Wakacje z deszczami

Uf, uf… ufff…. Uffff. Dotarłem do tego momentu w życiu nurka, że potrzebowałem przerwy od nurkowania. Nurkolog milczał przez wakacyjne miesiące, gdyż Nurkolog – instruktor był całkiem zajęty. Nurkolog – instruktor odkrywał w czasie wakacji uroki życia instruktorskiego. Pracował, nurkował, rozwijał własną działalność instruktorską, zakładał działalność gospodarczą, poszukiwał klientów, tworzył oferty. To był dla mnie intensywny okres. Mówi się, że człowiek z własną „firmą” nie miewa wakacji. Ja muszę się przyznać, że jednak miałem. I były to wakacje od nurkowania. Po kilku tygodniach pracy miałem zaplanowany wypad z rodziną w Pieniny nad jezioro Czorsztyńskie. Przyznam się szczerze, że jechałem nań wielce uradowany, że odpocznę od nurkowania. Co zatem się działo ze mną przed wyjazdem?

Załapałem trochę fuszek od mojego guru, Rudiego. Poprowadziłem różne części kursu OWD w różnych częściach Polski. Do tego podłapałem swoich pierwszych klientów i poprowadziłem swoje własne pierwsze kursy pod moim własnym szyldem (oprócz Nurkologa doszło jeszcze GoDiving.pl). Sprawiedliwie jednak należy zaznaczyć, że to nie oznacza, że już zarobiłem straszne pieniądze, odpracowałem kosmiczne koszty kursu instruktorskiego i zaczynam żyć po królewsku. Coś zarobiłem, ale szału nie ma. Jest sporo nadziei na przyszłość, kilka rzeczy może wyjdzie, pewnie część nie wyjdzie. Niemniej jednak jestem pełen nadziei. Podoba mi się wybrana ścieżka. Łączę przyjemne z pożytecznym. Moja praca łączy się z moją pasją. Te pierwsze chwile, kiedy uzmysławiałem sobie – to jest moja praca, to jest moje miejsce pracy – leżę sobie na powierzchni jeziora Leleskiego, czekam na kolejnych kursantów i mam dookoła cudowne okoliczności przyrody. Przychodzi ta myśl do głowy „kurna, jestem w pracy!”. Wołam do ludzi na brzegu, którzy przyglądają się mi z rozbawieniem – ja tu pracuję! Ciężką mam pracę! Trochę zrozumienia!

DCIM100GOPRO

Foto 1. (kubaCE) Nasz „domek” w Leleszkach.

Zostawmy jednak samo instruktorowanie. Dalej jestem też nurkiem. Odkrywam nowe miejsca w Polsce. Dalej się uczę i odkrywam nowe rzeczy w nurkowaniu. Tu się nic nie zmieniło w moim życiu. Na pierwszy ogień Leleszki i jezioro Leleskie. Baza Warszawskiego Centrum Nurkowego (WCNUR). Zaledwie sto osiemdziesiąt jeden kilometrów z centrum stolicy. Rzut beretem dla stołecznych nurków. Miejscowość typowo letniskowa. Rolnicze gospodarstwa niewidoczne, głównie same kwatery, pensjonaciki i agroturystyki. Ładnie, kolorowo, czysto i porządnie. Pensjonat Leleszki – nasza baza noclegowa – zgrabny i zachęcający do powrotu. Zabudowania starego pruskiego gospodarstwa odnowione i przystosowane dla gości w sposób bardzo zgrabny. Nie sposób nie polubić tego miejsca. Dodać należy do tego znakomite jedzenie, jakim nas tu karmią. Gospodarze zajmują się nami po królewsku, dokarmiają, przygotowują znakomity wieczór z grillem, oddają do dyspozycji porządny ekspres do kawy (niby mała rzecz, ale dla kawoszy coś genialnego), żywo interesują się gośćmi. Nad jezioro rzut beretem, ale my z tą ilością nurkowych bambetli musimy podjeżdżać autami. Nurkujemy z miejscowej plaży. Na miejscu jedna wiata, miejsce na ognisko i ławki. Nam to wystarczy w zupełności. Niestety wyjazd mam zaplanowany na gęsto. Z kursantami siedzę całe dwa dni w wodzie. Śmieją się ze mnie, że wyrosną mi skrzela, bo cały dzień wiszę w wodzie. Nie mam w związku z tym okazji pozwiedzać jeziora. Donoszą mi, że nie mam czego żałować. Wizura nie dopisuje. Nie ma co się uprzedzać. W tym roku nigdzie w Polsce szału nie ma. Jeziora dostają potężne lanie. Nad nami przechodzi co najmniej jedna spora burza. Nie skreślam jeziora. Dam mu jeszcze szansę, właśnie ze względu na odległość (nota bene, rzut beretem od moich ukochanych Nart) i noclegownię. Uwaga dla zainteresowanych zorganizowaniem wypadu nurkowego – weźcie pod uwagę, że w Pensjonacie, pomimo, że zorientowany na nurków, nie ma zestawu tlenowego (WCNUR dementuje informację, którą otrzymał Rudi na miejscu – zestaw jest w piwnicy), a lokalna sprężarka Gera nie jest super wydajna. Warto zabrać swoją do pomocy.

DCIM100GOPRO DCIM100GOPROFoto 2. (kubaCE) Dzielni kursanci przygotowują sprzęt.

Foto 3. (kubaCE) Briefing na powitanie.

