To końcu jacket czy skrzydło?

„Nie kupuj jacketu, kup se skrzydło. Jackety są dla niepoważnych ludzi!”

„Kup jacket, po co ci skrzydło? To nie jest sprzęt dla ciebie!”

I tak w kółko, gdzie nie napiszesz, gdzie nie zapytasz, tam zawsze pojawi się dziesięć opinii na tak i na siak. W końcu dyskutanci i tak pokłócą się między sobą zapominając o tobie i postawionym pytaniu.

O co chodzi z tym jacketem i skrzydłem? Czy to jest aż taka różnica,  czy któregoś rozwiązania należy się bać – bo to sprzęt dla zaawansowanych nurków? Czy któreś z rozwiązań ma jakieś istotne ograniczenia?

Zintegrowany system balastowy to dziś standard.

Po pierwsze – co jest skrzydłem, a co jest jacketem?

Niby sprawa prosta, dla wielu wręcz oczywista, a jednak uważam, że pewne rzeczy należy sobie wyjaśnić. Sam pamiętam dyskusję z jednym – wtedy dużo bardziej zaawansowanym ode mnie – nurkiem. Nurkowałem wtedy w skrzydle Dive Systemu i nurek ten upierał się, że to nie jest skrzydło. Jego zdaniem skrzydłem można nazwać tylko „techniczną” konfigurację: płyta z uprzężą + worek. A to moje coś to co najwyżej jakaś hybryda – pomimo, że napełniany worek w Dive Systemie znajduje się na plecach, uprząż jest bardzo podobna do uprzęży z konfiguracji technicznej, ba, nawet ma pas kroczny, który nie występuje w jacketach i raczej rzadko pojawia się w rekreacyjnych rozwiązaniach. Co niejako skazywało na „skrzydłową banicję” mój sprzęt? Że wszystko było zintegrowane, nierozłączalne i miało dużo rozwiązań „rekreacyjnych”.

 

No to jak to jest w końcu?

Myślę, że po trochu każdy ma rację, bo nie ma jednej jedynej słusznej metodologii nazewnictwa sprzętu, nie ma ten temat poważnych studiów, a nazwy narzucają marketingowcy pracujący dla producentów sprzętu. Sami projektanci też nie ułatwiają nam sprawy, bo kiedyś typowo techniczne rozwiązania są teraz często wyposażane w wiele dodatków mających przyciągać uwagę klienta „rekreacyjnego”, a z kolei twórcy ambitniejszych konstrukcji rekreacyjnych oglądają się na rozwiązania stosowane przez zaawansowanych nurków.

Jacket Tusa
Rekreacyjny jacket – autorskie rozwiązania Tusy, wszystko fajnie działa i jest super wygodne, ale jednak wymaga zapoznania się z obsługą każdego, kto z tobą nurkuje. Jak zrzucać balast, do czego dodatkowy guzik inflatora.

Co jest jacketem?

To, co powoduje, że daną rzecz nazywamy skrzydłem lub jacketem, to kwestia wyboru rozłożenia worka napełnianego powietrzem. Jacket będzie miał pęcherz napełniany powietrzem nie tylko na plecach, ale też z przodu, wokół pasa nurka. To powoduje, że nurek po napełnieniu kamizelki na powierzchni wody zawsze znajdzie się ustawiony pionowo. Jest to bardzo bezpieczne rozwiązanie dla początkujących, mało pewnych siebie i swoich umiejętności osób. Instruktorzy też chętnie wybierają jackety do swoich szkół, bo wiedzą, że w razie kłopotu napełnią kamizelkę niesfornemu kursantowi, który natychmiast znajdzie się nad lustrem wody w pozycji pionowej i stabilnej. Naprawdę niewielka szansa by w tej pozycji najbardziej uzdolniony pechowiec był w stanie zrobić sobie kuku.

Jacket pod wodą może być całkiem wygodny, ale jednak sposób rozłożenia powietrza, rozbudowana przednia część powoduje, że jacket nie ma tej stabilizacji co skrzydło, często ustawia nurka lekko pod ukosem – głowa wyżej, nogi niżej. Dużo ludzi czuje się wtedy bardzo bezpiecznie, ale nie wie jak dużo energii (i powietrza, bo musi się bardziej „napedałować”) traci płynąc w mało ergonomiczny sposób. Dość często też sam jacket nie jest najbardziej opływowym rozwiązaniem.

