Koparki z kiełbasą w tle

koparki 146

fot. Błażej Kabziński. Pierwsze zanurzenie w nowym sucharze, z nowym ocieplaczem w wodach otwartych. Lekko niedoważony.

Poznawanie polskich akwenów, ciąg dalszy. Z jakiegoś powodu od dłuższego czasu żyłem w głębokim przeświadczeniu, że kamieniołom w Jaworznie ze swoimi słynnymi koparkami jest mekką dla nurków technicznych. Miejsce, gdzie mogą testować swoje techniczne umiejętności, wyliczone czasy, ustalone przystanki, sytuacje awaryjne i ich okiełznanie, wydawało mi się, że musi być miejscem nieziemskim. Na myśl o koparkach myślałem o jakimś połączeniu jaskini Boesmansgat z wielkością Hańczy i urokiem Piechcina z Zakrzówkiem razem wziętych. Bezkresna głębia i super „techniczne” warunki.    koparki 151

foto. Błażej Kabziński. Ładna gąsienica podwodna.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Kopara opada przy koparze.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Się aż nurek z wrażenia przewrócił.

Byłem bardzo mocno zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że Koparki ledwo dobijają do 18 metrów. Jak to? 18 metrów? Toż to powinna być mekka dla owudziaków. Nawet jakby się znalazł jakiś renegat i próbował złamać limit nurkowania OWD, mógłby co najwyżej ostro zaryć w dno. Do tego jest to mikrozbiornik z bardzo wysokiej czystości wodą. W kiepskie dni (czyli takie, jak teraz na przykład) wizura spada do „marnych” pięciu metrów. Trudno jest się tu zgubić, przy dnie zawsze jest światło, jest miło i sympatycznie. Jak się ktoś zawieruszy, to znaleźć go nietrudno. Cały zbiornik można dziarskim tempem opedałować w jakieś trzy kwadranse. Snując się okropnie, pewnie w godzinę do półtorej (zatrzymując się przy każdym kamieniu i studiując jego strukturę). Wielką atrakcją są same koparki, a raczej Koparki. A nawet KoparKi. Wielkie, majestatyczne gigantomachiny, mechagodzille pod wodą. Robią wrażenie, są wdzięcznym tematem zdjęć i magnesem dla nowych nurków. Rezydentom było jednak mało, nie odpuszczono sobie dodania kilku atrakcji już po zalaniu (kamieniołomu) – jest i samolot, jest i pół/ ćwierć/ jedna ósma Poloneza Caro. Ja jednak nie jestem fanem takich bajerów. Same kopary jako element, który znalazł się tam zanim zbiornik się zalał dokumentnie, są jak najbardziej na miejscu. Dodano także wygodne platformy na powierzchni, celem zejścia do wody (łagodnego zejścia nie uświadczycie, od razu głęboko) i platformy po wodą, celem wygodnego leżakowania na 5m.

koparki 165

foto. Błażej Kabziński. Podryw na platformie.

Baza też cieszy oko, jest czysto, schludnie, nie wygląda to wszystko jak zbieranina przypadkowych, na szybko skleconych baraków i ogólnie panującej na polskich nurkowiskach prowizorki. Są wiaty, jest fajnie. Mi jednak szczęki nie urwało. Cieszę się, że Jaworzno zaliczyłem, ale nie jest to miłość od pierwszego nurkowania, jak to było w przypadku Piechcina. Nie mam ciśnienia, żeby tam natychmiast wracać. Owszem, to jest ładny, nawet bardzo ładny akwen. Mikruśny jednak i dość monotonny. Zaliczyć koparki warto, ale je zalicza się za jednym nurem. Ścianki są klasycznie ładne, ale czegoś mi tam brakowało. Życia może? Okonki jakieś się kręciły, podobno gdzieś siedziały naprawdę duże. Były i jesio(s)try i to na serio takie napakowane, po prostu góra mięsa. Ale to wszystko.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Pojedynek fotografów.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Imć Błażej testował na wyjeździe nową chińską latarkę za pięć złotych. Fajna ta chińska latarka bo była tania i fajna. I świeciła. I świeciła nawet wtedy kiedy nie świeciła, to znaczyć świecić nie powinna. Posiadacz nie był nawet świadomy tego, ale i tak jest zadowolony, bo świeciła także po nurkowaniu.

koparki 160

foto. Błażej Kabziński. Drzemka na „deco”.

Nie jestem do końca w stanie sformułować zarzut w stosunku Koparek, dlaczego mnie nie urzekły, ale wracałem z uczuciem niedosytu. Nie zrozumcie mnie źle, to dobry akwen, z doskonałymi warunkami dla nurków, świetnie skomunikowany z całą Polską i ze stolicą. Dojazd wygodny, baza super. Zachęcam zwłaszcza początkujących nurków do odwiedzenia tego kamieniołomu, jest do doskonały akwen dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki samodzielnie. Baza jest świetnie wyposażona, a wjazd i serwis kosztują sensowne pieniądze. Jestem tylko ciekaw, czy chętnie tu będziecie wracać na kolejne nurkowania.

