Podsumowanie 2021

Część I

Jeżeli chcesz przejść do części II, kliknij TUTAJ

Z czego jestem dumny, co udało mi się osiągnąć w 2021r.

Chyba najważniejszym skokiem osobistym było wejście na ścieżkę nurkowań dekompresyjnych i zrobienie uprawnień Advanced Nitrox. To kolejny ważny krok w moim osobistym rozwoju, który postawiłem sobie dawno temu na liście celów. Tym bardziej się cieszę, że zrobiłem te uprawnienia pod okiem Kuby Urbaniaka, który jest jeżeli nie pokrewną mi duszą to na pewno stworzoną z podobnej matrycy i dogadywaliśmy się w zasadzie  bez zbędnych słów. Docelowo dla mnie to szczęśliwy traf, że znalazłem taką duszę, gdy plany idą dalej – zamierzam za jakiś czas zdobyć uprawnienia instruktorskie i bardzo chętnie będę asystował Kubie przy kolejnych kursach by zdobywać bezcenną wiedzę w tym zakresie. Jeszcze jedna rzecz się w tym układzie bardzo zgadza – obaj mamy autentycznego hyzia na temat rozsądnego podchodzenia do nurkowania i ja tej szkoły będę się trzymał. Ścieżka dekompresyjna jest piękna, nęcąca, ale by podnosić znacząco ryzyko nukowań, trzeba to robić w jakimś celu, a nie tylko by sobie i innym udowadniać wielkość/twardość niektórych części ciała. Będę to uzmysławiał każdej osobie, która będzie chciała iść tą ścieżką i nie zamierzam odpuszczać nikomu na żadnym polu tylko po to by był szczęśliwy z otrzymania certyfikatu, a niekoniecznie odpowiedniego szkolenia. Dla mnie w nurkowaniu dekompresyjnym celem są wraki, których nie osiągnę w limitach rekreacyjnych. Ale o tym później.

Po kolei. Niech to będzie kompletny przegląd wydarzeń roku 2021.

Styczeń, luty, marzec.

Fot. kubaCE. Deepspot przy zgaszonych lampach.

W ogóle okres zimowy minął mi pod znakiem Deepspot. Myślę, że to jeden z ważniejszych punktów zmieniających mój dotychczasowy proces szkoleniowy i bardzo wpływający na moje podejście do nurkowania. Deepspot daje mi genialne miejsce do realizacji części basenowej kursu podstawowego, do tego mogę odbyć pod dachem, w kapitalnych warunkach część szkoleń robionych dotąd na wodach otwartych. Nie wszystkim kursom to może służyć, ale w wielu przypadkach bardzo pomaga: ćwiczenie pływalności, poruszanie się po przestrzeniach ograniczających swobodę, różne głębokości dla różnych poziomów doświadczenia. Wstyd się przyznać, ale od zimy 2020/2021 zupełnie nie chce mi się wyjeżdżać na wody otwarte w okresie zimowym. Ten czas spędzałem na warsztatach basenowych, nocnych nurkowaniach, nurkowaniach przypominających, prowadziłem całe bloki kursów OWD cały czas pod komfortowym dachem Deepspotu.

Udało się wyskoczyć na Piechcin i nad Honoratkę. Piekielne zimno, przyzwoita wizura, ale wcale nie jakaś powalająca, jakiej można byłoby oczekiwać od okresu zimnej wody. Za każdym razem to sobie powtarzałem wracając z ogromną przyjemnością do sztucznego zbiornika w Mszczonowie.

