Archiwum kategorii: sprzęt

Światło nurkowe – jak wybrać to pierwsze?

Czym się kierować?

Na co zwrócić uwagę a na co uważać?

Na ten temat miałem plan nakręcić serię filmów. Niestety, póki co nie mam warunków by osiągnąć zadowalające mnie efekty, zatem pozwólcie, że wrócę do formy pisanej i przedstawię ten temat na piśmie.
Nurkowe światło kupujemy już na pewnym etapie rozwoju nurkowego. To nie jest rzecz kupowana w trakcie lub zaraz po podstawowym kursie nurkowania. Po światło sięgamy zwykle po kursie poziomu Advanced Open Water Diver, jak już zostaniemy zaznajomieni z procedurami nurkowania w warunkach ograniczonego lub braku światła. Zwykle już mamy jakieś doświadczenie nurkowe, pewnie mieliśmy jakąś latarkę lub latarki w rękach.
Doskonale pamiętam jak ja zacząłem planować zakup swojej pierwszej latarki. Miałem już niezłe doświadczenie, sporo sprzętu skompletowanego i jakiś tam bagaż doświadczeń w trakcie nurkowań nocnych lub w warunkach wymagających użycia światła. Jednak moja wiedza w zakresie używania światła nurkowego była znikoma. Domyślam się, że w podobnej sytuacji jest wiele osób.
Otwieramy stronę pierwszego przyzwoitego sklepu internetowego i dostajemy oczopląsu od wyboru opcji, próbujemy określić budżet na ten zakup i raczej na pewno dostajemy lekkiej histerii widząc, że w zasadzie nie ma górnego pułapu jeżeli chodzi o koszt zakupu. Do tego ilość opcji do wyboru i kategorii, które na tym etapie wiedzy są dla nas nie do końca jasne. Bierzmy się więc do roboty i przygotujmy dobrze do zakupu.

Zacznijmy najpierw od rozgryzienia terminów, kategorii i określeń pojawiających się często w sklepach i w informacjach o latarkach nurkowych.

Od ilości typów i wariantów głowa boli. Foto: Nurkolog

Światło główne
Mówiąc o takim świetle zwykle mamy na myśli bardziej złożone systemy, w których występują co najmniej trzy elementy: głowica świecąca, kabel i akumulator zasilający. Akumulator zabezpieczony wodoszczelnym pojemnikiem jest zwykle montowany na pasie biodrowym, a głowica spoczywa w ręku nurka (często używa się odpowiedniego uchwytu, tak zwanego uchwytu Goodmana, który utrzymuje głowicę na wierzchu dłoni a my mamy wolne palce). Dlatego często światło główne łączone jest z nazwą „latarka kablowa”.
Nazwa „światło główne” wzięła się z konkretnej filozofii konfiguracji nurkowej, w której nurek planując nurkowanie w warunkach ograniczonego lub braku światła wyposaża się w co najmniej dwa źródła światła: światło główne, które pracuje zazwyczaj przez całe lub większość nurkowania i drugie światło – zapasowe, używane tylko w sytuacji, gdy światło podstawowe ulegnie awarii.
Mówiąc o świetle głównym myślimy o mocnym zestawie lub o dość dużej latarce, która świeci mocno, a jej moc wymaga odpowiednio pojemnego banku mocy. Stąd też przyjmuje się, że światło główne jest duże lub posiada duży zasobnik na akumulator. Z kolei światło zapasowe jest zwykle… „mniej finezyjne”, mniejsze, słabsze, ale też poręczniejsze. I tutaj zaczynają się schody, bo granice pomiędzy tymi światłami zaczynają się zacierać, rozwój technologii postępuje, a producenci latarek prześcigają się w różnych patentach by przyciągnąć uwagę klientów.

Światło główne. Tutaj głowica zamontowana w uchwycie Goodmana. Źródło: Ammonite System

Jeżeli spojrzymy sobie na bieżącą ofertę świateł głównych – kablowych, w zasadzie widzimy, że ceny potrafią być astronomiczne, ale i parametry tych lamp potrafią onieśmielać. Tutaj głównie oczywiście używa się parametru mocy świecenia czyli lumenów. Ten temat później rozwinę i wyjaśnię, dlaczego akurat lumeny nie powinny być podstawowym parametrem wyboru latarki. Na tym etapie warto tylko wspomnieć, że producenci prześcigają się w wymyślaniu nowych funkcjonalności oraz w dodawaniu kolejnych wartości lumenów, ale tak naprawdę nie jest to rzecz niezbędna każdemu nurkowi planującemu nurkowanie po zmroku, czy w warunkach słabszego oświetlenia.
Dobry zestaw kablowy oznacza głowicę świecącą dostosowaną do potrzeb używającego jej nurka, odpowiednio długi kabel łączący i akumulator montowany wygodnie i pewnie w miejscu nie przeszkadzającym nurkowi w trakcie manewrów pod wodą. Nurek wybiera głowice zależnie od tego, czy będzie nurkował w wodach przejrzystych, mniej przejrzystych, będzie nurkować w jaskiniach i wrakach (wtedy przydaje się możliwość montowania głowicy na kasku zwykle używanym w tego typu nurkowaniach), czy będzie potrzebował też szerokiego strumienia do doświetlania planów dla kamery czy aparatu fotograficznego.
W zestawie dużą rolę odgrywa też akumulator, którego konstrukcja zapewnia nie tylko wodoszczelność ale i odporność na różne zewnętrzne czynniki (wyobraź sobie nurka jaskiniowego przeciskającego się przez wąskie szczeliny). Do tego zastosowane ogniwa muszą być odpowiedniej jakości, a to oznacza wysoką cenę (zamknięte pakiety muszą uzyskiwać odpowiednie certyfikacje bezpieczeństwa – ich uzyskanie kosztuje naprawdę duże pieniądze). Tańsze konstrukcje oparte są zwykle o samodzielnie wymieniane akumulatorki, nie zawsze są to typowe akumulatorki czy baterie do kupienia w każdym sklepie.
Ważnym elementem zestawu są też akcesoria do montażu na sprzęcie lub do trzymania. Najczęściej nurek trzyma głowicę za pomocą wspomnianego już uchwytu Goodmana, dzięki czemu ma wolne palce i może ręką wykonywać wszystkie czynności bez obawy zgubienia głowicy.
Jeszcze tylko wspomnę, że niewielką grupę świateł głównych stanowią zwarte konstrukcje, gdzie latarka nie jest podzielona na żadne moduły. Są to jednak póki co dość duże i mało poręczne konstrukcje, które sprawiają więcej problemów niż radości w trakcie nurkowania.

Tutaj ciekawy patent. Dwie latarki typu „backup” na uchwycie Goodmana. Dostateczna moc na porządne światło główne. Foto: Nurkolog.

Światło zapasowe. Backup. Latarki ręczne. Latarki kompaktowe.
Tak jak przed chwilą napisałem, latarki „jednoczęściowe” mogą być też światłami głównymi, ale są to zwykle duże i nieporęczne „maczugi”. Myśląc o świetle zapasowym mamy na myśli te mniejsze konstrukcje, długości do dwudziestu centymetrów, a często krótsze.
Podstawową cechą dobrego światła zapasowego jest właśnie jego poręczność. Z zasady światło to wisi sobie nieużywane w trakcie nurkowania i dobrze by było, żeby jak najmniej przeszkadzało nurkowi. Zwykle jest więc schowane w kieszeni albo zaczepione o jeden z uchwytów D-ring (metalowy lub plastikowy uchwyt w kształcie litery D) przy uprzęży i dobrze byłoby, żeby w zasadzie nie odstawało od sylwetki nurka i dało się je szybko i łatwo odnaleźć, uruchomić.
Taka latarka często niespecjalnie się różni od normalnej latarki „cywilnej” – lądowej. Różnice są takie, że latarka nurkowa jest oczywiście odpowiednio uszczelniona i włącznik jest tak pomyślany by nie następowało przypadkowe włączenie latarki.
Dynamiczny rozwój spowodował jednak, że często latarki z segmentu „backup” mają zbliżone lub nawet wyższe parametry niż tańsze latarki „główne”. Nieduże konstrukcje świecące nominalną mocą moich „ulubionych” lumenów na poziomie 1500lm to już jest norma. A jeszcze do niedawna to była właśnie moc poszukiwana wśród głównych latarek nurkowych. Stąd też nasuwa się prosty wniosek, że jeżeli nie chcesz na starcie wydawać dużej ilości pieniędzy, zacznij od porządnej latarki typu „backup”, a z czasem może dokupisz sobie to mocniejsze główne światło. Wtedy twoja latarka stanie się właśnie tą zapasową.
Wybierając latarkę typu „backup” zwróć uwagę na sposób jej włączania by był odpowiednio prosty w warunkach, w których planujesz nurkować (na przykład zimne wody wymagają grubych rękawic, upewnij się, że dany pierścień obrotowy bez problemu da się takimi rękawicami obsłużyć). Zwróć też uwagę na jej wielkość i poręczność. Pamiętaj, że latarka powinna być cały czas zamontowana do uprzęży i jak jej nie używasz, by nie przeszkadzała.
Zwróć uwagę, że przez większość czasu nurkowania znajdujesz się w pozycji poziomej, latarka nie powinna zwisać luźno (zwłaszcza te dłuższe konstrukcje – dwadzieścia centymetrów i więcej), bo będzie haczyć przypadkowo i stawiać niepotrzebny opór w trakcie płynięcia. Najlepiej jak latarka przypięta jest na krótko do jednego z uchwytów typu D-ring w okolicy klatki piersiowej. Często wystarczy karabińczyk z krótkim kółkiem ze sznurka i mamy gotową najlepszą konstrukcję montażową. Do tego prosta pętelka z gumy by nieużywaną latarkę „przytulić” do sylwetki nurka.