Wyjazd zorganizowałem na zasadzie szybkiego zrywu na jeden dzień. Komplet nurków w aucie (kombiaczek, ale i tak dołożyłem mu trumienkę na dach – niemniej sporo mieliśmy gimnastyki by wszystko dobrze spakować). Zespół stanowili: obowiązkowy Gazela – kompan już sprawdzony, bezpieczny partnur, z którym po prostu dobrze mi się jeździ i nurkuje, znany mi i ceniony przeze mnie Błażej K. (doświadczony i bardzo solidny nurek, od którego sporo można się nauczyć) i ledwo co poznana (choć twarz mi migała na GEPNowskich mitingach) Aśka o ksywie kojarzącej mi się z fabularnymi grami fantasy. Ekipa urocza, pozytywna i dobrze ogarnięta. Ruszyliśmy już nie takim bladym świtem by dotrzeć na okolice dwunastej na Koparki. Po drodze było zwiedzanie trudnych okolic Olkusza, pobieranie twina (samochód ledwo to przeżył), jak zwykle udane zakupy w Biedronce (w końcu sklep dla biednych ludzi) i w końcu doturlaliśmy się mocno dociśniętym nurkowozem na kamieniołom. Straszono nas porannym najazdem tłumów nurków, ale widocznie nurkowie najazd zrobili poranny i o dwunastej rozjechali się w różne kierunki, bo tłumów nie uświadczyliśmy, podpięliśmy się pod wiatę z uroczą ekipą i mogliśmy szykować się na nurki. Dla mnie o tyle ważny wyjazd, że wreszcie mogłem opływać w wodach otwartych nowego suchara z grubym ocieplaczem. Czekało mnie wyważanie i ogólnie nauczenie się współżycia z bestią. W końcu robienie kursu instruktorskiego na nieopływanym sucharze wydawało mi się niepotrzebnym hazardem. Do nura podchodziłem więc z niemałym napięciem. W końcu skok do wody i jedziemy. A tu pierwszy, nieprzyjemny zonk – czuję stróżkę wody na tyłku. Poszło coś w suchaczu, czy przy skoku kryza nie utrzymała? Neoprenowa kryza. Są różne szkoły, jedni kochają neoprenowe kryzy, inni tolerują tylko lateks. Ja zdania wyrobionego nie miałem. Nurkowałem w lateksie – nie przeszkadzał mi, kupowałem jednak suchego z neoprenową kryzą w standardzie, stwierdziłem, że nie będę kombinował, wypróbuję neopren. Zwrócono mi uwagę, że neopren fajny, ciepły i milusi w dotyku, ale potrafi grymasić i to układanie go czasami właśnie może się zakończyć podlaniem. Lateks tego problemu nie ma, ale za to nie jest już taki milusi w ubieraniu i w dotyku, ciepła nie trzyma i jest mniej trwały (podobno). Ja nie byłem ani za, ani przeciw. Po obu nurkach, gdzie ewidentnie mi pociekła woda, ale potem już się nic nie dolewało, obstawiam, że kryzą mi się wlewała woda przy skokach. Jest moją główną podejrzaną. Dobrze obciska szyję, nie sądzę by musiała być ciaśniejsza, ale potestuję ją jeszcze i ewentualnie powiem jej bez żalu „papa”.

Nie ja jeden miałem walkę sprzętową. Gazela miał spektakularną kiełbasianą przygodę pod wodą, nadającą się do „Wypadków nurkowych” opisywanych na łamach nie tylko bloga Zanurzonej w Błękicie, ale i do podręczników. Zapewne przydałaby się też dogłębna analiza przypadku na forach, koniecznie z udziałem Mottiego*, który wyliczy masę, strukturę, skład substancji i ich wpływ na pracę automatu. Kochane dzieciaczki, od razu wam zdradzę morał tej bajki – nie jemy zbyt dużo kiełbasy przed nurkowaniem. Wujek Gazela wziął i skonsumował znakomicie zgrillowaną kiełbasę, poczem szczęśliwy udał się na zasłużonego nura (już podejrzliwi mogą mu wytykać za krótką przerwę powierzchniową po jedzeniu, że nie zdążył się odsycić z azotu zawartego w kiełbasie). W trakcie owego nura gazy pokonsumpcyjne (taka ich natura – pod wpływem zmian ciśnień lubią się przemieszczać) postanowiły się wydostać. Klasycznie odbić się każdemu zdarza pod wodą. Nie każdemu jednak wypada wtedy kawałek – drobina dosłownie kiełbasy. A jak drobina taka wypada w trakcie nurkowania to ląduje oczywiście w automacie. Automat (było nie było Poseidon) choćby i najlepszy, jednak nie jest przystosowany do pracy z mieszanką uszlachetnioną kiełbasą, więc wziął się i zablokował. Gazela opanowany, więc spokojnie wymienia na drugi automat i próbuje tamtego oczyścić z kiełbasy. Ta jednak za diabła nie zamierza opuszczać nowego miejsca zamieszkania. Oczywiście pozostali nurkujący nie mają pojęcia o naturze problemu, ale widzą, że nurek ogarnięty, więc nurkowanie odbywa się dalej. Dopiero po zakończeniu nurkowania Gazela dość obrazowo przedstawia całą historię i oczywiście cała wiata wraz z okolicami trzęsie się ze śmiechu. Wnioski, moi kochani? Dodatkowe filtry w ustnikach drugich stopni? Procedury przednurkowe wykreślające kiełbasę z menu? Czekam na propozycje. To jednak tyle, jeżeli chodzi o przygody. Wszyscy pozwiedzali co chcieli, zdjęcia zostały wykonane, z pogody skorzystaliśmy, bo było bardzo przyjemnie wiosennie. Wracaliśmy w dobrych humorach do swoich domów. Bogatsi o nowe doświadczenia. Ja wracałem z małym niedosytem, ale wyjazdu nie żałuję. Kolejne ważne nurkowe miejsce na polskiej mapie zaliczone.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Błażej przy koparze.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Samolot linii Mares.

DCIM100GOPRO

foto. JC. Znowu kopara.

DCIM100GOPRO

foto. JC. To prawdopodobnie wciąż ta sama kopara.

koparki 159

foto. Błażej Kabziński. Tak, to prawdopodobnie TA kiełbasa.

*) jeżeli komuś nic nie mówi pseudonim Motti, to znaczy, że albo nie był na forum np. Nuras, albo miał to szczęście, że nie wlazł w wątek z jego wypowiedziami. Uważaj się za szczęściarza.

Na kurs instruktora biegiem marsz!

Czyli dlaczego długo nie będę Divemasterem.

Tak, proszę Państwa, czas się brać ostro do roboty. Obiecywałem sobie to dawno temu, kilka razy odkładałem, były lata, że myślałem, że nic z tego nie będzie. Pierwszy raz pomyślałem o tym, że chcę zostać instruktorem, jak byłem na kursie OWD. Było to ponad dziesięć lat temu. Mijały lata, uciekały mi kolejne okazje by dążyć do tego celu. Splot różnych wydarzeń, ogólnie przeciętny zawodowo 2013 rok (ale nie nurkowo, to trzeba przyznać!) – przesądziły o tym, że wziąłem i przed się wziąłem odpowiednie kroki. Czas iść na kurs. Jestem w 3/4 kursu Divemastera, praktycznie nie zabawię długo na tym poziomie, bo to będzie jakiś miesiąc może i 29 marca rozpocznę kurs instruktorski (jak nic nie stanie na przeciwko). Kosztuje to straszne pieniądze, nie mniejsze pieniądze wydaję by skończyć kurs Divemastera, do tego w końcu trzeba kupić suchy skafander, bez tego nie ma jak w ogóle podejść w Polsce do zaliczenia kursu instruktorskiego. Nic tylko pożyczać, wybierać ostatnie oszczędności, kombinować jak koń pod górę.

