Decathlon uskrzydla nurków – test skrzydła Subea SCD500B

Subea (właśnie uświadomiono mi, że to, co kiedyś znałem pod nazwą Tribord to teraz Subea) nie przestaje wpuszczać na rynek nurkowy kolejnych elementów wyposażenia nurka. Szkoda, że w międzyczasie polska sieć Decathlona, której marką jest Subea, nie przestaje zwijać oferty nurkowej ze sklepów stacjonarnych. Owszem, odpowiedź Decathlona jest oczywista – no przecież nasze produkty są wciąż dostępne online. Powód jednak do kwęku pozostaje – my, nurkowie, sprzęt musimy najpierw przymierzyć, zmacać, często nawet przetestować, zanim wydamy nań niemałe pieniądze. Owszem, polubiliśmy zakupy w sieci (ostatnio robiłem „research”, dosłownie co trzecie centrum/ szkoła nurkowania w Polsce otworzyła, lub otwiera swój e-sklep, to coś mówi o trendzie), ale w przypadku naszego sportu trudno sobie wyobrazić, że wszystko przejdzie do sieci i handel tradycyjny w tej dziedzinie umrze.

No dobra, ponarzekałem, ale czas brać się za skrzydło. Wcześniej miałem ogromną przyjemność testować jackety z oferty francuskiej marki –  Subea SCD500 pierwszej i drugiej generacji, którymi byłem naprawdę porządnie zauroczony. Może jest i budżetową marką, ale wypornościówkę robią tak, że nie widać nigdzie specjalnych oszczędności. Tak też jest z najnowszym produktem Subei.

Rekreacyjne skrzydło (porzućcie nadzieję, że przypniecie do niego zestaw dwubutlowy, stage’a też raczej ciężko będzie podpiąć) oparte jest o niewielki plastikowy noszak, lekki, kompaktowy worek wypornościowy (oczywiście, jak to w skrzydle bywa, całe powietrze na plecach) i lekką, szczątkową uprząż. Wszystko wyraźnie zrobione tak by waga była najmniejsza i by dało się to ładnie skompaktować w bagażu. Tak, jak w przypadku jacketów, tak i tu mamy do czynienia z dobrze przemyślaną, ładną i wygodną konstrukcją. To skrzydło może się ludziom podobać. Jego właściciel nie powinien mieć żadnych kompleksów z tytułu posiadania. SCD500B wygląda po prostu ładnie.

Skrzydło zamontowane i skonfigurowane do nurkowania.

Mamy w nim zintegrowane kieszenie balastowe, mamy rozbudowany inflator z opcją zrzucania powietrza szczytową spłuczką poprzez pociągnięcie głowicy i węża w dół. Ba, są nawet kieszenie trymujące przy pasie trzymającym butlę. Te akurat bardzo się przydadzą nurkom lubiącym ołów. Do kieszeni balastowych spokojnie wejdą dwa kafle po 2kg, ale producent zaleca maksymalne obciążenie 3kg na jedną kieszeń i ja bym z tym nie przeginał. Mocowanie kieszeni wygląda solidnie, ale już wcześniejsze modele pokazywały, że nie utrzymają większej ilości ołowiu i można łatwo doprowadzić do przypadkowego wypięcia kieszeni w trakcie nurkowania. Dlatego też warto skorzystać z kieszeni umieszczonych na plecach. Noszak posiada dwa punkty mocowania pasów do butli, można więc dołożyć kolejny pas z kolejnymi kieszeniami.

Inflator, jak wspomniałem, ma zintegrowaną na szczycie spłuczkę, którą można otworzyć pociągając cały wąż z głowicą inflatora. Mamy więc dwie spłuczki górne (jedną tradycyjną na drugim ramieniu) i jedną spłuczkę dolną. Producent deklaruje, że spłuczki mają dodatkowe zabezpieczenie przed wlewaniem się wody w momencie otwierania spłuczki. Nie testowałem tego jeszcze, będę to sprawdzał. Uwagę zwraca mała głowica inflatora – ja tu widzę świadome działanie w celu zmniejszenia masy sprzętu, ale posiadacze solidniejszych paluchów mogą narzekać na ten rozmiar głowicy. Przyciski i ustnik do pompowania są rozłożone wygodnie i nie sprawiają problemów w użytkowaniu.

Górna spłuczka na inflatorze.