Takiej sytuacji chcemy uniknąć. Zwizająca luźno latarka to źródło potencjalnych zaczepów i utrata opływowej sylwetki. Foto: Nurkolog.

Ważnym elementem latarki będzie źródło zasilania – najczęściej są to popularne wyciągane baterie lub akumulatorki. Wybierając latarkę sprawdź, jak jest zasilana, czy ładujesz ją wyciągając ogniwa ze środka (a więc musisz nauczyć się ją potem prawidłowo zamykać upewniając się, że uszczelnienia nie są uszkodzone i odpowiednio nasmarowane), czy podłączając zasilanie z zewnątrz. Wyciągane ogniwa mogą być bardzo różnego typu od zwykłych paluszków małych i grubych po bardziej specjalistyczne ogniwa litowo jonowe. Tutaj coraz bardziej popularne stają się litowo jonowe ogniwa typu 18650. To takie trochę dłuższe paluchy, często używane do składania większych pakietów stosowanych w naszych laptopach i power bankach. Kiedyś był to rodzaj zasilania znany i dostępny tylko specjalistom, obecnie są normalnie dostępne i do kupienia w każdym porządniejszym sklepie z bateriami. Jeżeli wybrana latarka ma taki właśnie typ zasilania, upewnij się czy wraz z latarką dostaniesz takie ogniwo i odpowiednią ładowarkę.
Pamiętaj, tańsze rozwiązania, a zwłaszcza latarki hurtowo ściągane z Chin, oznaczają, że deklarowane parametry baterii to czysta fikcja – zwłaszcza, jeżeli chodzi o pojemność ogniw. Takie baterie, o ile w ogóle są w stanie osiągnąć reklamowaną pojemność, zwykle dość szybko tracą swoje oryginalne parametry w miarę zużycia i z czasem zauważysz, że nie wiem jak długo je ładując nie osiągniesz już tej samej długości świecenia. Jeżeli więc decydujesz się na tańszą latarkę z takimi ogniwami w zestawie, radzę od razu pomyśleć o wymianie ich na lepsze modele.
Podróżując z latarką musisz mieć też zawsze na względzie: przepisy lotnicze dotyczące transportu baterii (uznawanych za źródło potencjalnego ognia i materiał niebezpieczny), sposób ich wymiany lub ładowania. Czy ładowarka będzie wymagać odpowiedniego adaptera by można było podłączyć ją do gniazdka, czy wymienne baterie będą dostępne na miejscu, czy należy zabrać zapas ze sobą.
W końcu też istotne jest na jak długo starcza pojedyncze ładowanie. Jeżeli na przykład planujesz typowy nurkowy weekend w Polsce, gdzie będziesz wykorzystywać latarkę pewnie na każdym nurkowaniu, które średnio trwa około trzydziestu minut to fajnie jakby zasilanie nie wymagało doładowywania w międzyczasie, bo nie zawsze będziesz mieć czas lub okazję podłączyć się do prądu.

Zestaw świateł video w wersji zaawansowanej. Duża moc ale i waga. Foto: Nurkolog.

Inne – specjalistyczne rodzaje świateł:
VIDEO
W zasadzie nazwa tłumaczy wszystko. Te światła służą głównie fotografom i posiadaczom kamer by mogli rejestrować dobre ujęcia w warunkach ograniczonego oświetlenia. Tu warto uświadomić sobie, że zwykle aparat czy kamera są zdecydowanie mniej światłoczułe niż ludzkie oko. Nurkując w miarę przejrzystych płytkich wodach myślisz sobie, że aparat czy kamera nie będzie potrzebować sztucznego doświetlenia – robisz zdjęcia i filmy a potem dziwisz się, że są nieostre, rozmazane, ich jakość jest niska, albo są mocno ubogie w kolory. Niestety, biorąc się za zdjęcia czy filmowanie pod wodą musisz się liczyć z tym, że żeby osiągnąć przyzwoite efekty musisz pomyśleć o dobrym doświetleniu. I tu akurat głównym, ale nie jedynym, parametrem dobrej latarki jest jej moc. Im mocniejsze światło tym łatwiej będzie ci osiągnąć zadowalające efekty podczas zabawy aparatem czy kamerą typu GoPro. A im więcej mocy tym cena wyższa i poręczność latarki mniejsza. Do tego dochodzi sposób mocowania latarki – najlepiej na jakimś uchwycie łączącym ją z naszym rejestratorem obrazu. By zapewnić sobie więc w miarę przyzwoity zestaw doświetlający będziemy musieli wysupłać z kieszeni przynajmniej około tysiąca złotych.

Zestaw świateł video może być mały, wygodny do podróżowania. Foto: Nurkolog.

To jest temat na dłuższy artykuł – kamera lub aparat potrzebują rozsądnego planowania doświetlania sztucznym światłem, póki co warto zaznaczyć, że żeby efekty były znośne, zwykle od razu należy myśleć o dwóch latarkach typu video. Na szczęście nasi producenci wypuszczają coraz częściej gotowe zestawy na start przygody nurkowego fotografa czy filmowca i za w miarę rozsądne pieniądze jesteśmy w stanie kupić gotowy zestaw złożony z dwóch lamp i odpowiednich uchwytów. Są warianty dobre do podróżowania – kompaktowe, lekkie, są też zestawy większe i mocniejsze.
Na koniec tylko powiem, że światło video nie będzie dobrym światłem podstawowym do ogólnego stosowania w trakcie nurkowania. Jeżeli masz już wiedzę o procedurach nurkowania w warunkach braku światła naturalnego to wiesz, że światła używasz też do komunikacji z innymi nurkami. Światło video ma bardzo szeroki kąt świecenia i nie nadaje się do komunikowania pod wodą. Wyjątkiem są latarki ze zmiennymi trybami świecenia, gdzie przełączając tryby możesz uzyskać dobre światło szerokie jak i skupioną wiązkę.

To jest jednocześnie zaleta i wada dobrego światła video. Rozproszone światło nie nadaje się do komunikacji. Foto: Nurkolog.

Błyskacze
To bardzo wąska grupa świateł używana praktycznie tylko do jednego celu – to światło służące jedynie do szybkiego odnajdywania. Mniejsze błyskacze można montować na swoim sprzęcie by inni nurkowie w warunkach ograniczonej widoczności mogli nas szybko zlokalizować. Czasami w sytuacjach awaryjnych, na przykład przy użyciu bojki sygnalizacyjnej na powierzchni wody możemy użyć błyskacza by łodzie poruszające się w okolicy łatwiej nas zauważyły. Stąd też bojki sygnalizacyjne są często wyposażone w kieszeń do umieszczania takiego oświetlenia.
Duże błyskacze używa się często w trakcie bardziej ambitnych nurkowań wrakowych. Ambitnymi nazywam tu nasze rekreacyjne nurkowania na Bałtyku. Jeżeli schodzimy po linie opustowej (łączącej powierzchnię z wrakiem) i na dole zastajemy mrok, błyskaczem właśnie oznaczamy miejsce, w którym po zwiedzeniu wraku powinniśmy znaleźć linę opustową.
Błyskacz tym bardziej nie nadaje się na podstawowe ogólne światło nurkowe. Nawet jeżeli ma tryb świecenia ciągłego to nie jest to w żaden sposób skupiona wiązka światła.

Typowe światło z mocno skupionym najjaśniejszym punktem i szeroką aureolą. Foto: Nurkolog.