Dlaczego tak nagle i tak prosto z marszu? Dlaczego nie pobyć jakiś czas divemasterem? W moich oczach na polskim rynku divemaster to tylko taka droga zabawa w „profesjonalnego nurka”. Dla polskich centrów nurkowych divemaster nie jest ważnym ogniwem w prowadzeniu nurkowego biznesu. U nas to raczej forma aplikacji przed podejściem do instruktorskiego kursu. Zrobisz Divemastera tylko dla własnej satysfakcji, być może nawiążesz relację z jakimś centrum nurkowym i będziesz od czasu do czasu przewodniczył jakiejś wyprawie nurkowej w Polskę, czy zagranicę. Pieniędzy jednak na tym nie zarobisz, tylko wydasz może trochę mniej. Jeżeli jednak zamierzasz utrzymywać się z nurkowania, o divemasterze w Polsce zapomnij. Za granicą, w popularnych kurortach – owszem, praca się znajdzie. Jednak to już krok od instruktora, a to już porządniejsze pieniądze, więc tam też parcie będziesz mieć by zostać instruktorem. Niezależnie więc od tego, gdzie będę szukać pracy w biznesie nurkowym, wychodzę z założenia, że jako instruktor będę miał łatwiej/ lepiej.

Czy ja z tego wyżyję? Dużo się o tym ostatnio mówi. Kryzys nie pomógł rynkowi nurkowemu, choć bardzo go nie potargał. Nastroje w polskiej części tej branży dość mieszane ze wskazaniem na mało pozytywne. To jest to, co właśnie mnie tknęło jak zacząłem pracować u polskiego przedstawiciela Tusy i Poseidona. Wiele czynników wskazuje, że z branżą źle nie jest. Ba, niektóre wskaźniki pokazują, że jest nawet coraz lepiej. Skąd więc tak liczne głosy narzekania? Mogę tylko domniemywać, że z tego, że rynek się zmienił – przeprofilował. Klientów nie brakuje, ale konkurencja jest ostra. Łatwo jest wypaść z obiegu, albo być zepchniętym na boczny tor. Centra nurkowe to już nie towarzyskie kluby – takie dość hermetyczne towarzystwa wzajemnej adoracji, gdzie spora grupka oddanych ludzi orbituje wokół Szefa firmy/ głównego instruktora i jakoś się to kręci w ramach tej grupki. W tym układzie nie trzeba było specjalnie wysilać się by choćby skromne gromadki ludzi się pojawiały na zajęciach i wyjazdach. Teraz trzeba być maksymalnie otwartym, wciąż poszukiwać zainteresowanych, wciąż dawać o sobie znać, że tu jestem, że zapraszam. Walczyć o uwagę. Dochodzą jeszcze różne mechanizmy rynkowe, które ograniczają nam pole manewru w ustalaniu cen. Są groupony i inne wynalazki „kup pan tanio”, każdy chętnie trąbi swoją niską ceną na swoich stronach, fanpage’ach na facebooku, na forach. Nie wszystkim to odpowiada i czuć to w środowisku. Tak ja to widzę przynajmniej. I widzę, że nie ma co rąk załamywać, że wciąż jest przestrzeń do rozwoju i do pracy. Dlatego też nie załamuję się i zamierzam spróbować. Już w tym roku. W końcu to zawsze chciałem robić. Utwierdzam się w tym przekonaniu mogąc obecnie prowadzić (w ramach zaliczeń divemasterowskich) różne zajęcia z potencjalnymi nurkami i kursantami (program PADI „Odkryj nurkowanie” * i niektóre zajęcia z kursów OWD). Czuję wręcz rozpierającą mnie satysfakcję z każdych zajęć, po zakończeniu których moi podopieczni wychodzą z basenu z otwartymi szczękami, z wielkimi uśmiechami na twarzach (tak wielkimi, że gdyby nie uszy, toby się śmiali dookoła głowy). Czuję ogromną radość, jeżeli słyszę od któregoś, że chciałby się dalej szkolić pod moją opieką. To jest niesamowita przyjemność.

1003198_632949453409431_818933264_nfoto.1.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

Instruktor nurkowania to dla mnie naturalna kolej rzeczy. Długi czas zajmowałem się szkoleniem ludzi w biznesie. Długi czas myślałem, że to będzie moja ścieżka kariery. Okazało się, że mogę pogodzić jedno z drugim. Zawsze czułem się dobrze z tym całym zagadnieniem szkolenia, prezentacji. Wydaje mi się, że posiadam właściwe cechy by być dobrym nauczycielem. Rozumiem proces uczenia się ludzi (a sam okropnie się uczę),  umiem efektywnie przekazywać wiedzę. Przy okazji każda forma prowadzenia takiej edukacji sprawia mi dużo frajdy.

W tym miejscu zwrócę uwagę, że spotykałem się nieraz z różnymi divemasterami i kandydatami na divemasterów. Stwierdzam kategorycznie, że spora grupa tych ludzi kompletnie nie zrozumiała idei tego etapu w karierze nurkowej. Spora część ludzi dochodzi do tego poziomu tylko dla własnej satysfakcji, wcale nie po to by coś jako ten divemaster przed się brać. Ot po prostu, fajnie jest móc tytułować się divemasterem. W końcu master jest master – nic tu nikomu tłumaczyć nie trzeba. Spora grupa ludzi nigdy nie planowała i pewnie nigdy nie pójdzie ścieżką instruktorską. Nie mówiąc już o ludziach, którzy są pozbawieni jakichkolwiek predyspozycji by iść w tym kierunku. Divemaster to przedsionek w wielkiej chałupie PADI, w której większość mieszkańców żyje z edukowania innych. Po zaliczeniu „kursu” uiszcza się opłatę członkowską PADI i staje się jednym z mieszkańców tej chałupy. Ten czynsz należy opłacać co roku by móc dalej mieszkać w PADI. A mieszkać w PADI opłaca się tylko wtedy, kiedy ma się z tego jakieś pieniądze – to chyba oczywiste. Do tego proszę się przyjrzeć programowi kursu DM. Cała zabawa w ramach „kursu” DM to przecież przygotowanie do instruktorstwologii. Siedzimy całe dnie na basenach i uczymy się jak prezentować kolejne ćwiczenia z kursów PADI. Musimy posiąść wiedzę teoretyczną równorzędną tej posiadanej przez instruktora. Do zaliczenia mamy masę asyst instruktorskich, gdzie po prostu terminujemy przy wybranym instruktorze podczas prowadzonych przez niego kursów. Jeżeli to wszystko zaliczamy tylko po to by móc tytułować się DM i od czasu do czasu pojechać gdzieś jako „jeden z kadry organizującej wyjazd”, albo by komuś pomóc przy kursie (i nie mówimy tutaj o zarobieniu z tego tytułu pieniędzy) to dla mnie jest to pomysł dość szalony. Osobiście znam jednego człowieka na poziomie DM, który próbuje na tym poziomie żyć z nurkowania. Jak mu idzie, nie wiem. Chyba muszę go o to zapytać.

