Zakrzówek

Ten historyczny artykuł ma teraz zupełnie inny wydźwięk, kiedy Zakrzówek zniknął z mapy polskich nurkowisk. Owszem, da się tam teraz zanurkować, ale jest to strasznie logistycznie szalony pomysł. A sam sposób, w jaki Kraków „pozbył” się najlepszej bazy szkoleniowo rekreacyjnej dla nurków w Polsce to jest też niezły materiał na osobny artykuł. Artykuł oryginalnie opublikowany we wrześniu 2012r

Tytułem przypomnienia o sobie, w ramach udowodnienia, że nie zdechłem, ani się nie znudziłem blogowaniem, postanowiłem skrobnąć kilka słów na temat Zakrzówka. W planach mam by na Nurkologa wrzucić dużą ilość opisów polskich zbiorników „nurkowalnych”. Zacznę od tych, które ja znam, potem chciałbym pozbierać najciekawsze opisy innych zbiorników, które mam nadzieję sam odwiedzić. A po wizycie postaram się szybko dać swój opis danego nurkowiska. Zaczniemy od Zakrzówka.

Zazdroszczę Krakałerom takiego zbiornika pod nosem. Zakrzówek dostali po prostu w prezencie i umieli ten prezent wykorzystać w sposób znakomity. Zazdraszczam im tego okrutnie. Stołeczni nurkowie są na kompletnie straconej pozycji. Gdzieś czytałem o jakimś sztucznym zbiorniku, jakichś zalanych silosach, ale podobno temat umarł, bo było za mało zainteresowanych. Są też różne glinianki eksplorowane przez ambitną Grupę Eksplorującą Podwarszawskie Nurkowiska. Kibicuję chłopakom, ale jak dotąd brak spektakularnych sukcesów. Głównie jakieś błotka z minimalną widocznością i wielkością kilku wanien. Jest jakaś tajemnicza zalana elektrownia, ale warunki też tam raczej dla doświadczonych i odważnych nurków. A nasi drodzy podwawelscy bracia mają akwen pełną gębą i to niemal w samym centrum miasta. Nic tylko wrzucić sprzęt do autobusu miejskiej komunikacji i prosto z jego drzwi wskoczyć do wody. Zaraz po pracy zrelaksować się szybkim nurem, wyciągnąć tylko butlę, sprzęt i hop do wody. Czegoś brakuje, albo trzeba dobić butlę? Nie ma problemu, lokalna baza jest „wszystko mająca”. Sprężanie w try miga, sprzętu nie brakuje. Do tego porządne wiaty dla grup nurkowych, parking. Na paskudne tojtojki i smutnego pana od gastronomii (co najgorsze, ustawionego świetnie, bo nie ma tam żadnej konkurencji dla jego średniutkich i wyśrubowanych cenowo usług) spuśćmy zasłonę niepamięci. Te detale nie psują obrazu całości czyli okoliczności przyrody. Nie dość, że Krakusy mają swój pełnowartościowy, głęboki akwen, to jeszcze tak malowniczy, że szczęka opada. Zakrzówek poznałem we wrześniu, więc już paleta barw jesienna – to powinien opisać poeta. Piękne skałki tworzą pionową ścianę strzelającą wysoko w górę ponad taflę wody. A na jej szczycie las. Wszystko tak schowane w niecce, że miasta ani widać, ani słychać. Zupełnie jakby człowiek został teleportowany gdzieś w kompletną głuszę. Kolejny powód do zazdrości. Urzeczony tymi widokami uzbraja się człowiek w sprzęt, zarzuca butlę i wskakuje do wody. A raczej maszeruje, bo na nurkowanie można wmaszerować dwoma wygodnymi, łagodnie opadającymi ścieżkami. A dokładniej drogami. Warto poczytać o Zakrzówku w Internecie. Ja tylko wspomnę, że jest to zalany kamieniołom, więc pod wodą dość