Podsumowanie 2021 cz.2

Część II podsumowania 2021.

Pierwszą część znajdziesz TUTAJ

Lipiec.

To oprócz intensywnych kursów nad Hańczą wyprawa na Heweliusza i na Bornholm. Znowu zwyczajnie niezwyczajnie z Bałtykiem, znowu zmiany planów. Z czterech nurkowań, w tym wymarzonego nurkowania na bornholmskim żaglowcu „Affaire” wyszły trzy nurkowania, w tym jedno na powrocie, na przełamanym Halstenbeku. „Affaire” niestety nie tym razem, a tak ostrzyłem sobie zęby na nurkowanie dekompresyjne na tym wraku, wreszcie nie nerwowo, nie w pośpiechu, dokładnie miałem go sobie obejrzeć. Trzeba do niego wrócić. Za to Heweliusz zaskoczył temperaturą i niezłą widocznością, zwiedziliśmy go bardzo dokładnie tu i ówdzie, także na skuterach podwodnych. Z Heweliuszem nigdy nic nie wiadomo względem przyszłości, właściciele wiozącej nas jednostki „Lubecki” mówią, że Niemcy robią wszystko by „zamknąć” wrak dla nurków rekreacyjnych, rzekomo z powodu przebiegającego niedaleko gazociągu „Nordstream”. Spieszmy się więc nurkować na Heweliuszu.

Sierpień.

Duże wydarzenie. Powrót na Bałtyk, znowu zmiany, ale całkiem fajne. Wyprawa miała być tylko i wyłącznie obejmująca nurkowania na wraku Georg Buchner. Na Buchnera czaiłem się już dobre dwa lata. Ostatecznie udało mi się dogadać z jednostką Thorr by przestawili się na Władysławowo i zabrali nas na „Grzesia” (jakże pieszczotliwa nazwa dla Georga Buchnera, choć zdaje się, że Georg niemiecki ma więcej wspólnego z polskim Jerzym niż Grzesiem). Jeden dzień jednak był wietrzny, więc zrobiliśmy nurkowania na zatoce: odwiedziłem dawno nie odwiedzaną „Malutką” (troszkę zawód, bo słaba widoczność, no i nurkowanie na tym poziomie doświadczenia to już niestety nie przeżycie, ale początkującym nurkom z pewnością „Malutka” jest w stanie podnieść ciśnienie). Potem – „Trałowiec” w wersji dekompresyjnej! Takiej mikro dekompresyjnej, bo potrzebowałem zachować gazy na kolejne nurkowania, ale jednak. W końcu jednak w niedzielę była pogoda i popłynęliśmy na Georga. Tu wszystko było niespodzianką i wielkim doznaniem. Przede wszystkim ogromna skala wraku, jego ponury kształt – kiedyś niezwykle pięknego wycieczkowca, teraz gołej stali przykrytej całunem omułków, leżącego na boku. Tu trzeba zanurkować co najmniej cztery razy, najlepiej ze skuterem podwodnym. Tylko wtedy ma się szansę dobrze obejrzeć wrak. Niestety, głębokości podane w sieci nijak nie miały się do rzeczywistości. Okazuje się, że wrak zaczyna się na dwudziestu paru metrach, a schodzi aż do czterdziestu. Ciężko tu zanurkować nie wpadając w dekompresję by cokolwiek zobaczyć. A warto go opłynąć od rufy do dziobu, przyjrzeć się galeryjkom, poszukać mostku kapitańskiego, sprawdzić czy są otwarte ładownie na dziobie. Będę wracał tutaj, mam tam jeszcze dużo do obejrzenia.

Wrzesień.

Powrót do Rummu. Po długiej przerwie wracałem do kochanego Rummu, do surowej urody Estonii, to uroczego ośrodka wypoczynkowego Paekalda nad brzegiem Rummu. Na miejscu w zasadzie niewielkie, ale jednak zmiany nad wodą i pod wodą. Właścicielka ośrodka, Reelika oczywiście nie spoczywa na laurach i wciąż coś poprawia i dobudowuje w ośrodku. Znowu jakieś niesamowite konstrukcje na wodzie, pływające tarasy z saunami. Pod wodą z kolei więcej wyznaczonych tras, artystyczne instalacje: „las manekinów”, stół do popołudniowej herbatki i znajome budynki. Dopisała wizura, sporo życia w zbiorniku. Niestety, najsłabsza pogoda – nie, że lało non stop, ale było pochmurno i popadywało. Temu miejscu zdecydowanie ładniej kiedy jest ładna pogoda i światło słonecznie gra nam pięknie pod wodą na niewielkich głębokościach. Bo przecież tam się nurkuje wyłącznie płytko, siedem metrów, dziesięć czasem.

Konieczne było też sprawdzenie, co w Tallinie słychać. Odwiedziliśmy więc starówkę na krótką chwilę, przeszliśmy się portowym nadbrzeżem, zupełnie niechcący natknęliśmy się na tablicę upamiętniającą internowanie i potem śmiałą ucieczkę naszego okrętu podwodnego ORP Orzeł w okresie II Wojny Światowej. Obowiązkowa była też wizyta w tallińskim muzeum morskim, zwiedzenie okrętu podwodnego Lembit i parowego lodołamacza „Suur Toll” – te rzeczy nieprędko mi się znudzą. Niestety, nie mogłem ostatecznie zabrać ze sobą Syna z Polski, a bardzo chciałem mu pokazać te atrakcje Tallina. Uważam odwiedziny w morskim muzeum w Tallinie za obowiązkowy punkt programu każdej wizyty w tym mieście.