 

Inne pojęcia, które mogą się przydać przy wyborze światła

Uchwyt Goodmana
W zasadzie to już temat omówiony, ale warto jednak jasno opisać te akcesorium jako istotny element naszego świetlnego sprzętu. Kupując latarkę powinniśmy naprawdę dobrze przemyśleć sposób montażu i trzymania latarki w trakcie nurkowania. Latarka nie powinna nam przeszkadzać i zawadzać jak jej nie używamy. Dobrze będzie, jak również nie będzie nam istotnie ograniczać ruchów, jak jej będziemy używać.
Tutaj doskonałym rozwiązaniem jest uchwyt Goodmana. Prosty uchwyt nakładany na dłoń, gdzie latarka znajduje się na wierzchniej stronie dłoni. Uchwyt nie powinien krępować nam ruchów palców i całej dłoni. Typów uchwytów jest sporo, więc możemy wybrać rozwiązanie bardziej pasujące do naszych preferencji. Są więc Goodmany twarde – wykonane z aluminium lub tworzywa – regulowane, modularne (z dokładanymi elementami), są też uchwyty miękkie – wykonane z materiału, gdzie pasek opinający dłoń utrzymuje mocny rzep, lub jest to mocna gumka typu bungee. Tak samo rozwiązany jest system montażu latarki – albo łapiemy ją paskiem z rzepem, albo gumką bungee. Ważne jest przy wyborze sprawdzenie jak szybko i wygodnie jesteśmy w stanie zmontować uchwyt z latarką (część uchwytów jest w zasadzie na stałe skręcona z latarką) i go założyć na dłoń – i odpowiednio wyregulować. Dobrze też sprawdzić łatwość demontażu.

 

Od lewej: Goodman twardy i dwa rodzaje Goodmana miękkiego. Źródło: Ammonite System i Hi-Max Polska

Światło dobre do komunikacji
Takie określenie często pojawia się w opisach latarek. Co ono oznacza. Szukając światła nurek powinien już być zaznajomiony z procedurami nurkowania po ciemku – gdzie przede wszystkim zmienia się sposób komunikacji między członkami zespołu i część znaków wykonuje się kreśląc odpowiednie kształty wiązką latarki. Ciężko sobie wyobrazić, że światło video czy błyskacz się tu sprawdzi, ale też przeglądając ofertę producentów latarek trzeba zwrócić uwagę na właśnie parametry wiązki. Część świateł typu głównego czy backup będzie miało mocno skupiony promień – często jest podawana ta wartość wyrażona w kącie świecenia. Im mniejszy kąt świecenia, tym bardziej skupiona wiązka. Oprócz tego najjaśniejszego punktu emitowanego światła często też widzimy taką otoczkę – aureolę. Mniej jasny, ale za to szerszy krąg światła, którym możemy doświetlać obserwowany obszar świata podwodnego.
To od naszych preferencji będzie zależeć czy wybierzemy światło praktycznie jedynie z tym jasnym punktem i ewentualnie minimalną „aureolą”, czy po prostu wybierzemy mniej skupione światło, albo światło z większą „aureolą”. Moim zdaniem to jest jeden z ważniejszych czynników wyboru światła nurkowego.

Fajna propozycja od Tusy (Light & Motion) – seria: GoBe, gdzie głowice można wymieniać zmieniając moc i skupienie światła. Źródło: Tusa

Lumeny
Najczęściej podawana wartość mająca określać jasność osiąganego światła. Niestety, jest to kompletnie niemiarodajna informacja ze względu na brak standardu uzyskiwania danych o jasności światła emitowanego przez tą czy inną latarkę. W praktyce wygląda to tak, że jeden producent podaje wartość zmierzoną odpowiednimi narzędziami na finalnym produkcie – latarce, a inny podaje ilość lumenów deklarowaną przez producenta użytej diody. Tutaj warto zaznaczyć, że to niestety najpopularniejsza metoda podawania ilości lumenów, często z pominięciem informacji, że osiągnięte nieprawdopodobne ilości lumenów to efekt osiągnięty w laboratorium przy użyciu dużo większej mocy zasilania. Zwykle więc te nasze magiczne tysiąc pięćset lumenów to praktycznie niecałe tysiąc, a czasem i mniej.
Myślę, że to w zasadzie wyczerpuje temat jeżeli chodzi o niezbyt jasne określenia i terminy używane w odniesieniu do świateł nurkowych. Jeżeli spotkaliście się jeszcze z jakąś nazwą lub opisem, który nie jest dla was jasny, a ja go nie opisałem – piszcie śmiało. Chętnie uzupełnię ten artykuł. Czas przejść do zasadniczego zadania. Wyboru tej jedynej, wspaniałej, pierwszej latarki.

W takich warunkach mocne światła się nie sprawdzają. Foto: Nurkolog.

Jak wybrać pierwsze światło nurkowe?

Punkt pierwszy to serwis i gwarancja. Nie zapominaj, to jest tylko urządzenie i w dodatku oparte o bardziej lub mniej złożoną elektronikę zasilaną jakimiś bateriami. Takie rzeczy nie lubią się z wodą. Nawet najlepsze uszczelnienia nie zapewnią stuprocentowej odporności na niefrasobliwość użytkowników i różne zjawiska zewnętrze, tudzież złośliwość rzeczy martwych. Latarka może i jest wodoodporna, ale jakoś ją trzeba naładować lub zmienić baterię. Czy rozkręcając ją na pewno robimy to warunkach zerowej wilgotności? Czy skręcając ją z powrotem jesteśmy stuprocentowo pewni, że wszystkie uszczelki są w dobrym stanie i odpowiednio nasmarowane?
Sposobów na załatwienie latarki jest cała masa, a one same to nie są niezawodne urządzenia, czasem elektronika wysiada „bo tak”, czasem padają ogniwa „bo tak”. Kupując latarkę miej na względzie gdzie będzie trzeba ją oddać, wysłać w celu naprawy. Sprawdź opinie o danym producencie, importerze – jak są obsługiwane naprawy, w dobie rozwoju Internetu ludzie bardzo chętnie dzielą się uwagami zwłaszcza niestety tymi negatywnymi odnośnie jakości usług. Na pewno nie ma nikogo idealnego, ale zawsze można wybrać producenta, którego serwis jest na miejscu, większość napraw może być wykonana bez odsyłania na przykład na drugi koniec świata, za wielkie morze, a serwis ma przynajmniej dobre opinie o wykonywanej robocie i czasie reakcji.
Lumeny to pułapka! Nie oceniaj latarki jedynie po ilości podanych lumenów. Często są to mocno przesadzone liczby i nie mające żadnego przełożenia na jakość latarki. Latarkę najlepiej jest przed zakupem móc odpalić, najlepiej zrobić nurkowa testowego – temu służą takie imprezy jak Demo Days i różne programy udostępniania sprzętu do testu prowadzone przez producentów i dystrybutorów. Zobacz jak to światło świeci w praktyce – nie chodzi o jego moc, ale o sposób rozłożenia światła – mówiłem o tym najjaśniejszym punkcie i aureoli.
Uważaj, mocne światła nie zawsze się sprawdzają. Jeżeli zdarza ci się nurkować w Polsce lub wodach, w których widoczność może być trochę słabsza, gdzie występuje jakakolwiek zawiesina, jakieś drobne elementy unoszą się w wodzie – sprawdź mocną skupioną wiązkę w takich warunkach. Światło odbije się od tej zawiesiny i dostaniesz nim po oczach. Mocne i skupione światło zwyczajnie cię oślepi w takich warunkach. Na takie wody lepsze są światła mniej skupione, albo przynajmniej niech mają przełączane tryby, na przykład trójstopniową moc świecenia. W sytuacji występowania zawiesiny w wodzie najlepiej jest stosować najsłabszy tryb świecenia.
Wybierz wygodę używania – latarka ma ci nie przeszkadzać i nie haczyć o podwodny świat. Miejsce montażu ma duże znaczenie. Jeżeli latarkę będziesz trzymać w uchwycie Goodmana na powierzchni dłoni, sprawdź, jaki zakres ruchów będziesz mieć – czy na przykład zbyt długa latarka nie będzie krępować ruchów.
Jeżeli decydujesz się na latarkę „backupową” prostej konstrukcji, najlepszym patentem na montaż będzie zamontowanie jej na krótkim zaczepie blisko klatki piersiowej. Żadne długie sznurki, czy jakieś retraktory. Pod wodą, w pozycji poziomej w zupełności wystarczy ci zakres ruchów latarki przyczepionej na krótko do pasków twojej uprzęży. Nawet rekreacyjne jackety mają zwykle na wysokości klatki piersiowej jakieś zaczepy. A samej latarce wystarczy dobrej jakości karabińczyk i krótka pętla z mocnego sznurka. Czasami dobrze jest pomyśleć o jakimś dodatkowym „uchu”, które podwiesi latarkę tak by nie zwisała swobodnie gdy nie jest potrzebna. Dyndająca latarka raz, że może haczyć, dwa –  jeżeli jest cały czas włączona – może wprowadzać w stan nerwowości pozostałych uczestników nurkowania, którzy zinterpretują ruchy twojego światła jako znak nurkowy – najczęściej znak „coś jest nie w porządku”.
Zwróć uwagę na sposób włączania. Różne są patenty, ja już chyba testowałem wszystkie możliwe. Guziki są dobre, o ile są dobrze zabezpieczone przed przypadkowym włączeniem i da się je włączyć nawet w najgrubszych rękawiczkach. Pierścienie obrotowe – są fajne, o ile dobrze uszczelnione by nie dostawał się pod nie żaden brud i nie doprowadzał do blokowania obrotu. Włączniki dotykowe, tzw. „piezzo”- pomysł niezły, ale ja się z nim nie polubiłem. Na powierzchni jakoś szczególnie chętnie zapala się przypadkowo a pod wodą nagle udaje, że jest odporny na dotyk. Proste latarki często są włączane przez dokręcenie głowicy do rękojeści, w której skryte jest zasilanie. Proste – najlepsze, ale! Już widziałem zalane latarki tego typu, bo mało doświadczony użytkownik myśląc, że dokręca latarkę, właśnie starannie ją odkręcał. Mi też zdarzało się pomylić kierunek dokręcania. Teraz robię tak: przed nurkowaniem włączam latarkę i potem delikatnie ją odkręcam tylko do momentu aż zgaśnie. Tak by pod wodą wystarczył jeden obrót by latarka się zapaliła. Jeżeli się nie zapala – znaczy, że kręcę w złą stronę.

