Archiwa tagu: featured

Białe noce w Rummu

2020 rok jest rokiem szaleństw. Udało mi się na początku roku ułożyć dość szczegółowy plan wyjazdów na praktycznie trzy czwarte roku, wszystkie główne wyjazdy zostały wpisane w kalendarz i dopięte organizacyjnie. I tąpnęło. Szaleństwo COVID przemeblowało mi nie tylko zawodową sytuację, ale też wszelkie plany wyjazdowe. O mały włos, a na sam początek polskiej i europejskiej kwarantanny pojechałbym do Budapesztu, do Kobanyi. Dosłownie na dwa dni przed wyprawą zdecydowaliśmy z uczestnikami, że sobie odpuszczamy. Dzień później gruchnęła wieść, że granice zostają zamknięte, wprowadza się kwarantanny dla powracających i tym podobne „atrakcje”. W ten sposób zaplanowany na majówkę wyjazd do Rummu nie odbył się. Próbuję teraz ułożyć plan na jesień. Nie mówię jeszcze, czy się uda, bo to wciąż są bardzo niepewne czasy. Jednak roku bez wizyty w Rummu sobie po prostu nie wyobrażam i zrobię wszystko by tam znowu pojechać. Dlaczego rok bez Rummu uważam za stracony?

W czerwcu najsłabsza wizura w budynkach. Foto: kubaCE

Wyprawa do Rummu to moja ulubiona mieszanka przeżyć i emocji. W 2019 roku odbyłem moją już czwartą wyprawę do Rummu. Już sama droga przez byłe republiki związku radziekiego: Litwę, Łotwę i potem Estonię to już ciekawy miks doznań, choć nie jest to szybka jazda ekspresowymi drogami niestety. Okolica Rummu to raczej odludne miejsce osłonięte lasami, torfowiskami. To jest dobry kierunek dla tych, którzy szukają spokoju i odpoczynku od cywilizacji. Ten ostatni punkt dopełniony jest przez miejscówkę, którą regularnie wybieram na nasz nocleg. Paekalda Puhkekeskus (Paekalda Holiday Center) to niewielki, skromny ośrodek wybudowany tuż nad brzegiem jeziora Rummu. To raczej niewielka gromada drewnianych domów budowanych z bali w stylu fińskim. Mamy dwa większe budynki: jeden to rodzaj kantyny, kawiarenki, drugi to duży dom do wynajęcia dla większych grup (tzw. Lakehouse), są bodajże jeszcze trzy średniej wielkości domy (Hunter house) i cztery mniejsze (Fishermen house). I to wszystko. Domki są rozrzucone dość szeroko po niezbyt gęstym lesie iglastym, nikt tu sobie nie przeszkadza, praktycznie nie odczuwa obecności innych gości ośrodka. Na wodzie jeszcze znajdują się takie domki-baryłki. To raczej opcja na jedną noc, w ciepłym sezonie. Do tego ośrodek ma swoje molo, swoją plażę z różnymi udogodnieniami i kilka pływających obiektów: pływającą platformę z zadaszeniem do organizacji imprez integracyjnych na wodzie, mniejszą platformę – doskonałą dla nurków, pływającą Saunę Fińską…

W 2019 pojawiły się kraty broniące dostępu chyba raczej pływakom niż nurkom. Foto: kubaCE

Sam estoński kamieniołom doskonale łączy walory wapiennego wyrobiska (wapienna skała jest naturalnym filtrem do wody, to gwarantuje krystaliczną wręcz wizurę) i naturalnego zbiornika pełnego roślinności i zwierzyny podwodnej, do tego zalane budynki „gułagu”, mur więzienny, wielkie maszyny wydobywcze. To wszystko w jednym miejscu. A jak komu mało, zawsze może wyskoczyć na bałtyckie wraki z estońskiego wybrzeża – a jest co zaliczać. Do tego koniecznie trzeba skoczyć choć na jeden dzień do Tallina, przejść tallińską starówkę, obowiązkowo zwiedzić wystawę estońskiego muzeum morskiego, gdzie do odkrycia czekają na nas: Lembit – estoński okręt podwodny z czasów IIWŚ wystawiony w głównym hangarze muzeum, do zwiedzenia z dołu, z góry i w środku; Suur Toll – przepiękny parowy lodołamacz z początków XXw, przejście przez kabiny i maszynownię pokazuje jak wspaniałą kiedyś sztuką łączącą funkcjonalność z elegancją było budowanie takich statków.
Estonia jest więc naturalnie bardzo atrakcyjnym kierunkiem podróży dla nurków z Polski. Z roku na rok obserwuję coraz większe zainteresowanie naszych klubów i szkół nurkowych tym kierunkiem i cieszy mnie, że pojawiają się kolejne wyprawy grup zorganizowanych jak i pojedynczych nurków.

Baraki. Foto: kubaCE

Estonia leży stosunkowo blisko, wystarczy pokonać niecałe tysiąc kilometrów, przejechać granice Litwy, Łotwy i jesteśmy w Estonii. W państwie, które kiedyś wydawało mi się totalną egzotyką z bloku wschodniego, wciąż odczuwającą skutki tkwienia w Związku Radzieckim. Niczym opad radioaktywny i wysokie stężenie promieniowania, w oczach świata zły pierwiastek ZSSR trwale „skaził” tą część świata. Jakież więc było moje zaskoczenie, kiedy tu dojechałem po raz pierwszy, w 2016r. Owszem, ślady „promieniowania ZSSR” są, ale Estończycy mają wyraźnie przedsiębiorczość i upór Skandynawów. Wykonali więc kawał dobrej roboty by ich świat bardziej przypominał Szwecję, niż państwo byłego bloku komunistycznego. Widać to zwłaszcza w większych aglomeracjach lub bardziej atrakcyjnych turystycznie częściach kraju.
Ostatnia wyprawa wybitnie pokazała, że czas nie stoi, że wszystko powoli się zmienia. Zacznijmy jednak od tego, że był to mój pierwszy wyjazd w okresie ciepłym, praktycznie letnim – wakacyjnym. Wyprawa wypadła w okresie Bożego Ciała, praktycznie przed samymi wakacjami. W Rummu było już bardzo ciepło i widać było, że woda już przyciągała letnich amatorów sportów wodnych. Efekt taki, że najchętniej odwiedzane przez nurków budynki nie mogły pochwalić się dobrą widocznością. To bezpośredni kontakt z lokalną plażą powoduje, że ta atrakcja Rummu najlepiej się prezentuje po sezonie letnim. Trzeba pamiętać, że jest to płytkie miejsce. Głębokość nurkowania nie przekracza pięciu metrów. Często poruszamy się na głębokości dwóch metrów. Ruchy wody powodują wzbudzenie dennej warstwy osadu.
Jednak już wystarczyło odpłynąć od budynków i zwiedzać okolice Muru i Lasu – tam już widoczność była dużo lepsza, a miejsca te również są warte uwagi. Jak zwykle dałem grupie czas na pokręcenie się w tym miejscu. Wszyscy rozpłynęli się na różne strony i nie chcieli wracać. Musiałem ich zaganiać i przypomnieć, że mamy jeszcze do odwiedzenia inne lokacje tego dnia.