Fot. kubaCE. Kobanya

W marcu już chłonąłem wiedzę teoretyczną z kursu IANTD Advanced Nitrox i dałem radę wyskoczyć do budapesztańskiej kopalni Kobanya. Przejazd w okresie panowania europejskich obostrzeń związanych z pandemią to był dla mnie nie lada wyczyn logistyczny i sporo stresu związanego z wieloma niewiadomymi. Musieliśmy zdobyć potwierdzenie, że jedziemy w konkretnym celu do Budapesztu by przekroczyć granicę, musieliśmy jechać trochę na około, bo Czechy zamknęły się na wszelki ruch, nawet tranzytowy. W Budapeszcie musieliśmy zrobić sobie testy PCR przed powrotem do Polski. Każda kontrola na granicy i po drodze to dodatkowy zastrzyk stresu. Słowacka policja wręcz wręczyła nam mandaty za brak maseczek w aucie (wolno było tylko spokrewnionym, my nie chcieliśmy ani łgać, ani kłócić się). Kosztowało nas to coś koło 10 Euro chyba? No jakoś to przeżyliśmy! Warto było znowu zobaczyć wspaniałe komnaty Kobanyi. Smutny był tylko covidowy Budapeszt, mało ludzi, knajpki wydające pokarm tylko na wynos, ale nie odmówiliśmy sobie spaceru wzdłuż Dunaju.

Kwiecień.

To mocne dociśnięcie pedału gazu ze szkoleniami przed otwarciem sezonu ciepłego w Polsce. To także ćwiczenia przygotowujące do kursu Advanced Nitrox.  Mi udało się jeszcze trafić na plan filmowy rodzimej produkcji. Strasznie żałuję, że tak strasznie mało się u nas kręci zdjęć w wodzie i pod wodą, bo to kapitalna robota. Fajna zabawa przede wszystkim, choć czasem i ciężka praca. To były bodajże trzy czy cztery dni po kilkanaście godzin spędzonych na planie. Tak, tak, możecie się zdziwić, ale ci goście pracują zwykle po jedenaście albo dwanaście godzin dziennie. Jak to się zdarza raz na kilka miesięcy to jest fajnie, ale taki rozchwytywany koordynator kaskaderów, albo kaskader jeżdżący z planu na plan to chyba w ogóle nie ma życia osobistego. Mocno cygańskie z resztą to życie jak patrzę na ludzi z branży filmowej. Ja się cieszę, że raz na jakiś czas mogę ich popodglądać w pracy, zwłaszcza, że ekipa Stunt Service Tomka Lewandowskiego to całkiem profesjonalna grupa pozytywnych wariatów. A do tego jeszcze miałem dużo roboty pod wodą. Tylko tym razem spędziłem w sucharze po kilkanaście godzin dziennie i miałem go na koniec serdecznie dość. Zwłaszcza neoprenowej kryzy, która nie miała kiedy wyschnąć i po prostu zaczęła śmierdzieć. Nie polecam kryzy neoprenowej jeżeli komuś zdarza się spędzać w skafandrze więcej niż dwie godzinki dziennie.

Serial w reżyserii Kasi Adamik ma pojawić się na platformie Netflix w nowym roku, albo później. To produkcja fantasy, coś a’la Polskie Baśnie Bagińskiego. Jestem bardzo ciekaw efektu końcowego.

Fot. kubaCE. Natalia dubluje z uśmiechem na twarzy. Zaraz auto zniknie pod wodą.

Maj.

To wody otwarte kończące kurs Advanced Nitrox. Kurs kończyliśmy na Hańczy wykonując kilka zanurzeń dziennie i wisząc za każdym razem cholerną godzinę w cholernie zimnej wodzie nad cholerną platformą. Ćwiczenia, procedury, powtórki. Pogoda w dodatku wyjątkowo wredna – ostatniego dnia powróciła zima. Dostałem naprawdę mocno w kość, ale dzięki temu ostatnie nurkowanie wieńczące kurs – wyprawa na księżycówkę i pierwsza legalna dekompresja to było bardzo satysfakcjonujące doświadczenie.

fot. kubaCE. Pan nadInstruktor i współkursanci.

Udało się też w ramach klubowej działalności skrzyknąć ekipę na wyprawę w góry. Nie nurkować, tylko pochodzić. Towarzystwo się zebrało zacne, pojechaliśmy więc pochodzić po Gorcach i Tatrach, trafiliśmy pięknie w pogodę, więc przedłużony weekend minął nam pod znakiem gorczańskiego Turbacza (piękna, długa, ale łatwa trasa) i tatrzańskiej Doliny Czarnego Stawu (jedna z podgrup w tym czasie poszła na Kasprowy), czyli po drodze przeszliśmy przez moją ulubioną Halę Gąsienicową. Pod Czarnym Stawem zalegała jeszcze konkretna czapa śniegowa, więc było całkiem emocjonujące dojście do Czarnego Stawu. To było coś, co na pewno będę chciał powtarzać. Zostawiłem kawał serca w górach.