szybko zauważamy pierwsze ślady działalności ludzkiej ręki przy kształtowaniu ścian zbiornika. Przejrzystość wody potrafi zaskoczyć tych, którzy lubią tylko ciepłe morza. Potwierdzam to, bo na Zakrzówek udałem się niemal prosto z włoskich nurkowisk. Porównanie miałem idealne i Zakrzówek nie ma się czego wstydzić. Oczywiście, nurkowie potrafią zabełtać wodą, a akwen należy do bardzo popularnych, zatem na pewno jest wiele dni, kiedy przejrzystość nie oszałamia. Jest to jednak głównie zasługa machających płetwami. Tam chyba nie ma dnia wolnego od obecności nurków, a tym bardziej takiego, żeby nie trwał tam jakiś kurs. W weekend, w który ja tam zdobywałem stopień AOWD, wokoło toczyło się kilkanaście kursów. Wszystkie wiaty zajęte były przez różne grupy nurkowe, kilka kursów OWD, co najmniej trzy kursy Rescue, ciekawe ile jeszcze innych nie zauważyłem. A ilu wtedy nurkowało tylko rekreacyjnie? Trudno powiedzieć. Parking był zapełniony samochodami, nie było pustego miejsca. Nie myślcie tylko sobie, że wpłynęło to na komfort nurkowania. Można podejrzewać, że woda Zakrzówka powinna przypominać wodę gazowaną zaraz po otwarciu butelki, albo jacuzzi większych rozmiarów. Nic podobnego, Zakrzówek jest na tyle duży, że grupy się rozpraszają. Do tego jest cała masa atrakcji dla kursantów – tory przeszkód dla trenujących pływalność, lustra, platformy do ćwiczeń. Do tego jeszcze masa złomu zatopionego dla podniesienia atrakcyjności. Akurat moim skromnym zdaniem większość tych bajerów jest zupełnie zbędna. Akwen broni się sam w zupełności swoją naturalną urodą. Uważam, że niepotrzebnie usiłuje się go uatrakcyjniać. Jakieś radiowozy, nyski, komputery – po co to komu? Człowiek ma wrażenie, że zamienił się miejscami z rybami w akwarium i że go wsadzono do jakiejś sztucznej szklanej kostki z plastikowymi skrzyniami ze skarbami, statkiem piratów i przyklejonym zdjęciem roślinek wodnych. Jest tam jednak kilka wyjątków, które robią wrażenie. Stary Ikarus zatopiony na 18 metrach i korpus samolotu na 12 metrach. Bledną jednak w moich oczach wobec genialnych ścianek i „Bajkowego Lasu”. Dużą atrakcją są też ryby. Absolutnie przyzwyczajone do widoku nurków, nie czmychają tak szybko jak ich kuzynki z innych zbiorników. Radosny to widok, jak całe zgraje tych cwaniaków siedzą w cieniu platformy, człowiek zagląda tam do nich i ma wrażenie, jakby ich spojrzenia wyraźnie mówiły: „A pan do kogo? Czy był pan umówiony?”. Amatorzy głębokich zanurzeń znajdą miejsca rzędu 30 metrów. Widoki tam też bajkowe. Słyszałem dużo o zalegającym tam siarkowodorze, który pogarsza widoczność. No to nie w tym miejscu, w którym ja siedziałem, czyli na 27 metrach za Bajkowym Lasem. Tam ten bełt wziął i się schował a wizury nie można było krytykować, no do momentu aż nie trzepnęło się o dno i wtedy wiadomo co…

Uznaję więc Zakrzówek za bardzo fajne miejsce. To niesprawiedliwość dziejowa, że oni tam mają taki fajny zbiornik a my tu kompletnie nic. Jedynie nie zazdraszczam im tłumów, które pewnie dość regularnie muszą się tam tłoczyć w letnie dni. Ja tam chętnie jeszcze wpadnę, ale będę celował w mniej popularne daty.