Rummu pieszo. Foto: kubaCE

Dla mnie największym zaskoczeniem były zmiany w części zamkniętej wybrzeża, gdzie wygrodzony teren byłego więzienia został sprzedany prywatnej firmie. Właściciel terenu (według lokalnych plotek to także ostatni kierownik tej placówki za czasów jej funkcjonowania) wreszcie otworzył się na przemysł turystyczny i zrobił drogę dojazdową nad wodę (ale dalej z szlabanem i – obowiązkowo – punktem poboru opłat) i zorganizował miejsce nad wodą. Na miejscu pojawiła się więc mini kawiarenka i kontener, w którym funkcjonuje jedna z tallińskich baz nurkowych. Nie jest to jednak stała baza, otwierana jest tylko wtedy, gdy mają umówionych klientów (zajrzyjcie na rummu.eu w celu kontaktu). Stałej bazy z ładowaniem butli nie ma wciąż na miejscu.
Naszą wyprawę nurkową najlepiej planować w okresie omijającym wakacje. Zagwarantuje to nam: względny spokój nad wodą, lepszą wizurę, lepsze ceny, zerową albo mniejszą obecność wszelkich latających insektów i zbiornik praktycznie na wyłączność. Tak, to kolejny element, który zaskoczył mnie na tej wyprawie. Rummu odbierałem zawsze jako miejsce względnie odludne, by nie powiedzieć, że wyłączone z cywilizacji. Nad wodą mamy tylko mały ośrodek Paekalda Puhkekeskus (Holiday Center – miejsce, gdzie zawsze nocujemy) i wioskę czy raczej osiedle Rummu, która jest pamiątką po funkcjonującym więzieniu. Wyraźnie widać, że to w zasadzie tylko grupa bloków powstała by pracownicy więzienia i ich rodziny miały gdzie spać. Oczywiście jest jeszcze teren ogrodzony, ostatnia „sucha” pamiątka po więzieniu. Poza tym dookoła żadnych zabudowań, tylko skaliste wybrzeże akwenu, częściowo zalesione. Żeby kogoś spotkać na nabrzeżu, a już na wodzie? Bardzo, bardzo rzadko widziałem pojedyncze auta nurków czy innych amatorów wypoczynku nad/pod wodą. W czerwcu jednak linia brzegowa tętniła życiem, auta podjeżdżały gdzie tylko mogły. Spotykaliśmy freediverów na środku akwenu. Przy budynkach i na plaży zawsze jacyś ludzie i ruch w wodzie (co się przełożyło na wizurę w tym miejscu). To dla mnie kolejny sygnał, że Rummu smakuje najlepiej w okresach posezonowych.
Trzeba pamiętać, że sami Estończycy wciąż wyraźnie jednak inaczej podchodzą do nurkowania w Rummu. Gdyby Rummu było na terenie polskim, już mielibyśmy tam drugi Zakrzówek, albo i lepiej – kilka baz nurkowych, wypożyczalnię rowerków (roweryków) wodnych i tym podobne. Nad Rummu jednak póki co panuje względny spokój i dobitny brak przynajmniej szczątkowej infrastruktury nawodnej. Reelika, właścicielka ośrodka Paekalda stawia na sporty nawodne, na szczęście raczej te ciche, bliższe naturze – pływanie SUPami, pływające platformy, pływająca sauna (szaleństwo typowe dla Skandynawów). To, co wyrosło przy budynkach, to dopiero zapowiedź zmian, ale czy prędkich? Czy Estończycy nie widzą potencjału miejsca by postawić tu solidną bazę całoroczną, albo przynajmniej działającą regularnie w sezonie? Tak więc przybywającym tu rodakom zalecam – przywoźcie cały swój sprzęt, ładowanie można ogarnąć w Tallinie, nie jest to w końcu daleko. Najlepsze nurkowania niestety tylko z wody. Z brzegu od biedy da się obskoczyć kilka atrakcji, a najlepiej na skuterach podwodnych. Jednak by zaliczyć wszystko, warto uzbierać grupkę i gotówkę na pożyczenie platformy, którą można zaliczyć wszystkie najlepsze miejscówki Rummu.
Opisywałem już nurkowania we wszystkich w zasadzie miejscówkach nurkowych w zbiorniku, więc tym razem pozwolę sobie nie opisywać przebiegu poszczególnych nurkowań tylko skupię się na przeglądzie miejscówek w oparciu o najnowsze obserwacje w ramach nurkowań wykonanych w 2019 roku.

Foto: kubaCE

Mur i budynki – możliwość nurkowania z brzegu, głębokości rzędu 5-7m. Widoczność przed i po sezonie doskonała, słaba w okresie letnim. W tym roku doszło obojkowanie regionu. Właściciel wyznaczył teren, w którym obowiązują opłaty za nurkowanie, czy w ogóle korzystanie z tej przestrzeni. Do roku 2020 koszt wynosił 10 Euro za dzień nurkowania. Pod wodą mamy kilka ciekawych miejsc do odwiedzenia. Płytkie budynki przy samej plaży z charakterystycznym wysokim budynkiem wystającym z wody – tutaj fajnie wystawić wodę z głowy i obejrzeć też, co dzieje się nad wodą. W 2019 pojawiły się kraty broniące dostępu chyba raczej pływakom niż nurkom. Niestety, w czerwcu tragiczna wizura. Przepłynęliśmy przez te budynki, znowu podziwialiśmy oczka siarkowodoru wewnątrz dużego budynku. Tutaj znajdują się „obeliski”, niektóre stoją, inne są już przewrócone – betonowe słupy tworzą ciekawy krajobraz tego miejsca. Stąd możemy nawigować na dalsze budynki lub na mur. Dalsze budynki są schowane pod wodą, choć ich dachy znajdują się ledwie pod taflą wody. To w zasadzie trzy pomieszczenia, gdzie można znaleźć nawet resztki narzędzi i umeblowania. Tutaj fajnie pokombinować z nawigacją przepływając z różnych stron te same pomieszczenia i przejścia między nimi. Przy jednym z wąskich wejść obalony obelisk. W tym miejscu idzie poręczówka prowadząca do muru, w okolice bramy. Mur to w zasadzie samodzielna atrakcja, warto przepłynąć z jego jednej i drugiej strony przez całą długość zbiornika. W tym miejscu zbiornik jest dość wąski, więc wycieczka nie trwa długo. Z jednej strony znajdziemy „Magiczny Las”, który warto zostawić sobie na koniec nurkowania by tu po prostu się pokręcić bez konkretnego celu, zagubić się w lesie i poczuć jego magię: mroczne oczka siarkowodoru, porzucone rzeczy i smutno zwieszone gałęzie drzew. Z drugiej strony mamy bramę i mały magazynek z otwartym włazem w dachu. Da się tędy przepłynąć, choć magazynek jest dość wąski i ciemny, ale wypłynięcie włazem dostarcza przyjemnej adrenalinki. Do tego z obu stron metalowe schody, wdzięczny obiekt do pozowanych zdjęć. Mur,  sporo lamp więziennych już niestety zniszczonych, ale magia muru więziennego wciąż aktywna. Robi to piorunujące wrażenie. I mała kratowana brama też wciąż budzi emocje. My tutaj nadpływamy platformą, kotwiczymy przy murze i stąd rozpoczynamy zwiedzanie: kawałek muru, budynki dalsze i budynki przy plaży, potem powrót do muru i zwiedzanie jego obu stron, na koniec magiczny las.

