Krótko o nieudanej próbie ukulturalnienia się

Jak nie można nurkować (to znaczy można, ale trzeba mieć sprzęt odpowiadający tym warunkom, które widzimy na zewnątrz) to trzeba się jakoś inaczej dokarmiać wrażeniami nurkowymi i nurkopodobnymi. Ja sobie wymyśliłem, że to znakomita okazja by wyciągnąć rodzinę z domu i pójść pooglądać wystawę fotografii podwodnej Tomka Stachury pt. „Wraki Bałtyku” w budynku PTTK przy Senatorskiej w Warszawie. Napaliłem się niemożebnie, że nawet dobrze nie przestudiowałem informacji o tejże. Jest sobota, na zewnątrz plucha, chmury, paskudnie ogólnie, człowiekowi nosa się za drzwi nie chce wystawiać, zatem doskonały powód by się jednak zmusić – zapakować rodzinę do auta i przewieźć na starówkę. Zaliczyć wystawę, a potem się przeleźć kawałek po okolicy. Super plan po prostu. Trzy minuty przed wyjściem człowiek siada do internetu by sprawdzić jeszcze raz informacje o wystawie, zwłaszcza godziny otwarcia. I doczytuje… Wystawa do oglądania od poniedziałku do piątku… No szlag mnie trafił. To są wybitnie nie moje dni do zaliczania takich atrakcji miejskich. Jestem człowiekiem spod miasta, uciekłem tu z wielu powodów i tu jestem szczęśliwy. Nie znoszę każdej wyprawy do Warszawy, nie lubię, nie chcę, bronię się przed tym jak mogę. Bez powodu tam nie jeżdżę. Zwłaszcza w dni pracujące. Stanie w korkach nie jest moim ulubionym sportem. Nurkowanie, rowerowanie, bieganie na nartach – proszę bardzo. Stanie w korkach? Nie. Szukanie miejsc parkingowych w dni pracujące w okolicach starówki – kolejna dyscyplina, której uprawiać nie chcę. Parkować to ja se mogę pod domem na mojej posesji. Miejsce zawsze mam, odśnieżone, bo sam sobie odśnieżam. A na mieście albo wszystko zajęte, albo zawalone śniegiem. Podziękował. Zatem tym samym muszę przyznać z bólem, że wystawy już pewnie nie zaliczę. Chciałem złorzeczyć, obsmarować włodarzy PTTK za tak absurdalne ograniczenie czasowe dostępności wystawy, ale cóż – zapewne wielu miastowych odwiedziło wystawę i dojechanie tam autobusem, albo tramwajem nie było dla nich żadnym ekstremalnym wyczynem zajmującym półtorej godziny, więc nikomu, poza mną pewnie specjalnie to nie przeszkadza. No szkoda…

O czym to będzie i kim ja jestem, że się wypowiadam

W Internecie znajdziecie masę wypowiedzi nurków doświadczonych, lub takich, którzy się podają za doświadczonych. Jest sporo sklepów internetowych, kilka serwisów informacyjnych, sporo stron reklamujących konkretne miejsca, czy grupy nurkowe. Baza wiedzy jest wciąż dość wąska, wciąż jest pole do popisu. Ludzie chcący dowiedzieć się coś więcej o nurkowaniu, mają dostęp albo do powierzchownej wiedzy ze skrótowych artykułów w Internecie, albo do literatury wręcz fachowej. Moja żona właśnie sięgnęła po podstawowe kompendium wiedzy o nurkowaniu „Nurkowanie” Mackego, Kuszewskiego i Zieleńca  – odłożyła książkę po minucie stwierdzając, że książka jest dla inżynierów (nic dziwnego, skoro napisali ją inżynierowie). Kilka sezonów spędziłem poszukując różnych książek o tym sporcie. Nie brakuje pięknych albumów pokazujących uroki sportu głównie lokacje w Egipcie i innych egzotycznych miejscach. Jest taka skrótowa książeczka „Naucz się nurkować w weekend”, są podręczniki poszczególnych organizacji na poszczególne stopnie i specjalizacje nurkowe. Jak spojrzeć na podręcznik PADI na poziom Open Water Diver to też nie jest to literatura dla ludu. Jest sporo w tym temacie jeszcze do zrobienia, do napisania, przyda się jakaś publikacja mówiąca językiem ludu, promująca ten sport, odsłaniająca całą jego urodę przed ludźmi niewtajemniczonymi, pokazująca uroki nurkowania w Polsce. W końcu nurkowanie rozwija się bardzo dynamicznie w naszym kraju. Przybywa nowych nurków, ci trochę bardziej doświadczeni zdobywają kolejne licencje, poziomy i uprawnienia, powstają bazy nurkowe, powstają kolejne szkoły nurkowe. A literatury, czy publikacji w Internecie niespecjalnie przybywa. Potrzeba materiałów pozwalających przyjrzeć się całemu temu zagadnieniu z dystansu, pozwalającemu ocenić niewtajemniczonym, co ich czeka, jeżeli podejmą się tej zabawy.