1017633_632949380076105_405548295_n

foto.2.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

Reszta potencjalnych DM albo w końcu zostanie instruktorami, albo w końcu przestanie płacić czynszu w PADI i tym samym przestanie być DM. Tutaj trzeba pamiętać, że DM tak naprawdę nie jest już stopniem nurkowym – nie dostanę nowej plastikowej karty do kolekcji. DM to jest status w PADI. Jeżeli więc walczę o ten status to tylko po to by coś z tego statusu wyniknęło. DM nie uprawnia mnie do nurkowania głębiej, inaczej, w innym sprzęcie, w innych miejscach. Jeżeli chcę piąć się po kolejne umiejętności, specjalizacje i możliwości – idę odrębną ścieżką. Dopinam ścieżkę rekreacyjną zdobywając wszystkie specjalizacje, nurkuję do 40 metrów, zostaje mi nadany tytuł Master Scuba Divera. Jeżeli czuję niedosyt, ruszam ścieżką nurkowań technicznych. Pomijam jednak całe to divemasterostwo szerokim łukiem, bo dla mnie jako dla nurka to kompletnie nic nie oznacza, że jestem DM. Tak więc nieważne, na jakim jesteś etapie ścieżki nurkowej, ale już zacząłeś myśleć o tym całym zamieszaniu z byciem divemasterem, z instruktorem to fajnie. Zrób tylko rachunek sumienia, sprawdź, czy jesteś naturalnym przywódcą (cecha opcjonalna, ale bardzo przydatna), czy lubisz udzielać się wśród ludzi (cecha obowiązkowa), czy lubisz im przekazywać wiedzę i widzisz, że dobrze ci to wychodzi. Jeżeli tak, to gratuluję, jesteś na dobrej drodze – w końcu osiągniesz swój cel. Nie wątpię w to.

1524773_626211664083210_321761051_nfoto.3.: Rudi Stankiewicz: Zajęcia „Odkryj nurkowanie”.

1546032_632948820076161_1832181706_n foto.4.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

1609772_632948540076189_676123864_nfoto.5.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

*) Z pełną premedytacją nie używam nazw angielskich. Nie jestem pewien czy to polityka PADI, czy nie/świadoma decyzja, czy lenistwo polskiej grupy decydującej o tym jak tłumaczyć materiały PADI, ale używanie angielskich nazw uważam za błąd.

Wspólne spotkanie nad J. Mamucim koło Garwolina

Jeżeli chcielibyście się spotkać ze mną, lub innymi nurkami GEPN by zanurkować, pogadać, zapytać o coś, dowiedzieć się czegoś, lub po prostu miło spędzić czas w naszym towarzystwie, zapraszam Was 14 lipca 2013 nad jezioro Mamucie.

976767_4903758152738_2026764555_o

Spotykamy się w niedzielę, 14 lipca o godzinie 10:00.
Głębokość do 15 metrów, widoczność – kilka metrów (zmienna) i piękny litoral, dużo szczupaków, pionowe ściany i ciekawa rzeźba dna.

Miejsce spotkania – północny brzeg akwenu: http://goo.gl/maps/3Wsvd

W planie mamy dwa nurkowania oraz grilla, pogaduchy, czy piknikowanie w międzyczasie.

Uwaga: Jadąc od W-wy należy zjechać z obwodnicy na drogę 76. Przed zjazdem będą drogowskazy na Wilgę. Po zjechaniu kierować się na Garwolin (nie na Wilgę!), przejechać nad obwodnicą, OD RAZU za wiaduktem skręcić w prawo i podążać drogą serwisową wzdłuż obwodnicy. Po dojechaniu do następnego wiaduktu wjechać nań, ponownie przejechać nad obwodnicą, od razu za wiaduktem skręcić w lewo, asfalt doprowadzi do jeziorka.

993625_622815287731515_492884088_n

ZDJĘCIA Z TEGO AKWENU: http://on.fb.me/12ERKrc

Nocny nurek w Zielonce i nocny nurek w eter!

Jutro, to jest 21 czerwca 2013 o godzinie 23:00 zapraszam przed odbiorniki radiowe. Nastawiamy program 4 Polskiego Radia i słuchamy. Występuję ja i Paweł Kaczmarski. Będziemy opowiadać o GEPN (Grupa Eksplorująca Podwarszawskie Nurkowiska), o nurkowaniu jako takim i może też kapinkę o tymże Nurkologu. A nieco wcześniej dokonam kolejnego nocnego nurka w Zielonce. Mam nadzieję tym razem nagrać film. Trzymajcie kciuki, będzie się dziać!
PS. Startuję właśnie z kursem Rescue i od razu przymierzam się do kursu Divemaster. Uh, uh… 🙂

Narty, Zielonka i Mamucie

Nadrabiam zaległości. Powinienem częściej tu zaglądać i opisywać kolejne nurkowania, ale prawda jest taka, że co weekend praktycznie mam okazję ponurkować, więc korzystam, korzystam. A trzeba przecież opisać ostatni długi weekend. Długi weekend nurkowy w moim przypadku zaczął się 26 maja. Umówiłem się z dwoma forumowiczami: Andrzejem „Gazelą” i Jackiem „Braniolem” na wspólny wypad poznawczy (jak już wcześniej pisałem, forum jest doskonałym miejscem do poznawania innych nurków i umawiania się na wspólne wypady, czy nawet pozyskiwania stałych partnerów do nurkowania). Wybrałem na tę okazję moje ulubione jezioro Narty. Oni jeziora nie znali, miałem więc przyjemność być przewodnikiem w trakcie tej wyprawy. Nie tylko więc była to okazja do sprawdzenia się, czy pomiędzy nami wystąpi zgodność charakterów by jeździć dalej (choćby na ulubioną przez Gazelę Hańczę), ale też do sprawdzenia nowej konfiguracji kamery – uczyniłem samodzielnie coś na kształt uchwytu do kamery.

2013-06-02 11.51.44

Foto 1. „Uchwyt” z obudową i latarką.