Foto: kubaCE

Stacja pomp. Z brzegu niedostępna, choć znajduje się zaraz przy nim, jest to jednak dzika część brzegu, gdzie można jedynie dojść na piechotę. Głębokość do 14m. Widoczność przez cały rok przynajmniej dobra, albo rewelacyjna. Miejsce jest jednak zacienione (albo ja mam szczęście zawsze tu nurkować, kiedy słońce nie operuje). Jeden wysoki budynek – wieża. Kapitalne, klimatyczne pomieszczenie górne z jakimś kotłem i instalacjami hydraulicznymi. Do tego dwa baraki, w tym jeden w zasadzie w kompletnej ruinie. To raczej miejsce na krótkiego nurka, do 30 minut maksymalnie. Stajemy platformą tuż nad budynkiem, najpierw zwiedzanie pomieszczenia górnego, potem zanurzenie do najgłębszego miejsca i szukanie głębokości, potem okrążamy zabudowania i zwiedzamy pozostałości zabudowy rozrzucone dookoła.

Foto: kubaCE

Baraki.  Do osiągnięcia z brzegu, ale zdecydowanie prościej z pływającej platformy. Baraki znajdują się praktycznie na środku zbiornika. Głębokości rzędu 8-9m. W tym roku kapitalna wizura i jedno z lepszych nurkowań. Przede wszystkim pojawiły się poręczówki, które prowadzą do wszystkich atrakcji, do tego tablice informacyjne z dokładnym planem miejsca i orientacją dla nurka. Coś kapitalnego! Fundamenty ceglanych budynków plus lekkie budynki, część to bodajże wagony kolejowe. Ustawione w równych rzędach, raczej nie do eksploracji wewnątrz, tylko do zaglądania przez okienka. Szukamy takich sprzętów jak: biurko z imadłem, kasy pancernej, krzesła ustawionego na dachu jednego z baraków, do tego w jednym z baraków pod sufitem unoszą się „skupiska” żarówek.

Foto: kubaCE

Machiny (drill machine) – raczej tylko z łodzi, z brzegu daleko. Głębokość 10m. Wizura zawsze dobra. To miejsce odkrywałem stopniowo. Za pierwszym razem dotarliśmy tutaj z brzegu, ale płynie się długo, poręczówki były pozrywane (dodatkowo sporo poręczówek rozłożonych równolegle i kończących się nagle – to chyba lokalny poligon do ćwiczenia poręczowania) – nie polecam płynięcia z brzegu. Najpierw odkryliśmy jedną maszynę, dokładnie ją zwiedziliśmy, potem, na kolejnym wyjeździe, udało się dopłynąć do drugiej. W ostatnim roku okazało się, że jak już dopłyniemy do jednej maszyny to warto zrobić koło poręczówką idącą od jednej maszyny do drugiej, a potem kolejnej. Maszyny są gigantyczne, takie jak nasze jaworzyńskie koparki. Odległości między maszynami spore, ale warto się poświęcić. Widoki imponujące. To mechaniczne potwory, które przycupnęły tu kiedyś, zapadły w wieczny sen i nawet nie poczuły kiedy znalazły się pod wodą.

Foto: kubaCE

Brzeg przy psiej budzie. Miejsce dostępne z brzegu. Można zaparkować praktycznie nad samą wodą. Wejście po skalistych półkach i schodkach już dostarcza frajdy. Głębokości rzędu 10m. Wizura zawsze dobra. Po zanurzeniu odkrywamy, że to taki lokalny Zakrzówek. Skaliste ściany, rumowiska skał, głazy. Do tego „artystyczna instalacja” lokalnych nurków. Psia buda z miską, jakieś choinki i inne dziwne artefakty. Można stąd rozpocząć długą wycieczkę na machiny. Przyroda w tym miejscu raczej uboga i praktycznie brak życia. Dobre miejsce na roznurkowanie.

Foto: kubaCE

Brzeg przy ośrodku Paekalda. Dostępna z brzegu. Głębokości od 2-3m do 10m. Wizura – przy samym brzegu potrafi pojawić się mleczna zawiesina, ale dalej praktycznie zawsze doskonała widoczność. Moja ulubiona miejscówka na nurkowanie podwieczorne lub nocne. Zależnie od wybranej drogi możemy zaliczyć nurkowanie w kamieniołomie, lub typową przyrodniczą wycieczkę wzdłuż brzegu, pełną spotkań zwierząt i odkrywania różnych ciekawych przedstawicieli i pomników flory. Ja proponuję najpierw odpłynąć od brzegu, na wprost, w stronę środka jeziora. Początkowo płytka płaszczyzna dna zniknie i zacznie się kamieniołom. Popłyńmy najpierw kawałek w prawo, potem zawróćmy i płyńmy w drugą stronę cały czas trzymając się urwiska. Meandrujmy po kolejnych stanowiskach wydobywczych. Odnajdziemy podwodne góry, spotkamy raki, odpoczywające w zakamarkach okonie. Dopłyniemy w końcu do linii brzegowej, gdzie możemy jeszcze kawalątek płynąć na jezioro a potem zawrócić do punktu startowego. Tutaj linia brzegowa bogata jest w roślinność, życie kwitnie, spotkamy ławice młodych rybek, dość normalnym zjawiskiem są też szczupaki. Dopłyńmy z powrotem do pomostów ośrodka i pokręćmy się jeszcze wzdłuż brzegu. Szuwary, roślinność wypiętrzająca, pojedyncze drzewka – to doskonałe miejsca do poszukiwań flory i do fotografii podwodnej.
Mój dobry znajomy, Tago Moldau, właściciel tallińskiego centrum nurkowego Maremark podsunął mi ostatnio ich prywatne mapy zbiornika. Atrakcji w zbiorniku jest jeszcze całkiem sporo, jest co odkrywać na kolejnych wyjazdach. Będę dalej eksplorować Rummu i mam nadzieję przywieźć kolejne estońskie opowieści. Zainteresowani mogą próbować kontaktować się z Tago poprzez stronę centrum nurkowego Maremark. Tago mieszka niedaleko zbiornika (wioska obok) i ma sprężarkę na swojej posesji.
Okolice zbiornika warte są zwiedzania pieszego lub rowerowego (przez ośrodek przebiega jeden z lokalnych szlaków rowerowych). Mi udało się odbyć całkiem porządny spacer z ośrodka ulokowanego na wschodnim końcu aż do zachodniego krańca, gdzie znajdują się największe atrakcje zbiornika. Ścieżki idą często nad samą wodą, jest to okazja do wykonania fantastycznych zdjęć. Można też kontynuować spacer i dojść na górę popielną (lokalni tłumaczą nazwę góry na angielskie „Ash Mountain”), którą tworzy wydobyty z kamieniołomu piach i drobne kamienie. Widok z góry jest spektakularny.