Październik.

W październiku warszawski oddział Santi zmieniał lokalizację, przenosząc się do większego i bardziej reprezentacyjnego lokum. Okazję tą okraszono odpowiednią imprezą, pojawił się więc założyciel marki, Tomek Stachura (polecam WYWIAD – CZĘŚĆ I i CZĘŚĆ II – który przeprowadziłem z Tomkiem), a jak się pojawił Tomek to koniecznie musiał pokazać kilka zdjęć i posnuć swoje nurkowe opowieści. Tej okazji przepuścić nie mogłem, bo uważam Tomka za świetnego opowiadacza nurkowych historii. Tomek opowiedział o efektach ekspedycji, która miała odkryć tajemnice hitlerowskiego Karlsruhe. To był ostatni transport z obleganego Królewca. Wielu badaczy uważało, że legendarna Bursztynowa Komnata mogła być właśnie ewakuowana tą drogą. Jeżeli tak, to ogromna szansa, że właśnie Karlsruhe ją przewoził. Tego potwierdzić się nie udało, ale i tak ekspedycja była niezwykle emocjonująca i cała relacja Tomka to temat na kilka odcinków serialu przygodowego albo na dobrą książkę.

Foto: kubaCE, Rummu, Estonia.

Listopad.

Diversnight w Deepspocie, czyli pierwszy raz pod dachem. W tej imprezie uczestniczymy regularnie, głównie nurkując w naszych skromnych zbiorniczkach wokoło stolicy. Tym razem udało się zorganizować nurkowanie w ekstra warunkach, czyli w ciepełku, bez skafandrów, ale oczywiście po ciemku, czyli przy zgaszonych światłach. Takie warunki oczywiście przyciągnęły uwagę i pobiliśmy wszelkie rekordy tej imprezy. Pod wodą znalazło się pięćdziesiąt sześć osób, co nawet dla Deepspot było sporym wyzwaniem logistycznym, ale daliśmy radę i wybitny fotograf, Tomek Płociński uczynił nam piękną pamiątkę z tego dokonania.

Foto: GEPN, przygotowania do grupowego zdjęcia z Diversnight 2021

W listopadzie trzeci w tym roku projekt filmowy! Jakże się nie cieszyć? Kilka kolejnych dni zdjęciowych na planie kolejnego polskiego serialu realizowanego na zlecenie Netflix. Serial znowu ma elementy fantastyczne i na szczęście dla mnie znowu były ujęcia pod wodą. Tym razem za plan posłużył nasz stołeczny basen Pałacu Kultury i Nauki, w którym normalnie nie można nurkować ze sprzętem, więc tym bardziej cieszyłem się na tą okazję. Dodatkowo musiałem dobrać sobie do pomocy nurka – a dokładniej dublerkę do zastępowania jednej z aktorek. Zatem nasza klubowiczka Ania Rykier mogła zabłysnąć w przemyśle filmowym i wykazać się nie byle hartem ducha wykonując niektóre ewolucje kaskaderskie – i to były ewolucje! Podziwiam ją za odwagę, boję się, że sam bym się spietrał. Ja tym razem tylko zabezpieczałem ujęcia pod wodą, miałem troszkę czasu by porobić zdjęcia. Miałem też dużo czasu by utwierdzić się w przekonaniu, że kilka godzin w skafandrze plus neoprenowa kryza to nie jest dobry pomysł!

Grudzień.

Nurkowy Festiwal Mocy – dwa lata przerwy to zdecydowanie za długo. Zdecydowałem się zaryzykować i zorganizować kolejną, siódmą już edycję NFMu. Czułem głód i czułem, że ludzie też są głodni takiej imprezy. Nie myliłem się, pomimo wciąż panujących pandemicznych okoliczności stawiliśmy się z naręczem sprzętu do testowania: Ammonite System, Hi-Max, Orca Torch, Kwark, Seacraft, Santi i Tecline. Na miejscu ponad pięćdziesiąt osób, co na tą imprezę może rekordem nie było, ale było bardzo dobrym wynikiem. Na prelekcje udało mi się zaprosić Marcina Bramsona i niezawodnego Kamila Iwankiewicza, czyli sprawdzonych prelegentów. Wszystko wyszło pysznie, łącznie z panelem dyskusyjnym, plebiscytem na „najbardziej wkurzające w nurkowaniu” ( zachowania sprzętu i nurków) i loterią nagród. Znowu piękne kalendarze Ireny Stangierskiej i inne fanty od dostawców sprzętu testowego poszły w ręce gości NFM. Powstał znowu plan, żeby zrobić letnią edycję festiwalu i jest to plan na rok 2022.

Przed nami więc wspaniałe plany na 2022, koniecznie dużo wraków, powtórki rzeczy, które wyszły nie tak jak miały wyjść, plany by zobaczyć nowe rzeczy dla mnie: w końcu Hemmoor, może pojechać w końcu na chorwackie wraki? Odwiedzić Maltę? Przede wszystkim życzę sobie znaleźć czas by wreszcie skończyć spisywać wywiad z Wojtkiem A. Filipem, czego nie dokonałem w tym roku i uważam za moją największą porażkę tego roku. Życzę też sobie bardziej regularnego pisania do Nurkologa i nie tylko. A czego życzyć Wam?

Się podoba? Niech kliknie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.