Takie stabilizujące ustrojstwo, które chwytam pod wodą w dwie łapy, żeby obraz nie latał jak dziki (kręcenie „z czoła” nie jest dobre na dłuższą metę) i do którego przymocowana jest latarka z (na razie ograniczoną) możliwością ustawiania jej pod różnym kątem. Wyszło to całkiem nieźle, trzeba było to teraz przetestować w warunkach bojowych i zobaczyć, czy się sprawdza. Załadowaliśmy się więc w auto i pomknęliśmy nad Narty. Tu właśnie wskazuję wam na dużą przydatność forum. Można nie tylko znaleźć ewentualnych partnerów do nurkowania, ale też pracować nad optymalizacją kosztów wyjazdów. Paliwo teraz drogie, dobrze jest się umówić w jedną grupę, załadować w jedno auto i zrzucić na paliwo. A jak jeszcze do tego ktoś posiada zatankowane na weekend służbowe auto to już jest po prostu niebiańsko! Taki właśnie scenariusz przećwiczyliśmy jadąc nad Narty i mówię wam, że temat jeszcze nieraz powtórzę, bo było znakomicie, znalazłem sympatycznych kompanów do nurkowania i kosztowo takie wypady wyglądają super. Zaczęliśmy zwiedzanie Nart od nieznanej mi wschodniej strony, od bazy Akademii Podwodnej. Co nieco poczytałem sobie o tej stronie. Akademia przygotowała kilka atrakcji w swoim obszarze – mamy platformy do ćwiczeń, kilka zatopionych „atrakcji” (stara żaglówka – Orion bodajże, karoseria trabanta) i do tego podwodny las. Do tego dochodzi poręczówka, która prowadzi po sznurku po tych punktach. Co prawda nie skręca do lasu, ale resztę można zaliczyć trzymając się poręczówki. My mieliśmy plan by zacząć od podwodnego lasu, wrócić do poręczówki i popłynąć wzdłuż atrakcji. Okazało się jednak, że długa zima odcisnęła swoje piętno na wszystkich jeziorach w Polsce. Lód, który zszedł dopiero w kwietniu, spowodował, że jeziora wciąż są „zabełcone”. To wszystko, co już dawno powinno opaść na dno o tej porze roku, wciąż unosi się w toni skutecznie ograniczając widoczność. Do tego dość kapryśna pogoda, liczne deszcze nie poprawiają sytuacji. Narty więc z tej strony przywitały nas metrową widocznością przy brzegu. Nie bawiliśmy się więc w odejście od poręczówki, bo potem nigdy  byśmy jej nie znaleźli. Szliśmy równo po sznurku. Widoczność czasem się poprawiała tak do dwóch metrów, ale średnio to było jakieś półtorej metra. Ogólnie w takich warunkach zwiedzanie sztucznych atrakcji i dna nie przyniosło żadnych mocniejszych wrażeń. Wrócę tu jednak na pewno, bo baza jest bardzo wygodna, podwodny las kusi, no i dobrze wiem, że to jezioro potrafi zaoferować znakomitą widoczność. Drugiego nurka daliśmy z dobrze mi znanej i już przeze mnie opisanej strony północno zachodniej. Tu widoczność była nieco lepsza, ale też nie oszałamiająca. Ryb strasznie mało, ale chłopakom się bardzo podobało. Trochę się powygłupiali przed kamerą i po nurku zaklinali się, że będą chcieli powtórzyć to jezioro. Ja przetestowałem swój cudowny nowy uchwyt. Fajny nawet, choć i nim muszę nauczyć się dobrze pracować. Muszę też dopracować uchwyt dla latarki, ale poza tym jestem z siebie dumny jak paw, bo koniec końców przygotowałem od podstaw cały całkiem złożony sprzęt podwodny. Myślę, że sam sobie mogę przygotować odpowiednią plakietkę z certyfikatem, którego jeszcze nie wymyśliło i nie zaczęło sprzedawać (wraz z odpowiednim kursem) PADI – nurek konstruktor. A może sam zacznę szkolić i certyfikować?

No dobra, ale to był początek długiego weekendu nurkowego, w trakcie którego chciałem możliwie dużo ponurkować. Niestety, nastąpiła poważna awaria w organizmie. Proszę pamiętać, żeby dbać o swoje cielsko i odnosić się do niego z należytym szacunkiem, bo bydle gotowe zemścić się w najgorszym momencie. Siedźcie sobie potem w domu przykuci do krzesła i dławcie w sobie wściekłość na samą myśl, że właśnie ktoś gdzie rozpoczął nurkowanie, w którym mieliście brać udział. Ja miałem albo pojechać poznawać z Gazelą jezioro Piaseczno w okolicach Lublina, albo miałem eksplorować z GEPNem fort Zbarż. Zamiast tego kitowałem w domu z powodu naciągniętego mięśnia. Intensywna kuracja maściami, pigułkami i masażem (dzięki stokrotne, moja droga Żono) mięśni i w piątek mogłem pojechać na szybkiego nurka w Zielonce. Towarzystwo nie byle jakie, bo sam Kamil Jakuza Jaczyński był mi partnerem, a wokoło nas kilku starych znajomych z poprzednich imprez GEPNu, ale i też moich znajomych z wspólnych wypadów z Best Divers. Zielonkę już wam opisywałem. Zbiornik nie jest duży, nie jest głęboki, ale bogactwo litoralu, wspaniałe rdestnice, oraz gęsto rosnąca moczarka dają ciekawe środowisko do eksploracji. Znajdziemy tu obalone drzewa, zalane pomosty dla wędkarzy. Tym razem jednak szczupaków i raków nie wypatrzyłem, czego żałuję okropnie. Tutaj widoczność też była gorsza od tej, którą miałem poprzednim razem. Dziękujmy intensywnym deszczom za taki stan rzeczy.

976552_4901636579700_1874735385_o

Foto 2. Znany i ceniony w warszawskim środowisku imć Jakuza, czyli Kamil Jaczyński, ojciec założyciel Grupy Eksplorującej Podwarszawskie Nurkowiska.

977793_4901636739704_888009893_o 705136_4901637619726_889681629_o

Foto 3 i 4. Zielonka malownicza pod wodą.