Jeżeli decydujesz się na jacket, zwróć też uwagę na system zintegrowanego balastu (bo w dzisiejszych czasach decydowanie się na bcd bez tego patentu to moim zdaniem duża pomyłka – balast na pasie biodrowym to jest już przeszłość, o której należy jak najszybciej zapomnieć). Widziałem patenty, które się nie sprawdzały – wypadające kieszenie, zapięcia, które szybko się wyrabiały. No i co jak zgubisz kieszeń? Łatwo będzie kupić nową? Czy jest droga?

Tusa Xwing
Czy to jeszcze jacket czy już skrzydło? Worek jest na plecach, ale jest dużo dodatków rekreacyjnych.

Co jest skrzydłem?

Skrzydło całe powietrze rozkłada na plecach, wokół butli – i tu pojawiają się wariacje, bo worek po napełnieniu potrafi mieć kształt U skierowanego nóżkami w dół, albo O – tzw. Donut. Worki mogą być duże, małe, mogą być opinane różnymi gumkami lub nie, ale istotą tej konstrukcji jest to, że całe powietrze wpuszczone do worka rozmieszcza się na plecach. Co to powoduje?

Nurek pod wodą ma bardzo stabilną poziomą pozycję, co wpływa na jego opływowość, a więc zmniejszone opory podczas płynięcia. Z tego wynikają same plusy: nurek się mniej męczy, sprawniej płynie, ma mniejsze zużycie powietrza. Wada? A owszem, jest. Po wynurzeniu i napełnieniu worka nurek musi zapanować nad swoją sylwetką i najlepiej jest się położyć na plecy, utrzymanie pionu jest możliwe, ale nie jest naturalną pozycją, którą uzyskujemy po napełnieniu. Mniej utalentowany nurek może co i rusz lądować twarzą pod wodą, co może powodować zwiększanie stresu lub doprowadzić do wypadku (ale podkreślam, że trzeba mieć talent: wypluć automat, nie mieć fajki i zacząć łykać wodę).

Oczywiście są skrzydła, które producent ozdobił tyloma dodatkami i kombinacjami, że trudno stwierdzić, czy to jeszcze skrzydło, czy już jacket. Są i jackety tak proste w swej budowie i „ascetyczne”, że ktoś może je pomylić ze skrzydłem, ale moim zdaniem tu chodzi tylko o rozmieszczenie powietrza w worku danego systemu wypornościowego. A to czy system ma różne dodatki i bajery w postaci bardziej rozbudowanych inflatorów wyposażonych w dodatkowe systemy zrzutu powietrza, zintegrowane systemy balastowe, kieszenie akcesoryjne, itd., itp. – to rzecz wtórna. To, że nie możesz oddzielić worka od uprzęży, nie znaczy, że nie jest to skrzydło. Ba, choćby Tusa ma rozbudowane systemy, w których dużo elementów można zdemontować i wymienić.

Xdeep Ghost
Xdeep Ghost – skrzydło o rodowodzie technicznym skierowane do nurków rekreacyjnych – rozpinane szelki, dodatki pod szelkami podnoszące komfort.

To jest sprzęt dla zaawansowanych nurków, tylko nurkowie techniczni w tym pływają!

Często powtarzane są hasła, że skrzydła są bardziej zaawansowane i raczej przeznaczone do bardziej zaawansowanych nurkowań. Wiele razy słyszałem, że jacket to tylko dobre rozwiązanie do nauki, stawiania pierwszych kroków, a potem i tak wszyscy przesiadają się na skrzydła. Ludzie tak mówiący patrzą tylko przez pryzmat własnych doświadczeń i przekonań. Nie mają szerszej perspektywy. Na przykład na świecie znakomita większość nurków to nurkowie „rekreacyjnie rekreacyjni”. Nurkowanie traktują jako wakacyjną przyjemność, którą uprawiają może kilka razy do roku wyjeżdżając w różne bajeczne zakątki świata. Zatem pod względem popularności wygrywa na świecie jacket. Wynika to po części z tego, że – jest popularny. Tak. Popularny, bo popularny. Idziesz na intro nurkowe w resorcie*? Dostajesz jacket. Idziesz na kurs w resorcie – nurkujesz w jackecie. Wypożyczasz sprzęt z bazy? Są głównie lub tylko jackety. Widzisz innych ludzi na łodzi? Jackety. W sklepach przy bazach lub w bardziej popularnych nurkowo regionach głównie w ofercie eksponowane są jackety. Oczywiście ten trend będzie się lekko zmieniał, choć nie wróżę skrzydłu tego, że kiedyś prześcignie popularnością jacket.