Potem przenoszę się daaaaaaleko, daaaaleko stąd. Pod granicę niemiecką, gdzieś nawysokości Gorzowa Wielkopolskiego. Jezioro Lipie koło miejscowości Długie przed Dobiegniewem. Cholernie daleko dla mnie. Fajnie, że jest autostrada i mknie się zgrabnie (niestety, nie dość zgrabnie na odcinku Warszawa – Łódź, gdzie korki są codziennością). Jedziemy tam odkryć nowe potencjalnie nurkowisko dla Rudiego. Jedziemy. Jedziemy… Jedziemy i jedziemy. W końcu dojeżdżamy, jest już późny wieczór – jest jednak środek wakacji, dzień jest długi, słońce chowa się dopiero po dwudziestej drugiej. Ośrodek Wodnik. Nic specjalnego. Taki polski standard. Niedostatki w obsłudze, pokoje niby przyzwoite, ale zawsze coś gdzieś nie działa, nie domaga (prysznic), albo kuleje (smętnie zwisająca półka w łazience). Dostajemy pokój z dostawką. Dostawka ulokowana… w szufladzie od szafy… Kolega spał dosłownie w szufladzie. Ubaw mieliśmy po pachy. Następnego dnia odkrywamy jezioro i lokalną bazę nurkową. Jezioro z powierzchni robi miłe wrażenie. Malownicza miejscowość nad brzegiem, pozostała część linii brzegowej zajęta przez piękny las – nietrudno o skojarzenia z Łagowem. Ładnie, spokojnie, elegancko. Nie cicho, trwa lato, jesteśmy na „miejskiej” plaży. Rozkręca się już stanowisko letniego DJa, muzyka gra, a ja zaczynam czuć, że to nie mój klimat. Baza nurkowa zacna. Chłopaki goszczą nas elegancko, niczego nam nie brakuje. Ja mam zaplanowane zajęcia z OWD, więc znowu znikam pod wodą przy brzegu i nie mam możliwości zwiedzić jeziora. Brzeg mam piaszczysty, niby w porządku, niepokój jednak budzi ruch łodzi (w tym motorowych) w naszym pobliżu. Brak jasno wydzielonych stref ruchu dla łodzi i luzackie podejście sterników nie wpływa pozytywnie na nasz komfort nurkowania. Tym razem nie mam dużej ekipy kursantów, więc zajęcia kończę szybko. Drugi instruktor, Kuba, proponuje mi, bym w ramach rozrywki popłynął z kursantami AOWD na nocne. Będę miał okazję zobaczyć jezioro. Oczywiście się rzucam na tą okazję ponurkowania. Powstaje plan nurkowania po ósmej z zakończeniem przed dziesiątą w nocy – bo jakiś ważny mecz finału jakiegoś tam mundialu (totalnie nie śledziłem, jakieś lata wcześniej jeszcze coś tam od czasu do czasu pooglądałem, ale z czasem okrutnie mi to zbrzydło). Szkoda tylko, że jak się wynurzaliśmy to było jeszcze jasno. Używaliśmy latarek chyba bardziej dla zabawy niż z potrzeby. Akwen niestety mnie nie oczarował. Nic specjalnego, wizura do tego słaba (ale to znów nie wina akwenu, ile kapryśnego lata), płynęliśmy do zatoki, gdzie miało być fajnie, wynudziliśmy się jednak okropnie. Musiałem się pilnować by nie zgubić automatu, bo tak mi się ziewać chciało. W końcu nie wytrzymałem i w drodze powrotnej zarządziłem wynurzenie. Nie chcę narzekać na to jezioro. Z pewnością lokalni nurkowie mają tu ubaw po pachy, jeżeli dopisuje wizura – ale z racji tego, że blisko mają do niemieckich kamieniołomów, chyba tak często nie goszczą nad jeziorem Lipie. Dla nurków z Polski centralnej to raczej strata czasu i pieniędzy. Już lepiej jechać do Łagowa, albo do Niemiec. Nurkowanie w jeziorze Lipie nie dostarcza żadnych nowych wrażeń dla znawców polskich jezior. Są w Polsce ciekawsze akweny i nie warto pchać się przez całą Polskę by poznawać uroki tego zbiornika.

DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPROFoto 4 – 11. (kubaCE) Jezioro Lipie. Wesoła gromadka moich Owudziaków to ogromny plus tego wyjazdu.

Pomiędzy kolejnymi wyjazdami w nowe miałem okazję zajrzeć nad stare i znajome jezioro Piaseczno koło Łęcznej. Zrobiłem tam indywidualny kurs OWD (samo zakończenie). Na miejscu platformy, wszystko oporęczowane, jest co zwiedzać. Warunki wydają się idealne do przeprowadzenia kursu. Niestety, jezioro postanowiło zrobić nurkom psikusa i nażarło się sinic. Od siódmego metra w dół woda totalnie mętna. Gdzieś tam na dole poniżej nastego metra widoczność wraca. Jednak przejście przez warstwę zerowej widoczności to żadna przyjemność. W dodatku Przemo, naczelnik bazy Nureczno strasznie klął na pogodę – non stop oberwania chmur, zlewy i ulewy. To nie jest dobry rok dla tego jeziora, niestety.

DCIM100GOPRO

Foto 12. (kubaCE) Potwór z jeziora Piaseczno!

Po tym wypadzie przyszedł czas na moje osobiste AOWD na Zakrzówku. Nie będę się rozpisywać o walorach dobrze znanego wszystkim akwenu (już lepiej zrobił to mój dobry przyjaciel, mój współinsturktor Błażej – na stronie naszej grupy nurkowej Go Diving), choć nieco pozmieniał się pod wodą, a i ja miałem wreszcie okazję go sobie spokojnie pozwiedzać (dotąd wpadałem na Zakrzówek tylko w charakterze kursanta i niespecjalnie miałem okazję go porządnie zwiedzić). Doszły rury i samolot z „Koparek Jaworzno”, drewniany statek „Gruby” w końcu osiadł na dnie. Mieliśmy więc co zwiedzać ze współnurkami i wreszcie czułem, że akwen mam obcykany, aż napadła mnie myśl, że nie bardzo mam pomysł, co dalej w nim zwiedzać.

DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO

Foto 13 – 17. (kubaCE) Zakrzówek, wycieczki i AOWD.

Właśnie na tym etapie kończyłem mój maraton nurkowy i udawałem się na rodzinny urlop myśląc o tym, jak przyjemnie będzie rzucić sprzęt nurkowy w kąt i zająć się innymi rzeczami. Oczywiście stan ten nie trwał długo, już po tygodniu zacząłem kombinować, gdzie tu zanurkować. Jednak od początku urlopu lało często i gęsto. Na dobitkę dopadł mnie okrutny wirus, pognębił gorączką, kaszlem i paskudnym katarem. Moje plany, by dać nura w jeziorze Czorsztyńskim, poszły precz. Zaraz potem jednak przemieszczałem się ze swoim synem w region suwalski by tu spędzić kilka dni z moimi rodzicami. Sprzęt miałem w pogotowiu czując, że tym razem nur będzie nieunikniony. Nie tak daleko w końcu miałem do Hańczy, nie tak daleko miałem też do innego akwenu, który chodził mi po głowie. Lata temu mój guru napisał o niewielkim, uroczym jeziorze skrytym w lasach. O jeziorze krystalicznie czystym, nieskalanym cywilizacją. O boskich podwodnych łąkach, o bogactwie podwodnego życia, o niesamowitej wizurze.

DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO

Foto 18 – 21. (kubaCE) „Fatalna” wizura w jeziorze Staw.

