Podsumowanie GEPN 2014

W sobotę 13 grudnia o godzinie 17:00 odbyliśmy spotkanie Grupy Eksplorującej Podwarszawskie Nurkowiska podsumowujące kolejny rok naszej działalności. Kolejny intensywny rok, rok dużych imprez i coraz poważniejszych przedsięwzięć. Rok, w którym postanowiliśmy, że GEPN stanie się formalną strukturą i w ten sposób będzie można działać jeszcze skuteczniej promując nurkowanie i nurkowanie w Polsce, zwłaszcza tu u nas na Mazowszu. Miałem przyjemność przeprowadzić krótkie omówienie wydarzeń z kaledarza GEPN 2014 i zrobić krótkie podsumowanie dokonań, choć sam przyznałem się, że w związku z szalonym pomysłem zostania instruktorem nie mogłem uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach GEPNu w tym roku.

Pozostali prelegenci: Kamil Jakuza – opowiadał o tych najważniejszych imprezach: Pikniku, Big Jumpie i Sprzątaniu Świata. Adam Dynowski zdawał relację z nurkowania w ciekawej gliniance radzymińskiej, w której zatopione są wagoniki górnicze. Michał Gorzelak z kolei przypomniał nam uroki nurkowania w ECP, czyli już nieistniejącym nurkowisku w zalanych podziemiach elektrociepłowni pruszkowskiej.

Podsumowując ten rok w liczbach:

  • 34 imprezy GEPN w tym roku
  • 30 nurków – największa frekwencja nurków na imprezie GEPN, tyle osób nurkowało naraz – jak zwykle w Zielonce, przy okazji pikniku i sprzątania glinianek
  • 25 osób nurkowało na rozpoczęcie sezonu w maju, w Zielonce
  • 16 nurków na Diversnight
  • 15 nurków w Forcie Zbarż – popularność tego miejsca rośnie, warunki potrafią tam być czasem bardzo przyzwoite, o ile pogoda dopisuje
  • 14 nurków na Big Jump
  • 13 akwenów obnurkowaliśmy w tym roku, w tym
  • 9 nowych akwenów
  • 6 razy w naszej ulubionej zielonkowskiej Gliniance Kwadrat
  • i po 4 razy w Gliniance Mikołaj i Forcie Zbarż.

Występowaliśmy w telewizji, w radiu, prezentowaliśmy się na Nurgresie i targach Podwodna Przygoda, na festiwalu FreeFrog TV, przeprowadzaliśmy intra nurkowe w ramach pikników w Zielonce i w Grodzisku Mazowieckim.

Podsumowanie w wersji filmowej i kilka zdjęć ze spotkania:

 DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA

Mazowieckie nury

Czorsztyńskie

Ostatnimi czasy nie za dużo miałem okazji do czysto rekreacyjnych nurów. Po przejściu przez mordownię w postaci kursu instruktorskiego praktycznie zdołałem tylko dać nura w Jeziorze Czorsztyńskim (wyjątkowo podła wizura po tygodniu ulew, strasznie się wkurzyłem, bo chciałem pochwalić się przed znajomymi fajnym akwenem, a tu totalne mleko pod wodą) i resztę nurów zaliczyłem tu, niemal pod domem, czyli w mieście stołecznym Warszawa. Po pierwsze, w końcu miałem okazję sprawdzić Fort Zbarż.

DCIM100GOPRO

fortzbarz_planFort Zbarż to bardzo wdzięczna kałuża (tak się już przyjęło nazywać akweny, w których my, GEPNowcy, nurkujemy). Położona w samym sercu miasta, na Okęciu, tuż obok nowej „ekspresówki”. Dojazd ulicą Wirażową, auto stawiamy na parkingu przy budynku rozdzielni, tu także możemy się przebrać. Jest to o tyle genialne miejsce, że nocne tutaj są stu procentowo komfortowe. Latarnie przy parkingu oświetlają przebierających się, wszystko widać. Parking jest elegancki, wyłożony „ulubioną” kostką, więc jest gdzie się rozłożyć na płaskim i (w miarę) czystym ze szpejem. Żadnego stania w błocku, jak leje, żadnego poszukiwania sprzętu w trawie. Potem dwa kroki do wody i siup, znikamy pod wodą.