Pamiętajmy, jeżeli mamy kilka dni intensywnych opadów, nie spodziewajmy się cudów pod wodą. Jeżeli do tego wszystkiego mamy całą noc ulewy, w zasadzie nurkowanie w małym zbiorniku możemy sobie odpuścić. To jest cenna lekcja, którą wyniosłem z sobotniego nurkowania. Już w trakcie nurkowania w Zielonce ogłosiłem mój plan nurkowania w jeziorze Mamucim. Co nieco na jego temat pisał i opowiadał Kamil Jakuza Jaczyński, chwaląc ten akwen i reklamując jako najfajniejszy zbiornik dla warszawskich nurków (majestatyczne ścianki, ciekawa rzeźba dna, bogata roślinność przybrzeżna, ryby). Jezioro położone jest tuż przy obwodnicy Garwolina. Zatem dość szybko znalazłem grupę chętnych do wspólnego zbadania jeziora Mamuciego. Do mojego zespołu złożonego z Jacka i Gazeli dołączył Przemek i Magda. Tak silną ekipą ruszyliśmy w stronę Garwolina. Tajną drogę dojazdową – bardzo złożoną – wyłożył mi sam Jakuza, który akurat tym razem nie mógł z nami jechać. Dotarliśmy nad wodę bez problemu, instrukcje były bardzo precyzyjne. Oczywiście sam podjazd pod brzeg był trudny z powodu nocnych ulew. Okropne błocko, wielkie kałuże. Nurkowanie jednak wymaga poświęceń, jakoś się żeśmy dostali na brzeg, przebrali w sprzęt i do wody. Pierwszy problem – awaria sprzętu. Gazeli poszedł inflator, rozszczelnił się plastik przy szybkozłączce. Próby uszczelnienia nie dały efektu, Gazela stwierdził więc, że nurkuje bez zasilania kamizelki. Nabił kamizelkę na powierzchni i potem już tylko upuszczał powietrze. Trochę ryzykownie, ale nie byliśmy na Hańczy, więc wierzyliśmy, że damy radę. Zanurzenie i kolejna niespodzianka. Widoczność tylko czasami nieco lepsza od tej, którą mieliśmy w Gliniance Cietrzewia. Niewiele miejsc, gdzie sięgała półtorej metra, głównie rzędu pół metra, a czasem nawet gorzej. Czasami nawet nie wiedziałem, że wbijam się w dno. Tak fatalnych warunków nie miałem jeszcze nigdy. Po prostu jakbym pływał w rozcieńczonym mleku. A przecież sam Jakuza chwalił ten zbiornik za niezłą widoczność, na forum też pisano, że widoczność potrafi być niezła, choć oczywiście jezioro pod tym względem bywa kapryśne. Niestety, nauka dla nas taka, by bezpośrednio po ulewach nie zbliżać się do podobnych zbiorników. Kilka zdjęć wykonałem w miejscach, gdzie było coś widać, ale ogólnie byłem mocno zniesmaczony. To miał być intensywny okres nurkowy, liczyłem na ciekawe wrażenia, a głównie spotykały mnie rozczarowania. Pogoda dla nurka ma znaczenie. Niby jest nam kompletnie obojętnie, czy pada, czy świeci słońce – przecież mamy grube skafandry i żadne warunki atmosferyczne nie są nam straszne. Jednak brzydka pogoda wpływa na środowisko, w którym nurkujemy. Należy o tym pamiętać planując nurkowania, a czasami zwyczajnie po intensywnych ulewach należy poważnie się zastanowić czy jest sens nurkować w danym miejscu.

976767_4903758152738_2026764555_o 980204_4903756752703_1513834808_o

Foto 5 i 6. Kilka miejsc na Mamucim, gdzie dało się coś zobaczyć i zrobić zdjęcia. Głównie przy brzegu – na płyciźnie.

Nurkowanie na forum

W końcu każdy z nas prędzej czy później zdecyduje się zajrzeć na jakieś forum nurkowe. Powodów ku temu jest wiele. Powodów, by tego nie robić i się przed tym bronić – też sporo. Nurkowanie na forum to nie jest rekreacja, to już jest nurkowanie techniczne. Sport ekstremalny wymagający dobrego przygotowania i jako takich umiejętności. Po pierwsze, trzeba pamiętać, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie. Rzucenie pytania z gatunku „potrzebuję porady” zakończy się zwykle kilkustronicową dyskusją, gdzie pojawi się mnogość opinii, w tym część kompletnie nie na temat, a sam pytający zwykle w pewnej chwili poczuje się kompletnie wykluczony z dyskusji. Po drugie, kto miał do czynienia z jakimkolwiek forum ten wie, że ciężko jest z niego wyłowić jakieś cenne, obiektywne, lub wartościowe informacje. Nigdzie nie ma poradnika, jak oceniać otrzymane informacje, na żadnym forum nie ma instytucji obiektywnego recenzenta merytorycznej strony publikowanych informacji.  Trzeba spędzić sporą ilość czasu na forum by rozpoznać autentyczne autorytety i ludzi, którzy rzeczywiście posiadają odpowiednie kompetencje by wypowiadać się na zadany temat. To jest prawdziwe oddzielanie ziarna od plew. Proces wymagający czasu i determinacji z naszej strony. Wchodząc w to ekstremalne, obce nam środowisko pamiętajmy o jego typowych mieszkańcach. W każdym środowisku for mamy do czynienia z podobnymi typami użytkowników. Nie inaczej jest z forami nurkowymi. Mamy tu licznie występujące stada okazów z rodziny „ja wiem lepiej”, które są bardzo aktywne, żerują wszędzie i w każdych warunkach nie zważając na to, czy jest to środowisko odpowiednie dla nich. Łatwo napotkać też drapieżniki z rodziny trollowatych. Najliczniejsza jest jednak grupa, która po prostu chce się wypowiedzieć  niezależnie od tego, czy mają coś ciekawego i ważnego do powiedzenia w danym temacie. Otwarte, dzikie i niebezpieczne wody polskich forów są strzeżone licznie przez różne grupy moderatorów i administratorów, którzy mniej lub bardziej ingerują w prowadzone dyskusje. Przy czym robić to będą w mniej lub bardziej mądry sposób i niejeden raz będziesz miał z nimi do czynienia. Nie będzie to zawsze łatwy kontakt, pamiętaj, że fora to wody prywatne, rządzą się własnymi prawami i logiką. Musisz akceptować te warunki, jeżeli chcesz bezstresowo eksplorować dane środowisko. Brniemy więc w gąszczu informacji, przedzierając się przez całe chaszcze chwastów merytorycznych, przebijając się przez ściany glonów zamulających nam jakąkolwiek percepcję, omijamy przeszkody i pułapki rzucane nam na drogę przez użytkowników i strażników środowiska. Staramy się znaleźć nasze eldorado, nasz cel nurkowania na forum. Nie bójmy się jednak wyzwania, ponieważ prawie zawsze osiągniemy nasz cel, a po dłuższej obecności na forum zauważymy zalety płynące z obeznania się z tym środowiskiem. W końcu nauczymy się rozpoznawać osobniki, które mogą dysponować wiedzą, której my potrzebujemy. Prawie zawsze możemy liczyć na czyjąś pomoc. Prawie zawsze znajdziemy ciekawe i przydatne informacje. W końcu zrozumiemy, że to środowisko dostarcza nam także wiele cennych informacji, których nie spodziewaliśmy się znaleźć w tym miejscu. Aktualne informacje o akwenach, na które zamierzamy się wybrać. Sytuacja pod wodą, dostępność baz nurkowych, informacje o możliwości naładowania butli, wypożyczenia sprzętu, aktualne ceny. Chcesz porównać sprzęt, chcesz obejrzeć sprzęt, który chcesz kupić – zarejestruj się na forum, jest duża szansa, że znajdziesz posiadacza danego sprzętu. Nie pytaj się o jego subiektywne odczucia, umów się z nim na wspólnego nurka. Albo sobie dokładnie obejrzysz dany sprzęt w akcji, albo nawet twój nowy znajomy z chęcią ci go pożyczy byś sam mógł się przekonać o rewelacyjności jego osobistego sprzętu.