Jezioro Staw. Tyle razy sobie obiecywałem, że tu zanurkuję. Tyle razy bywałem gdzieś w tych okolicach, albo przejazdem, a jednak nie zajrzałem nad nie. W końcu rozpocząłem przygotowania. Odszukałem jezioro na mapie. Na mapie wygląda to już mniej romantycznie niż w opisach Rudiego. Jezioro jest praktycznie przedłużeniem jeziora Wigry, a dookoła mamy co najmniej dwie spore miejscowości – Płociczno – Tartak i Gawrych – Ruda. Moja wizja odkrywania dzikiego jeziora w środku lasu legła w gruzach – brutalna rzeczywistość. Nic to, z miejsca wypoczynku miałem do jeziora jakieś czterdzieści kilometrów. Zapakowałem sprzęt, mojego syna, siostrzenicę i mojego brata. Dzieciaki miały się doskonale ukąpać, a brat występował w roli opieki do dzieci. Ruszyliśmy. Pogoda nie zapowiadała się na rewelacyjną, gorzej – jak tylko dotarliśmy nad jezioro, zaczęło padać. Najpierw dotarliśmy w opisany punkt zejścia do wody prosto z drogi. Po jednej stronie gospodarstwo rybne, po drugiej stronie drogi jezioro. Zejście w samym szczycie jeziora z widokiem na jego strome, zalesione zbocza. Jezioro niezbyt duże, ale urokliwe. Cała linia brzegowa to strome zbocze, więc nad brzegiem nie straszą żadne zabudowania. Dookoła tylko las. Wygląda to naprawdę sympatycznie, niestety nasze miejsce nie zachęca do wejścia do wody. Gęsta rzęsa na wodzie i śmieci na brzegu. W dodatku ten deszcz. Wsiadamy do auta i ruszamy na objazd jeziora. W ten sposób próbujemy przeczekać deszcz. Najpierw zwiedzamy wschodni brzeg. Kilka gospodarstw i gęsty las. Nie wykryłem żadnego ogólnodostępnego zejścia do wody. Objeżdżamy jezioro i wracamy do miejscowości, badamy lokalne uliczki idące w stronę jeziora. Jedna z nich prowadzi nad brzeg skarpy, dalej wąska ścieżynka schodzi ostro w dół i niknie między drzewami. Zostawiam auto i idę na zwiad. Dochodzę do lokalnej dzikiej „plaży”. Uwielbiam takie miejsca. Brzeg skryty w cieniu drzew. Las jednak niezbyt gęsty, nie z tych mokrych i zarośniętych. Woda… Szok. Kryształ. Przecież świeżo padało! A tu widać pod wodą wszystko. W dodatku to dno. Sam piaseczek i drobne kamyki. Łagodnie opadające dno, przy brzegu płytko. Dla dzieciaków miejsce idealne. Zakładamy obóz a ja lecę po sprzęt. Ubieram się prędko i wskakuję do wody. Jest dopiero co po deszczu a wizura jak w lepsze dni na jeziorze Narty, albo w przeciętne dni w kamieniołomach typu Piechcina czy Zakrzówka. Pamiętam opis Rudiego, który tłumaczy niesamowitą klarowność wody obecnością licznych podwodnych źródeł zasilania jeziora. Schodzę na chwilę głębiej, płynę w pojedynczej piance bez rękawic więc od razu wyczuwam granicę termokliny na pięciu metrach. Docieram na osiem metrów. Jedynymi oznakami tej „znacznej” głębokości jest chłód wody i ubogość szaty roślinnej. Nie ma jednak żadnej ciemności, ani krajobrazu księżycowego. Wracam nad termoklinę i zwiedzam okolice. Oczom nie wierzę. Trawy, rdestnice takie i owakie, moczarki, inne piękne podwodne rośliny, których nazw nie jestem w stanie spamiętać. Gąbka słodkowodna do tego. Po dłuższej chwili wpadam na pomysł by jednak trzymać się bliżej brzegu, samych płycizn, bo właśnie tam jest najciekawiej – szczupaczki, szczupaki i szczupaczydła. Powalone drzewa, konary i inne dekoracje podwodne skryte w cieniu drzew zwisających nad wodą. Ach, ten kolor wody! Coś cudownego! Przełączam kamerę GoPro na wyższą rozdzielczość i filmuję jak wariat. Wynurzam się po półgodzinie i dopytuję pozostałych, czy już mają dosyć i mam kończyć. Nie, im też się tu podoba. Znikam dalej, idę w drugą stronę. Całe jezioro tętni życiem i zachęca do zwiedzania. Gdzieś tam, w stronę jeziora Wigry, rozciągają się całe łąki gąbek słodkowodnych, o których pisał Rudi. Ja spotykam ich niewielkie skupiska, ale widok robi wrażenie. Do tego bardzo przystojny król Szczupak Wielki. Nieśmiały. Nie daje sobie zrobić porządnego zdjęcia. Nie to co zielonkowskie szczupaczydła z parciem na szkło. Wychodzę z wody z żalem i już planuję, kiedy tu wrócę. Siadam do planów, we wrześniu chcę tu wrócić z większą grupą.

Potem jeszcze powtórka Zakrzówka – kolejny kurs AOWD. Zaczynam się czuć na Zakrzówku jak w domu. Fajne to miejsce, dobre do prowadzenia kursów. Z ogromną przyjemnością nurkuje się tutaj w tygodniu. Wiaty wolne, butle ładuje się w kilka minut, jest gdzie stanąć autem tuż przy wiacie. Brakuje Pana Kiełbaski, ale ja za nim i jego kuchnią nie tęsknię. Wyjazd sobie bardzo chwalę, doskonałych kursantów mam, bawimy się w wodzie doskonale, do tego pysznie się obżeramy w Karczmie Rzym. Wracam wypoczęty i zrelaksowany. Zrzucam logi z komputera nurkowego na komputer stacjonarny. Dive Manager pokazuje mi, że załadowałem w sumie ponad 50 nurkowań. W sumie wykonałem w tym roku więcej zanurzeń niż przez ostatnie dwa lata. Oczywiście, część logów będę musiał zsumować – siedzenie w wodzie przez cały dzień potraktuję jako jedno nurkowanie… 🙂

DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO

Foto 22 – 26. (kubaCE) I znowu Zakrzówek!

Co w najbliższym czasie chciałbym tutaj wrzucić? Mam już kilka przemyśleń o sprzęcie, na którym nurkuję. Mam sprecyzowane wizje dalszego rozwoju (nie tylko jako instruktor, ale także jako nurek). Wciąż nie zrealizowałem marzeń i planów na temat oświetlenia do video. Sprzętowo ostatnio niespecjalnie się rozwinąłem. Najważniejszym zakupem był zakup suchego skafandra na początku tego sezonu nurkowego i potem praktycznie nic. Poczyniłem za to pierwsze zakupy w imieniu moich kursantów i znajomych. Postaram się wkrótce naskrobać kilka słów na ten temat jak i na temat mojego wyboru suchego skafandra.

Na kurs instruktora biegiem marsz!