Magiczny Las. Foto: kubaCE

Ciekawostka na koniec. Białe noce w Rummu można zaliczyć właśnie w czerwcu, kiedy słońce chowa się za horyzontem gdzieś w okolicach północy, ale widno jest do drugiej w nocy przynajmniej. Straszna rzecz dla dyscypliny. Towarzystwo nie chodziło wcześnie spać i ciężko było potem zbierać się i pozostałych na nurkowania przed południem. Zwłaszcza, że ośrodek Paekalda to fantastyczne miejsce do odpoczynku i integracji, więc nie należy się dziwić, że czasem ochota do eksploracji zbiornika przegrywa z ochotą do zwykłego odpoczynku, lenistwa i siedzenia przed domkiem, śledzenia zachodzącego słońca, czy siedzenia w saunie.
Ja będę organizować wyprawy, póki mi sił starczy, każdego roku. Zapraszam wszystkich zainteresowanych.
Umieszczę praktyczne informacje na temat podróży do Rummu na stronie swojego klubu:

Estonia – nurkowanie i nie tylko


Jestem zawsze chętny by dopomóc w organizacji wyjazdów samodzielnych i grupowych.

Piszcie do mnie na mejla: szkola@nurkolog.pl lub kuba@nurklub.pl .

 

Lembit. Muzeum Morskie w Tallinie. Foto: kubaCE
Machiny. Foto: kubaCE
Platforma. Foto: kubaCE
Białe noce. Foto: kubaCE

Światło nurkowe – jak wybrać to pierwsze?

Czym się kierować?

Na co zwrócić uwagę a na co uważać?

Na ten temat miałem plan nakręcić serię filmów. Niestety, póki co nie mam warunków by osiągnąć zadowalające mnie efekty, zatem pozwólcie, że wrócę do formy pisanej i przedstawię ten temat na piśmie.
Nurkowe światło kupujemy już na pewnym etapie rozwoju nurkowego. To nie jest rzecz kupowana w trakcie lub zaraz po podstawowym kursie nurkowania. Po światło sięgamy zwykle po kursie poziomu Advanced Open Water Diver, jak już zostaniemy zaznajomieni z procedurami nurkowania w warunkach ograniczonego lub braku światła. Zwykle już mamy jakieś doświadczenie nurkowe, pewnie mieliśmy jakąś latarkę lub latarki w rękach.
Doskonale pamiętam jak ja zacząłem planować zakup swojej pierwszej latarki. Miałem już niezłe doświadczenie, sporo sprzętu skompletowanego i jakiś tam bagaż doświadczeń w trakcie nurkowań nocnych lub w warunkach wymagających użycia światła. Jednak moja wiedza w zakresie używania światła nurkowego była znikoma. Domyślam się, że w podobnej sytuacji jest wiele osób.
Otwieramy stronę pierwszego przyzwoitego sklepu internetowego i dostajemy oczopląsu od wyboru opcji, próbujemy określić budżet na ten zakup i raczej na pewno dostajemy lekkiej histerii widząc, że w zasadzie nie ma górnego pułapu jeżeli chodzi o koszt zakupu. Do tego ilość opcji do wyboru i kategorii, które na tym etapie wiedzy są dla nas nie do końca jasne. Bierzmy się więc do roboty i przygotujmy dobrze do zakupu.

Zacznijmy najpierw od rozgryzienia terminów, kategorii i określeń pojawiających się często w sklepach i w informacjach o latarkach nurkowych.

Od ilości typów i wariantów głowa boli. Foto: Nurkolog

Światło główne
Mówiąc o takim świetle zwykle mamy na myśli bardziej złożone systemy, w których występują co najmniej trzy elementy: głowica świecąca, kabel i akumulator zasilający. Akumulator zabezpieczony wodoszczelnym pojemnikiem jest zwykle montowany na pasie biodrowym, a głowica spoczywa w ręku nurka (często używa się odpowiedniego uchwytu, tak zwanego uchwytu Goodmana, który utrzymuje głowicę na wierzchu dłoni a my mamy wolne palce). Dlatego często światło główne łączone jest z nazwą „latarka kablowa”.
Nazwa „światło główne” wzięła się z konkretnej filozofii konfiguracji nurkowej, w której nurek planując nurkowanie w warunkach ograniczonego lub braku światła wyposaża się w co najmniej dwa źródła światła: światło główne, które pracuje zazwyczaj przez całe lub większość nurkowania i drugie światło – zapasowe, używane tylko w sytuacji, gdy światło podstawowe ulegnie awarii.
Mówiąc o świetle głównym myślimy o mocnym zestawie lub o dość dużej latarce, która świeci mocno, a jej moc wymaga odpowiednio pojemnego banku mocy. Stąd też przyjmuje się, że światło główne jest duże lub posiada duży zasobnik na akumulator. Z kolei światło zapasowe jest zwykle… „mniej finezyjne”, mniejsze, słabsze, ale też poręczniejsze. I tutaj zaczynają się schody, bo granice pomiędzy tymi światłami zaczynają się zacierać, rozwój technologii postępuje, a producenci latarek prześcigają się w różnych patentach by przyciągnąć uwagę klientów.

