Wody polskie okiem kamery

W tym roku startuje pierwsza edycja (i mam szczerą nadzieję, że nie ostatnia) festiwalu nurkowych filmów. Organizują go bardzo solidne i zapalone chłopaki z ekipy FreeFrog TV (http://www.freefrog.tv), a przede wszystkim Adam Wasiak, który jest i sercem i mózgiem operacji. Będzie to przegląd najciekawszych produkcji amatorskich, które powstają pod wodą i powstają z rąk polskich nurków. Konkurs podzielony jest na wody ciepłe i zimne. Wiadomym jest, że mnie interesują te zimne – nasze, polskie. Moje dokonania video jeszcze nie nadają się by pokazywać je w jakichś konkursach, ale znam ludzi, którzy potrafią pokazać za pomocą kamery piękno wód polskich, potrafią to zmontować i okrasić odpowiednim komentarzem. Jest to ekipa Best Divers (www.bestdivers.pl), czyli przede wszystkim Rudi Stankiewicz, ale i Błażej Kabziński. Stąd nie miałem żadnej wątpliwości by wziąć udział w ich projekcie reklamującym nurkowanie w polskich wodach, który chcą zaprezentować na festiwalu w głównym bloku konkursowym. Nie mogłem sobie odpuścić takiej okazji by reklamować te nasze paskudne, bure, zimne, nieprzejrzyste i ciemne wody. Może tym filmem przekonam trzech, no dwóch nurków, że najbliższe sympatyczne nurkowisko wcale nie znajduje się za polską granicą. Mamy tu w Polsce wiele świetnych miejsc nurkowych, także dla tych, którzy nie nurkują w suchych skafandrach, nie pragną jeszcze odwiedzać głębin, badać swojej odporności na mrok i zimno. Obejrzyjcie ten materiał, może Was zainspiruje do tego by wrzucić piankę pięciomilimetrową do auta, pożyczyć butlę w polskiej bazie nurkowej i dać nura przy szuwarach na jeziorze Narty chociażby. No i w filmie nie omieszkałem wspomnieć o zielonkowskiej gliniance odkrytej dzięki ekipie GEPN. Nasz mazowiecki sztandarowy akwen nurkowy. Gorąco polecam!

Jezioro Narty wybadane w cztery strony

Jezioro Świętajno (Narty) koło Szczytna mam już zeksplorowane praktycznie z każdej strony. Kilka wypadów w ciągu tego sezonu pozwoliło mi odwiedzić najciekawsze miejsca tego jeziora. Z pewnością niektóre warto powtórzyć w innych warunkach – późną jesienią, albo na nocnym nurkowaniu, ewentualnie pod lodem. Jednym z polecanych miejsc wodowania jest wejście od strony ośrodka wypoczynkowego „Zacisze” (link do strony ośrodka). W sezonie letnim wjazd jest płatny, około 20zł. Jednak warto ponieść tą opłatę, zwłaszcza jeżeli wszystkie znane Wam punkty dostępu do wody są szczelnie okupowane przez tłum rozentuzjazmowanych plażowiczów, grillowiczów, piwowiczów i jazgotowiczów. Ośrodek oferuje rzeczywiście spokój i przyjemne okoliczności plażowania. Cisza, spokój, niewielkie grupki plażowiczów, to lubię. Mamy tu elegancki pomost pontonowy, wejście jest łagodne, dość płytkie przez około dziesięć metrów i potem łagodnie opada do głębokości rzędu dwunastu metrów. To najgłębszy, zalogowany punkt w tej zatoce. Warunki w wodzie całkiem przyjemne, widoczność także, na dwunastu metrach mamy wciąż jasno jak za dnia i latarki są praktycznie zbędne. Roślinność kończy się na głębokości siedmiu, ośmiu metrów. Ryby w dzień spotkać można głównie pod pomostem jak i przy szuwarach z drugiej strony zatoki. Dominują oczywiście stada okoni, ale i płocie się też często trafiają. Raków nie uświadczyłem.