Z jednej strony światło backup, z drugiej – światło główne. Nawet w rekreacyjnej konfiguracji jesteś w stanie powtórzyć ten układ. Foto: Dariusz Myszkowski.

Oceń na ile czasu latarka powinna ci służyć na jednym naładowaniu i czy będziesz mieć warunki do ładowania jej na planowanych wyjazdach nurkowych. Zatem jeżeli na baterie, to czy musisz brać ich zapas. Jeśli akumulatorki ładowane – na ile starczają i czy może warto dokupić dodatkowe by między nurkowaniami najwyżej wymieniać je a ładować dopiero po powrocie. Jak ładowanie to jakim prądem i ile czasu. Większe akumulatory i pakiety mogą wychodzić poza przepisowe limity narzucone przez linie lotnicze. Obecnie pakiety powyżej 100Wh mogą być zawrócone na kontroli.
Jeżeli pakiet jest zabudowany tak, że ładowarkę podłączasz bezpośrednio do zestawu świetlnego, to upewnij się na ile jest to prosta czynność i czy wymaga potem jakichś procedur uszczelniania po naładowaniu. Najgorsze, co się może zdarzyć, to przypadkowe zalanie poprzez niezabezpieczony port ładowania. Zwykle do wymiany jest nie tylko pakiet zasilający ale i elektronika latarki. Z kolei jeżeli styki, do których podpinasz ładowarkę, są cały czas odsłonięte – bardzo fajny patent – popytaj o opinie obecnych użytkowników, czy latarka nie będzie wymagać serwisu po jakimś czasie nurkowania w słonej wodzie. Z takim przypadkiem się spotkałem. Latarki Light & Motion mają fajny patent ładowania poprzez cały czas odsłonięte styki, ale niestety styki te od nurkowania w słonej wodzie szybko śniedziały i po niedługim czasie ładowarka przestawała „widzieć” latarkę.
Wybierz światło, które z powodzeniem później, w miarę twojego rozwoju, przejdzie do roli światła zapasowego. Najbardziej uniwersalne rozwiązania mają szansę jak najdłużej Ci służyć. Nie musisz więc od razu kupować dużego zestawu za kilka tysięcy złotych, ani najpotężniejszej latarki na rynku, która swoim jasnym snopem przecina metal, gotuje wodę i oślepia astronautów na orbicie ziemskiej. Pamiętaj, że docelowo i tak będziesz posiadać kilka świateł.

Zarówno zaawansowane zestawy wypornościowe… (źródło: xDeep)
… jak i rekreacyjne posiadają uchwyty, do których możesz przypiąć światło. (Źródło: Tusa)

To końcu jacket czy skrzydło?

„Nie kupuj jacketu, kup se skrzydło. Jackety są dla niepoważnych ludzi!”

„Kup jacket, po co ci skrzydło? To nie jest sprzęt dla ciebie!”

I tak w kółko, gdzie nie napiszesz, gdzie nie zapytasz, tam zawsze pojawi się dziesięć opinii na tak i na siak. W końcu dyskutanci i tak pokłócą się między sobą zapominając o tobie i postawionym pytaniu.

O co chodzi z tym jacketem i skrzydłem? Czy to jest aż taka różnica,  czy któregoś rozwiązania należy się bać – bo to sprzęt dla zaawansowanych nurków? Czy któreś z rozwiązań ma jakieś istotne ograniczenia?

Zintegrowany system balastowy to dziś standard.

Po pierwsze – co jest skrzydłem, a co jest jacketem?

Niby sprawa prosta, dla wielu wręcz oczywista, a jednak uważam, że pewne rzeczy należy sobie wyjaśnić. Sam pamiętam dyskusję z jednym – wtedy dużo bardziej zaawansowanym ode mnie – nurkiem. Nurkowałem wtedy w skrzydle Dive Systemu i nurek ten upierał się, że to nie jest skrzydło. Jego zdaniem skrzydłem można nazwać tylko „techniczną” konfigurację: płyta z uprzężą + worek. A to moje coś to co najwyżej jakaś hybryda – pomimo, że napełniany worek w Dive Systemie znajduje się na plecach, uprząż jest bardzo podobna do uprzęży z konfiguracji technicznej, ba, nawet ma pas kroczny, który nie występuje w jacketach i raczej rzadko pojawia się w rekreacyjnych rozwiązaniach. Co niejako skazywało na „skrzydłową banicję” mój sprzęt? Że wszystko było zintegrowane, nierozłączalne i miało dużo rozwiązań „rekreacyjnych”.

 

No to jak to jest w końcu?

Myślę, że po trochu każdy ma rację, bo nie ma jednej jedynej słusznej metodologii nazewnictwa sprzętu, nie ma ten temat poważnych studiów, a nazwy narzucają marketingowcy pracujący dla producentów sprzętu. Sami projektanci też nie ułatwiają nam sprawy, bo kiedyś typowo techniczne rozwiązania są teraz często wyposażane w wiele dodatków mających przyciągać uwagę klienta „rekreacyjnego”, a z kolei twórcy ambitniejszych konstrukcji rekreacyjnych oglądają się na rozwiązania stosowane przez zaawansowanych nurków.

Jacket Tusa
Rekreacyjny jacket – autorskie rozwiązania Tusy, wszystko fajnie działa i jest super wygodne, ale jednak wymaga zapoznania się z obsługą każdego, kto z tobą nurkuje. Jak zrzucać balast, do czego dodatkowy guzik inflatora.

Co jest jacketem?

To, co powoduje, że daną rzecz nazywamy skrzydłem lub jacketem, to kwestia wyboru rozłożenia worka napełnianego powietrzem. Jacket będzie miał pęcherz napełniany powietrzem nie tylko na plecach, ale też z przodu, wokół pasa nurka. To powoduje, że nurek po napełnieniu kamizelki na powierzchni wody zawsze znajdzie się ustawiony pionowo. Jest to bardzo bezpieczne rozwiązanie dla początkujących, mało pewnych siebie i swoich umiejętności osób. Instruktorzy też chętnie wybierają jackety do swoich szkół, bo wiedzą, że w razie kłopotu napełnią kamizelkę niesfornemu kursantowi, który natychmiast znajdzie się nad lustrem wody w pozycji pionowej i stabilnej. Naprawdę niewielka szansa by w tej pozycji najbardziej uzdolniony pechowiec był w stanie zrobić sobie kuku.

Jacket pod wodą może być całkiem wygodny, ale jednak sposób rozłożenia powietrza, rozbudowana przednia część powoduje, że jacket nie ma tej stabilizacji co skrzydło, często ustawia nurka lekko pod ukosem – głowa wyżej, nogi niżej. Dużo ludzi czuje się wtedy bardzo bezpiecznie, ale nie wie jak dużo energii (i powietrza, bo musi się bardziej „napedałować”) traci płynąc w mało ergonomiczny sposób. Dość często też sam jacket nie jest najbardziej opływowym rozwiązaniem.

Jeżeli decydujesz się na jacket, zwróć też uwagę na system zintegrowanego balastu (bo w dzisiejszych czasach decydowanie się na bcd bez tego patentu to moim zdaniem duża pomyłka – balast na pasie biodrowym to jest już przeszłość, o której należy jak najszybciej zapomnieć). Widziałem patenty, które się nie sprawdzały – wypadające kieszenie, zapięcia, które szybko się wyrabiały. No i co jak zgubisz kieszeń? Łatwo będzie kupić nową? Czy jest droga?