Światło główne. Tutaj głowica zamontowana w uchwycie Goodmana. Źródło: Ammonite System

Jeżeli spojrzymy sobie na bieżącą ofertę świateł głównych – kablowych, w zasadzie widzimy, że ceny potrafią być astronomiczne, ale i parametry tych lamp potrafią onieśmielać. Tutaj głównie oczywiście używa się parametru mocy świecenia czyli lumenów. Ten temat później rozwinę i wyjaśnię, dlaczego akurat lumeny nie powinny być podstawowym parametrem wyboru latarki. Na tym etapie warto tylko wspomnieć, że producenci prześcigają się w wymyślaniu nowych funkcjonalności oraz w dodawaniu kolejnych wartości lumenów, ale tak naprawdę nie jest to rzecz niezbędna każdemu nurkowi planującemu nurkowanie po zmroku, czy w warunkach słabszego oświetlenia.
Dobry zestaw kablowy oznacza głowicę świecącą dostosowaną do potrzeb używającego jej nurka, odpowiednio długi kabel łączący i akumulator montowany wygodnie i pewnie w miejscu nie przeszkadzającym nurkowi w trakcie manewrów pod wodą. Nurek wybiera głowice zależnie od tego, czy będzie nurkował w wodach przejrzystych, mniej przejrzystych, będzie nurkować w jaskiniach i wrakach (wtedy przydaje się możliwość montowania głowicy na kasku zwykle używanym w tego typu nurkowaniach), czy będzie potrzebował też szerokiego strumienia do doświetlania planów dla kamery czy aparatu fotograficznego.
W zestawie dużą rolę odgrywa też akumulator, którego konstrukcja zapewnia nie tylko wodoszczelność ale i odporność na różne zewnętrzne czynniki (wyobraź sobie nurka jaskiniowego przeciskającego się przez wąskie szczeliny). Do tego zastosowane ogniwa muszą być odpowiedniej jakości, a to oznacza wysoką cenę (zamknięte pakiety muszą uzyskiwać odpowiednie certyfikacje bezpieczeństwa – ich uzyskanie kosztuje naprawdę duże pieniądze). Tańsze konstrukcje oparte są zwykle o samodzielnie wymieniane akumulatorki, nie zawsze są to typowe akumulatorki czy baterie do kupienia w każdym sklepie.
Ważnym elementem zestawu są też akcesoria do montażu na sprzęcie lub do trzymania. Najczęściej nurek trzyma głowicę za pomocą wspomnianego już uchwytu Goodmana, dzięki czemu ma wolne palce i może ręką wykonywać wszystkie czynności bez obawy zgubienia głowicy.
Jeszcze tylko wspomnę, że niewielką grupę świateł głównych stanowią zwarte konstrukcje, gdzie latarka nie jest podzielona na żadne moduły. Są to jednak póki co dość duże i mało poręczne konstrukcje, które sprawiają więcej problemów niż radości w trakcie nurkowania.

Tutaj ciekawy patent. Dwie latarki typu „backup” na uchwycie Goodmana. Dostateczna moc na porządne światło główne. Foto: Nurkolog.

Światło zapasowe. Backup. Latarki ręczne. Latarki kompaktowe.
Tak jak przed chwilą napisałem, latarki „jednoczęściowe” mogą być też światłami głównymi, ale są to zwykle duże i nieporęczne „maczugi”. Myśląc o świetle zapasowym mamy na myśli te mniejsze konstrukcje, długości do dwudziestu centymetrów, a często krótsze.
Podstawową cechą dobrego światła zapasowego jest właśnie jego poręczność. Z zasady światło to wisi sobie nieużywane w trakcie nurkowania i dobrze by było, żeby jak najmniej przeszkadzało nurkowi. Zwykle jest więc schowane w kieszeni albo zaczepione o jeden z uchwytów D-ring (metalowy lub plastikowy uchwyt w kształcie litery D) przy uprzęży i dobrze byłoby, żeby w zasadzie nie odstawało od sylwetki nurka i dało się je szybko i łatwo odnaleźć, uruchomić.
Taka latarka często niespecjalnie się różni od normalnej latarki „cywilnej” – lądowej. Różnice są takie, że latarka nurkowa jest oczywiście odpowiednio uszczelniona i włącznik jest tak pomyślany by nie następowało przypadkowe włączenie latarki.
Dynamiczny rozwój spowodował jednak, że często latarki z segmentu „backup” mają zbliżone lub nawet wyższe parametry niż tańsze latarki „główne”. Nieduże konstrukcje świecące nominalną mocą moich „ulubionych” lumenów na poziomie 1500lm to już jest norma. A jeszcze do niedawna to była właśnie moc poszukiwana wśród głównych latarek nurkowych. Stąd też nasuwa się prosty wniosek, że jeżeli nie chcesz na starcie wydawać dużej ilości pieniędzy, zacznij od porządnej latarki typu „backup”, a z czasem może dokupisz sobie to mocniejsze główne światło. Wtedy twoja latarka stanie się właśnie tą zapasową.
Wybierając latarkę typu „backup” zwróć uwagę na sposób jej włączania by był odpowiednio prosty w warunkach, w których planujesz nurkować (na przykład zimne wody wymagają grubych rękawic, upewnij się, że dany pierścień obrotowy bez problemu da się takimi rękawicami obsłużyć). Zwróć też uwagę na jej wielkość i poręczność. Pamiętaj, że latarka powinna być cały czas zamontowana do uprzęży i jak jej nie używasz, by nie przeszkadzała.
Zwróć uwagę, że przez większość czasu nurkowania znajdujesz się w pozycji poziomej, latarka nie powinna zwisać luźno (zwłaszcza te dłuższe konstrukcje – dwadzieścia centymetrów i więcej), bo będzie haczyć przypadkowo i stawiać niepotrzebny opór w trakcie płynięcia. Najlepiej jak latarka przypięta jest na krótko do jednego z uchwytów typu D-ring w okolicy klatki piersiowej. Często wystarczy karabińczyk z krótkim kółkiem ze sznurka i mamy gotową najlepszą konstrukcję montażową. Do tego prosta pętelka z gumy by nieużywaną latarkę „przytulić” do sylwetki nurka.

Takiej sytuacji chcemy uniknąć. Zwizająca luźno latarka to źródło potencjalnych zaczepów i utrata opływowej sylwetki. Foto: Nurkolog.