DCIM100GOPRO

Pod wodą akwen ma sporo do zaoferowania, choć nie jest zbyt głęboki. W zbadanej części do czterech i pół metra. Jest to jego naczelna wada. Nie mam nic przeciwko płytkim zbiornikom, ba, nawet je bardzo lubię. Jednak jeżeli jest to nieduży zbiornik i nie ma zdolności do szybkiego samooczyszczania, byle deszczyk powoduje, że wizura robi się kibelkowata. I właśnie tak miałem przy każdym z dwóch nurków, jakie tam ostatnio oddałem. Wciąż daję szansę zbiornikowi, bo jest ładnie położony, ma atrakcje pod wodą i przy wodzie. Jest w nim zatopiona żaglówka, jest sporo pozostałości po zabudowaniach, pod wodą wciąż na coś można się natknąć. Jednym z zaskakujących artefaktów, zdecydowanie współczesnych, była wanna z hydromasażem. Długi czas o tym dyskutowaliśmy z różnymi nurkami, że ludziom się chce poświęcać swój czas i energię by dotaszczyć taki kawał złomu do wody i tu to utopić. Wanna w pełni akrylowa, więc nie mam pewności czy poszła tak łatwo na dno. No nic, generalnie smutne jest to, że ludzie traktują zbiorniki wodne jako magazyny na rzeczy, których nie chcą oglądać. Nie dotyczy to tylko Mazowsza. Zostawmy jednak wannę, wróćmy do atrakcji – jest żaglówka, są zwalone drzewa, jest i bogate życie – dość łatwo spotkać dorodnego szczupaka. Dużą atrakcją są tak zwane koszary szyjowe, w których stoi woda. Zbyt daleko wpłynąć się nie da, nie ma tam też jakiejś znaczącej głębokości – ledwie dwa metry. Jest to dość niebezpieczne miejsce, w które wpływamy tylko w kasku. Wynurzyć, wynurzymy się w każdym miejscu, ale nieopatrzne dotknięcie ręką cegieł uzmysławia nam jak krucha jest to konstrukcja – cegły i zaprawa, które miały częsty kontakt z wodą, po prostu rozsypują się w rękach. Jest to jednak jedyne w swoim rodzaju miejsce nurkowe, drugiego takiego nie znajdziemy. Miejsce nie ma aktualnie żadnego przyznającego się do akwenu opiekuna. Trafiają się wędkarze, ale żadne koło tutaj oficjalnie nie działa. Teren należy do Agencji Mienia Wojskowego, ale wszyscy zaznajomieni z tematem zgodnie donoszą, że sama Agencja nie chce przyznawać się do miejsca, bo nic z nim specjalnie nie da się zrobić bez ogromnego nakładu pracy. Akwen powstał z wód podskórnych, których poziom kiedyś był sztucznie obniżany z pomocą sąsiadującej „fosy”. Połączenia między zbiornikami zarosły i się urwały, woda podeszła i tak już zostało. Co ciekawe, doniesiono nam, że owa „fosa” to też fajne miejsce, bo można złapać i z dziesięć metrów i wizura niezgorsza. Koledzy ograniczyli się do spuszczenia kamery, nic nie zarejestrowali i póki co nikt nie jest w stanie potwierdzić jaki jest stan tego drugiego zbiornika.

DCIM100GOPRO

Uważam, że Fort ma potencjał i może być fajnym nurkowiskiem, o ile pogoda będzie dopisywać. Mnie pokarała i dwa razy nurkowałem po niedawnych opadach. Za pierwszym razem na nocnym coś jeszcze było widać, za drugim razem – na dziennym nurku już czasami było tragicznie (ale wannę zdołaliśmy znaleźć!). Oba nurkowania organizowałem pod szyldem GEPNu. Na obu pojawili się stali bywalcy GEPNowskich nurkowań, z którymi mi się zawsze miło zwiedza mazowieckie kałuże, tłumów jednak nie było, jakby je pogoda lekko odstraszyła. Tym bardziej byłem mile zaskoczony frekwencją, kiedy skrzyknąłem nurkowanie w Zielonce.

DCIM100GOPRO

Zwiedzanie Zielonki obiecałem kilku osobom, które zabrałem ze sobą na Czorsztyńskie. Obiecałem im fantastyczną wizurę i w duchu tylko marzyłem, by pogoda była tym razem łaskawa. Zielonka jest bardziej odporna na deszcze i lepiej znosi ulewy, niemniej jednak każdy deszcz odciska jakieś swoje piętno na wizurze. Data została wyznaczona, pogodę prognozy obiecywały znośną, ogłoszenie na GEPN poszło, że robimy nura w weekend. Z mojej strony spodziewałem się około sześciu nurków i mogłem tylko zgadywać, ilu pojawi się nurków na ogłoszenie GEPNowskie. Jakież było moje zdziwienie, gdy na miejscu pokazało się trzynastu gotowych na nurkowanie, kilku z „opcją nurkowania” (w końcu na ich nieszczęście nie zdecydowali się zanurkować) i kilka osób towarzyszących. Potem jeszcze dotarł jeden spóźnialski nurek, kiedy my już bąbelkowaliśmy pod powierzchnią. Widzę, że popularność akwenu rośnie i nie dziwota, jest to obecnie najbardziej atrakcyjny nurkowy akwen w naszej stołecznej okolicy.