DCIM100GOPROFot. 1.: Życie pod pomostem kwitnie. Osoka aloesowata w natarciu. Foto: JC.

Drugim ważnym punktem na mapie nurków narcianych będzie baza Akademii Podwodnej od strony miejscowości Warchały. W sezonie jest to część szczególnie okupowana przez turystów, to tu są zlokalizowane główne plaże, ośrodki wczasowe, punkty gastronomiczne i inne „atrakcje” dla całych stad wczasowiczów (wciąż dla jest niezrozumiałe jak niektórzy potrafią „wypoczywać” w takim ścisku i hałasie). Akademia Podwodna swój teren jasno wyznaczyła i odgradziła, ale czuć ten tłum wokoło, no i te tłumy kopytek w wodzie swoje z wizurą robią. W lecie warto tutaj nurkować tylko wcześnie rano, ewentualnie iść na późne nocne. A mamy tutaj do zaliczenia podwodny las oraz kilka atrakcji oznakowanych poręczówką – żaglówki, trabanta i inne takie zatopione skarby. Do tego są platformy do ćwiczeń. Do podwodnego lasu muszę wrócić w bardziej sprzyjających warunkach. Dwa razy go w tym roku odwiedzałem, dwa razy w przeciętnych warunkach. Raz świeżo po zejściu lodu, drugi raz – niedawno, w szczycie sezonu, późnym popołudniem. W obu przypadkach las spowity był dość gęstą mgłą osadu.

DCIM100GOPROFoto 2. Bujna roślinność i fantastyczne warunki do płytkich nurkowań to mocna strona jeziora. Foto: JC.

Pozostaje mi już tylko praktycznie tylko jeden fragment jeziora, do którego nie dotarłem, czyli od strony Pensjonatu u Kulasa i północno wschodniego narożnika jeziora. Być może uda się zaliczyć ten odcinek jeszcze w tym roku, ale zobaczymy, zobaczymy. Wkrótce postaram się załadować film z ostatnich nurkowań w Nartach. A tymczasem wracam do urlopowania nad jeziorem Czorsztyńskim, o którym parę słów niebawem skrobnę. Wam wszystkim też życzę udanych wakacji nad i pod wodą.

DCIM100GOPROFoto 3. Najciemniej jest pod latarnią, czyli całe życie i atrakcje skupione wokół pomostu. Foto: JC.

DCIM100GOPROFoto 4. Głębinolubni nurkowie na Nartach nie mają co robić, to jest raj dla płytkolubnych obserwatorów bujnego życia w litoralu. Foto: JC.

DCIM100GOPRO Foto 5. Czasami miałem stracha, że jakiś niczego nie spodziewający się plażowicz skoczy któremuś z nas na plecy. Foto: JC.

DCIM100GOPROFoto 6. Na kursie wrogi niszczyciel, przechodzimy z głębokości peryskopowej na pełne zanurzenie, pozostajemy niewykryci. Foto: JC.

DCIM100GOPROFoto 7. Mały aparat, cienka pianka, mała butla i podstawowe umiejętności OWD wystarczą by zaliczyć wiele udanych nurkowań w Nartach. Foto: JC.

DCIM100GOPROFoto 8. Nieśpiesznie płynąć, mieć oczy dookoła głowy i tylko cieszyć się widokami. Foto: JC.

DCIM100GOPROFoto 9. Autor w obiektywie. Foto: Gazela.

DCIM100GOPROFoto 10. Miniszczupak. Foto: JC.

DCIM100GOPROFoto 11. Prawdziwa podwodna gazela, czyli mój drogi partnur, imć Gazela. Foto: JC.