I tu pojawiam się ja. Żaden tam nurek z wieloma tytułami, wieloma licencjami koniecznie przynajmniej dwóch organizacji. Nie jestem inżynierem. Nie jestem alfą i omegą w tej dziedzinie, nie pochwalę się nurkowaniem na Karaibach, w najgłębszych jaskiniach, na Titanicu (wg mojej wiedzy chyba jeszcze nikt się tym na szczęście nie próbował chwalić, ale to tylko kwestia czasu). Co więcej, informuję na wstępie, że nie jestem żadnym zaawansowanym nurkiem, który może już szkolić. Jednak taki jest mój cel w życiu. Chcę edukować, chce propagować nurkowanie jako sport fantastyczny, bardzo odkrywczy, wciąż rozwijający się, jednak – tu niektórzy mogą się zdziwić – bezpieczny. Nurkowaniem mogą zająć się osoby bojące się wody, słabo pływające, nurkowania nie należy traktować tylko w kategoriach wyczynowego sportu ekstremalnego, bo można go uprawiać w sposób rozsądny, bezpieczny, wręcz nudny, czy relaksujący. Oczywiście, spotkacie na swojej ścieżce masę nurków – wariatów, nurków ekstremalnych, nurków, których interesują tylko rekordy, osiągnięcia (także na polu posiadania sprzętu najdroższego, najlepszego i najbardziej efektownego). Niemniej nikt nie każe Wam z nimi nurkować, ani się mierzyć z ich dokonaniami. Można ich traktować jako osobną dziedzinę, jako inny typ nurków. Prawie każdy sport ma wiele swoich odmian i dziedzin. Chociażby drugi mój ulubiony sport – rowerowanie. Nikt nie każe mi uprawiać downhillu, freeride?u, enduro, choć jeżdżę góralem. Jeżdżę szybko jak chcę, sprawdzam swoje umiejętności, ale rower to dla mnie przede wszystkim sposób relaksu i oderwania od codzienności, forma turystyki krajoznawczej. Tak też traktuję nurkowanie. Dla mnie to sposób odpoczynku, schowania się pod wodą przed hałasem współczesnego świata. Nurkowanie dla mnie to podróże w obcy świat, czuję się niczym astronauta odkrywający tajemnice niezbadanego uniwersum. Jestem gościem w obcym mi świecie, chcę go zwiedzać jako podwodny turysta, szanując ten świat i pozostawić go w niezmienionej formie. Jestem po prostu odkrywcą nowego świata. Podchodzę do tematu spokojnie, niespiesznie, uczę się powoli, bo chcę wiedzieć, że każdy kolejny krok wykonam posiadając niezbędną wiedzę i umiejętności, które pozwolą mi działać w każdej sytuacji, jaką napotkam za kolejnym zakrętem, na kolejnym metrze. Nie mam masy pieniędzy, nie stać mnie na ciągłe inwestowanie w ten sport, na comiesięczne wyjazdy na nurki w Egipcie, w Chorwacji. Związałem się z konkretną grupą nurkową, jej organizatorzy co chwila ogłaszają, że jest wyjazd na ten czy inny koniec świata. Doświadczenia też mają niesamowite: Karaiby, Kuba, Lofoty, Meksyk, wraki w Bałtyku, i tak dalej. A ja mogę się pochwalić nurkowaniami tylko w polskich wodach. Oczywiście, mogłem już nurkować w ciepłym morzu, ale wolałem wtedy wydać pieniądze na inne rzeczy. Ja po prostu lubię nurkować w polskich wodach słodkich. Niektórzy się zdziwią ? jak to? Zimne wody cały rok, przejrzystość baaardzo różna, nie sposób przyrównać jej do przejrzystości z Egiptu, widoki też niby gorsze. Zielono, ponuro, monochromatycznie. Po pierwsze, lubię te klimaty, jest tak tajemniczo, niesamowicie, jest to zupełnie inna bajka, taka lekko mroczna, niczym bajki Tima Burtona. To nie jest nurkowanie w akwarium pełnym kolorowych rybek, roślinek w cieplutkiej wodzie. To jest po prostu mój kosmos, którego tajemnice nie są na wyciągnięcie ręki.