DCIM100GOPRO

Tym razem na brzegu dopisali także wędkarze, których staraliśmy się nie denerwować swoją obecnością. Dobrze żyjemy z zielonkowskimi wędkarzami i nie chcemy sobie psuć stosunków z nimi. Wybraliśmy więc wolne miejsce na wejście do wody, podzieliliśmy się na zespoły i zniknęliśmy pod powierzchnią. Uff, co za ulga. Wizura całkiem pyszna, jest co oglądać, ryba też chodzi, nigdzie się nie chowa. Od razu na dzień dobry dorodny szczupaczek. Szczupaki chyba się już do nas przyzwyczaiły. Nie zwiewają od razu na nasz widok. Tak jakby zdawały się mówić na nasz widok: „O, znowu te dziwne ryby z dziwnymi wypustkami na plecach i wielkimi oczami, produkujące straszliwą ilość bąbli”. Postoją, popatrzą na nas, dadzą się opłynąć, czasem udają, że są tylko szuwarem, że to wcale nie ryba. Jak już się zorientują, że nie daliśmy się nabrać, albo poczują, że nasza obecność jest dość irytująca, wtedy jeden strzał płetwy i tylko widać kłębek drobinek unoszących się w wodzie w miejscu, gdzie przed chwilą stał szczupak. Nurkowałem tym razem z Pawłem, obaj uzbrojeni w małe kamery buszowaliśmy między gęstwinami zielonkowskiej zieleniny w poszukiwaniu ciekawych ujęć. Zabrnęliśmy aż pod drugi brzeg, pokręciliśmy się po jeziorze regularnie gubiąc kierunek (w Zielonce często sobie pozwalam na ten luksus, do powierzchni blisko, wystarczy łeb wystawić na sekundę by zorientować się, którędy do domu), odkryliśmy tym razem tylko jednego raka i żadnych innych ciekawych potworów nie spotkaliśmy. Szczupaki dopisały jeszcze dwa, ale to już taki nasz zielonkowski standard, więc o czym tu się rozpisywać. W zielonkowskiej wodzie można siedzieć ile wlezie, póki butla się nie skończy, albo póki skóra z człowieka nie zejdzie (przeszedłem z ligi piankowców do ligi sucharów, więc ten problem mi odszedł). Spędziliśmy więc dobrą godzinę i zaczęliśmy powoli zwijać się do brzegu, jeszcze czekając na pozostałych, z którymi się umówiliśmy, że po godzinie chcemy zobaczyć wszystkie zespoły na powierzchni. W tym momencie nadeszły paskudne chmury i lunęło. Niespecjalnie nam to przeszkadzało, ale co poniektórzy musieli przebrać się z pianek (w wodzie nie zmarzli, bo już miała naście stopni). A że wystąpił urzekający widok ulewy na wodzie połączony z promieniami słońca przebijającymi się na chmury na horyzoncie, szybko jeszcze ciachnąłem kilka zdjęć przy brzegu. Z wody jednak kiedy wyleźć trzeba. Wyłaziłem z niej w pełni usatysfakcjonowany, wiedziałem, że mam kolejnych fanów akwenu na swoim koncie, już tylko czekać aż urządzimy tam nocnego nura, który jest specjalnością zielonkowskiej glinianki!

DCIM100GOPRO

Podsumowanie podsumowania

W dniu wczorajszym Grupa Eksplorująca Podwarszawskie Nurkowiska zaprosiła wszystkich zainteresowanych na podsumowanie tego roku. Było mi o tyle miło, że tym razem Znakomity Dyrygent Grupy, Kamil „Jakuza” Jaczyński zaprosił mnie do zrobienia i poprowadzenia krótkiej prelekcji, która zgrabnie podsumowałaby ten rok z GEPNem. Był to mój pierwszy rok z GEPNem, zaczęty gdzieś w okolicach kwietnia a tu proszę bardzo, już miałem podsumowywać ten rok działalności grupy na scenie mazowieckiej. Przygotowałem się więc do zadania jak najlepiej potrafiłem. Zebrałem wszystkie stosowne informacje, zdjęcia, filmy i relacje, jakie pojawiały się na fejsbukowym fanpage’u i oficjalnej stronie gepn.pl. Zliczyłem, dodałem, odjąłem, pomnożyłem i podzieliłem i wyszło mi, że GEPN jest ewenementem na skalę polską, jeżeli nie europejską, a może i światową.

Grupa była w tym roku bardzo aktywna, ostro udzielała się w różnych akcjach proekologicznych, dużo szumu robiła na temat nurkowania na mazowszu, bardzo przy tym przyczyniając się do robienia szumu w ogóle wokół nurkowania. Mi z tymi działaniami jest bardzo po drodze, gdyż sam sobie wręczyłem jakiś czas temu zadanie – misję (quest!), że będzie dzielnie i mocno propagować nurkowanie w Polsce i to właśnie też GEPN robi – pokazuje, że w Polsce można nurkować, że jest to nurkowanie fajne, nie zawsze ekstremalne. A do tego, da się też zanurkować na Mazowszu, co dla wielu może okazać się poważnym szokiem.