Duzi producenci sprzętu sprzedawanego na całym świecie, Mares, Scubapro, Aqualung chociażby, mają w swojej ofercie skrzydła – te właśnie bardziej zaawansowane i niektórzy z nich nawet dość aktywnie promują tą gałąź swojej produkcji. Jest więc szansa, że za jakiś czas te proporcje się bardziej wyrównają.

Może to już rzadki widok, ale zdarzało mi się, że w tych resortach patrzyli na posiadaczy skrzydeł troszkę jak świadkowie pierwszego przejazdu automobilu lub startu pierwszego samolotu. Mieszanina niedowierzania, szacunku i zaciekawienia. Co to jest? Wygląda bardzo profesjonalnie. To poważny sprzęt.

Xdeep Ghost
Obrazek doskonale pokazuje jaka jest idea skrzydła – mało, albo nic z przodu, wszystko na plecach.

Skrzydło wcale nie jest poważniejszym sprzętem. Owszem, są konstrukcje, których zadaniem jest bezpieczna praca na dużych głębokościach, pod dużym obciążeniem. Zabawne, że te „poważne” skrzydła wyglądają raczej prymitywnie, ascetycznie.

Kilka gumek, jedna taśma, parę metalowych uchwytów i to jest zaawansowany sprzęt?

To prawda, że te „techniczne” sprzęty wyglądają bardzo topornie, ale w tym szaleństwie jest metoda. Przede wszystkim ogromną zaletą tych konstrukcji jest ich prostota. Za prostotą idzie bezpieczeństwo – rzeczy mniej skomplikowane są zwykle bardziej odporne, trudniej je zepsuć, łatwiej naprawić. Rzeczy proste łatwo jest obsługiwać i każdy wie lub szybko się domyśli jak je rozpracować.

Ogromną zaletą tych konstrukcji jest ich absolutna standaryzacja. Co z tego, że jeden producent ma takie kształty worków, takie kolory płyt i takie dodatki na inflatorze czy proponuje ci dodatkowe kieszenie albo patki podnoszące komfort – skoro najważniejsze połączenia, dziurki montażowe są i rodzaje montażu są takie same? Tak, możesz mieć worek xDeepa, uprząż Tecline, inflator Scubapro, a pasy do butli wraz z adapterem jeszcze od kogoś innego. Zepsuje Ci się jedno? Nie ma problemu, możesz wybrać innego producenta i wszystko będzie współdziałać.

Spróbuj to samo zrobić jak ci się popsuje lub zużyje coś z elementów typowego rekreacyjniaka popularnych firm. Owszem, często możesz nabyć części zamienne, ale tylko tej samej firmy, która wyprodukowała twoje bcd. O ile jest to w ogóle możliwe. Jak przebijesz sobie worek wypornościowy (niestety, wbrew pozorom zdarza się i taka przykra sprawa) – często nie można go w ogóle wymontować z konstrukcji. Poszła klamerka? Wszystko wszyte i nic tylko pruć. To są główne wady konstrukcji typowo rekreacyjnych – brak standaryzacji, raczej ograniczone możliwości wymiany elementów. Za tym idzie kolejna wada – każdy jacket każdego producenta (bo każdy dąży do tego by wymyśleć coś „bardziej” albo coś „więcej”) ma swoje unikalne rozwiązania. Zatem jeżeli jesteś skrupulatnym nurkiem, musisz w ramach przednurkowej kontroli zapoznać każdego swojego nowego partnera nurkowego z unikalnymi patentami zastosowanymi w twojej konstrukcji: jak zrzucać balast, jak rozpinać, jak używać inflatora.