Narty, Zielonka i Mamucie

Nadrabiam zaległości. Powinienem częściej tu zaglądać i opisywać kolejne nurkowania, ale prawda jest taka, że co weekend praktycznie mam okazję ponurkować, więc korzystam, korzystam. A trzeba przecież opisać ostatni długi weekend. Długi weekend nurkowy w moim przypadku zaczął się 26 maja. Umówiłem się z dwoma forumowiczami: Andrzejem „Gazelą” i Jackiem „Braniolem” na wspólny wypad poznawczy (jak już wcześniej pisałem, forum jest doskonałym miejscem do poznawania innych nurków i umawiania się na wspólne wypady, czy nawet pozyskiwania stałych partnerów do nurkowania). Wybrałem na tę okazję moje ulubione jezioro Narty. Oni jeziora nie znali, miałem więc przyjemność być przewodnikiem w trakcie tej wyprawy. Nie tylko więc była to okazja do sprawdzenia się, czy pomiędzy nami wystąpi zgodność charakterów by jeździć dalej (choćby na ulubioną przez Gazelę Hańczę), ale też do sprawdzenia nowej konfiguracji kamery – uczyniłem samodzielnie coś na kształt uchwytu do kamery.

2013-06-02 11.51.44

Foto 1. „Uchwyt” z obudową i latarką.

Takie stabilizujące ustrojstwo, które chwytam pod wodą w dwie łapy, żeby obraz nie latał jak dziki (kręcenie „z czoła” nie jest dobre na dłuższą metę) i do którego przymocowana jest latarka z (na razie ograniczoną) możliwością ustawiania jej pod różnym kątem. Wyszło to całkiem nieźle, trzeba było to teraz przetestować w warunkach bojowych i zobaczyć, czy się sprawdza. Załadowaliśmy się więc w auto i pomknęliśmy nad Narty. Tu właśnie wskazuję wam na dużą przydatność forum. Można nie tylko znaleźć ewentualnych partnerów do nurkowania, ale też pracować nad optymalizacją kosztów wyjazdów. Paliwo teraz drogie, dobrze jest się umówić w jedną grupę, załadować w jedno auto i zrzucić na paliwo. A jak jeszcze do tego ktoś posiada zatankowane na weekend służbowe auto to już jest po prostu niebiańsko! Taki właśnie scenariusz przećwiczyliśmy jadąc nad Narty i mówię wam, że temat jeszcze nieraz powtórzę, bo było znakomicie, znalazłem sympatycznych kompanów do nurkowania i kosztowo takie wypady wyglądają super. Zaczęliśmy zwiedzanie Nart od nieznanej mi wschodniej strony, od bazy Akademii Podwodnej. Co nieco poczytałem sobie o tej stronie. Akademia przygotowała kilka atrakcji w swoim obszarze – mamy platformy do ćwiczeń, kilka zatopionych „atrakcji” (stara żaglówka – Orion bodajże, karoseria trabanta) i do tego podwodny las. Do tego dochodzi poręczówka, która prowadzi po sznurku po tych punktach. Co prawda nie skręca do lasu, ale resztę można zaliczyć trzymając się poręczówki. My mieliśmy plan by zacząć od podwodnego lasu, wrócić do poręczówki i popłynąć wzdłuż atrakcji. Okazało się jednak, że długa zima odcisnęła swoje piętno na wszystkich jeziorach w Polsce. Lód, który zszedł dopiero w kwietniu, spowodował, że jeziora wciąż są „zabełcone”. To wszystko, co już dawno powinno opaść na dno o tej porze roku, wciąż unosi się w toni skutecznie ograniczając widoczność. Do tego dość kapryśna pogoda, liczne deszcze nie poprawiają sytuacji. Narty więc z tej strony przywitały nas metrową widocznością przy brzegu. Nie bawiliśmy się więc w odejście od poręczówki, bo potem nigdy  byśmy jej nie znaleźli. Szliśmy równo po sznurku. Widoczność czasem się poprawiała tak do dwóch metrów, ale średnio to było jakieś półtorej metra. Ogólnie w takich warunkach zwiedzanie sztucznych atrakcji i dna nie przyniosło żadnych mocniejszych wrażeń. Wrócę tu jednak na pewno, bo baza jest bardzo wygodna, podwodny las kusi, no i dobrze wiem, że to jezioro potrafi zaoferować znakomitą widoczność. Drugiego nurka daliśmy z dobrze mi znanej i już przeze mnie opisanej strony północno zachodniej. Tu widoczność była nieco lepsza, ale też nie oszałamiająca. Ryb strasznie mało, ale chłopakom się bardzo podobało. Trochę się powygłupiali przed kamerą i po nurku zaklinali się, że będą chcieli powtórzyć to jezioro. Ja przetestowałem swój cudowny nowy uchwyt. Fajny nawet, choć i nim muszę nauczyć się dobrze pracować. Muszę też dopracować uchwyt dla latarki, ale poza tym jestem z siebie dumny jak paw, bo koniec końców przygotowałem od podstaw cały całkiem złożony sprzęt podwodny. Myślę, że sam sobie mogę przygotować odpowiednią plakietkę z certyfikatem, którego jeszcze nie wymyśliło i nie zaczęło sprzedawać (wraz z odpowiednim kursem) PADI – nurek konstruktor. A może sam zacznę szkolić i certyfikować?