Zamknijmy więc w kilku liczbach ten rok 2013 z GEPNem:

W sumie ponad 20 nurkowań pod szyldem GEPN:

– 2 duże imprezy ekologiczne przy wsparciu lokalnych władz i społeczności

– 8 imprez nie tylko dla nurkujących (tym kilka o randze międzynarodowej)

– 21 zorganizowanych nurkowań wspólnych

– do 31 nurków uczestniczących w jednym wydarzeniu

– do 55 zarejestrowanych osób nienurkujących biorących udział w imprezie GEPN

A gdzie nurkowaliśmy:

– co najmniej 10 nurkowań w Zielonce

– co najmniej 3 wizyty w Forcie Zbarż (w końcu muszę odwiedzić ten akwen, koledzy na spotkaniu dużo dobrego opowiedzieli o tym zbiorniku)

– co najmniej 3 wizyty w jeziorze Mamucim (w tym roku jezioro nie zachwycało wizurą, a doniesiono mi, że bywało lepiej, zobaczymy za rok)

– 2 nurkowania w Gliniance Cietrzewia (niespecjalna to przyjemność, bo wizury tam raczej nie ma, ale za to nurkowanie praktycznie w centrum stolicy to jest coś!)

– w sumie do 9 akwenów odwiedzonych (w tym jako ostatni – ten w Parku Moczydło)

To naprawdę solidny kawał solidnej roboty. Pamiętajmy, że grupa jest nieformalna, jest to po prostu spontaniczna inicjatywa nie nastawiona na żaden zysk, czy reklamę. Oczywiście, dzięki Kamilowi, o GEPNie jest dość głośno. Kamil, człowiek mający duże doświadczenie w public relations, umie zrobić odpowiedni szum, wie, gdzie zadzwonić i z kim pogadać. O GEPNie więc można było usłyszeć co nieco na antenie kilku stacji radiowych, były relacje w lokalnej i ogólnokrajowej telewizji, nie mówiąc już o Internecie. O tym właśnie opowiedziałem zebranym słuchaczom, którzy wypełnili salę na wydziale archeologii na Uniwersytecie Warszawskim. Pokazałem im przy okazji cały kalendarz imprez GEPNu w tym roku, dodając krótki komentarz i na koniec puściłem im filmowe podsumowanie tego roku. Ucieszyła mnie reakcja zebranych ludzi, a zwłaszcza Kamila, który się autentycznie wzruszył. Było, nie było, tatuś całej afery. Może nie jedyny tatuś, bo tatusiów GEPNu podobno było kilku, ale obecnie widać w działaniach GEPNu głównie jego sprawną rękę. Dziękuję więc Kamilu za ten fantastyczny rok, za wspólne nurkowania, za wspólne imprezy, do których zapraszałeś mnie nie tylko jako uczestnika, ale i jako wsparcie organizatorskie. Kolejny rok przed nami, liczę, że równie intensywny i ciekawy. Każdego, kto jeszcze nie wierzy w udane nurkowanie w Polsce, a tym bardziej w okolicach stolicy, gorąco zapraszam do kontaktu z nami. To się da i to się da robić z dużą przyjemnością.

O to fragment mojej prezentacji, filmowe podsumowanie GEPN 2013:

7691_595040940532700_325797499_n

Foto 1. Diversnight. Sprawdzanie trzeźwości uczestników. 😉

967216_528636913839770_246513061_o

 

Foto 2. Chłopaki eksplorują Fort Zbarż. Pogoda nie dopisuje, ale humory – jak widać – owszem.

560041_553951101308351_1971892835_n

Foto 3. Lato w mieście, czyli nurkowanie w Zielonce – bez termokliny.

547306_573896479313813_665686565_n

 

Foto 4. Sprzątanie Świata. Sprzątanie Glinianek w Zielonce. Sadzenie pierwszego w kraju dębu „nurkowego”. Dąb „Nitrox” wciąż sobie spokojnie rośnie na plaży w Zielonce. Zapraszamy do odwiedzania.

44609_553951094641685_2128897304_n

Foto 5. Zielonkowskie nurkowania to praktycznie zawsze duża frajda.

1012213_543016495735145_623704778_n

Foto 6. Jezioro Mamucie. Big Jump. Jak zwykle duże wsparcie brzegowe jest nam bardzo pomocne.

1010333_543016995735095_811142217_n

Foto 7. Obowiązkowe zdjęcie pamiątkowe z akcji – tutaj Big Jump.

1048136_543015285735266_861368833_o

Foto 8. Jezioro Mamucie – taka ryba!

1383402_581735048529956_1134016874_n

Foto 9. Akcja – animacja stołeczna „Now We Move” przy Gliniance w Cietrzewii.

1377504_581734958529965_1311685487_nFoto 10. Now We Move – Michał „Domel” Dąbrowski z entuzjazmem opowiada o sprzęcie nurkowym.

GEPN 2013

14 grudnia o godzinie 18:00 odbędzie się coroczne spotkanie Grupy Eksplorującej Podwarszawskie Nurkowiska. Będzie cała śmietanka (dość tłustawa) mazowieckiego towarzystwa poszukiwania nurkowalnych kałuż mazowieckich. Będzie Kamil „Jakuza” Jaczyński (wyśmienity dyrygent grupy), będzie Paweł Kaczmarski (nadworny światłolog grupy), będzie Michał Gorzelak (nadworny wybitny model do zdjęć i dostawca humoru do naszej ponurej rzeczywistości), będą wreszcie prelekcje (powyżej wymienionych – nie wszystkich i niewymienionych kilku) a potem będzie zabawa znakomita w pobliskiej Harendzie. Będzie też kawałek telewizji FreeFrogTV. Zatem zapraszam serdelecznie!

