądze. Jestem tylko ciekaw, czy chętnie tu będziecie wracać na kolejne nurkowania.

Wyjazd zorganizowałem na zasadzie szybkiego zrywu na jeden dzień. Komplet nurków w aucie (kombiaczek, ale i tak dołożyłem mu trumienkę na dach – niemniej sporo mieliśmy gimnastyki by wszystko dobrze spakować). Zespół stanowili: obowiązkowy Gazela – kompan już sprawdzony, bezpieczny partnur, z którym po prostu dobrze mi się jeździ i nurkuje, znany mi i ceniony przeze mnie Błażej K. (doświadczony i bardzo solidny nurek, od którego sporo można się nauczyć) i ledwo co poznana (choć twarz mi migała na GEPNowskich mitingach) Aśka o ksywie kojarzącej mi się z fabularnymi grami fantasy. Ekipa urocza, pozytywna i dobrze ogarnięta. Ruszyliśmy już nie takim bladym świtem by dotrzeć na okolice dwunastej na Koparki. Po drodze było zwiedzanie trudnych okolic Olkusza, pobieranie twina (samochód ledwo to przeżył), jak zwykle udane zakupy w Biedronce (w końcu sklep dla biednych ludzi) i w końcu doturlaliśmy się mocno dociśniętym nurkowozem na kamieniołom. Straszono nas porannym najazdem tłumów nurków, ale widocznie nurkowie najazd zrobili poranny i o dwunastej rozjechali się w różne kierunki, bo tłumów nie uświadczyliśmy, podpięliśmy się pod wiatę z uroczą ekipą i mogliśmy szykować się na nurki. Dla mnie o tyle ważny wyjazd, że wreszcie mogłem opływać w wodach otwartych nowego suchara z grubym ocieplaczem. Czekało mnie wyważanie i ogólnie nauczenie się współżycia z bestią. W końcu robienie kursu instruktorskiego na nieopływanym sucharze wydawało mi się niepotrzebnym hazardem. Do nura podchodziłem więc z niemałym napięciem. W końcu skok do wody i jedziemy. A tu pierwszy, nieprzyjemny zonk – czuję stróżkę wody na tyłku. Poszło coś w suchaczu, czy przy skoku kryza nie utrzymała? Neoprenowa kryza. Są różne szkoły, jedni kochają neoprenowe kryzy, inni tolerują tylko lateks. Ja zdania wyrobionego nie miałem. Nurkowałem w lateksie – nie przeszkadzał mi, kupowałem jednak suchego z neoprenową kryzą w standardzie, stwierdziłem, że nie będę kombinował, wypróbuję neopren. Zwrócono mi uwagę, że neopren fajny, ciepły i milusi w dotyku, ale potrafi grymasić i to układanie go czasami właśnie może się zakończyć podlaniem. Lateks tego problemu nie ma, ale za to nie jest już taki milusi w ubieraniu i w dotyku, ciepła nie trzyma i jest mniej trwały (podobno). Ja nie byłem ani za, ani przeciw. Po obu nurkach, gdzie ewidentnie mi pociekła woda, ale potem już się nic nie dolewało, obstawiam, że kryzą mi się wlewała woda przy skokach. Jest moją główną podejrzaną. Dobrze obciska szyję, nie sądzę by musiała być ciaśniejsza, ale potestuję ją jeszcze i ewentualnie powiem jej bez żalu „papa”.

Nie ja jeden miałem walkę sprzętową. Gazela miał spektakularną kiełbasianą przygodę pod wodą, nadającą się do „Wypadków nurkowych” opisywanych na łamach nie tylko bloga Zanurzonej w Błękicie, ale i do podręczników. Zapewne przydałaby się też dogłębna analiza przypadku na forach, koniecznie z udziałem Mottiego*, który wyliczy masę, strukturę, skład substancji i ich wpływ na pracę automatu. Kochane dzieciaczki, od razu wam zdradzę morał tej bajki – nie jemy zbyt dużo kiełbasy przed nurkowaniem. Wujek Gazela wziął i skonsumował znakomicie zgrillowaną kiełbasę, poczem szczęśliwy udał się na zasłużonego nura (już podejrzliwi mogą mu wytykać za krótką przerwę powierzchniową po jedzeniu, że nie zdążył się odsycić z azotu zawartego w kiełbasie). W trakcie owego nura gazy pokonsumpcyjne (taka ich natura – pod wpływem zmian ciśnień lubią się przemieszczać) postanowiły się wydostać. Klasycznie odbić się każdemu zdarza pod wodą. Nie każdemu jednak wypada wtedy kawałek – drobina dosłownie kiełbasy. A jak drobina taka wypada w trakcie nurkowania to ląduje oczywiście w automacie. Automat (było nie było Poseidon) choćby i najlepszy, jednak nie jest przystosowany do pracy z mieszanką uszlachetnioną kiełbasą, więc wziął się i zablokował. Gazela opanowany, więc spokojnie wymienia na drugi automat i próbuje tamtego oczyścić z kiełbasy. Ta jednak za diabła nie zamierza opuszczać nowego miejsca zamieszkania. Oczywiście pozostali nurkujący nie mają pojęcia o naturze problemu, ale widzą, że nurek ogarnięty, więc nurkowanie odbywa się dalej. Dopiero po zakończeniu nurkowania Gazela dość obrazowo przedstawia całą historię i oczywiście cała wiata wraz z okolicami trzęsie się ze śmiechu. Wnioski, moi kochani? Dodatkowe filtry w ustnikach drugich stopni? Procedury przednurkowe wykreślające kiełbasę z menu? Czekam na propozycje. To jednak tyle, jeżeli chodzi o przygody. Wszyscy pozwiedzali co chcieli, zdjęcia zostały wykonane, z pogody skorzystaliśmy, bo było bardzo przyjemnie wiosennie. Wracaliśmy w dobrych humorach do swoich domów. Bogatsi o nowe doświadczenia. Ja wracałem z małym niedosytem, ale wyjazdu nie żałuję. Kolejne ważne nurkowe miejsce na polskiej mapie zaliczone.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Błażej przy koparze.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Samolot linii Mares.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Znowu kopara.

DCIM100GOPRO

foto. JC. To prawdopodobnie wciąż ta sama kopara.

koparki 159

foto. Błażej Kabziński. Tak, to prawdopodobnie TA kiełbasa.

*) jeżeli komuś nic nie mówi pseudonim Motti, to znaczy, że albo nie był na forum np. Nuras, albo miał to szczęście, że nie wlazł w wątek z jego wypowiedziami. Uważaj się za szczęściarza.