Nurkuję od dziesięciu lat, ale nie nastawiam się na zdobywanie kolejnych licencji. Wybrałem organizację PADI, zrobiłem kurs OWD i w ramach tej licencji zwiedzam podwodny świat Polski. Moje warunki finansowe pozwalają mi na kilka takich wyjazdów w roku, w międzyczasie powoli zdobywam swoje wyposażenie. Dopiero teraz czuję, że mogę iść dalej, zrobić kurs AOWD, a potem kolejne licencje. Od tego momentu wreszcie czuję, że ten sport jest już nie tylko rozrywką, ale też sposobem życia. Sposobem życia, który chcę prowadzić. Nurkowanie wciągnęło mnie na całego. Chcę dzielić się tą pasją z innymi i wciągać pod wodę kolejnych ludzi. Jednak chcę ich przede wszystkim uczyć rozwagi, cierpliwości i szacunku dla tego świata i żywiołu. Tam na dole czeka na nas wiele niebezpieczeństw, ale realnych dopiero wtedy, kiedy do nurkowania się nie przygotujemy właściwie i kiedy będziemy przekraczać granice za szybko, z ułańską fantazją i bez użycia głowy. Jeżeli jednak użyjemy głowy, zrozumiemy, że bądź co bądź jest to sport ekstremalny (bo odbywa się w nienaturalnym dla naszego organizmu środowisku) i właściwie się przygotujemy, to będziemy nurkować bezpiecznie.

Dlaczego zajęło mi to tak dużo czasu? Nigdy się nie spieszyłem w takich sprawach, po drodze było dużo ważnych wydarzeń w moim życiu, które zmusiły mnie do różnych decyzji finansowych. W pewnym momencie pojawił się na świecie mój Syn, rodzina ma jednak dla mnie priorytet, a budżet nie pozwalał dotąd żenić tych dwóch zjawisk. Teraz jest już nieco lepiej, a ja już zyskałem sporo doświadczenia i własnego wyposażenia. Teraz mogę i chcę zająć się tym sportem na serio. Zastajesz mnie więc, czytelniku, w tym interesującym momencie. Spróbuję pokazać świat nurków od tej właśnie strony. Może ten punkt widzenia sprawi, że przekonasz się do paru spraw, lub pozwoli Ci znaleźć wyobrażenie bardziej pasujące do Twojej perspektywy. Dodatkowo, wydaje mi się, że słuchanie starszych i bardziej doświadczonych kolegów nie zawsze daje pełny obraz różnych kwestii. Oni już pewne sprawy traktują jako oczywistość, jak powietrze. Nie rozumieją, że pewne rzeczy mogą wydawać się nam kompletnie niezrozumiałe. Co więcej, sprzęt, który zabieramy ze sobą pod wodę, to nie byle rower, który zabieramy na przejażdżkę i tak naprawdę niewiele nas obchodzi jak pracują jego podzespoły. Nurkując, lepiej jest znać swój sprzęt, rozumieć zasady jego działania, umieć go przygotować, a co więcej, jak go wybrać by pasował do nas i naszych oczekiwań. Od doświadczonych możesz usłyszeć czasem poradę „weź koniecznie to, to świetna firma, świetny sprzęt”. Mogą mieć rację, ale ów sprzęt wcale nie musi się okazać tym, w którym najlepiej się nam nurkuje. O tym, mam nadzieję, będziemy nie raz rozmawiać.

Blogi Sportowe