Będzie podsumowanie sezonu, opowiemy o naszych dokonaniach i zaplanujemy działania na przyszły rok. Oprócz prelekcji będzie można zobaczyć wystawę fotografii podwodnej z mazowieckich akwenów oraz oczywiście porozmawiać o nurkowaniu w Warszawie i okolicach.

Plan prezentacji:
– Podsumowanie sezonu – Kuba Cieślak.
– Proekologiczne akcje nurkowe GEPN – Kamil Jaczyński.
– Fort Zbarż i Jeziorko Mamucie – Michał Gorzelak.
– Prezentacja projektu Medycyna pod Ciśnieniem – Magdalena Starek i Łukasz Stelmaszczyk.

Kiedy? SOBOTA 14.12.2013, start: 18:00.
Gdzie? Instytut Archeologii UW // Krakowskie Przedmieście 26/28
Wstęp WOLNY

GEPN Sprzątanie Świata – Glinianki Zielonka

Galeria

Ta galeria zawiera 40 zdjęć.

W dwóch słowach podsumuję kolejną edycję Sprzątania Świata w wykonaniu GEPN. To była trzecia już impreza zorganizowana przez GEPN w ramach akcji Sprzątanie Świata. A akcja świętowała w tym roku swoje dwudziestolecie, w związku z tym dostaliśmy do posadzenia jubileuszowy dąb. … Czytaj dalej

Po nurkowaniu w eterze

Byliśmy, gadaliśmy, poszło szybciutko. Szkoda, że tak krótko, obaj z Pawłem mamy gadane i moglibyśmy tak dłuuugo, ale pan prowadzący nas skracał (i słusznie). Powiem szczerze, że ledwo cośmy zdążyli, bo z nurka wyszliśmy 22:10, a tu jeszcze się przebrać, sprzęt rozłożyć i przejechać pół Warszawy. Nerwów trochę było, ale dotarliśmy na czas. Kto nie słuchał, ten może sobie wejść w TEN ARTYKUŁ i tam jest ikonka prowadząca do nagrania naszej rozmowy w audycji.

Przedstawiliśmy GEPN, opowiedzieliśmy o tym, dlaczego da się nurkować także w Warszawie i okolicach. Przekonywaliśmy, że nie jest to ekstremalne doznanie i że jest nawet fajnie. Mam nadzieję, że kogoś zachęciliśmy do nurkowania z GEPNem, do nurkowania w ogóle w Polsce i w ogóle – do nurkowania! Choć o tym mogłem jeszcze długo opowiadać. Na to mi zabrakło czasu. Co i rusz spotykam się ze zdziwieniem gdy tłumaczę komuś niewtajemniczonemu, że nurkuję głównie w Polsce. „Jak to? To u nas się da?” zwykle słyszę. W oczach przeciętnych śmiertelników wody u nas są ciemne, zimne, brudne, nieprzejrzyste i ogólnie syf i malaria. Kochani, mamy piękne i czyste (jeszcze) zbiorniki, w których można fajnie nurkować. Są zbiorniki dla zielonych nurków, gdzie można przyjemnie i bezpiecznie nurkować na niewielkich głębokościach, mając widoki jak w akwarium. Dla ambitnych są ciemne i niebezpieczne głębiny, strome ściany i widoki księżycowe, ale nie jest to jedyna okoliczność, z jaką w Polsce mamy do czynienia. Uwierzcie, nie trzeba jechać do Egiptu by fajnie i „nieekstremalnie” zanurkować.

czworka_audycjaBędę Was jeszcze o tym niejednokrotnie przekonywać. Do przeczytania, usłyszenia, bądź zobaczenia!

Narty, Zielonka i Mamucie

Nadrabiam zaległości. Powinienem częściej tu zaglądać i opisywać kolejne nurkowania, ale prawda jest taka, że co weekend praktycznie mam okazję ponurkować, więc korzystam, korzystam. A trzeba przecież opisać ostatni długi weekend. Długi weekend nurkowy w moim przypadku zaczął się 26 maja. Umówiłem się z dwoma forumowiczami: Andrzejem „Gazelą” i Jackiem „Braniolem” na wspólny wypad poznawczy (jak już wcześniej pisałem, forum jest doskonałym miejscem do poznawania innych nurków i umawiania się na wspólne wypady, czy nawet pozyskiwania stałych partnerów do nurkowania). Wybrałem na tę okazję moje ulubione jezioro Narty. Oni jeziora nie znali, miałem więc przyjemność być przewodnikiem w trakcie tej wyprawy. Nie tylko więc była to okazja do sprawdzenia się, czy pomiędzy nami wystąpi zgodność charakterów by jeździć dalej (choćby na ulubioną przez Gazelę Hańczę), ale też do sprawdzenia nowej konfiguracji kamery – uczyniłem samodzielnie coś na kształt uchwytu do kamery.

2013-06-02 11.51.44

Foto 1. „Uchwyt” z obudową i latarką.