No i najważniejsze, forum to najlepsze miejsce do zyskania nowych znajomych, przyjaciół i partnerów do nurkowania. Jesteś więc samotnikiem, który już zrobił kurs, albo dopiero się nad nim zastanawia? Martwi cię ta niepewność, czy w ogóle będziesz miał z kim nurkować, z kimś, kto podpasuje ci swoim stylem nurkowania, stylem bycia i życia? Zarejestruj się na forum. Możliwości będziesz miał bez liku by poznawać nowych ludzi, by odwiedzać nowe miejsca, zabierać się z jakąś większą grupą, dzielić kosztami dojazdu, czy organizacji wyjazdu. Na naszej internetowej scenie nurkowej występuje kilka ważnych miejsc wymiany informacji pomiędzy nurkami. Na pierwszym miejscu stawiam forum nuras.info. Najszybciej i najprościej tam trafić, dużo się dzieje, jest dużo aktywnych i regularnych użytkowników. Zwracam jednak uwagę na dość nietypowe działanie lokalnych strażników. Ci starają się głównie kontrolować kulturę i pilnować podstawowych zasad netykiety, zwracają też uwagę na to czy przypadkiem nie próbujemy uprawiać jakiejś komercyjnej działalności tam, gdzie nie jest to dozwolone. Nie zwracają jednak uwagi na jeden, dla mnie bardzo ważny, czynnik – trzymanie się tematu. W ten sposób forum łatwo zaśmieca się i zarasta rzęsą szumu informacyjnego. Wrzucamy zapytanie do wyszukiwarki tematu, dostajemy mnóstwo odpowiedzi, zwiedzamy wskazane wątki i odkrywamy, że:

– poszukiwana przez nas informacja jest w tytule jakiejś dyskusji, wchodzimy w dyskusję i odkrywamy, że tylko na samym początku ktoś o tym temacie wspomniał, potem wątek skręcił w kompletnie inną stronę,

– informacja zakopana jest w wątku, który dotyczy czegoś kompletnie innego i może pojawić się tylko z nazwy, ale wcale nie będzie rozwinięta.

Dyskusje mogą ciągnąć się przez kilkanaście stron. Czasami ciężko jest wyłowić interesującą nas informację w tym środowisku. Niemniej jednak dużo się dzieje na tym forum i obecność na nim dobrze służy poznawaniu nowych ludzi. Łatwo też tu uzyskać szybko odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Kwestią czasu jest to, kiedy nauczymy się rozpoznawać, czy uzyskana odpowiedź jest wartościowa…

Następnie w jednym szeregu należy wymienić forum przy największym informacyjnym portalu nurkowym Divers24, forum Dive Trek Group i forum Techniki Nurkowania. Trzeba pamiętać, że forum DTG jest forem zamkniętym, do którego dostępu udziela administrator oceniając czy dany kandydat na użytkownika będzie wartościowym nabytkiem dla swojego środowiska. Z kolei forum Techniki Nurkowania skupia się na technicznej stronie nurkowania, informacje o sprzęcie, o sposobach szkolenia, technikach montażu sprzętu, technikach nurkowania i tak dalej.