Worek (jak i całe skrzydło) ma dwa rozmiary: S/M wyniesie ma wyporność 140N, z kolei L/XL – 210N. Przy czym ja, nie najmniejszy chłopek o wzroście 179cm i wadze ok. 80kg daję radę w rozmiarze S/M wszystko zapiąć i wyregulować i worek spokojnie mnie utrzymuje w pełnym uzbrojeniu. Jednak to tak na granicy jest, osobom o podobnym wzroście i wadze sugerowałbym raczej L/XL. Co fajne, pas biodrowy ma dodatkową regulację, więc szkoły wypożyczające sprzęt mogą się cieszyć, gdyż sprzęt można dostosować do użytkownika w większym zakresie, choć regulacja pasa ukryta jest pod wyściółką noszaka i nie należy do najłatwiejszych czynności.

Są i D-ringi, jest nawet kieszeń akcesoryjna dopinana pod kieszenie balastowe. Jest miejsce na montaż drugiej kieszeni. Czego mi brakuje? Pasa krocznego. Ja wiem, jest wiele kamizelek rekreacyjnych typu „skrzydło”, które są pozbawione tego elementu, ale ja bym przynajmniej przewidział możliwość dołożenia takiej opcji – a tu nawet niespecjalnie jest jak takie rozszerzenie podnoszące bezpieczeństwo i komfort używania skrzydła zamontować. Szkoda.

Brakuje mi tu też genialnie przemyślanych systemów układających „octopus” i manometr zastosowanych w jacketach Subea – sprytne otwory w kieszeniach pozwalały wygodnie i bezpiecznie zamontować wąż octopusa tak by jednym pociągnięciem uwolnić octopus ze skrytki. Póki nie użyty, octopus wraz z wężem był ładnie schowany i o nic nie wadził, a sama puszka II stopnia octopusa była ładnie wyeksponowana i łatwa do namierzenia. Z kolei manometr można poprowadzić od tyłu kieszeni (otwór I) do przodu (otwór II) i mano zawsze wystaje z przodu, jest łatwe do zlokalizowania i też wąż nie ma szans o nic zaczepiać i wadzić.

W skrzydle tych rozwiązań, lub podobnych nie zastosowano. Fajnie, że producent dodaje od siebie tradycyjne zaczepy (albo może dodano je do testowego egzemplarza, bo już ich nie widzę na zdjęciach na stronie Decathlonu?) na węże z jednej i drugiej strony, ale przypominam, że węże HP od manometru bywają różnej średnicy, a węże ogólnie LP lub HP uzbrojone w oplot niespecjalnie lubią się trzymać w tych zaczepach. No i już tak ładnie nam nie układa węży.

Sprzęt jest lekki, waga ledwie przekracza 3kg. Skrzydło daje się ładnie skompatkować, będzie to więc wierny towarzysz wielu podróży lotniczych dla nurków i myślę, że w tej roli sprawdzi się najlepiej. Sprzęt prezentuje się dobrze pod względem jakości wykonania i użytych materiałów. Poprzednie kamizelki – mam je wciąż i są regularnie używane przez moich kursantów, sam też lubię w nich prowadzić zajęcia, jeżdżą też z nami na nurkowania w Polskę i za granicę – pokazały, że to są trwałe konstrukcje. Kilka lat użytkowania i żadnych poważniejszych awarii czy wyraźnych śladów zmęczenia, żadnych połamanych klamerek i urwanych uchwytów. Nie ma tu Cordury, ani żadnych wypasionych materiałów, ale nie mam powodów podejrzewać, żeby to specjalnie odbijało się na trwałości konstrukcji. Jak dla mnie kolejna fajna konstrukcja, która nie zawiedzie rekreacyjnego nurka wożącego się ze sprzętem nie tylko po bliskich nurkowiskach.

Sprzęt wygląda naprawdę dobrze.
Mała głowica inflatora.
Pas trzymający butlę. W komplecie kieszenie trymujące.
Kieszenie trymujące.
Kieszeń balastowa.
Sprzęt gotowy do nurkowania. Widać kieszeń akcesoryjną montowaną do kieszeni balastowych.
Regulacja pasa biodrowego. Fajnie, że jest, choć regulacja łatwa nie jest.
Regulujemy z obu stron.
Kieszeń na balast – maks. 3kg.

Po więcej informacji (radzę też skorzystać z programu testowania) zapraszam na stronę producenta i jednocześnie sprzedawcy: Decathlon.