Skrzydła podczas ubierania
Ogromna zaleta skrzydła przy ubieraniu, zero „przeszkadzajek” z przodu, które ograniczają ruchy, pochylanie się w szczególności.

Sam to obserwuję na kursach jak uczę kursantów na różnych jacketach. Jeden ma trzy guziki na głowicy inflatora, drugi ma guziki czerwone i blisko siebie. Kształt głowicy nie pozwala łatwo zidentyfikować, który przycisk jest do zrzucania powietrza, a który do pompowania. Muszę każdemu tłumaczyć: w tym jackecie wypuszczasz powietrze tak i tak, a w tym – inaczej, a jeszcze tu wygląda to nieco inaczej.

inflator A.P.A od Tusy
Rozbudowany inflator od Tusy. Fajny patent, ale jednak wprowadza nieco zamieszania przy obsłudze.

Te bardziej wystandaryzowane, uniwersalne rozwiązania nie mają takich problemów. Korzystając z wypożyczonego zestawu „zaawansowanego” raczej nie będziesz mieć problemu z identyfikacją sposobu użycia danego elementu. Fajne jest też to, że te kombinacje możesz dostosowywać do swoich potrzeb: możesz mieć bardzo lekkie i proste skrzydło, które świetnie sprawdzi się w podróżach lotniczych, gdzie każdy gram ma znaczenie. Możesz sobie rozbudować system o dodatkowe kieszenie, podkładki podnoszące komfort i rozpinaną uprząż prostymi klamerkami. Kolory też można dobrać pod swój gust, to już nie są tylko takie czarne, nudne wory dla ponurych rycerzy mroku. Chcesz mieć fajne skrzydło, które nie musi być lekkie? Znakomicie, kup sobie ciężką płytę stalową i już masz zapewnioną część balastu w postaci płyty – a ten balast masz pięknie rozłożony na plecach.

Jeżeli z pełną świadomością wybierasz najbardziej „konserwatywną” wersję skrzydła, tzw. DIR, gdzie uprząż zrobiona jest dosłownie z jednego kawałka taśmy, płyta jest prosta jakby ktoś ją wyciął na poczekaniu w garażu, jedynym ozdobnikiem czarnego worka jest proste logo producenta, a na szelkach jedyne dodatki to gumy żywcem wycięte z dętki i metalowe uchwyty w kształcie litery D to wiedz, że to wcale nie jest skomplikowany, zaawansowany sprzęt, tylko dla orłów. Jeżeli będziesz mieć dobrego nauczyciela, który nauczy cię dobrze to wyregulować i skonfigurować takie skrzydło to zakładanie i zdejmowanie wcale nie będzie trudniejsze od najbardziej wypasionych rekreacyjnych patentów.

worek OMS - U z gumkami
Kształt worka OMS – odwrócone U i jeszcze opięte gumkami, by powietrze równomiernie schodziło z każdej części worka.
Tecline Donut szeroki
To też jest donut, ale dużo szerszy. Brak gumek opinających wbrew pozorom w niczym nie przeszkadza.
Tecline Donut mały
Mały Donut od firmy Tecline.

No dobra, to co wybrać?

Tylko samodzielna próba da ci odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie spiesz się z zakupem i nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji. Pomyśl o tym, jak twoje nurkowanie może wyglądać za kilka lat, czy będą to raczej okazyjne wyjazdy, czy regularne nurkowanie tu w Polsce i za granicą. Kieruj się swoją wygodą i poczuciem bezpieczeństwa. Wiem, że w Polsce podejście do nurkowania jest nieco skrzywione. Strasznie duża część środowiska lubi lansować ten sport jako elitarną zabawę dla wybrańców i wszyscy powinni wyglądać jak rycerze, nurkować tylko w jedyny słuszny sposób (czarny skafander, czarne, ciężkie gumowe płetwy, koniecznie opanować pływanie żabą, umieć zawisać bez ruchu, mieć wiecznie spięte pośladki i srogą minę podczas skręcania sprzętu). Nurkowanie to zabawa. Może być poważniejsza, ale też może być po prostu zabawą – wakacyjną przerwą od problemów z powierzchni. Jeżeli więc pasuje ci jakiś rekreacyjny przez duże „R” jacket, nie przejmuj się – to ty masz mieć przyjemność z nurkowania.