Tusa Xwing
Czy to jeszcze jacket czy już skrzydło? Worek jest na plecach, ale jest dużo dodatków rekreacyjnych.

Co jest skrzydłem?

Skrzydło całe powietrze rozkłada na plecach, wokół butli – i tu pojawiają się wariacje, bo worek po napełnieniu potrafi mieć kształt U skierowanego nóżkami w dół, albo O – tzw. Donut. Worki mogą być duże, małe, mogą być opinane różnymi gumkami lub nie, ale istotą tej konstrukcji jest to, że całe powietrze wpuszczone do worka rozmieszcza się na plecach. Co to powoduje?

Nurek pod wodą ma bardzo stabilną poziomą pozycję, co wpływa na jego opływowość, a więc zmniejszone opory podczas płynięcia. Z tego wynikają same plusy: nurek się mniej męczy, sprawniej płynie, ma mniejsze zużycie powietrza. Wada? A owszem, jest. Po wynurzeniu i napełnieniu worka nurek musi zapanować nad swoją sylwetką i najlepiej jest się położyć na plecy, utrzymanie pionu jest możliwe, ale nie jest naturalną pozycją, którą uzyskujemy po napełnieniu. Mniej utalentowany nurek może co i rusz lądować twarzą pod wodą, co może powodować zwiększanie stresu lub doprowadzić do wypadku (ale podkreślam, że trzeba mieć talent: wypluć automat, nie mieć fajki i zacząć łykać wodę).

Oczywiście są skrzydła, które producent ozdobił tyloma dodatkami i kombinacjami, że trudno stwierdzić, czy to jeszcze skrzydło, czy już jacket. Są i jackety tak proste w swej budowie i „ascetyczne”, że ktoś może je pomylić ze skrzydłem, ale moim zdaniem tu chodzi tylko o rozmieszczenie powietrza w worku danego systemu wypornościowego. A to czy system ma różne dodatki i bajery w postaci bardziej rozbudowanych inflatorów wyposażonych w dodatkowe systemy zrzutu powietrza, zintegrowane systemy balastowe, kieszenie akcesoryjne, itd., itp. – to rzecz wtórna. To, że nie możesz oddzielić worka od uprzęży, nie znaczy, że nie jest to skrzydło. Ba, choćby Tusa ma rozbudowane systemy, w których dużo elementów można zdemontować i wymienić.

Xdeep Ghost
Xdeep Ghost – skrzydło o rodowodzie technicznym skierowane do nurków rekreacyjnych – rozpinane szelki, dodatki pod szelkami podnoszące komfort.

To jest sprzęt dla zaawansowanych nurków, tylko nurkowie techniczni w tym pływają!

Często powtarzane są hasła, że skrzydła są bardziej zaawansowane i raczej przeznaczone do bardziej zaawansowanych nurkowań. Wiele razy słyszałem, że jacket to tylko dobre rozwiązanie do nauki, stawiania pierwszych kroków, a potem i tak wszyscy przesiadają się na skrzydła. Ludzie tak mówiący patrzą tylko przez pryzmat własnych doświadczeń i przekonań. Nie mają szerszej perspektywy. Na przykład na świecie znakomita większość nurków to nurkowie „rekreacyjnie rekreacyjni”. Nurkowanie traktują jako wakacyjną przyjemność, którą uprawiają może kilka razy do roku wyjeżdżając w różne bajeczne zakątki świata. Zatem pod względem popularności wygrywa na świecie jacket. Wynika to po części z tego, że – jest popularny. Tak. Popularny, bo popularny. Idziesz na intro nurkowe w resorcie*? Dostajesz jacket. Idziesz na kurs w resorcie – nurkujesz w jackecie. Wypożyczasz sprzęt z bazy? Są głównie lub tylko jackety. Widzisz innych ludzi na łodzi? Jackety. W sklepach przy bazach lub w bardziej popularnych nurkowo regionach głównie w ofercie eksponowane są jackety. Oczywiście ten trend będzie się lekko zmieniał, choć nie wróżę skrzydłu tego, że kiedyś prześcignie popularnością jacket.

Duzi producenci sprzętu sprzedawanego na całym świecie, Mares, Scubapro, Aqualung chociażby, mają w swojej ofercie skrzydła – te właśnie bardziej zaawansowane i niektórzy z nich nawet dość aktywnie promują tą gałąź swojej produkcji. Jest więc szansa, że za jakiś czas te proporcje się bardziej wyrównają.

Może to już rzadki widok, ale zdarzało mi się, że w tych resortach patrzyli na posiadaczy skrzydeł troszkę jak świadkowie pierwszego przejazdu automobilu lub startu pierwszego samolotu. Mieszanina niedowierzania, szacunku i zaciekawienia. Co to jest? Wygląda bardzo profesjonalnie. To poważny sprzęt.

Xdeep Ghost
Obrazek doskonale pokazuje jaka jest idea skrzydła – mało, albo nic z przodu, wszystko na plecach.

Skrzydło wcale nie jest poważniejszym sprzętem. Owszem, są konstrukcje, których zadaniem jest bezpieczna praca na dużych głębokościach, pod dużym obciążeniem. Zabawne, że te „poważne” skrzydła wyglądają raczej prymitywnie, ascetycznie.

Kilka gumek, jedna taśma, parę metalowych uchwytów i to jest zaawansowany sprzęt?

To prawda, że te „techniczne” sprzęty wyglądają bardzo topornie, ale w tym szaleństwie jest metoda. Przede wszystkim ogromną zaletą tych konstrukcji jest ich prostota. Za prostotą idzie bezpieczeństwo – rzeczy mniej skomplikowane są zwykle bardziej odporne, trudniej je zepsuć, łatwiej naprawić. Rzeczy proste łatwo jest obsługiwać i każdy wie lub szybko się domyśli jak je rozpracować.

Ogromną zaletą tych konstrukcji jest ich absolutna standaryzacja. Co z tego, że jeden producent ma takie kształty worków, takie kolory płyt i takie dodatki na inflatorze czy proponuje ci dodatkowe kieszenie albo patki podnoszące komfort – skoro najważniejsze połączenia, dziurki montażowe są i rodzaje montażu są takie same? Tak, możesz mieć worek xDeepa, uprząż Tecline, inflator Scubapro, a pasy do butli wraz z adapterem jeszcze od kogoś innego. Zepsuje Ci się jedno? Nie ma problemu, możesz wybrać innego producenta i wszystko będzie współdziałać.

Spróbuj to samo zrobić jak ci się popsuje lub zużyje coś z elementów typowego rekreacyjniaka popularnych firm. Owszem, często możesz nabyć części zamienne, ale tylko tej samej firmy, która wyprodukowała twoje bcd. O ile jest to w ogóle możliwe. Jak przebijesz sobie worek wypornościowy (niestety, wbrew pozorom zdarza się i taka przykra sprawa) – często nie można go w ogóle wymontować z konstrukcji. Poszła klamerka? Wszystko wszyte i nic tylko pruć. To są główne wady konstrukcji typowo rekreacyjnych – brak standaryzacji, raczej ograniczone możliwości wymiany elementów. Za tym idzie kolejna wada – każdy jacket każdego producenta (bo każdy dąży do tego by wymyśleć coś „bardziej” albo coś „więcej”) ma swoje unikalne rozwiązania. Zatem jeżeli jesteś skrupulatnym nurkiem, musisz w ramach przednurkowej kontroli zapoznać każdego swojego nowego partnera nurkowego z unikalnymi patentami zastosowanymi w twojej konstrukcji: jak zrzucać balast, jak rozpinać, jak używać inflatora.

Skrzydła podczas ubierania
Ogromna zaleta skrzydła przy ubieraniu, zero „przeszkadzajek” z przodu, które ograniczają ruchy, pochylanie się w szczególności.

Sam to obserwuję na kursach jak uczę kursantów na różnych jacketach. Jeden ma trzy guziki na głowicy inflatora, drugi ma guziki czerwone i blisko siebie. Kształt głowicy nie pozwala łatwo zidentyfikować, który przycisk jest do zrzucania powietrza, a który do pompowania. Muszę każdemu tłumaczyć: w tym jackecie wypuszczasz powietrze tak i tak, a w tym – inaczej, a jeszcze tu wygląda to nieco inaczej.

inflator A.P.A od Tusy
Rozbudowany inflator od Tusy. Fajny patent, ale jednak wprowadza nieco zamieszania przy obsłudze.