Czyli dlaczego długo nie będę Divemasterem.

Tak, proszę Państwa, czas się brać ostro do roboty. Obiecywałem sobie to dawno temu, kilka razy odkładałem, były lata, że myślałem, że nic z tego nie będzie. Pierwszy raz pomyślałem o tym, że chcę zostać instruktorem, jak byłem na kursie OWD. Było to ponad dziesięć lat temu. Mijały lata, uciekały mi kolejne okazje by dążyć do tego celu. Splot różnych wydarzeń, ogólnie przeciętny zawodowo 2013 rok (ale nie nurkowo, to trzeba przyznać!) – przesądziły o tym, że wziąłem i przed się wziąłem odpowiednie kroki. Czas iść na kurs. Jestem w 3/4 kursu Divemastera, praktycznie nie zabawię długo na tym poziomie, bo to będzie jakiś miesiąc może i 29 marca rozpocznę kurs instruktorski (jak nic nie stanie na przeciwko). Kosztuje to straszne pieniądze, nie mniejsze pieniądze wydaję by skończyć kurs Divemastera, do tego w końcu trzeba kupić suchy skafander, bez tego nie ma jak w ogóle podejść w Polsce do zaliczenia kursu instruktorskiego. Nic tylko pożyczać, wybierać ostatnie oszczędności, kombinować jak koń pod górę.

Dlaczego tak nagle i tak prosto z marszu? Dlaczego nie pobyć jakiś czas divemasterem? W moich oczach na polskim rynku divemaster to tylko taka droga zabawa w „profesjonalnego nurka”. Dla polskich centrów nurkowych divemaster nie jest ważnym ogniwem w prowadzeniu nurkowego biznesu. U nas to raczej forma aplikacji przed podejściem do instruktorskiego kursu. Zrobisz Divemastera tylko dla własnej satysfakcji, być może nawiążesz relację z jakimś centrum nurkowym i będziesz od czasu do czasu przewodniczył jakiejś wyprawie nurkowej w Polskę, czy zagranicę. Pieniędzy jednak na tym nie zarobisz, tylko wydasz może trochę mniej. Jeżeli jednak zamierzasz utrzymywać się z nurkowania, o divemasterze w Polsce zapomnij. Za granicą, w popularnych kurortach – owszem, praca się znajdzie. Jednak to już krok od instruktora, a to już porządniejsze pieniądze, więc tam też parcie będziesz mieć by zostać instruktorem. Niezależnie więc od tego, gdzie będę szukać pracy w biznesie nurkowym, wychodzę z założenia, że jako instruktor będę miał łatwiej/ lepiej.

Czy ja z tego wyżyję? Dużo się o tym ostatnio mówi. Kryzys nie pomógł rynkowi nurkowemu, choć bardzo go nie potargał. Nastroje w polskiej części tej branży dość mieszane ze wskazaniem na mało pozytywne. To jest to, co właśnie mnie tknęło jak zacząłem pracować u polskiego przedstawiciela Tusy i Poseidona. Wiele czynników wskazuje, że z branżą źle nie jest. Ba, niektóre wskaźniki pokazują, że jest nawet coraz lepiej. Skąd więc tak liczne głosy narzekania? Mogę tylko domniemywać, że z tego, że rynek się zmienił – przeprofilował. Klientów nie brakuje, ale konkurencja jest ostra. Łatwo jest wypaść z obiegu, albo być zepchniętym na boczny tor. Centra nurkowe to już nie towarzyskie kluby – takie dość hermetyczne towarzystwa wzajemnej adoracji, gdzie spora grupka oddanych ludzi orbituje wokół Szefa firmy/ głównego instruktora i jakoś się to kręci w ramach tej grupki. W tym układzie nie trzeba było specjalnie wysilać się by choćby skromne gromadki ludzi się pojawiały na zajęciach i wyjazdach. Teraz trzeba być maksymalnie otwartym, wciąż poszukiwać zainteresowanych, wciąż dawać o sobie znać, że tu jestem, że zapraszam. Walczyć o uwagę. Dochodzą jeszcze różne mechanizmy rynkowe, które ograniczają nam pole manewru w ustalaniu cen. Są groupony i inne wynalazki „kup pan tanio”, każdy chętnie trąbi swoją niską ceną na swoich stronach, fanpage’ach na facebooku, na forach. Nie wszystkim to odpowiada i czuć to w środowisku. Tak ja to widzę przynajmniej. I widzę, że nie ma co rąk załamywać, że wciąż jest przestrzeń do rozwoju i do pracy. Dlatego też nie załamuję się i zamierzam spróbować. Już w tym roku. W końcu to zawsze chciałem robić. Utwierdzam się w tym przekonaniu mogąc obecnie prowadzić (w ramach zaliczeń divemasterowskich) różne zajęcia z potencjalnymi nurkami i kursantami (program PADI „Odkryj nurkowanie” * i niektóre zajęcia z kursów OWD). Czuję wręcz rozpierającą mnie satysfakcję z każdych zajęć, po zakończeniu których moi podopieczni wychodzą z basenu z otwartymi szczękami, z wielkimi uśmiechami na twarzach (tak wielkimi, że gdyby nie uszy, toby się śmiali dookoła głowy). Czuję ogromną radość, jeżeli słyszę od któregoś, że chciałby się dalej szkolić pod moją opieką. To jest niesamowita przyjemność.

1003198_632949453409431_818933264_nfoto.1.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

Instruktor nurkowania to dla mnie naturalna kolej rzeczy. Długi czas zajmowałem się szkoleniem ludzi w biznesie. Długi czas myślałem, że to będzie moja ścieżka kariery. Okazało się, że mogę pogodzić jedno z drugim. Zawsze czułem się dobrze z tym całym zagadnieniem szkolenia, prezentacji. Wydaje mi się, że posiadam właściwe cechy by być dobrym nauczycielem. Rozumiem proces uczenia się ludzi (a sam okropnie się uczę),  umiem efektywnie przekazywać wiedzę. Przy okazji każda forma prowadzenia takiej edukacji sprawia mi dużo frajdy.