Ważnym elementem latarki będzie źródło zasilania – najczęściej są to popularne wyciągane baterie lub akumulatorki. Wybierając latarkę sprawdź, jak jest zasilana, czy ładujesz ją wyciągając ogniwa ze środka (a więc musisz nauczyć się ją potem prawidłowo zamykać upewniając się, że uszczelnienia nie są uszkodzone i odpowiednio nasmarowane), czy podłączając zasilanie z zewnątrz. Wyciągane ogniwa mogą być bardzo różnego typu od zwykłych paluszków małych i grubych po bardziej specjalistyczne ogniwa litowo jonowe. Tutaj coraz bardziej popularne stają się litowo jonowe ogniwa typu 18650. To takie trochę dłuższe paluchy, często używane do składania większych pakietów stosowanych w naszych laptopach i power bankach. Kiedyś był to rodzaj zasilania znany i dostępny tylko specjalistom, obecnie są normalnie dostępne i do kupienia w każdym porządniejszym sklepie z bateriami. Jeżeli wybrana latarka ma taki właśnie typ zasilania, upewnij się czy wraz z latarką dostaniesz takie ogniwo i odpowiednią ładowarkę.
Pamiętaj, tańsze rozwiązania, a zwłaszcza latarki hurtowo ściągane z Chin, oznaczają, że deklarowane parametry baterii to czysta fikcja – zwłaszcza, jeżeli chodzi o pojemność ogniw. Takie baterie, o ile w ogóle są w stanie osiągnąć reklamowaną pojemność, zwykle dość szybko tracą swoje oryginalne parametry w miarę zużycia i z czasem zauważysz, że nie wiem jak długo je ładując nie osiągniesz już tej samej długości świecenia. Jeżeli więc decydujesz się na tańszą latarkę z takimi ogniwami w zestawie, radzę od razu pomyśleć o wymianie ich na lepsze modele.
Podróżując z latarką musisz mieć też zawsze na względzie: przepisy lotnicze dotyczące transportu baterii (uznawanych za źródło potencjalnego ognia i materiał niebezpieczny), sposób ich wymiany lub ładowania. Czy ładowarka będzie wymagać odpowiedniego adaptera by można było podłączyć ją do gniazdka, czy wymienne baterie będą dostępne na miejscu, czy należy zabrać zapas ze sobą.
W końcu też istotne jest na jak długo starcza pojedyncze ładowanie. Jeżeli na przykład planujesz typowy nurkowy weekend w Polsce, gdzie będziesz wykorzystywać latarkę pewnie na każdym nurkowaniu, które średnio trwa około trzydziestu minut to fajnie jakby zasilanie nie wymagało doładowywania w międzyczasie, bo nie zawsze będziesz mieć czas lub okazję podłączyć się do prądu.

Zestaw świateł video w wersji zaawansowanej. Duża moc ale i waga. Foto: Nurkolog.

Inne – specjalistyczne rodzaje świateł:
VIDEO
W zasadzie nazwa tłumaczy wszystko. Te światła służą głównie fotografom i posiadaczom kamer by mogli rejestrować dobre ujęcia w warunkach ograniczonego oświetlenia. Tu warto uświadomić sobie, że zwykle aparat czy kamera są zdecydowanie mniej światłoczułe niż ludzkie oko. Nurkując w miarę przejrzystych płytkich wodach myślisz sobie, że aparat czy kamera nie będzie potrzebować sztucznego doświetlenia – robisz zdjęcia i filmy a potem dziwisz się, że są nieostre, rozmazane, ich jakość jest niska, albo są mocno ubogie w kolory. Niestety, biorąc się za zdjęcia czy filmowanie pod wodą musisz się liczyć z tym, że żeby osiągnąć przyzwoite efekty musisz pomyśleć o dobrym doświetleniu. I tu akurat głównym, ale nie jedynym, parametrem dobrej latarki jest jej moc. Im mocniejsze światło tym łatwiej będzie ci osiągnąć zadowalające efekty podczas zabawy aparatem czy kamerą typu GoPro. A im więcej mocy tym cena wyższa i poręczność latarki mniejsza. Do tego dochodzi sposób mocowania latarki – najlepiej na jakimś uchwycie łączącym ją z naszym rejestratorem obrazu. By zapewnić sobie więc w miarę przyzwoity zestaw doświetlający będziemy musieli wysupłać z kieszeni przynajmniej około tysiąca złotych.

Zestaw świateł video może być mały, wygodny do podróżowania. Foto: Nurkolog.

To jest temat na dłuższy artykuł – kamera lub aparat potrzebują rozsądnego planowania doświetlania sztucznym światłem, póki co warto zaznaczyć, że żeby efekty były znośne, zwykle od razu należy myśleć o dwóch latarkach typu video. Na szczęście nasi producenci wypuszczają coraz częściej gotowe zestawy na start przygody nurkowego fotografa czy filmowca i za w miarę rozsądne pieniądze jesteśmy w stanie kupić gotowy zestaw złożony z dwóch lamp i odpowiednich uchwytów. Są warianty dobre do podróżowania – kompaktowe, lekkie, są też zestawy większe i mocniejsze.
Na koniec tylko powiem, że światło video nie będzie dobrym światłem podstawowym do ogólnego stosowania w trakcie nurkowania. Jeżeli masz już wiedzę o procedurach nurkowania w warunkach braku światła naturalnego to wiesz, że światła używasz też do komunikacji z innymi nurkami. Światło video ma bardzo szeroki kąt świecenia i nie nadaje się do komunikowania pod wodą. Wyjątkiem są latarki ze zmiennymi trybami świecenia, gdzie przełączając tryby możesz uzyskać dobre światło szerokie jak i skupioną wiązkę.

To jest jednocześnie zaleta i wada dobrego światła video. Rozproszone światło nie nadaje się do komunikacji. Foto: Nurkolog.

Błyskacze
To bardzo wąska grupa świateł używana praktycznie tylko do jednego celu – to światło służące jedynie do szybkiego odnajdywania. Mniejsze błyskacze można montować na swoim sprzęcie by inni nurkowie w warunkach ograniczonej widoczności mogli nas szybko zlokalizować. Czasami w sytuacjach awaryjnych, na przykład przy użyciu bojki sygnalizacyjnej na powierzchni wody możemy użyć błyskacza by łodzie poruszające się w okolicy łatwiej nas zauważyły. Stąd też bojki sygnalizacyjne są często wyposażone w kieszeń do umieszczania takiego oświetlenia.
Duże błyskacze używa się często w trakcie bardziej ambitnych nurkowań wrakowych. Ambitnymi nazywam tu nasze rekreacyjne nurkowania na Bałtyku. Jeżeli schodzimy po linie opustowej (łączącej powierzchnię z wrakiem) i na dole zastajemy mrok, błyskaczem właśnie oznaczamy miejsce, w którym po zwiedzeniu wraku powinniśmy znaleźć linę opustową.
Błyskacz tym bardziej nie nadaje się na podstawowe ogólne światło nurkowe. Nawet jeżeli ma tryb świecenia ciągłego to nie jest to w żaden sposób skupiona wiązka światła.

Typowe światło z mocno skupionym najjaśniejszym punktem i szeroką aureolą. Foto: Nurkolog.