Te bardziej wystandaryzowane, uniwersalne rozwiązania nie mają takich problemów. Korzystając z wypożyczonego zestawu „zaawansowanego” raczej nie będziesz mieć problemu z identyfikacją sposobu użycia danego elementu. Fajne jest też to, że te kombinacje możesz dostosowywać do swoich potrzeb: możesz mieć bardzo lekkie i proste skrzydło, które świetnie sprawdzi się w podróżach lotniczych, gdzie każdy gram ma znaczenie. Możesz sobie rozbudować system o dodatkowe kieszenie, podkładki podnoszące komfort i rozpinaną uprząż prostymi klamerkami. Kolory też można dobrać pod swój gust, to już nie są tylko takie czarne, nudne wory dla ponurych rycerzy mroku. Chcesz mieć fajne skrzydło, które nie musi być lekkie? Znakomicie, kup sobie ciężką płytę stalową i już masz zapewnioną część balastu w postaci płyty – a ten balast masz pięknie rozłożony na plecach.

Jeżeli z pełną świadomością wybierasz najbardziej „konserwatywną” wersję skrzydła, tzw. DIR, gdzie uprząż zrobiona jest dosłownie z jednego kawałka taśmy, płyta jest prosta jakby ktoś ją wyciął na poczekaniu w garażu, jedynym ozdobnikiem czarnego worka jest proste logo producenta, a na szelkach jedyne dodatki to gumy żywcem wycięte z dętki i metalowe uchwyty w kształcie litery D to wiedz, że to wcale nie jest skomplikowany, zaawansowany sprzęt, tylko dla orłów. Jeżeli będziesz mieć dobrego nauczyciela, który nauczy cię dobrze to wyregulować i skonfigurować takie skrzydło to zakładanie i zdejmowanie wcale nie będzie trudniejsze od najbardziej wypasionych rekreacyjnych patentów.

worek OMS - U z gumkami
Kształt worka OMS – odwrócone U i jeszcze opięte gumkami, by powietrze równomiernie schodziło z każdej części worka.
Tecline Donut szeroki
To też jest donut, ale dużo szerszy. Brak gumek opinających wbrew pozorom w niczym nie przeszkadza.
Tecline Donut mały
Mały Donut od firmy Tecline.

No dobra, to co wybrać?

Tylko samodzielna próba da ci odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie spiesz się z zakupem i nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji. Pomyśl o tym, jak twoje nurkowanie może wyglądać za kilka lat, czy będą to raczej okazyjne wyjazdy, czy regularne nurkowanie tu w Polsce i za granicą. Kieruj się swoją wygodą i poczuciem bezpieczeństwa. Wiem, że w Polsce podejście do nurkowania jest nieco skrzywione. Strasznie duża część środowiska lubi lansować ten sport jako elitarną zabawę dla wybrańców i wszyscy powinni wyglądać jak rycerze, nurkować tylko w jedyny słuszny sposób (czarny skafander, czarne, ciężkie gumowe płetwy, koniecznie opanować pływanie żabą, umieć zawisać bez ruchu, mieć wiecznie spięte pośladki i srogą minę podczas skręcania sprzętu). Nurkowanie to zabawa. Może być poważniejsza, ale też może być po prostu zabawą – wakacyjną przerwą od problemów z powierzchni. Jeżeli więc pasuje ci jakiś rekreacyjny przez duże „R” jacket, nie przejmuj się – to ty masz mieć przyjemność z nurkowania.

Wiem, że chyba wskazałem więcej zalet tzw. skrzydeł technicznych, ale to dlatego, że sam dość szybko przesiadłem się na skrzydło i mi się bardzo spodobało. Znam jednak dużo ludzi, którzy nie zamieniliby swoje rekreacyjnej kamizelki na nic innego –  ba, sam mam swoją ulubioną kamizelkę Tusy i jeden – moim zdaniem – naprawdę fajnie pomyślany jacket Triborda. Nikt ci nie powinien mówić, w czym możesz pływać, a w czym nie. Jeżeli masz odpowiednie przeszkolenie, odpowiednią wiedzę i jest ci wygodnie w tym, czy innym rozwiązaniu to pływaj w nim. Testuj! Testuj, testuj! Korzystaj z tego, że są urządzane różne imprezy typu Demo Days, większość producentów lub importerów ma flotę testową. Nie bój się pytać i korzystać z wiedzy innych, ale pamiętaj, że doradcy, nawet najlepsi, nie znają twoich osobistych potrzeb i oczekiwań. Twoje ciało będzie najlepszym doradcą. Zwykle po jednym, dwóch nurkowaniach będziesz wiedzieć czy polubisz się z daną konfiguracją.

Ja tylko uprzedzam, że wierzę w świadomy wybór dopiero w momencie jak nurek zrobi jakieś pięćdziesiąt nurkowań (około, nie dosłownie). Wcześniej nie ma sensu sobie nic kupować poza maską, fajką, pierwszym komputerem ewentualnie i jakimiś akcesoriami. Po tych dwudziestu, trzydziestu nurkowaniach dopiero przekonamy się, że nurkowanie to jest nasz sport i być może już będziemy wiedzieć, w którą stronę będziemy się rozwijać w najbliższym czasie.

Tusa BCD
Taką pozycję domyślnie daje jacket. Jest poczucie bezpieczeństwa, ale na pewno nie jest to najbardziej opływowa sylwetka.
Jacket pod wodą.
Nurek w jackecie oczywiście jest w stanie uzyskać elegancką poziomą sylwetkę, choć wciąż ciężko mówić o idealnej opływowej sylwetce.

*) resort, nurkowanie resortowe, baza resortowa – tak mówimy o lokacjach, gdzie nurkowanie jest dużym biznesem turystycznym, bazy nurkowe i miejsca do nurkowania zlokalizowane są blisko dużych hoteli i do wody codziennie wchodzą tłumy.

Przechodzę do YouTube

Nie można ignorować potęgi medium, jakim jest YouTube. Zatem postanowiłem zostać „Jutuberem” i zacząć kręcić swoje materiały. Na szczęście staram się by to były raczej krótkie formy i daję odpocząć widzom od widoku swojej twarzy wrzucając różne przebitki i inne atrakcje.
Mam nadzieję, że odnajdziecie się w tej nowej formule Nurkologa i będziecie oglądać to, co tam wrzucę.

Na początku wrzucam serię filmów o światłach nurkowych. Jak wybrać pierwsze światło nurkowe, czym się kierować i z jakimi określeniami trzeba się mierzyć wchodząc w świat nurkowych latarek?

Zapraszam do oglądania i komentowania.

Decathlon uskrzydla nurków – test skrzydła Subea SCD500B

Subea (właśnie uświadomiono mi, że to, co kiedyś znałem pod nazwą Tribord to teraz Subea) nie przestaje wpuszczać na rynek nurkowy kolejnych elementów wyposażenia nurka. Szkoda, że w międzyczasie polska sieć Decathlona, której marką jest Subea, nie przestaje zwijać oferty nurkowej ze sklepów stacjonarnych. Owszem, odpowiedź Decathlona jest oczywista – no przecież nasze produkty są wciąż dostępne online. Powód jednak do kwęku pozostaje – my, nurkowie, sprzęt musimy najpierw przymierzyć, zmacać, często nawet przetestować, zanim wydamy nań niemałe pieniądze. Owszem, polubiliśmy zakupy w sieci (ostatnio robiłem „research”, dosłownie co trzecie centrum/ szkoła nurkowania w Polsce otworzyła, lub otwiera swój e-sklep, to coś mówi o trendzie), ale w przypadku naszego sportu trudno sobie wyobrazić, że wszystko przejdzie do sieci i handel tradycyjny w tej dziedzinie umrze.

No dobra, ponarzekałem, ale czas brać się za skrzydło. Wcześniej miałem ogromną przyjemność testować jackety z oferty francuskiej marki –  Subea SCD500 pierwszej i drugiej generacji, którymi byłem naprawdę porządnie zauroczony. Może jest i budżetową marką, ale wypornościówkę robią tak, że nie widać nigdzie specjalnych oszczędności. Tak też jest z najnowszym produktem Subei.

Rekreacyjne skrzydło (porzućcie nadzieję, że przypniecie do niego zestaw dwubutlowy, stage’a też raczej ciężko będzie podpiąć) oparte jest o niewielki plastikowy noszak, lekki, kompaktowy worek wypornościowy (oczywiście, jak to w skrzydle bywa, całe powietrze na plecach) i lekką, szczątkową uprząż. Wszystko wyraźnie zrobione tak by waga była najmniejsza i by dało się to ładnie skompaktować w bagażu. Tak, jak w przypadku jacketów, tak i tu mamy do czynienia z dobrze przemyślaną, ładną i wygodną konstrukcją. To skrzydło może się ludziom podobać. Jego właściciel nie powinien mieć żadnych kompleksów z tytułu posiadania. SCD500B wygląda po prostu ładnie.