No dobra, ale to był początek długiego weekendu nurkowego, w trakcie którego chciałem możliwie dużo ponurkować. Niestety, nastąpiła poważna awaria w organizmie. Proszę pamiętać, żeby dbać o swoje cielsko i odnosić się do niego z należytym szacunkiem, bo bydle gotowe zemścić się w najgorszym momencie. Siedźcie sobie potem w domu przykuci do krzesła i dławcie w sobie wściekłość na samą myśl, że właśnie ktoś gdzie rozpoczął nurkowanie, w którym mieliście brać udział. Ja miałem albo pojechać poznawać z Gazelą jezioro Piaseczno w okolicach Lublina, albo miałem eksplorować z GEPNem fort Zbarż. Zamiast tego kitowałem w domu z powodu naciągniętego mięśnia. Intensywna kuracja maściami, pigułkami i masażem (dzięki stokrotne, moja droga Żono) mięśni i w piątek mogłem pojechać na szybkiego nurka w Zielonce. Towarzystwo nie byle jakie, bo sam Kamil Jakuza Jaczyński był mi partnerem, a wokoło nas kilku starych znajomych z poprzednich imprez GEPNu, ale i też moich znajomych z wspólnych wypadów z Best Divers. Zielonkę już wam opisywałem. Zbiornik nie jest duży, nie jest głęboki, ale bogactwo litoralu, wspaniałe rdestnice, oraz gęsto rosnąca moczarka dają ciekawe środowisko do eksploracji. Znajdziemy tu obalone drzewa, zalane pomosty dla wędkarzy. Tym razem jednak szczupaków i raków nie wypatrzyłem, czego żałuję okropnie. Tutaj widoczność też była gorsza od tej, którą miałem poprzednim razem. Dziękujmy intensywnym deszczom za taki stan rzeczy.

976552_4901636579700_1874735385_o

Foto 2. Znany i ceniony w warszawskim środowisku imć Jakuza, czyli Kamil Jaczyński, ojciec założyciel Grupy Eksplorującej Podwarszawskie Nurkowiska.

977793_4901636739704_888009893_o 705136_4901637619726_889681629_o

Foto 3 i 4. Zielonka malownicza pod wodą.