Takie stabilizujące ustrojstwo, które chwytam pod wodą w dwie łapy, żeby obraz nie latał jak dziki (kręcenie „z czoła” nie jest dobre na dłuższą metę) i do którego przymocowana jest latarka z (na razie ograniczoną) możliwością ustawiania jej pod różnym kątem. Wyszło to całkiem nieźle, trzeba było to teraz przetestować w warunkach bojowych i zobaczyć, czy się sprawdza. Załadowaliśmy się więc w auto i pomknęliśmy nad Narty. Tu właśnie wskazuję wam na dużą przydatność forum. Można nie tylko znaleźć ewentualnych partnerów do nurkowania, ale też pracować nad optymalizacją kosztów wyjazdów. Paliwo teraz drogie, dobrze jest się umówić w jedną grupę, załadować w jedno auto i zrzucić na paliwo. A jak jeszcze do tego ktoś posiada zatankowane na weekend służbowe auto to już jest po prostu niebiańsko! Taki właśnie scenariusz przećwiczyliśmy jadąc nad Narty i mówię wam, że temat jeszcze nieraz powtórzę, bo było znakomicie, znalazłem sympatycznych kompanów do nurkowania i kosztowo takie wypady wyglądają super. Zaczęliśmy zwiedzanie Nart od nieznanej mi wschodniej strony, od bazy Akademii Podwodnej. Co nieco poczytałem sobie o tej stronie. Akademia przygotowała kilka atrakcji w swoim obszarze – mamy platformy do ćwiczeń, kilka zatopionych „atrakcji” (stara żaglówka – Orion bodajże, karoseria trabanta) i do tego podwodny las. Do tego dochodzi poręczówka, która prowadzi po sznurku po tych punktach. Co prawda nie skręca do lasu, ale resztę można zaliczyć trzymając się poręczówki. My mieliśmy plan by zacząć od podwodnego lasu, wrócić do poręczówki i popłynąć wzdłuż atrakcji. Okazało się jednak, że długa zima odcisnęła swoje piętno na wszystkich jeziorach w Polsce. Lód, który zszedł dopiero w kwietniu, spowodował, że jeziora wciąż są „zabełcone”. To wszystko, co już dawno powinno opaść na dno o tej porze roku, wciąż unosi się w toni skutecznie ograniczając widoczność. Do tego dość kapryśna pogoda, liczne deszcze nie poprawiają sytuacji. Narty więc z tej strony przywitały nas metrową widocznością przy brzegu. Nie bawiliśmy się więc w odejście od poręczówki, bo potem nigdy  byśmy jej nie znaleźli. Szliśmy równo po sznurku. Widoczność czasem się poprawiała tak do dwóch metrów, ale średnio to było jakieś półtorej metra. Ogólnie w takich warunkach zwiedzanie sztucznych atrakcji i dna nie przyniosło żadnych mocniejszych wrażeń. Wrócę tu jednak na pewno, bo baza jest bardzo wygodna, podwodny las kusi, no i dobrze wiem, że to jezioro potrafi zaoferować znakomitą widoczność. Drugiego nurka daliśmy z dobrze mi znanej i już przeze mnie opisanej strony północno zachodniej. Tu widoczność była nieco lepsza, ale też nie oszałamiająca. Ryb strasznie mało, ale chłopakom się bardzo podobało. Trochę się powygłupiali przed kamerą i po nurku zaklinali się, że będą chcieli powtórzyć to jezioro. Ja przetestowałem swój cudowny nowy uchwyt. Fajny nawet, choć i nim muszę nauczyć się dobrze pracować. Muszę też dopracować uchwyt dla latarki, ale poza tym jestem z siebie dumny jak paw, bo koniec końców przygotowałem od podstaw cały całkiem złożony sprzęt podwodny. Myślę, że sam sobie mogę przygotować odpowiednią plakietkę z certyfikatem, którego jeszcze nie wymyśliło i nie zaczęło sprzedawać (wraz z odpowiednim kursem) PADI – nurek konstruktor. A może sam zacznę szkolić i certyfikować?

No dobra, ale to był początek długiego weekendu nurkowego, w trakcie którego chciałem możliwie dużo ponurkować. Niestety, nastąpiła poważna awaria w organizmie. Proszę pamiętać, żeby dbać o swoje cielsko i odnosić się do niego z należytym szacunkiem, bo bydle gotowe zemścić się w najgorszym momencie. Siedźcie sobie potem w domu przykuci do krzesła i dławcie w sobie wściekłość na samą myśl, że właśnie ktoś gdzie rozpoczął nurkowanie, w którym mieliście brać udział. Ja miałem albo pojechać poznawać z Gazelą jezioro Piaseczno w okolicach Lublina, albo miałem eksplorować z GEPNem fort Zbarż. Zamiast tego kitowałem w domu z powodu naciągniętego mięśnia. Intensywna kuracja maściami, pigułkami i masażem (dzięki stokrotne, moja droga Żono) mięśni i w piątek mogłem pojechać na szybkiego nurka w Zielonce. Towarzystwo nie byle jakie, bo sam Kamil Jakuza Jaczyński był mi partnerem, a wokoło nas kilku starych znajomych z poprzednich imprez GEPNu, ale i też moich znajomych z wspólnych wypadów z Best Divers. Zielonkę już wam opisywałem. Zbiornik nie jest duży, nie jest głęboki, ale bogactwo litoralu, wspaniałe rdestnice, oraz gęsto rosnąca moczarka dają ciekawe środowisko do eksploracji. Znajdziemy tu obalone drzewa, zalane pomosty dla wędkarzy. Tym razem jednak szczupaków i raków nie wypatrzyłem, czego żałuję okropnie. Tutaj widoczność też była gorsza od tej, którą miałem poprzednim razem. Dziękujmy intensywnym deszczom za taki stan rzeczy.