Skrzydło zamontowane i skonfigurowane do nurkowania.

Mamy w nim zintegrowane kieszenie balastowe, mamy rozbudowany inflator z opcją zrzucania powietrza szczytową spłuczką poprzez pociągnięcie głowicy i węża w dół. Ba, są nawet kieszenie trymujące przy pasie trzymającym butlę. Te akurat bardzo się przydadzą nurkom lubiącym ołów. Do kieszeni balastowych spokojnie wejdą dwa kafle po 2kg, ale producent zaleca maksymalne obciążenie 3kg na jedną kieszeń i ja bym z tym nie przeginał. Mocowanie kieszeni wygląda solidnie, ale już wcześniejsze modele pokazywały, że nie utrzymają większej ilości ołowiu i można łatwo doprowadzić do przypadkowego wypięcia kieszeni w trakcie nurkowania. Dlatego też warto skorzystać z kieszeni umieszczonych na plecach. Noszak posiada dwa punkty mocowania pasów do butli, można więc dołożyć kolejny pas z kolejnymi kieszeniami.

Inflator, jak wspomniałem, ma zintegrowaną na szczycie spłuczkę, którą można otworzyć pociągając cały wąż z głowicą inflatora. Mamy więc dwie spłuczki górne (jedną tradycyjną na drugim ramieniu) i jedną spłuczkę dolną. Producent deklaruje, że spłuczki mają dodatkowe zabezpieczenie przed wlewaniem się wody w momencie otwierania spłuczki. Nie testowałem tego jeszcze, będę to sprawdzał. Uwagę zwraca mała głowica inflatora – ja tu widzę świadome działanie w celu zmniejszenia masy sprzętu, ale posiadacze solidniejszych paluchów mogą narzekać na ten rozmiar głowicy. Przyciski i ustnik do pompowania są rozłożone wygodnie i nie sprawiają problemów w użytkowaniu.

Górna spłuczka na inflatorze.

Worek (jak i całe skrzydło) ma dwa rozmiary: S/M wyniesie ma wyporność 140N, z kolei L/XL – 210N. Przy czym ja, nie najmniejszy chłopek o wzroście 179cm i wadze ok. 80kg daję radę w rozmiarze S/M wszystko zapiąć i wyregulować i worek spokojnie mnie utrzymuje w pełnym uzbrojeniu. Jednak to tak na granicy jest, osobom o podobnym wzroście i wadze sugerowałbym raczej L/XL. Co fajne, pas biodrowy ma dodatkową regulację, więc szkoły wypożyczające sprzęt mogą się cieszyć, gdyż sprzęt można dostosować do użytkownika w większym zakresie, choć regulacja pasa ukryta jest pod wyściółką noszaka i nie należy do najłatwiejszych czynności.

Są i D-ringi, jest nawet kieszeń akcesoryjna dopinana pod kieszenie balastowe. Jest miejsce na montaż drugiej kieszeni. Czego mi brakuje? Pasa krocznego. Ja wiem, jest wiele kamizelek rekreacyjnych typu „skrzydło”, które są pozbawione tego elementu, ale ja bym przynajmniej przewidział możliwość dołożenia takiej opcji – a tu nawet niespecjalnie jest jak takie rozszerzenie podnoszące bezpieczeństwo i komfort używania skrzydła zamontować. Szkoda.

Brakuje mi tu też genialnie przemyślanych systemów układających „octopus” i manometr zastosowanych w jacketach Subea – sprytne otwory w kieszeniach pozwalały wygodnie i bezpiecznie zamontować wąż octopusa tak by jednym pociągnięciem uwolnić octopus ze skrytki. Póki nie użyty, octopus wraz z wężem był ładnie schowany i o nic nie wadził, a sama puszka II stopnia octopusa była ładnie wyeksponowana i łatwa do namierzenia. Z kolei manometr można poprowadzić od tyłu kieszeni (otwór I) do przodu (otwór II) i mano zawsze wystaje z przodu, jest łatwe do zlokalizowania i też wąż nie ma szans o nic zaczepiać i wadzić.

W skrzydle tych rozwiązań, lub podobnych nie zastosowano. Fajnie, że producent dodaje od siebie tradycyjne zaczepy (albo może dodano je do testowego egzemplarza, bo już ich nie widzę na zdjęciach na stronie Decathlonu?) na węże z jednej i drugiej strony, ale przypominam, że węże HP od manometru bywają różnej średnicy, a węże ogólnie LP lub HP uzbrojone w oplot niespecjalnie lubią się trzymać w tych zaczepach. No i już tak ładnie nam nie układa węży.

Sprzęt jest lekki, waga ledwie przekracza 3kg. Skrzydło daje się ładnie skompatkować, będzie to więc wierny towarzysz wielu podróży lotniczych dla nurków i myślę, że w tej roli sprawdzi się najlepiej. Sprzęt prezentuje się dobrze pod względem jakości wykonania i użytych materiałów. Poprzednie kamizelki – mam je wciąż i są regularnie używane przez moich kursantów, sam też lubię w nich prowadzić zajęcia, jeżdżą też z nami na nurkowania w Polskę i za granicę – pokazały, że to są trwałe konstrukcje. Kilka lat użytkowania i żadnych poważniejszych awarii czy wyraźnych śladów zmęczenia, żadnych połamanych klamerek i urwanych uchwytów. Nie ma tu Cordury, ani żadnych wypasionych materiałów, ale nie mam powodów podejrzewać, żeby to specjalnie odbijało się na trwałości konstrukcji. Jak dla mnie kolejna fajna konstrukcja, która nie zawiedzie rekreacyjnego nurka wożącego się ze sprzętem nie tylko po bliskich nurkowiskach.

Sprzęt wygląda naprawdę dobrze.
Mała głowica inflatora.
Pas trzymający butlę. W komplecie kieszenie trymujące.
Kieszenie trymujące.
Kieszeń balastowa.
Sprzęt gotowy do nurkowania. Widać kieszeń akcesoryjną montowaną do kieszeni balastowych.
Regulacja pasa biodrowego. Fajnie, że jest, choć regulacja łatwa nie jest.
Regulujemy z obu stron.
Kieszeń na balast – maks. 3kg.

Po więcej informacji (radzę też skorzystać z programu testowania) zapraszam na stronę producenta i jednocześnie sprzedawcy: Decathlon.

Agama – test suchych skafandrów

Artykuł ukazał się oryginalnie w sierpniowym numerze magazynu „Blue Life”

okladka_800_net

Na naszym rynku mamy bardzo bogaty wybór suchych skafandrów, choć to przecież nie jest znowu taki duży rynek. Miłe dla mnie jest to, że nie brakuje polskich producentów – co więcej, są oni obecni na zagranicznych rynkach i cieszą się uznaniem zagranicznych klientów. To bogactwo oferty, oraz nasza silna pozycja na rynku światowym może wynikać z faktu nie tylko samej popularności nurkowania  w Polsce, ale i z tego, że każda osoba regularnie nurkująca u nas koniec końców przesiądzie się ze skafandra mokrego na skafander suchy. Zalet rozwiązania wymieniać nie ma sensu. Chcesz nurkować regularnie w Polsce, przyjdzie moment, że kupisz sobie suchara. Złapałaś, złapałeś zajawkę na nurkowanie i podoba Ci się w Polsce? Rozważ, czy warto wydawać dużo pieniędzy na dobrą i grubą piankę, czy nie lepiej już rzucić się na suchara. Oczywiście, zakup suchego skafandra to poważny wydatek. Nowy skafander kosztuje powyżej trzech tysięcy złotych. Czasem trafiają się jakieś okazje i można utrafić coś poniżej trzech tysięcy złotych. Jednak są to zwykle jakieś końcówki serii, na które trafić  można przy dużej porcji szczęścia. Z używkami jak z samochodami, bywa tak czasem, że w genialnej cenie trafiamy na doskonale utrzymane skafandry. Nie są zwykle piękne, ale to nie musi być najważniejsze kryterium wyboru. Niestety, dużo łatwiej jest trafić na mocno zużyty skafander. I tu wcale nie musi być zła wola sprzedającego. Materiał z wiekiem ulega degeneracji i nawet pomimo dobrego wyglądu i sprawnych łączeń, suchar może gdzieś zacząć puszczać. Usterki dopiero zwykle wychodzą w wodzie.