Wiem, że chyba wskazałem więcej zalet tzw. skrzydeł technicznych, ale to dlatego, że sam dość szybko przesiadłem się na skrzydło i mi się bardzo spodobało. Znam jednak dużo ludzi, którzy nie zamieniliby swoje rekreacyjnej kamizelki na nic innego –  ba, sam mam swoją ulubioną kamizelkę Tusy i jeden – moim zdaniem – naprawdę fajnie pomyślany jacket Triborda. Nikt ci nie powinien mówić, w czym możesz pływać, a w czym nie. Jeżeli masz odpowiednie przeszkolenie, odpowiednią wiedzę i jest ci wygodnie w tym, czy innym rozwiązaniu to pływaj w nim. Testuj! Testuj, testuj! Korzystaj z tego, że są urządzane różne imprezy typu Demo Days, większość producentów lub importerów ma flotę testową. Nie bój się pytać i korzystać z wiedzy innych, ale pamiętaj, że doradcy, nawet najlepsi, nie znają twoich osobistych potrzeb i oczekiwań. Twoje ciało będzie najlepszym doradcą. Zwykle po jednym, dwóch nurkowaniach będziesz wiedzieć czy polubisz się z daną konfiguracją.

Ja tylko uprzedzam, że wierzę w świadomy wybór dopiero w momencie jak nurek zrobi jakieś pięćdziesiąt nurkowań (około, nie dosłownie). Wcześniej nie ma sensu sobie nic kupować poza maską, fajką, pierwszym komputerem ewentualnie i jakimiś akcesoriami. Po tych dwudziestu, trzydziestu nurkowaniach dopiero przekonamy się, że nurkowanie to jest nasz sport i być może już będziemy wiedzieć, w którą stronę będziemy się rozwijać w najbliższym czasie.

Tusa BCD
Taką pozycję domyślnie daje jacket. Jest poczucie bezpieczeństwa, ale na pewno nie jest to najbardziej opływowa sylwetka.
Jacket pod wodą.
Nurek w jackecie oczywiście jest w stanie uzyskać elegancką poziomą sylwetkę, choć wciąż ciężko mówić o idealnej opływowej sylwetce.

*) resort, nurkowanie resortowe, baza resortowa – tak mówimy o lokacjach, gdzie nurkowanie jest dużym biznesem turystycznym, bazy nurkowe i miejsca do nurkowania zlokalizowane są blisko dużych hoteli i do wody codziennie wchodzą tłumy.

Światło nurkowe w sam raz

Poczułem potrzebę wypowiedzenia się w temacie opisanym przez mojego dobrego przyjaciela, Pawła Kaczmarskiego (obecnego na forum Nuras.Info pod pseudonimem „pmk”), który na forum, oraz przez ostatnie dwa numery Nurasa dokonał fantastycznych testów latarek w grupie cenowej do tysiąca złotych. Paweł podszedł do tematu bardzo profesjonalnie, zrobił bardzo rzetelne porównanie parametrów dostarczonych do testów latarek. Dzięki temu otrzymaliśmy bardzo dobry zestaw informacji o latarkach, które z powodzeniem mogą służyć za główne światło dla rekreacyjnego nurka. Wcale nie musimy wydawać dwóch tysięcy polskich złotówek, uzbrajać się w ciężkie zasobniki z akumulatorami i bardzo profesjonalnie wyglądające głowice latarek zamontowane na uchwycie Goodmana. Jeżeli mamy dużo pieniędzy, kupujemy sobie światło ostrego, letniego, południowego słońca w bezchmurny dzień na Karaibach. Zdolne oślepić nawet już na wpół oślepłego nurka z odległości czterdziestu metrów. Dzięki takiemu światłu jesteśmy widziani z powierzchni, nawet jeżeli siedzimy na trzydziestu metrach najbardziej zabełtanego bajora, ale też musimy uważać, bo jakiś samolot może uznać, że właśnie wskazujemy mu naszym światłem miejsce lądowania. Świecenie sobie takim światłem w oczy nie tylko powoduje oczywistą ślepotę, ale też ścina białko w oczach i gotuje mózg na twardo. Odpalanie takiej latarki nie będąc w zanurzeniu dozwolone jest tylko w najgrubszych hutniczych rękawicach, gdyż obudowa osiąga temperatury godne powierzchni słońca.