976552_4901636579700_1874735385_o

Foto 2. Znany i ceniony w warszawskim środowisku imć Jakuza, czyli Kamil Jaczyński, ojciec założyciel Grupy Eksplorującej Podwarszawskie Nurkowiska.

977793_4901636739704_888009893_o 705136_4901637619726_889681629_o

Foto 3 i 4. Zielonka malownicza pod wodą.

Pamiętajmy, jeżeli mamy kilka dni intensywnych opadów, nie spodziewajmy się cudów pod wodą. Jeżeli do tego wszystkiego mamy całą noc ulewy, w zasadzie nurkowanie w małym zbiorniku możemy sobie odpuścić. To jest cenna lekcja, którą wyniosłem z sobotniego nurkowania. Już w trakcie nurkowania w Zielonce ogłosiłem mój plan nurkowania w jeziorze Mamucim. Co nieco na jego temat pisał i opowiadał Kamil Jakuza Jaczyński, chwaląc ten akwen i reklamując jako najfajniejszy zbiornik dla warszawskich nurków (majestatyczne ścianki, ciekawa rzeźba dna, bogata roślinność przybrzeżna, ryby). Jezioro położone jest tuż przy obwodnicy Garwolina. Zatem dość szybko znalazłem grupę chętnych do wspólnego zbadania jeziora Mamuciego. Do mojego zespołu złożonego z Jacka i Gazeli dołączył Przemek i Magda. Tak silną ekipą ruszyliśmy w stronę Garwolina. Tajną drogę dojazdową – bardzo złożoną – wyłożył mi sam Jakuza, który akurat tym razem nie mógł z nami jechać. Dotarliśmy nad wodę bez problemu, instrukcje były bardzo precyzyjne. Oczywiście sam podjazd pod brzeg był trudny z powodu nocnych ulew. Okropne błocko, wielkie kałuże. Nurkowanie jednak wymaga poświęceń, jakoś się żeśmy dostali na brzeg, przebrali w sprzęt i do wody. Pierwszy problem – awaria sprzętu. Gazeli poszedł inflator, rozszczelnił się plastik przy szybkozłączce. Próby uszczelnienia nie dały efektu, Gazela stwierdził więc, że nurkuje bez zasilania kamizelki. Nabił kamizelkę na powierzchni i potem już tylko upuszczał powietrze. Trochę ryzykownie, ale nie byliśmy na Hańczy, więc wierzyliśmy, że damy radę. Zanurzenie i kolejna niespodzianka. Widoczność tylko czasami nieco lepsza od tej, którą mieliśmy w Gliniance Cietrzewia. Niewiele miejsc, gdzie sięgała półtorej metra, głównie rzędu pół metra, a czasem nawet gorzej. Czasami nawet nie wiedziałem, że wbijam się w dno. Tak fatalnych warunków nie miałem jeszcze nigdy. Po prostu jakbym pływał w rozcieńczonym mleku. A przecież sam Jakuza chwalił ten zbiornik za niezłą widoczność, na forum też pisano, że widoczność potrafi być niezła, choć oczywiście jezioro pod tym względem bywa kapryśne. Niestety, nauka dla nas taka, by bezpośrednio po ulewach nie zbliżać się do podobnych zbiorników. Kilka zdjęć wykonałem w miejscach, gdzie było coś widać, ale ogólnie byłem mocno zniesmaczony. To miał być intensywny okres nurkowy, liczyłem na ciekawe wrażenia, a głównie spotykały mnie rozczarowania. Pogoda dla nurka ma znaczenie. Niby jest nam kompletnie obojętnie, czy pada, czy świeci słońce – przecież mamy grube skafandry i żadne warunki atmosferyczne nie są nam straszne. Jednak brzydka pogoda wpływa na środowisko, w którym nurkujemy. Należy o tym pamiętać planując nurkowania, a czasami zwyczajnie po intensywnych ulewach należy poważnie się zastanowić czy jest sens nurkować w danym miejscu.

976767_4903758152738_2026764555_o 980204_4903756752703_1513834808_o

Foto 5 i 6. Kilka miejsc na Mamucim, gdzie dało się coś zobaczyć i zrobić zdjęcia. Głównie przy brzegu – na płyciźnie.