Jeżeli chodzi o nowe skafandry to od opcji do wyboru wprost boli głowa. Mamy fantastyczne marki premium – skafandry Santi, Waterproof, Ursuit, czy Fourth Element chociażby. Ciut taniej wypada Bare. W sucharach ?tańszych? (do czterech tysięcy) miałem możliwość przyjrzenia się polskiemu Seawolfowi i brytyjskiemu Typhoonowi. Seawolf ogólnie ma konkretny i niepowtarzalny pomysł na szycie skafandrów i ciężko jest go porównywać do innych producentów. Typhoon – brytyjska marka wydaje się nie zauważać najnowszych trendów w produkcji skafandrów suchych i choć szyje solidne skafandry to nie są to na pewno nowoczesne konstrukcje. Skupmy się przede wszystkim na najpopularniejszych u nas skafandrach powłokowych. Neoprenowe, owszem, fajne są, ale mają wszystkie wady pianki i ciężko je dostosować do każdej temperatury nurkowania. Szukając więc skafandra powłokowego z pewnością zwrócimy uwagę na wymienione właśnie marki. Nie wspomnę innych producentów, których rozpatrywałem przy poszukiwaniu skafandra dla siebie, ponieważ zwyczajnie odradzono mi te rozwiązania. I nie były to słowa sprzedawców, którzy mogliby mieć w tym interes, ale od użytkowników. Zatem generalnie w tym segmencie za dużego pola do popisu nie było. Do teraz. Na nasz rynek zostaje właśnie wprowadzona oferta czeskiej firmy Agama, o której dotąd kompletnie nic nie słyszałem. Co ciekawe, nie jest to wcale kwestia świeżości marki, ponieważ firma szyje skafandry nawet dużo dłużej niż nasze Santi. Zwyczajnie chyba nikt dotąd nie wpadł na to by wprowadzić na nasz rynek Agamy, co uważam za duży błąd. Nieduża firma prowadzona przez jedną rodzinę istnieje od 1991 roku i od tego czasu szyją skafandry nurkowe – czy to mokre, czy suche. W ofercie mają jeszcze ocieplacze, kaptury i obuwie nurkowe. W przypadku mokrych pianek część modeli produkowana jest przez zewnętrzne fabryki, ale cała główna produkcja, w tym suche skafandry, wykonywana jest na miejscu, w czeskiej fabryce firmy, w niewielkim mieście Zlin.

agama008
Fot. 1. Light 200. Baaaardzo wygodny.

Ja wziąłem pod lupę i na testy dwa skafandry suche – cordurowy Extra Plus i typowego lekkiego trylaminata Light200. W obu przypadkach materiał do szycia dostarcza brytyjska firma Ferguson.  Na pierwszy ogień poszedł Light200. Leciutki skafander. Materiał w tym modelu składa się z zewnętrznej warstwy nylonu, środkowej membrany z gumy i wewnętrznej nylonowej wyściółki. Waga: 225-255 g/m2. Łaty cordurowe na kolanach, na pośladkach i kieszeniach, buty w standardzie też bardzo porządne i przede wszystkim o odpowiednio sztywnej podeszwie – czego brakuje kilku producentom premium. Co fajne – kieszenie są wszywane w standardzie, bez dopłat – a to już nie jest norma, szczególnie w tańszych konstrukcjach. Kieszenie są odpowiednio pojemne i wyposażone w D-ringi. Wewnątrz suchara znajdziemy obowiązkowe szelki – też w standardzie i bez dopłat. Zamek TZIP zabezpieczony zewnętrznym zamkiem. Też rozwiązanie znane z droższych konstrukcji. Zawory SITECH – czyli standard rynkowy. Na plecach ściągacz. Przyglądam się wnętrzu – skafandry są zszywane i klejone taśmą 28mm. Wszystko wygląda estetycznie i bardzo porządnie. Nie ma do czego się przyczepić. Oglądam kryzę, która wyposażona jest dodatkowo w neoprenowy kołnierz dla podniesienia komfortu cieplnego. Wygląda to naprawdę zacnie. Wielu rozwiązań tego typu nie znajdziemy w droższych propozycjach. W testowanym modelu miałem zamontowane silikonowe manszety i kryzę – nie jestem ogromnym fanem silikonowej kryzy, przyzwyczaiłem się okrutnie do mojej neoprenowej, mile opatulającej mnie kryzy, ale sprawdziłem – w opcji jest oczywiście i neoprenowa kryza – co kto woli. Po zewnętrznych oględzinach przyszedł czas na założenie i przetestowanie. Skafander więc pojechał ze mną nad jezioro Narie, na nurkowania rekreacyjne. Pod spód zdecydowałem się założyć bieliznę termoaktywną i cienki ocieplacz-pajacyk Typhoona – idealny na płytkie nurkowania w niezbyt chłodnych wodach. Temperatura w płytkiej zatoczce wahała się pomiędzy czternastoma o osiemnastoma stopniami. Nie będę ukrywał, że ja takie rzeczy jak suchy skafander kupuję też oczami. Przyznam się, że po założeniu Agamy byłem pod ogromnym wrażeniem tego jak się na mnie układała i jak mi było w niej wygodnie. A przede wszystkim, że temu skafandrowi nie brakuje niczego i że wygląda bardzo porządnie. Nie wstydziłbym się ani trochę pojawiać się wśród posiadaczy droższych skafandrów. A przede wszystkim zaskoczyła mnie lekkość i wygoda przy wykonywaniu wszystkich manewrów. To było bardzo zbliżone do komfortu jaki towarzyszy używaniu lekkich skafandrów Seawolfa. W wodzie skafander zachowywał się bardzo porządnie. Powietrze się nigdzie nie blokowało i ładnie przepływało tam, gdzie tego sobie życzyłem. Żadnych problemów z zaworem dodawczym, czy upustowym. Oczywiście, po kilku nurkowaniach mogłem też ocenić schnięcie suchara – jego zewnętrznej i wewnętrznej strony. Materiał oddawał wilgoć bardzo szybko. Według mnie to jest doskonała konstrukcja dla ludzi poszukujących przede wszystkim lekkiego skafandra. Skafander w tej konfiguracji był naprawdę lekki i ładnie się składał. Jedyną wadą, jaką mogę wskazać to poślizg powodowany przez zewnętrzną warstwę materiału – ciężko go utrzymać w złożonej pozycji, jeżeli natychmiast nie schowamy go do torby.

Po dogłębnych testach Lighta200 przyszedł czas na model Extra Plus. Tutaj mamy do czynienia z zewnętrzną warstwą cordury, środkową gumową membraną i polyestrem wewnątrz. Waga materiału 560-620- g/m2. Skafander mimo to wcale nie był specjalnie ciężki, a już na pewno po założeniu w ogóle nie stwarzał takiego wrażenia. Odczuwalnie sztywniejszy materiał – taka jest cena wytrzymałości – generalnie jednak nie wpłynął na moją swobodę ruchów. Nie odczułem specjalnej różnicy w stosunku do Lighta200. Extra Plus ma wszystkie te same rozwiązania, co jego lżejszy brat: ściągacz, szelki, kieszenie, dodatkowy zamek i dodatkowy kołnierz wokół kryzy. Pływało mi się w nim tak samo dobrze. W obu przypadkach z resztą próbowałem też konfiguracji z grubszym ocieplaczem – Hi Loft Polar firmy Bare. Poprawa termiki oczywista, a przy tym jednak nie odczułem ograniczeń w ruchach – skafandry dobrze współdziałały i z cienkim ocieplaczem i z grubym.

Jeżeli chodzi o mnie to ja bym wybrał dla siebie cieńszy skafander. Urzekła mnie w nim jego lekkość. Oczywiście, póki co nie planuję czołgać się po rozerwanych fragmentach wraków, ani innych ekstremalnych wyczynów, bo wtedy sięgnąłbym po Extra Plusa, ale być może wcale nie ma co martwić się tak bardzo o wytrzymałość materiału Light200 – może się okazać, że skafander zaskoczy niejednego użytkownika swoją wytrzymałością. Testowane skafandry występowały w „jedynym, słusznym” kolorze – w czerni, niemniej jednak producent deklaruje, że zgodnie z życzeniem klienta, uszyje skafander w innych kolorach (potwierdziłem na pewno kolory: niebieski, czerwony, żółty). Tu ciekawostka – klient może sam zdecydować o konfiguracji kolorystycznej (jeżeli zażyczy sobie cały skafander żółty – proszę bardzo) i nie dopłaci za to ani złotówki. . Skafandry są oczywiście testowane pod ciśnieniem i  spełniają unijne normy EN 14225-2. Dostępne są w piętnastu różnych rozmiarach, a i oczywiście szycie na miarę też wchodzi w grę. W pakiecie ze skafandrem klient otrzyma torbę do transportu. Uważam, że skafandry Agamy mocno wykraczają poza ramy półki cenowej, na której producent postanowił się skupić. Wróżę marce powodzenie na naszym rynku.

agamadouble
Fot. 2. To nie jest nasze najlepsze zdjęcie, ale przynajmniej widać na nim Extra Plus – z prawej. A po lewej Light 200 oczywiście.