W tym miejscu zwrócę uwagę, że spotykałem się nieraz z różnymi divemasterami i kandydatami na divemasterów. Stwierdzam kategorycznie, że spora grupa tych ludzi kompletnie nie zrozumiała idei tego etapu w karierze nurkowej. Spora część ludzi dochodzi do tego poziomu tylko dla własnej satysfakcji, wcale nie po to by coś jako ten divemaster przed się brać. Ot po prostu, fajnie jest móc tytułować się divemasterem. W końcu master jest master – nic tu nikomu tłumaczyć nie trzeba. Spora grupa ludzi nigdy nie planowała i pewnie nigdy nie pójdzie ścieżką instruktorską. Nie mówiąc już o ludziach, którzy są pozbawieni jakichkolwiek predyspozycji by iść w tym kierunku. Divemaster to przedsionek w wielkiej chałupie PADI, w której większość mieszkańców żyje z edukowania innych. Po zaliczeniu „kursu” uiszcza się opłatę członkowską PADI i staje się jednym z mieszkańców tej chałupy. Ten czynsz należy opłacać co roku by móc dalej mieszkać w PADI. A mieszkać w PADI opłaca się tylko wtedy, kiedy ma się z tego jakieś pieniądze – to chyba oczywiste. Do tego proszę się przyjrzeć programowi kursu DM. Cała zabawa w ramach „kursu” DM to przecież przygotowanie do instruktorstwologii. Siedzimy całe dnie na basenach i uczymy się jak prezentować kolejne ćwiczenia z kursów PADI. Musimy posiąść wiedzę teoretyczną równorzędną tej posiadanej przez instruktora. Do zaliczenia mamy masę asyst instruktorskich, gdzie po prostu terminujemy przy wybranym instruktorze podczas prowadzonych przez niego kursów. Jeżeli to wszystko zaliczamy tylko po to by móc tytułować się DM i od czasu do czasu pojechać gdzieś jako „jeden z kadry organizującej wyjazd”, albo by komuś pomóc przy kursie (i nie mówimy tutaj o zarobieniu z tego tytułu pieniędzy) to dla mnie jest to pomysł dość szalony. Osobiście znam jednego człowieka na poziomie DM, który próbuje na tym poziomie żyć z nurkowania. Jak mu idzie, nie wiem. Chyba muszę go o to zapytać.

1017633_632949380076105_405548295_n

foto.2.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

Reszta potencjalnych DM albo w końcu zostanie instruktorami, albo w końcu przestanie płacić czynszu w PADI i tym samym przestanie być DM. Tutaj trzeba pamiętać, że DM tak naprawdę nie jest już stopniem nurkowym – nie dostanę nowej plastikowej karty do kolekcji. DM to jest status w PADI. Jeżeli więc walczę o ten status to tylko po to by coś z tego statusu wyniknęło. DM nie uprawnia mnie do nurkowania głębiej, inaczej, w innym sprzęcie, w innych miejscach. Jeżeli chcę piąć się po kolejne umiejętności, specjalizacje i możliwości – idę odrębną ścieżką. Dopinam ścieżkę rekreacyjną zdobywając wszystkie specjalizacje, nurkuję do 40 metrów, zostaje mi nadany tytuł Master Scuba Divera. Jeżeli czuję niedosyt, ruszam ścieżką nurkowań technicznych. Pomijam jednak całe to divemasterostwo szerokim łukiem, bo dla mnie jako dla nurka to kompletnie nic nie oznacza, że jestem DM. Tak więc nieważne, na jakim jesteś etapie ścieżki nurkowej, ale już zacząłeś myśleć o tym całym zamieszaniu z byciem divemasterem, z instruktorem to fajnie. Zrób tylko rachunek sumienia, sprawdź, czy jesteś naturalnym przywódcą (cecha opcjonalna, ale bardzo przydatna), czy lubisz udzielać się wśród ludzi (cecha obowiązkowa), czy lubisz im przekazywać wiedzę i widzisz, że dobrze ci to wychodzi. Jeżeli tak, to gratuluję, jesteś na dobrej drodze – w końcu osiągniesz swój cel. Nie wątpię w to.

1524773_626211664083210_321761051_nfoto.3.: Rudi Stankiewicz: Zajęcia „Odkryj nurkowanie”.

1546032_632948820076161_1832181706_n foto.4.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

1609772_632948540076189_676123864_nfoto.5.: Rudi Stankiewicz: zajęcia „Odkryj nurkowanie”/ 1 zajęcia basenowe kursu OWD.

*) Z pełną premedytacją nie używam nazw angielskich. Nie jestem pewien czy to polityka PADI, czy nie/świadoma decyzja, czy lenistwo polskiej grupy decydującej o tym jak tłumaczyć materiały PADI, ale używanie angielskich nazw uważam za błąd.

Nurkowanie na forum

W końcu każdy z nas prędzej czy później zdecyduje się zajrzeć na jakieś forum nurkowe. Powodów ku temu jest wiele. Powodów, by tego nie robić i się przed tym bronić – też sporo. Nurkowanie na forum to nie jest rekreacja, to już jest nurkowanie techniczne. Sport ekstremalny wymagający dobrego przygotowania i jako takich umiejętności. Po pierwsze, trzeba pamiętać, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie. Rzucenie pytania z gatunku „potrzebuję porady” zakończy się zwykle kilkustronicową dyskusją, gdzie pojawi się mnogość opinii, w tym część kompletnie nie na temat, a sam pytający zwykle w pewnej chwili poczuje się kompletnie wykluczony z dyskusji. Po drugie, kto miał do czynienia z jakimkolwiek forum ten wie, że ciężko jest z niego wyłowić jakieś cenne, obiektywne, lub wartościowe informacje. Nigdzie nie ma poradnika, jak oceniać otrzymane informacje, na żadnym forum nie ma instytucji obiektywnego recenzenta merytorycznej strony publikowanych informacji.  Trzeba spędzić sporą ilość czasu na forum by rozpoznać autentyczne autorytety i ludzi, którzy rzeczywiście posiadają odpowiednie kompetencje by wypowiadać się na zadany temat. To jest prawdziwe oddzielanie ziarna od plew. Proces wymagający czasu i determinacji z naszej strony. Wchodząc w to ekstremalne, obce nam środowisko pamiętajmy o jego typowych mieszkańcach. W każdym środowisku for mamy do czynienia z podobnymi typami użytkowników. Nie inaczej jest z forami nurkowymi. Mamy tu licznie występujące stada okazów z rodziny „ja wiem lepiej”, które są bardzo aktywne, żerują wszędzie i w każdych warunkach nie zważając na to, czy jest to środowisko odpowiednie dla nich. Łatwo napotkać też drapieżniki z rodziny trollowatych. Najliczniejsza jest jednak grupa, która po prostu chce się wypowiedzieć  niezależnie od tego, czy mają coś ciekawego i ważnego do powiedzenia w danym temacie. Otwarte, dzikie i niebezpieczne wody polskich forów są strzeżone licznie przez różne grupy moderatorów i administratorów, którzy mniej lub bardziej ingerują w prowadzone dyskusje. Przy czym robić to będą w mniej lub bardziej mądry sposób i niejeden raz będziesz miał z nimi do czynienia. Nie będzie to zawsze łatwy kontakt, pamiętaj, że fora to wody prywatne, rządzą się własnymi prawami i logiką. Musisz akceptować te warunki, jeżeli chcesz bezstresowo eksplorować dane środowisko. Brniemy więc w gąszczu informacji, przedzierając się przez całe chaszcze chwastów merytorycznych, przebijając się przez ściany glonów zamulających nam jakąkolwiek percepcję, omijamy przeszkody i pułapki rzucane nam na drogę przez użytkowników i strażników środowiska. Staramy się znaleźć nasze eldorado, nasz cel nurkowania na forum. Nie bójmy się jednak wyzwania, ponieważ prawie zawsze osiągniemy nasz cel, a po dłuższej obecności na forum zauważymy zalety płynące z obeznania się z tym środowiskiem. W końcu nauczymy się rozpoznawać osobniki, które mogą dysponować wiedzą, której my potrzebujemy. Prawie zawsze możemy liczyć na czyjąś pomoc. Prawie zawsze znajdziemy ciekawe i przydatne informacje. W końcu zrozumiemy, że to środowisko dostarcza nam także wiele cennych informacji, których nie spodziewaliśmy się znaleźć w tym miejscu. Aktualne informacje o akwenach, na które zamierzamy się wybrać. Sytuacja pod wodą, dostępność baz nurkowych, informacje o możliwości naładowania butli, wypożyczenia sprzętu, aktualne ceny. Chcesz porównać sprzęt, chcesz obejrzeć sprzęt, który chcesz kupić – zarejestruj się na forum, jest duża szansa, że znajdziesz posiadacza danego sprzętu. Nie pytaj się o jego subiektywne odczucia, umów się z nim na wspólnego nurka. Albo sobie dokładnie obejrzysz dany sprzęt w akcji, albo nawet twój nowy znajomy z chęcią ci go pożyczy byś sam mógł się przekonać o rewelacyjności jego osobistego sprzętu.