Pamiętajmy, jeżeli mamy kilka dni intensywnych opadów, nie spodziewajmy się cudów pod wodą. Jeżeli do tego wszystkiego mamy całą noc ulewy, w zasadzie nurkowanie w małym zbiorniku możemy sobie odpuścić. To jest cenna lekcja, którą wyniosłem z sobotniego nurkowania. Już w trakcie nurkowania w Zielonce ogłosiłem mój plan nurkowania w jeziorze Mamucim. Co nieco na jego temat pisał i opowiadał Kamil Jakuza Jaczyński, chwaląc ten akwen i reklamując jako najfajniejszy zbiornik dla warszawskich nurków (majestatyczne ścianki, ciekawa rzeźba dna, bogata roślinność przybrzeżna, ryby). Jezioro położone jest tuż przy obwodnicy Garwolina. Zatem dość szybko znalazłem grupę chętnych do wspólnego zbadania jeziora Mamuciego. Do mojego zespołu złożonego z Jacka i Gazeli dołączył Przemek i Magda. Tak silną ekipą ruszyliśmy w stronę Garwolina. Tajną drogę dojazdową – bardzo złożoną – wyłożył mi sam Jakuza, który akurat tym razem nie mógł z nami jechać. Dotarliśmy nad wodę bez problemu, instrukcje były bardzo precyzyjne. Oczywiście sam podjazd pod brzeg był trudny z powodu nocnych ulew. Okropne błocko, wielkie kałuże. Nurkowanie jednak wymaga poświęceń, jakoś się żeśmy dostali na brzeg, przebrali w sprzęt i do wody. Pierwszy problem – awaria sprzętu. Gazeli poszedł inflator, rozszczelnił się plastik przy szybkozłączce. Próby uszczelnienia nie dały efektu, Gazela stwierdził więc, że nurkuje bez zasilania kamizelki. Nabił kamizelkę na powierzchni i potem już tylko upuszczał powietrze. Trochę ryzykownie, ale nie byliśmy na Hańczy, więc wierzyliśmy, że damy radę. Zanurzenie i kolejna niespodzianka. Widoczność tylko czasami nieco lepsza od tej, którą mieliśmy w Gliniance Cietrzewia. Niewiele miejsc, gdzie sięgała półtorej metra, głównie rzędu pół metra, a czasem nawet gorzej. Czasami nawet nie wiedziałem, że wbijam się w dno. Tak fatalnych warunków nie miałem jeszcze nigdy. Po prostu jakbym pływał w rozcieńczonym mleku. A przecież sam Jakuza chwalił ten zbiornik za niezłą widoczność, na forum też pisano, że widoczność potrafi być niezła, choć oczywiście jezioro pod tym względem bywa kapryśne. Niestety, nauka dla nas taka, by bezpośrednio po ulewach nie zbliżać się do podobnych zbiorników. Kilka zdjęć wykonałem w miejscach, gdzie było coś widać, ale ogólnie byłem mocno zniesmaczony. To miał być intensywny okres nurkowy, liczyłem na ciekawe wrażenia, a głównie spotykały mnie rozczarowania. Pogoda dla nurka ma znaczenie. Niby jest nam kompletnie obojętnie, czy pada, czy świeci słońce – przecież mamy grube skafandry i żadne warunki atmosferyczne nie są nam straszne. Jednak brzydka pogoda wpływa na środowisko, w którym nurkujemy. Należy o tym pamiętać planując nurkowania, a czasami zwyczajnie po intensywnych ulewach należy poważnie się zastanowić czy jest sens nurkować w danym miejscu.

976767_4903758152738_2026764555_o 980204_4903756752703_1513834808_o

Foto 5 i 6. Kilka miejsc na Mamucim, gdzie dało się coś zobaczyć i zrobić zdjęcia. Głównie przy brzegu – na płyciźnie.