 

Inne pojęcia, które mogą się przydać przy wyborze światła

Uchwyt Goodmana
W zasadzie to już temat omówiony, ale warto jednak jasno opisać te akcesorium jako istotny element naszego świetlnego sprzętu. Kupując latarkę powinniśmy naprawdę dobrze przemyśleć sposób montażu i trzymania latarki w trakcie nurkowania. Latarka nie powinna nam przeszkadzać i zawadzać jak jej nie używamy. Dobrze będzie, jak również nie będzie nam istotnie ograniczać ruchów, jak jej będziemy używać.
Tutaj doskonałym rozwiązaniem jest uchwyt Goodmana. Prosty uchwyt nakładany na dłoń, gdzie latarka znajduje się na wierzchniej stronie dłoni. Uchwyt nie powinien krępować nam ruchów palców i całej dłoni. Typów uchwytów jest sporo, więc możemy wybrać rozwiązanie bardziej pasujące do naszych preferencji. Są więc Goodmany twarde – wykonane z aluminium lub tworzywa – regulowane, modularne (z dokładanymi elementami), są też uchwyty miękkie – wykonane z materiału, gdzie pasek opinający dłoń utrzymuje mocny rzep, lub jest to mocna gumka typu bungee. Tak samo rozwiązany jest system montażu latarki – albo łapiemy ją paskiem z rzepem, albo gumką bungee. Ważne jest przy wyborze sprawdzenie jak szybko i wygodnie jesteśmy w stanie zmontować uchwyt z latarką (część uchwytów jest w zasadzie na stałe skręcona z latarką) i go założyć na dłoń – i odpowiednio wyregulować. Dobrze też sprawdzić łatwość demontażu.

 

Od lewej: Goodman twardy i dwa rodzaje Goodmana miękkiego. Źródło: Ammonite System i Hi-Max Polska

Światło dobre do komunikacji
Takie określenie często pojawia się w opisach latarek. Co ono oznacza. Szukając światła nurek powinien już być zaznajomiony z procedurami nurkowania po ciemku – gdzie przede wszystkim zmienia się sposób komunikacji między członkami zespołu i część znaków wykonuje się kreśląc odpowiednie kształty wiązką latarki. Ciężko sobie wyobrazić, że światło video czy błyskacz się tu sprawdzi, ale też przeglądając ofertę producentów latarek trzeba zwrócić uwagę na właśnie parametry wiązki. Część świateł typu głównego czy backup będzie miało mocno skupiony promień – często jest podawana ta wartość wyrażona w kącie świecenia. Im mniejszy kąt świecenia, tym bardziej skupiona wiązka. Oprócz tego najjaśniejszego punktu emitowanego światła często też widzimy taką otoczkę – aureolę. Mniej jasny, ale za to szerszy krąg światła, którym możemy doświetlać obserwowany obszar świata podwodnego.
To od naszych preferencji będzie zależeć czy wybierzemy światło praktycznie jedynie z tym jasnym punktem i ewentualnie minimalną „aureolą”, czy po prostu wybierzemy mniej skupione światło, albo światło z większą „aureolą”. Moim zdaniem to jest jeden z ważniejszych czynników wyboru światła nurkowego.

Fajna propozycja od Tusy (Light & Motion) – seria: GoBe, gdzie głowice można wymieniać zmieniając moc i skupienie światła. Źródło: Tusa

Lumeny
Najczęściej podawana wartość mająca określać jasność osiąganego światła. Niestety, jest to kompletnie niemiarodajna informacja ze względu na brak standardu uzyskiwania danych o jasności światła emitowanego przez tą czy inną latarkę. W praktyce wygląda to tak, że jeden producent podaje wartość zmierzoną odpowiednimi narzędziami na finalnym produkcie – latarce, a inny podaje ilość lumenów deklarowaną przez producenta użytej diody. Tutaj warto zaznaczyć, że to niestety najpopularniejsza metoda podawania ilości lumenów, często z pominięciem informacji, że osiągnięte nieprawdopodobne ilości lumenów to efekt osiągnięty w laboratorium przy użyciu dużo większej mocy zasilania. Zwykle więc te nasze magiczne tysiąc pięćset lumenów to praktycznie niecałe tysiąc, a czasem i mniej.
Myślę, że to w zasadzie wyczerpuje temat jeżeli chodzi o niezbyt jasne określenia i terminy używane w odniesieniu do świateł nurkowych. Jeżeli spotkaliście się jeszcze z jakąś nazwą lub opisem, który nie jest dla was jasny, a ja go nie opisałem – piszcie śmiało. Chętnie uzupełnię ten artykuł. Czas przejść do zasadniczego zadania. Wyboru tej jedynej, wspaniałej, pierwszej latarki.

W takich warunkach mocne światła się nie sprawdzają. Foto: Nurkolog.

Jak wybrać pierwsze światło nurkowe?