No i najważniejsze, forum to najlepsze miejsce do zyskania nowych znajomych, przyjaciół i partnerów do nurkowania. Jesteś więc samotnikiem, który już zrobił kurs, albo dopiero się nad nim zastanawia? Martwi cię ta niepewność, czy w ogóle będziesz miał z kim nurkować, z kimś, kto podpasuje ci swoim stylem nurkowania, stylem bycia i życia? Zarejestruj się na forum. Możliwości będziesz miał bez liku by poznawać nowych ludzi, by odwiedzać nowe miejsca, zabierać się z jakąś większą grupą, dzielić kosztami dojazdu, czy organizacji wyjazdu. Na naszej internetowej scenie nurkowej występuje kilka ważnych miejsc wymiany informacji pomiędzy nurkami. Na pierwszym miejscu stawiam forum nuras.info. Najszybciej i najprościej tam trafić, dużo się dzieje, jest dużo aktywnych i regularnych użytkowników. Zwracam jednak uwagę na dość nietypowe działanie lokalnych strażników. Ci starają się głównie kontrolować kulturę i pilnować podstawowych zasad netykiety, zwracają też uwagę na to czy przypadkiem nie próbujemy uprawiać jakiejś komercyjnej działalności tam, gdzie nie jest to dozwolone. Nie zwracają jednak uwagi na jeden, dla mnie bardzo ważny, czynnik – trzymanie się tematu. W ten sposób forum łatwo zaśmieca się i zarasta rzęsą szumu informacyjnego. Wrzucamy zapytanie do wyszukiwarki tematu, dostajemy mnóstwo odpowiedzi, zwiedzamy wskazane wątki i odkrywamy, że:

– poszukiwana przez nas informacja jest w tytule jakiejś dyskusji, wchodzimy w dyskusję i odkrywamy, że tylko na samym początku ktoś o tym temacie wspomniał, potem wątek skręcił w kompletnie inną stronę,

– informacja zakopana jest w wątku, który dotyczy czegoś kompletnie innego i może pojawić się tylko z nazwy, ale wcale nie będzie rozwinięta.

Dyskusje mogą ciągnąć się przez kilkanaście stron. Czasami ciężko jest wyłowić interesującą nas informację w tym środowisku. Niemniej jednak dużo się dzieje na tym forum i obecność na nim dobrze służy poznawaniu nowych ludzi. Łatwo też tu uzyskać szybko odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Kwestią czasu jest to, kiedy nauczymy się rozpoznawać, czy uzyskana odpowiedź jest wartościowa…

Następnie w jednym szeregu należy wymienić forum przy największym informacyjnym portalu nurkowym Divers24, forum Dive Trek Group i forum Techniki Nurkowania. Trzeba pamiętać, że forum DTG jest forem zamkniętym, do którego dostępu udziela administrator oceniając czy dany kandydat na użytkownika będzie wartościowym nabytkiem dla swojego środowiska. Z kolei forum Techniki Nurkowania skupia się na technicznej stronie nurkowania, informacje o sprzęcie, o sposobach szkolenia, technikach montażu sprzętu, technikach nurkowania i tak dalej.

Zakrzówek

Tytułem przypomnienia o sobie, w ramach udowodnienia, że nie zdechłem, ani się nie znudziłem blogowaniem, postanowiłem skrobnąć kilka słów na temat Zakrzówka. W planach mam by na Nurkologa wrzucić dużą ilość opisów polskich zbiorników „nurkowalnych”. Zacznę od tych, które ja znam, potem chciałbym pozbierać najciekawsze opisy innych zbiorników, które mam nadzieję sam odwiedzić. A po wizycie postaram się szybko dać swój opis danego nurkowiska. Zaczniemy od Zakrzówka.