Jeżeli jednak nie mamy na koncie nudzących się dwóch tysięcy złotych z jakimś miłym ogonkiem, wtedy zaczynamy eksplorować te niższe półki, omijane przez nurków technicznych i „technicznych” (czyli takich, co mają pieniądze, ale jeszcze nie umiejętności). Okazuje się, że wcale nie ma na tych półkach obrazu nędzy i rozpaczy, jest w czym wybierać, a światła sprzedawane jako „backup” wcale nie muszą być światłem zapasowym – używać tylko w ostateczności, jeżeli twoje główne boskie światło przestanie świecić swoją boską mocą. Okazuje się, że półki wręcz uginają się pod dużą ilością propozycji latarek rodzimej i zagranicznej produkcji – latarek mocnych, solidnych, wytrzymałych i świecących bardzo dobrą wiązką światła. Nie musimy kupować uroczo żółtych, plastikowych lampek, które środowisko uznaje jako dobre dla dzieci, albo pseudo turystów nurkowych w Egipcie. Mamy do dyspozycji solidne metalowe maczugi, które w razie czego mogą służyć za całkiem skuteczne narzędzie do samoobrony przed rekinami, czy nachalnymi nurkami, którzy próbują się przyssać do naszego powietrza.

Jak już wiecie, ja sam wybrałem Tecline’a LED US 15. Tecline to polska marka, sama latarka produkowana jest w Azji. Latarki porównywalne do Tecline LED US 15 znajdziecie w ofercie Gralmarine, Light4me, Light Monkey. Mowa tu głównie o latarkach w przedziale cenowym 300 – 400zł. Niektóre opcje będą droższe. Co mi się spodobało w Tecline to stosunek ceny do mocy i jakości latarki. Za trzysta z kawałkiem dostałem latarkę, dokupiłem porządne akumulatorki (zwracam uwagę, że wcześniej producent wypuszczał latarki z instrukcją zakazującą używania akumulatorków), do tego solidna ładowarka do akumulatorów (do latarki wkładamy trzy pociski, dobrze więc by ładowarka mogła ładować nieparzystą liczbę aku). Producent deklaruje dużą ilość lumenów. Tak dużą, że całe środowisko nurkowe (nawet to znające się na technicznej stronie świecenia) nie wierzy producentowi. Wiem tylko, że LED US 15 daje mi mocne światło na pięć, sześć normalnych nurkowań, potem moc światła spada i warto podładować aku.

Paweł do testów wyciągnął z Gralmarine latarkę KX Spot – nie widzę jej teraz w ofercie, rozumiem, że to chwilowe. Wersja KX Spot T może też być ładowana akumulatorkami R14. Wersja bez T może być tylko zasilana bateriami zwykłymi bądź alkalicznymi. Wymiary i kształt zbliżone do Tecline’a. Parametry także. Pawłowi jednak trochę bardziej przypadła do gustu Gralmarine – subiektywna to ocena. Rozumiem jeden zarzut wobec Tecline’a – żebrowanie wokół głowicy, które nie ma żadnego praktycznego zastosowania, za to świetnie zbiera drobne kamyczki i brud. Ja na to kompletnie nie zwróciłem uwagi, dopóki Paweł o tym nie napisał. Rzecz to względna, ale na pewno Gralmarine tu wygrywa, bo takiego żebrowania nie posiada. Gralmarine za to jest ciut droższy. Wybór należy do was, oparty raczej na zaufaniu do danych marek, niż na parametrach, bo te są niemal identyczne.