O ratunku w angielskim stylu

Nie każdy będzie miał okazję ratować komuś innemu życie, nikomu z resztą tego nie życzę. Raz na jakiś czas jednak zdarza się taka sytuacja, że ktoś wpadnie na pomysł by dostarczyć innym adrenaliny, sprawdzić, czy znajomi mają dobry refleks i przygotowanie. Sam zainteresowany też naje się stresu i zbliży się niebezpiecznie do cienkiej granicy by sprawdzić, czy jest jakieś światełko na końcu tunelu, o którym opowiadają niektórzy wyratowani. Nie wiem, po co to robić, ale cóż, niektórzy tak mają. Warto więc mieć choćby minimalne (ale zalecane jest co najmniej rozszerzone) przygotowanie, bo nikt nie zna dnia, godziny, ani osoby, która zechce sprawdzić nasze przygotowanie.
Moja przygoda miała miejsce przed wakacjami, ale opisuję ją dopiero teraz, po nabraniu odpowiedniego dystansu, a chcę ją spisać, zanim umkną mi szczegóły z mojej słabej pamięci, bo lekcja była to dla mnie odpowiednia. A może jeszcze kto z czytających na tym skorzysta.
Zacznijmy od tego, że katastrofa zawsze jest sumą różnych niesprzyjających warunków, uchybień, błędów. My to nazywamy zrządzeniem losu, niepotrzebnie mitologizując prozaiczne lenistwo, zmęczenie, głupotę czy rutynę. Mój „buddy” to nurek o opinii pożeracza butli, tam, gdzie inni są w połowie zapasów, tam mój „buddy” podobno jechał już na rezerwie, a większość nurkowań kończył na octopusie partnera. Na tym wyjeździe połączono go ze mną, tym samym podnosząc mi samoocenę, gdy przed całą grupą nurków mianowany zostałem doświadczonym nurkiem i dostałem pod opiekę kogoś ze słabszymi notowaniami. Dajemy pierwszego nura, idzie nam świetnie, bez żadnych problemów, kończymy nura z takim samym poziomem powietrza (starcza na drugiego nura), wszystko fajnie. Drugi nurek też raczej nie budzi zastrzeżeń. Dzień nurkowy kończymy imprezą i tu się przyznaję bez bicia, że tym razem przekroczyłem swoją linię i tego wieczora bawiłem się ciut za dobrze jak na przyjęte przeze mnie standardy zabawy przed nurkowaniem. Następnego dnia byłem mniej wypoczęty, czułem, że pod wodą muszę uważać, na bicie rekordów nie ma miejsca. Błąd numer jeden – było zrobić jakieś roszady, pójść z kimś bardziej doświadczonym ode mnie. Błąd numer dwa to brak sprawdzenia przed wejściem do wody. Pierwszy dzień poszedł tak dobrze, że odpuściliśmy sobie sprawdzanie sprzętu partnera. Po prostu ogólne „ok? ok.” i pod wodę. Idziemy spokojnie na cztery metry, zwiedzamy okolice, jest nieźle. Oglądam się za siebie – nie ma partnera. Patrzę w górę, jest na powierzchni – no ładnie – musiał wystrzelić jak torpeda, ciekawe, dlaczego. Nie widzę z dołu żadnych oznak problemu, czy kłopotów, więc zaczynam powoli wynurzanie, nie ma co szaleć, ani robić zamieszania. Wynurzam się i widzę walkę z kamizelką. Widzę też, że partner utrzymuje się głównie na powierzchni za pomocą płetw, że kamizelka nie jest do końca napompowana. Nie dociera do mnie jednak informacja, że partner ma problem z powietrzem w butli i że błaga mnie o podanie octopusa mówiąc „podaj mi rurkę”. Głupieję kompletnie, bo nie ma takiego scenariusza, czy komunikatu, który by omawiał podawanie jakiejś głupiej rurki drugiemu nurkowi. Jednak orientuję się, że idzie o octopusa. Sięgam po zestaw i próbuję go podać partnerowi, ten jednak co chwila zanurza się pod wodę. Ja mam dobrze napompowane skrzydło, jednak jego konstrukcja powoduje, że próbuje mnie obrócić to na plecy, to na twarz, więc w takiej sytuacji ciągnięty przez partnera sam znikam pod wodą. Próba wyciągnięcia go nad wodę i podania automatu nie daje rezultatu. Każdą próbę kończymy podtapiając się wspólnie – w końcu ja nie mam automatu w zębach, bo wynurzyłem się myśląc, że wszystko gra i wyjąłem go by zapytać, co jest grane. Łapię swój automat, łapię oddech i ściągam partnera pod wodę – tylko w tej pozycji udaje mi się podać mu automat zapasowy. Mamy oboje powietrze, znam zapas mojej butli, nie martwię się więc nim, bo jesteśmy blisko brzegu. W dodatku, niedaleko nas trzech doświadczonych chłopów przerabia kurs ratunkowy. Wciągam więc partnera na siebie i powoli płynę na plecach do brzegu. Jak już jestem naprawdę blisko nich, informuję ich o tym, że mam tu autentyczną sytuację awaryjną i mogą się wykazać. Chłopaki wykazują się, aż za nadto, trochę tak teatralnie przejmują poszkodowanego, wyciągają do brzegu i na rękach wynoszą na trawę po porzuceniu całego sprzętu. Ja sobie myślę, że robią teatr, a sam zachowałem niemal brytyjską flegmę w takiej sytuacji. Uznałem, że skoro panuję nad sytuacją, to nie mam co się wydzierać, doholuję do brzegu i nie będę robił szumu, grzecznie poinformuję o kłopotach niemal jakbym chciał to ubrać w słowa „mam nadzieję, że nie robię wam zbyt wielkiego kłopotu, ale widzicie, tygrys odgryzł mi nogę w nocy”. Można w tym miejscu zadać mnóstwo pytań. Ja na kilka potem wpadłem, chętnie zapoznam się z innymi. Niech każdy sobie przeanalizuje całą sytuację. Ja tylko dodam, że ostatecznie ustalono: a) partner pod wodą stwierdził, że automat przestał podawać powietrze, b) na brzegu okazało się, że ma przegryziony ustnik – nie wiadomo, czy było to przyczyną, czy skutkiem, bo c) miał ledwie odkręconą butlę – zrobił w roztargnieniu odwrotną czynność, najpierw musiał odkręcić prawidłowo butlę, potem o tym zapomniał, zakręcił i wykonał jeden obrót wstecz. Czyli zawór butli był ledwie uchylony. Zastanawiam się, czemu w tej konfiguracji problemy z dostępem powietrza nie pojawiły się wcześniej, w trakcie zanurzania. Może ktoś ma pomysły?
O co warto zapytać podsumowując całą sytuację:
Warto sprawdzać się za KAŻDYM razem? Warto. Właśnie po to ktoś to wynalazł, żeby ktoś przez własne roztargnienie nie zrobił komuś, albo sobie krzywdy.
Warto w takiej sytuacji od razu walić na powierzchnię i tutaj bić się ze sprzętem? Ja już wiem, że nie warto. Po to robi się na kursie masę ćwiczeń z rozwiązywania tego typu sytuacji pod wodą by potem zareagować prawidłowo. Warto to powtarzać i mieć dobrze przećwiczone, bo to ma być odruch, który ma nas powstrzymać od głupich decyzji. Tam pod wodą mój partner albo mógł mnie poinformować o problemach i poprosić o mój octopus, albo po prostu nie czekać, aż odpowiem zaproszeniem na kredowym papierze i wyciągnąć go ? po to człowiek pływa w duecie. Wtedy moglibyśmy wspólnie pod wodą sprawdzić awarię sprzętu i być może ją rozwiązać. Na powierzchni nie było na to miejsca – człowiek cały czas walczył by utrzymać się nad taflą. Cztery metry to nie dużo, ale ryzyko powikłań wynikłych z tak szybkiej zmiany ciśnienia jakieś było. A gdybyśmy byli głębiej? Kłopoty murowane.
Warto mieć dobrze przećwiczone wszystkie sytuacje awaryjne? No chyba to jest jasne. Nie dlatego by je pamiętać, by umieć je potem przerobić w teorii. Je trzeba mieć we krwi. To ma być odruch, by nam potem do głowy nie przychodziły głupoty w stylu „podaj mi rurkę”, albo żebym ja od razu wzywał pomoc, a nie zgrywał dżentelmena. To też mogło się kiepsko skończyć, gdybym się jednak szybciej zmęczył, albo sam zaczął mieć problemy ze swoim sprzętem.
Tym razem mieliśmy szczęście, byliśmy blisko brzegu, mieliśmy pod ręką świetną ekipę, która zareagowała szybko. Na miejscu był odpowiedni sprzęt. Nie zdecydowano się podawać tlenu. Partner dobrze wypoczął, odstresował się, przegadaliśmy sprawę wzdłuż i wrzesz- jak kazał Nur Instruktor. Sprzęt sprawdziliśmy, mam nadzieję, że partner lekcję przyjął i nie przejął się tym, że dostał jeszcze pouczenie. Namówiłem go potem na króciutki nurek przy brzegu by przypadkiem nie utrwalić w sobie jakiegoś lęku i zatrzeć złe wrażenia. Poszło świetnie, tym razem się sprawdziliśmy, popłynęliśmy zobaczyć ładne rybki i ładne szuwary. Z wody wyszliśmy zadowoleni. I tego wam życzę na zakończenie każdego nurka.