Z drugiej strony maj to kolejne rozczarowanie. Na rok dwa tysiące dwadzieścia jeden zaplanowałem dużo wypraw na Bałtyk, w tym co najmniej cztery związane z jednostką Hanter wypływającą z Łeby. Odwoływałem po kolei wszystkie rejsy Hanterem i jakaś połowa wypraw innymi jednostkami odbywała się w innym od zamierzonego zakresie. Bałtyk w tym roku mocno dał mi do zrozumienia, że lubić go można, ale nie należy się przyzwyczajać. Charakter ma on kapryśny i lubi to pokazywać.

Źródło: POLSAT. Kard z 10. odcinka „Komisarz Mama”. Autor w wodzie z Joasią, na burcie RIBa siedzi Mirek.

Czerwiec.

Na Bałtyk dotarłem więc dopiero w połowie roku, ale jeszcze po drodze, na dzień dziecka zabezpieczałem plan zdjęciowy na Narwii. Bardzo przesympatyczna aktorka, Joanna Niemirska miała scenę jak wynurza się z wody i informuje ludzi na łódce o znalezionym trupie. Odbyliśmy najpierw sesję zapoznawczą ze sprzętem nurkowym na Deepspocie, poćwiczyliśmy podstawowe procedury nurkowe i potem asystowałem jej w wodzie przez całe ujęcia pilnując by czuła komfort – co nie było łatwe, bo byliśmy na środku rzeki – i była zabezpieczona – dlatego cały czas trzymałem ją pod wodą, do tego drugi kaskader, Mirek Pisarek, trzymał ją na linie zabezpieczającej. Cała magia małego ekranu! I tak na koncie mam kolejną Wielką Rolę bezimiennego nurka partnerującego pani policjantce. Czyste szaleństwo! Tak więc znalazłem się w napisach końcowych jako „Ewolucje kaskaderskie” obok znakomitego kaskadera Mirka Pisarka i świetnego (oaza spokoju) koordynatora kaskaderów, Sławka Kurka. Kolejna fajna współpraca ze Stunt Service. Pamiętajcie, odcinek dziesiąty serialu „Komisarz Mama” na Polsacie. 🙂

Na Bałtyku wyszedł nam jeden dzień nurkowań. Nurkowaliśmy z Helu, więc zamówiłem mojego ukochanego Trałowca zaraz obok portu na Helu. Wrak głęboki, w sam raz na dekompresję, ale tym razem mając pod opieką nurka rekreacyjnego spotkałem się z Trałowcem tylko na kilka minut, starając się wprawiać w fotografii podwodnej. Kilka ujęć spod wody zostało, choć jeszcze daleko do ideału. To kolejna umiejętność, którą chcę rozwijać. Zaczęło się od troszkę porządniejszego zestawu fotograficznego – czyli bardziej ambitnej (od gopro głównie, którym dotąd operowałem) małpki i zestawu porządniejszych lamp błyskowych. Ceny sprzętu fotograficznego podwodnego przyprawiają o zawrót głowy, a potem człowiek próbuje opanować tego wielkiego pająka pod wodą, mało to wszystko poręczne. Doceniajmy więc fotografów podwodnych, bo nie jest to łatwy kawałek chleba.

Fot. kubaCE. Trałowiec.

W ramach ciągłych zmian planów bałtyckich, drugiego dnia zamiast nurkować na wrakach, musieliśmy nurkować na Kaszubach. Pogoda na Bałtyku nie dopuszczała opcji nurkowania. Wybraliśmy się więc poznać bazę nurkową gdyńskiego Trytona nad kaszubskim jeziorem Kłodno. Ładnie to wpasowane w wakacyjny krajobraz, rozbudowana baza, ale wrażenie chaosu i tymczasowości niestety typowe jest dla naszych baz nurkowych. Pod wodą nawet przyzwoita wizura, ale kompletna pustynia. Zanurkować tam warto tylko będąc przy okazji w okolicy, ale żeby specjalnie po to tam jechać? No nie.

CIĄG DALSZY W CZĘŚCI II

Się podoba? Niech kliknie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.