Mi za to w moje testerskie ręce wpadła latarka KX Narrow. Paweł miał ją wcześniej i zdołał wykonać wszystkie pomiary parametrów, pozwolę sobie więc tylko przedstawić te wyniki, a sam skupię się na wrażeniach z użytkowania. Pierwsza, najważniejsza rzecz to wielkość latarki – króciutka, poręczna i bardzo solidna latarka. Średnica podobna do tych poprzednich latarek, ale latarka jest za to o co najmniej połowę krótsza. Kapitalna więc latarka, tym właśnie wygrywająca z moim Teclinem i z KX Spot. Tamte to takie miecze dwuręczne. Spokojnie mogą służyć do zabaw w rycerzy Jedi. Jeżeli jednak mają sobie wisieć nieużywane, albo spoczywać w kieszeni podczas nurkowania, wtedy zauważamy ich nieporęczność. Kieszenie w naszej kamizelce, czy suchym skafandrze powinny być długie, żeby pomieścić te maczugi. A jak je powiesić, to warto jakoś jeszcze złapać dodatkową gumką by nie przeszkadzały zwisając bezwładnie. I tutaj wkracza króciutki KX Narrow, taki knypek chowający się niemal w pięści, ale nie jest to byle trzcinka, ale kawał granatu, który parametrami za daleko nie odbiega od dłuższych braci. Moc świecenia oczywiście niższa, długość świecenia na dostarczonym akumulatorze też słabsza, ale nie są to parametry złe. To fajna konstrukcja dla ludzi, którzy chcą mieć dobre, mocne światło, ale nie mają bądź nie lubią zajmować sobie miejsca długimi pochodniami. Taki „krasnal” spokojnie zmieści się w każdej kieszeni, a powieszony bez żadnej dodatkowej gumki przytrzymującej w ogóle jest niezauważalny. Jedyne, co przyprawia o ból głowy to cena. Jak zobaczyłem cenę tego skubańca to złapałem się za głowę. Ponad siedemset złotych. Wniosek jest taki, chcesz oszczędzić miejsce, musisz wydać więcej. W zestawie jednak od razu otrzymujesz akumulatorek i ładowarkę. Oczywiście zapewne można znaleźć akumulator o lepszych parametrach, bo ten w moim testowym zestawie po drugim nurkowaniu już nadawał się do ładowania – moc świecenia dość szybko spada.

Tym sposobem zauważyć jest łatwo, że przeciętny rekreacyjny nurek, który nie musi pod wodą kręcić filmu klasy kinowej, nie znajduje przyjemności w wypalaniu wszelkim wodnym stworzeniom oczu swoim super HIDem z akumulatorowym zasobnikiem wagi amerykańskiej półciężarówki, może spokojnie zaplanować swój latarkowy budżet w kwocie do tysiąca złotych.

Kłopot się robi, jak zapragniemy filmować nasze nurkowania, bo wtedy można kombinować nawet z tego typu latarkami, ale należy dokupić, albo zamówić u producenta odpowiednie rozwiązania (Gralmarine bez problemu prawie każdą swoją latarkę przystosuje do świecenia rozproszonym światłem), które spowodują, że te punktowe latarki zamienią się w lampy wideo, no i dla przykładu, żeby przyjemnie doświetlić plan filmowy podczas nocnego nurkowania musielibyśmy się wyposażyć w co najmniej dwie latarki typu LED US 15. Do tego trzeba pomyśleć o wygodnych ramionach dla latarek, połączonych z naszą kamerą, o jakimś uchwycie na to wszystko, no i pieniądze same uciekają w popłochu z portfela.

Powyższe grafiki i zdjęcia przygotowane przez Pawła Kaczmarskiego (pmk).

Artykuły Pawła dostępne są w numerze 44 i 45 z 2013 Nuras info.

Zapraszam do ich lektury, kawał solidnej roboty.

A na koniec jeszcze krótki filmik, który już gdzieś kiedyś publikowałem. Na filmiku zobaczycie, o ile „gorsze” jest światło Tecline’a od tego super boskiego światła 7 LED WIDEO. Nie porównujcie tylko właściwości oświetlenia. US 15 jest latarką punktową – sygnalizacyjną – służy do punktowego oświetlania i komunikowania się pod wodą (tak, podstawiamy latarkę pod maskę i udajemy ducha robiąc głupie miny). A 7 LED WIDEO to potężny zwierz do kręcenia filmów w totalnym mroku. Latarka mocą przyćmiewa pełnię księżyca, powoduje, że bledną gwiazdy, producent powinien na obudowie pisać, żeby nie celować światłem w inne planety, gdyż efekt może być podobny do tego, co potrafiła zrobić Gwiazda Śmierci z Gwiezdnych Wojen.