Jezioro Świętajno (Narty) k. Szczytna

Gdzieś ktoś napisał, że od Warszawy najbliższym nurkowiskiem jest jezioro Białe k. Włodawy. No to chyba nie słyszał o jeziorze Świętajno (Narty) koło Szczytna. A jak nie słyszał to tam nie nurkował, a jak nie nurkował to jest osioł. Jest to moim zdaniem najfajniejszy polski zbiornik. Wiem, że mam skromny dorobek i pewnie jeszcze zmienię zdanie co do tego najlepszego. Mimo wszystko Narty pozostaną w mojej pamięci na zawsze i zawsze będę miał duży sentyment do tego miejsca. I będę go gorąco polecać innym. Ustalmy więc fakty – do Białego guglowa mapa pokazuje 231km z Warszawy. Do Nart mamy jedynie 190km według Wujka Gugla. No dobra, ale o co chodzi z tą nazwą Świętajno – Narty? Rzecz prosta. Polską tradycją jest pożyczać nazwy geograficzne. Dzięki temu mamy w Polsce ileś tam Nowych Wsi, nazwy jezior lubią się powtarzać, a jeszcze się okazuje, że nazwa oficjalna w ogóle nie jest używana, zwłaszcza przez „lokalsów”. Tak jest ze Świętajnem. Zapytajcie w okolicznych wioskach o drogę nad Świętajno, a ludzie pokierują was nad jezioro za Szczytnem. Z powodu bliskiej obecności drugiego Świętajna mieszkańcy okolic nazywają ich jezioro Narty. W to mi graj, bo fajnie jest rzucić komuś nieznającemu temat krótkie „jadę na Narty zanurkować”. Niejeden zrobi głupią minę.

Na Nartach (no przyznajcie, że brzmi to pysznie) przyszło mi kończyć kurs, potem głównie jeździłem nad Hańczę. Po długiej przerwie wróciłem nad to jezioro i długo nie mogłem zrozumieć, czemu kompletnie nie zapamiętałem walorów widokowych z tego zbiornika. Narty nie tylko oszałamiają widocznością jak na polskie warunki jeziorowe, ale przede wszystkim urokliwą podwodną szatą roślinną. Człowiek czuje się jakby pływał w akwarium. Jak ja mogłem tego nie pamiętać? Chyba to jednak nie wina cholesterolu, ale tego, że to był kurs OWD i ja niespecjalnie miałem czas podziwiać okoliczności przyrody. Skupiony byłem na ćwiczeniach i na walce ze sprzętem, z którym sobie wtedy słabo radziłem. Teraz odkrywałem to jezioro na nowo i byłem nim po prostu zachwycony. Jezioro poznałem od zachodniej strony, gdzie występują te malownicze łąki, przy czym zalogowane głębokości to zwykle 3-5 metrów i mówię wam, że głębiej schodzić nie ma sensu. Oczywiście można, ale tylko po to by odkryć, że nie ma tam praktycznie nic ciekawego. Wszystko co najfajniejsze jest bliżej brzegu i na głębokościach do 5 metrów. Bazę mieliśmy w położonym wyżej, lokalnym gospodarstwie agroturystycznym, które nie reklamuje się w Internecie i nastawione jest na przyjmowanie sprawdzonych gości. Miejsce urokliwe, ciche i spokojne, z którego krótkim spacerkiem dochodzi się do miejsca wodowania. Nurkować można spokojnie z plaż od zachodniej strony, obszerny dostęp do wody. Dużo dobrego opowiada się też o wschodniej stronie (dostęp z plaż przy ośrodkach wypoczynkowych, w lato płatnych, ale podobno warto) – głębokości rzędu 15 – 18 metrów. W najgłębszym punkcie jezioro ma 30 metrów. Mnie tam jeszcze nie było. Zobaczę, czy warto. Na pewno w najbliższym czasie marzę o nurkowaniu nocnym od zachodniej strony. Przygotowując opis posiłkowałem się artykułem mojego „Guru”, Rudiego Stankiewicza z Bestdivers.pl. Polecam lekturę jego opisu:

Jezioro Świętajno (Narty) – R. Stankiewicz

Narty „z zewnątrz”, foto – J. Cieślak

Jezioro Narty 2012