Glinianki Zielonka

Krakusy mają swój Zakrzówek, Warszawiacy nie mają nic, a raczej dotąd wydawało mi się, że nie mamy tutaj kompletnie nic. Na Mazowszu głównie króluje piasek i sosna, jest płasko, płyną różne rzeki. Jednak albo mamy tutaj zbiorniki, do których bym nogi nie włożył, albo można zanurzyć się najwyżej po pas. No i proszę, jednak tragedii nie ma. Coś jednak się znajdzie. Dla chcącego nic trudnego. Ot choćby Glinianki w Zielonce. Przeczytałem o nich na forum i na Facebooku, przy okazji zaproszenia z Grupy Eksplorującej Podwarszawskie Nurkowiska. Z początku myślałem – pewnie szału nie ma, da się zanurzyć, ale jak widać coś na pół metra to będzie dobrze. No i zapewne do oglądania są głównie puszki po kukurydzy i po piwie.

Pierwsza okazja do sprawdzenia tego akwenu pojawiła się przy okazji imprezy organizowanej przez G.E.P.N. – otwarcia sezonu nurkowego 2013. Mnie niestety dopadł okrutny katar i rzuciło mi się na gardło. Musiałem zrezygnować. Na szczęście odezwała się do mnie na forum Nuras.info AsiaTKD, która też nie mogła załapać się na tamtą imprezę. Zgadaliśmy się szybko, ustaliliśmy plan, ogłosiliśmy się na forum i Facebooku. Znalazło się kilku chętnych, umówiliśmy się na 11:00 nad wodą. Oczywiście wszyscy zaliczyli spóźnienie, ponieważ w tym samym czasie połowa Warszawy rozpoczynała długi weekend majowy i właśnie próbowała wyjechać wszystkimi możliwymi drogami za miasto. Swoje odstaliśmy w obowiązkowych korkach przy Marsa i na Żołnierskiej i szybko uciekliśmy w boczne uliczki by dotrzeć do Zielonki na ulicę Spacerową. Nieutwardzona droga prowadzi między domkami letniskowymi, docieramy do parkingu, z którego prosta ścieżka prowadzi nad wodę. Niecałe 100 metrów pozostaje do pokonania na piechotę. Bierzemy więc skrzynie ze sprzętem i maszerujemy nad wodę. Glinianka już z brzegu prezentuje bogactwo roślinności podwodnej a także zaskakującą przejrzystość. Słonko grzeje, pogoda przyjemna, choć w radiu trąbią o zbliżających się do nas chmurach burzowych. Trzeba więc ruszać do wody. Wejście jest dość strome i śliskie. W wodzie natychmiast kończy się grunt pod nogami. Ustalamy trasę spływu i znikamy pod wodą. Roślinności rzeczywiście jest tyle, że wciąż człowiek przedziera się przez chaszcze. Nie jest to jednak specjalnie trudne, za to w gęstwinie kryją się szczupaki, inne ryby, rybki, raki. Są zwalone drzewa, jest kilka łączek, które pozwalają osiągnąć dno (3 metry głównie, choć podobno są miejsca głębsze). Widoczność mniej więcej na cztery metry, temperatura wody koło dwunastu stopni, warunki więc bardzo przyjemne. Ja niestety nie natrafiam na raki, ryb też za dużo nie spotykam, ale jestem usatysfakcjonowany, bo udaje się obejrzeć dwa szczupaki, no i jestem miło zaskoczony czystością akwenu. Już wiem, że zawsze w ostateczności mam dyżurny zbiornik, w którym można się pomoczyć całkiem przyjemnie, do którego dojazd nie trwa kilku godzin. Głęboko nie jest, ale nie przeszkadza mi to wcale. Mam nadzieję, że zbiornik zyska jakąś popularność, może znajdą się chętni by zrobić jakieś ułatwienia dla nurków, wygodniejsze zejście, jakieś poręcze do suszenia ciuchów. Fajnie by było, ale teraz też jest fajnie. Ja mam rozpoczęcie sezonu za sobą, przy okazji przetestowałem kręcenie kamerą GoPro, szczęśliwy, że wreszcie będę miał jakieś pamiątki z wycieczek podwodnych. Zamierzam powtórzyć wizyty w Zielonce, zapraszam chętnych. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie przeszkadzać wędkarzom (a najlepiej jest dać znać o nurkowaniu lokalnym władzom kółka wędkarskiego), których stanowisk nie brakowało. Trochę się wędkarzom dziwię, bo miejsce wybrali sobie wybitnie trudne ze względu na bogactwo roślinności, choć rzeczywiście ryba tu pływa. Szczupaki raczej wymaganego wymiaru nie miały, ale kiedyś podrosną, prawda? 🙂

A na koniec film z nurkowania:

I kilka zdjęć:

Skręcanie sprzętu

DSC_0075

Aska, sprawczyni całego wydarzenia

DSC_0105

Doposażony i obwieszony gadżetami. Następnym razem biorę jeszcze telewizor i lodówkę z zimnym piwem

DSC_0109

Na pomost!

DSC_0079

Ptactwa wodnego pod dostatkiem było

DSC_0180

No to my się żegnamy

DSC_0128

Grupa w szyku

DSC_0121

Państwo na mnie czekają?

DSC_0117

Juhu!

DSC_0111