Zazdroszczę Krakałerom takiego zbiornika pod nosem. Zakrzówek dostali po prostu w prezencie i umieli ten prezent wykorzystać w sposób znakomity. Zazdraszam im tego okrutnie. Stołeczni nurkowie są na kompletnie straconej pozycji. Gdzieś czytałem o jakimś sztucznym zbiorniku, jakichś zalanych silosach, ale podobno temat umarł, bo było za mało zainteresowanych. Są też różne glinianki eksplorowane przez ambitną Grupę Eksplorującą Podwarszawskie Nurkowiska. Kibicuję chłopakom, ale jak dotąd brak spektakularnych sukcesów. Głównie jakieś błotka z minimalną widocznością i wielkością kilku wanien. Jest jakaś tajemnicza zalana elektrownia, ale warunki też tam raczej dla doświadczonych i odważnych nurków. A nasi drodzy podwawelscy bracia mają akwen pełną gębą i to niemal w samym centrum miasta. Nic tylko wrzucić sprzęt do autobusu miejskiej komunikacji i prosto z jego drzwi wskoczyć do wody. Zaraz po pracy zrelaksować się szybkim nurem, wyciągnąć tylko butlę, sprzęt i hop do wody. Czegoś brakuje, albo trzeba dobić butlę? Nie ma problemu, lokalna baza jest „wszystko mająca”. Sprężanie w try miga, sprzętu nie brakuje. Do tego porządne wiaty dla grup nurkowych, parking. Na paskudne tojtojki i smutnego pana od gastronomii (co najgorsze, ustawionego świetnie, bo nie ma tam żadnej konkurencji dla jego średniutkich i wyśrubowanych cenowo usług) spuśćmy zasłonę niepamięci. Te detale nie psują obrazu całości czyli okoliczności przyrody. Nie dość, że Krakusy mają swój pełnowartościowy, głęboki akwen, to jeszcze tak malowniczy, że szczęka opada. Zakrzówek poznałem we wrześniu, więc już paleta barw jesienna – to powinien opisać poeta. Piękne skałki tworzą pionową ścianę strzelającą wysoko w górę ponad taflę wody. A na jej szczycie las. Wszystko tak schowane w niecce, że miasta ani widać, ani słychać. Zupełnie jakby człowiek został teleportowany gdzieś w kompletną głuszę. Kolejny powód do zazdrości. Urzeczony tymi widokami uzbraja się człowiek w sprzęt, zarzuca butlę i wskakuje do wody. A raczej maszeruje, bo na nurkowanie można wmaszerować dwoma wygodnymi, łagodnie opadającymi ścieżkami. A dokładniej drogami. Warto poczytać o Zakrzówku w Internecie. Ja tylko wspomnę, że jest to zalany kamieniołom, więc pod wodą dość szybko zauważamy pierwsze ślady działalności ludzkiej ręki przy kształtowaniu ścian zbiornika. Przejrzystość wody potrafi zaskoczyć tych, którzy lubią tylko ciepłe morza. Potwierdzam to, bo na Zakrzówek udałem się niemal prosto z włoskich nurkowisk. Porównanie miałem idealne i Zakrzówek nie ma się czego wstydzić. Oczywiście, nurkowie potrafią zabełtać wodą, a akwen należy do bardzo popularnych, zatem na pewno jest wiele dni, kiedy przejrzystość nie oszałamia. Jest to jednak głównie zasługa machających płetwami. Tam chyba nie ma dnia wolnego od obecności nurków, a tym bardziej takiego, żeby nie trwał tam jakiś kurs. W weekend, w który ja tam zdobywałem stopień AOWD, wokoło toczyło się kilkanaście kursów. Wszystkie wiaty zajęte były przez różne grupy nurkowe, kilka kursów OWD, co najmniej trzy kursy Rescue, ciekawe ile jeszcze innych nie zauważyłem. A ilu wtedy nurkowało tylko rekreacyjnie? Trudno powiedzieć. Parking był zapełniony samochodami, nie było pustego miejsca. Nie myślcie tylko sobie, że wpłynęło to na komfort nurkowania. Można podejrzewać, że woda Zakrzówka powinna przypominać wodę gazowaną zaraz po otwarciu butelki, albo jacuzzi większych rozmiarów. Nic podobnego, Zakrzówek jest na tyle duży, że grupy się rozpraszają. Do tego jest cała masa atrakcji dla kursantów – tory przeszkód dla trenujących pływalność, lustra, platformy do ćwiczeń. Do tego jeszcze masa złomu zatopionego dla podniesienia atrakcyjności. Akurat moim skromnym zdaniem większość tych bajerów jest zupełnie zbędna. Akwen broni się sam w zupełności swoją naturalną urodą. Uważam, że niepotrzebnie usiłuje się go uatrakcyjniać. Jakieś radiowozy, nyski, komputery – po co to komu? Człowiek ma wrażenie, że zamienił się miejscami z rybami w akwarium i że go wsadzono do jakiejś sztucznej szklanej kostki z plastikowymi skrzyniami ze skarbami, statkiem piratów i przyklejonym zdjęciem roślinek wodnych. Jest tam jednak kilka wyjątków, które robią wrażenie. Stary Ikarus zatopiony na 18 metrach i korpus samolotu na 12 metrach. Bledną jednak w moich oczach wobec genialnych ścianek i „Bajkowego Lasu”. Dużą atrakcją są też ryby. Absolutnie przyzwyczajone do widoku nurków, nie czmychają tak szybko jak ich kuzynki z innych zbiorników. Radosny to widok, jak całe zgraje tych cwaniaków siedzą w cieniu platformy, człowiek zagląda tam do nich i ma wrażenie, jakby ich spojrzenia wyraźnie mówiły: „A pan do kogo? Czy był pan umówiony?”. Amatorzy głębokich zanurzeń znajdą miejsca rzędu 30 metrów. Widoki tam też bajkowe. Słyszałem dużo o zalegającym tam siarkowodorze, który pogarsza widoczność. No to nie w tym miejscu, w którym ja siedziałem, czyli na 27 metrach za Bajkowym Lasem. Tam ten bełt wziął i się schował a wizury nie można było krytykować, no do momentu aż nie trzepnęło się o dno i wtedy wiadomo co…

Uznaję więc Zakrzówek za bardzo fajne miejsce. To niesprawiedliwość dziejowa, że oni tam mają taki fajny zbiornik a my tu kompletnie nic. Jedynie nie zazdraszczam im tłumów, które pewnie dość regularnie muszą się tam tłoczyć w letnie dni. Ja tam chętnie jeszcze wpadnę, ale będę celował w mniej popularne daty.

Zakrzówek

Czy jest to sport dla mnie? Gdzie zrobić kurs?

Sport to zdrowie. W zdrowym ciele zdrowy duch. Tak, tak, jasne. Cudowny świat kontuzji i urazów dotyczy każdej dyscypliny. Nawet szachiści mają problemy z kręgosłupami, czy stawami. Według mnie każdy sport wymaga wsparcia w postaci ćwiczeń rozciągających, dbania o kondycję i sprawność mięśni, czy to będzie rower, czy żeglarstwo, czy podnoszenie ciężarów, czy bieganie. Warto więc dbać o ciało. Warto uprawiać gimnastykę, dużo się rozciągać, rozgrzewać stawy i mięśnie. Chcesz zminimalizować ryzyko urazu – dbaj o elastyczność mięśni i stawów. Dbaj o siebie. To się zawsze przydaje. Oczywiście nurkowanie nie wymaga super sylwetki, dość powszechny widok na nurkowisku to jowialny dżentelmen z wydatnym brzuszkiem. Od razu warto sobie uświadomić jedną rzecz – samo nurkowanie nie jest dyscypliną podnoszącą naszą kondycję, nie wpłynie znaczącą na sylwetkę. Ba, śmiem uważać, że ta dyscyplina wpływa negatywnie na prezencję naszej sylwetki. Środowisko nurkowe skore jest do zabaw, wieczorne grille, imprezki to normalka. Nurkowanie dodatkowo strasznie poprawia apetyt i człowiek po serii nurków odkrywa w sobie niesamowite możliwości pochłaniania jedzenia. Żegnaj piękna sylwetko? Spokojnie, nie ma tragedii, po prostu nurkowanie wymaga od nas dbania o siebie, szanowania swojego ciała. Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję o środowisku nurków. Pośród spotykanej kadry instruktorów i niezliczonej ilości doświadczonych nurków wielokrotnie usłyszałem, że nurkowanie kłóci się z imprezowym stylem życia, że palenie wyklucza się nurkowaniem. I mówili mi to faceci, którzy poprzedniego dnia byli królami imprezy, ich śpiew słyszałem długo potem jak sam odpadłem i udałem się na spoczynek. Mówili mi to ludzie, którzy właśnie zapalali kolejnego papierosa. Nie jestem mnichem. Na szczęście palenie rzuciłem zanim wziąłem się za nurkowanie. To mi się przydało ogólnie – poprawiło kondycję. Pić lubiłem i pić lubię. Lubię whisky, a mówi się, że kolorowe mocne alkohole są najgorsze – najbardziej kacogenne i ciężkie dla naszych systemów neutralizacji toksyn. Jednak przyjąłem zasadę – nie włażę do wody nawet na lekkim kacu. Te dwie rzeczy kompletnie się nie łączą. Zauważasz takie zachowania w trakcie kursu? Omijaj takich ludzi. Nie chcesz  by twoje bezpieczeństwo zależało od nich. Znasz to dobrze z autopsji, jeżeli sam lubisz napić się dobrego alkoholu, jakiegokolwiek rodzaju. Jak się za mocno pobawisz, to nieważne, co będziesz robił następnego dnia by zredukować efekty – efekty i tak będą, gorsza koncentracja, gorsza kondycja, takiego dnia najlepiej leżeć plackiem i robić jak najmniej. A już na pewno nie brać się za nurkowanie. Pod wodą może wystąpić kilka zjawisk przykrych dla naszego organizmu, a ryzyko ich wystąpienia ostro wzrasta w przypadku organizmu zmęczonego imprezą.

Wiesz już, że brzuszek nie dyskwalifikuje, nie trzeba mieć super kondycji. Czeka nas dźwiganie butli i pasów balastowych, więc dobrze mieć trochę siły. Niemniej widok nurkujących filigranowych niewiast nie jest niecodziennym widokiem. I one sobie dają świetnie radę. Łatwiej jednak tym, którzy mają trochę siły w ciele.

Warto umieć pływać, ale nie trzeba być pływakiem doskonałym. Co więcej, to właśnie nurkowanie może przyczynić się do poprawy twoich umiejętności pływania. Czasem po prostu związane jest to z blokadami psychicznymi, które nas ograniczają. Jak już wspominałem, część ludzi bierze się za nurkowanie po to by przewalczyć jakieś własne blokady. Szokujące było dla mnie, kiedy dowiedziałem się, że moja dobra znajoma, która na wyjeździe do Grecji kąpała się w otwartym morzu tylko po zmroku, bo, miała poważny problem z wchodzeniem do otwartej wody (nie szło o jej sylwetkę, bo tą miała normalną), zrobiła kurs i jest teraz regularnym nurasem. Takie historie słyszy się chyba na każdym kursie nurkowym. Z kolei nigdy nie spotkałem osoby, która spróbowała nurkowania i powiedziała: „nie, to nie dla mnie, dziękuję, wolę zająć się uprawą ogródka”. Jeżeli już jakiś bodziec spowoduje, że zainteresujemy się tym sportem, to z całą odpowiedzialnością gwarantuję, że kurs nas do tego sportu nie zniechęci. Nawet jeżeli traficie na niekompetentnych ludzi, którzy odstraszą was, zechcecie spróbować z innymi, woda będzie was kusić. Raz spróbujecie i już nigdy nie zrezygnujecie. A przynajmniej będziecie chcieli to kilka razy powtórzyć.

Grunt to dobry „research”, także medyczny, więc z pewnością przed podjęciem kursu i przed wydaniem pieniędzy dowiecie się, czy wasze przypadłości nie dyskwalifikują was w tej dziedzinie. To samo dotyczy szansy spotkania niekompetentnych ludzi na kursie. W Internecie roi się od opinii i warto postudiować je, wyławiając informacje dotyczące danej grupy nurkowej. Istotne są też pierwsze spotkania z ludźmi, którzy mają nas ewentualnie uczyć. Nie wstydzimy się więc pójść na zwykły wywiad by posłuchać tych ludzi i popatrzeć na ich otoczenie. Jaka ta cała ich baza jest. Czy widząc ją macie wrażenie, że to kompletnie przypadkowa banda ludzi, która skrzyknęła się wczoraj? Mają niewiele sprzętu i żyją według dewizy: jakoś to będzie? Dowiadujecie się, że szkoła to w rzeczywistości jeden facet, który jest od wszystkiego? Dowiadujecie się, że jest wielu zainteresowanych więc na jednego instruktora przypada kilkunastu kursantów? Trzaśnijcie drzwiami. Wiem, że będziecie polegać na swoim wrażeniu, na swoim instynkcie. Wiem, że nie macie jeszcze żadnego doświadczenia, ani wiedzy, która pozwoli wam ocenić kompetencję. Niemniej jednak z tymi ludźmi przyjdzie wam spędzić sporo czasu, będziecie z nimi dużo rozmawiać, więc naprawdę ważnym elementem oceny jest tak zwana chemia w komunikacji międzyludzkiej. Musi coś zaiskrzyć w kontakcie, musicie instynktownie polubić tych ludzi. Co z tego, że przeczytacie tonę pozytywnych opinii, że dany instruktor zostanie wam polecony? Jeżeli z miejsca nie złapiecie z nim kontaktu to może oznaczać późniejsze kłopoty w porozumiewaniu się. Nie będziecie mu do końca wierzyć, ufać. Ciężko będzie wam wyciągnąć jakieś informacje, albo o coś zapytać wprost. A to może mieć negatywny wpływ na przebieg szkolenia. To sport towarzyski, nie ma w nim miejsca na odludków, mruków i kamedułów. Trzeba gadać, dużo gadać. Jeżeli więc nie dociera do was to, co mówi do was potencjalny instruktor, wracajcie do domu i kontynuujcie poszukiwania wymarzonej szkoły.

Ostatnie poprawki makijażu przed zanurzeniem