Punkt pierwszy to serwis i gwarancja. Nie zapominaj, to jest tylko urządzenie i w dodatku oparte o bardziej lub mniej złożoną elektronikę zasilaną jakimiś bateriami. Takie rzeczy nie lubią się z wodą. Nawet najlepsze uszczelnienia nie zapewnią stuprocentowej odporności na niefrasobliwość użytkowników i różne zjawiska zewnętrze, tudzież złośliwość rzeczy martwych. Latarka może i jest wodoodporna, ale jakoś ją trzeba naładować lub zmienić baterię. Czy rozkręcając ją na pewno robimy to warunkach zerowej wilgotności? Czy skręcając ją z powrotem jesteśmy stuprocentowo pewni, że wszystkie uszczelki są w dobrym stanie i odpowiednio nasmarowane?
Sposobów na załatwienie latarki jest cała masa, a one same to nie są niezawodne urządzenia, czasem elektronika wysiada „bo tak”, czasem padają ogniwa „bo tak”. Kupując latarkę miej na względzie gdzie będzie trzeba ją oddać, wysłać w celu naprawy. Sprawdź opinie o danym producencie, importerze – jak są obsługiwane naprawy, w dobie rozwoju Internetu ludzie bardzo chętnie dzielą się uwagami zwłaszcza niestety tymi negatywnymi odnośnie jakości usług. Na pewno nie ma nikogo idealnego, ale zawsze można wybrać producenta, którego serwis jest na miejscu, większość napraw może być wykonana bez odsyłania na przykład na drugi koniec świata, za wielkie morze, a serwis ma przynajmniej dobre opinie o wykonywanej robocie i czasie reakcji.
Lumeny to pułapka! Nie oceniaj latarki jedynie po ilości podanych lumenów. Często są to mocno przesadzone liczby i nie mające żadnego przełożenia na jakość latarki. Latarkę najlepiej jest przed zakupem móc odpalić, najlepiej zrobić nurkowa testowego – temu służą takie imprezy jak Demo Days i różne programy udostępniania sprzętu do testu prowadzone przez producentów i dystrybutorów. Zobacz jak to światło świeci w praktyce – nie chodzi o jego moc, ale o sposób rozłożenia światła – mówiłem o tym najjaśniejszym punkcie i aureoli.
Uważaj, mocne światła nie zawsze się sprawdzają. Jeżeli zdarza ci się nurkować w Polsce lub wodach, w których widoczność może być trochę słabsza, gdzie występuje jakakolwiek zawiesina, jakieś drobne elementy unoszą się w wodzie – sprawdź mocną skupioną wiązkę w takich warunkach. Światło odbije się od tej zawiesiny i dostaniesz nim po oczach. Mocne i skupione światło zwyczajnie cię oślepi w takich warunkach. Na takie wody lepsze są światła mniej skupione, albo przynajmniej niech mają przełączane tryby, na przykład trójstopniową moc świecenia. W sytuacji występowania zawiesiny w wodzie najlepiej jest stosować najsłabszy tryb świecenia.
Wybierz wygodę używania – latarka ma ci nie przeszkadzać i nie haczyć o podwodny świat. Miejsce montażu ma duże znaczenie. Jeżeli latarkę będziesz trzymać w uchwycie Goodmana na powierzchni dłoni, sprawdź, jaki zakres ruchów będziesz mieć – czy na przykład zbyt długa latarka nie będzie krępować ruchów.
Jeżeli decydujesz się na latarkę „backupową” prostej konstrukcji, najlepszym patentem na montaż będzie zamontowanie jej na krótkim zaczepie blisko klatki piersiowej. Żadne długie sznurki, czy jakieś retraktory. Pod wodą, w pozycji poziomej w zupełności wystarczy ci zakres ruchów latarki przyczepionej na krótko do pasków twojej uprzęży. Nawet rekreacyjne jackety mają zwykle na wysokości klatki piersiowej jakieś zaczepy. A samej latarce wystarczy dobrej jakości karabińczyk i krótka pętla z mocnego sznurka. Czasami dobrze jest pomyśleć o jakimś dodatkowym „uchu”, które podwiesi latarkę tak by nie zwisała swobodnie gdy nie jest potrzebna. Dyndająca latarka raz, że może haczyć, dwa –  jeżeli jest cały czas włączona – może wprowadzać w stan nerwowości pozostałych uczestników nurkowania, którzy zinterpretują ruchy twojego światła jako znak nurkowy – najczęściej znak „coś jest nie w porządku”.
Zwróć uwagę na sposób włączania. Różne są patenty, ja już chyba testowałem wszystkie możliwe. Guziki są dobre, o ile są dobrze zabezpieczone przed przypadkowym włączeniem i da się je włączyć nawet w najgrubszych rękawiczkach. Pierścienie obrotowe – są fajne, o ile dobrze uszczelnione by nie dostawał się pod nie żaden brud i nie doprowadzał do blokowania obrotu. Włączniki dotykowe, tzw. „piezzo”- pomysł niezły, ale ja się z nim nie polubiłem. Na powierzchni jakoś szczególnie chętnie zapala się przypadkowo a pod wodą nagle udaje, że jest odporny na dotyk. Proste latarki często są włączane przez dokręcenie głowicy do rękojeści, w której skryte jest zasilanie. Proste – najlepsze, ale! Już widziałem zalane latarki tego typu, bo mało doświadczony użytkownik myśląc, że dokręca latarkę, właśnie starannie ją odkręcał. Mi też zdarzało się pomylić kierunek dokręcania. Teraz robię tak: przed nurkowaniem włączam latarkę i potem delikatnie ją odkręcam tylko do momentu aż zgaśnie. Tak by pod wodą wystarczył jeden obrót by latarka się zapaliła. Jeżeli się nie zapala – znaczy, że kręcę w złą stronę.

Z jednej strony światło backup, z drugiej – światło główne. Nawet w rekreacyjnej konfiguracji jesteś w stanie powtórzyć ten układ. Foto: Dariusz Myszkowski.

Oceń na ile czasu latarka powinna ci służyć na jednym naładowaniu i czy będziesz mieć warunki do ładowania jej na planowanych wyjazdach nurkowych. Zatem jeżeli na baterie, to czy musisz brać ich zapas. Jeśli akumulatorki ładowane – na ile starczają i czy może warto dokupić dodatkowe by między nurkowaniami najwyżej wymieniać je a ładować dopiero po powrocie. Jak ładowanie to jakim prądem i ile czasu. Większe akumulatory i pakiety mogą wychodzić poza przepisowe limity narzucone przez linie lotnicze. Obecnie pakiety powyżej 100Wh mogą być zawrócone na kontroli.
Jeżeli pakiet jest zabudowany tak, że ładowarkę podłączasz bezpośrednio do zestawu świetlnego, to upewnij się na ile jest to prosta czynność i czy wymaga potem jakichś procedur uszczelniania po naładowaniu. Najgorsze, co się może zdarzyć, to przypadkowe zalanie poprzez niezabezpieczony port ładowania. Zwykle do wymiany jest nie tylko pakiet zasilający ale i elektronika latarki. Z kolei jeżeli styki, do których podpinasz ładowarkę, są cały czas odsłonięte – bardzo fajny patent – popytaj o opinie obecnych użytkowników, czy latarka nie będzie wymagać serwisu po jakimś czasie nurkowania w słonej wodzie. Z takim przypadkiem się spotkałem. Latarki Light & Motion mają fajny patent ładowania poprzez cały czas odsłonięte styki, ale niestety styki te od nurkowania w słonej wodzie szybko śniedziały i po niedługim czasie ładowarka przestawała „widzieć” latarkę.
Wybierz światło, które z powodzeniem później, w miarę twojego rozwoju, przejdzie do roli światła zapasowego. Najbardziej uniwersalne rozwiązania mają szansę jak najdłużej Ci służyć. Nie musisz więc od razu kupować dużego zestawu za kilka tysięcy złotych, ani najpotężniejszej latarki na rynku, która swoim jasnym snopem przecina metal, gotuje wodę i oślepia astronautów na orbicie ziemskiej. Pamiętaj, że docelowo i tak będziesz posiadać kilka świateł.

Zarówno zaawansowane zestawy wypornościowe… (źródło: xDeep)
… jak i rekreacyjne posiadają uchwyty, do których możesz przypiąć światło. (Źródło: Tusa)

To końcu jacket czy skrzydło?

„Nie kupuj jacketu, kup se skrzydło. Jackety są dla niepoważnych ludzi!”

„Kup jacket, po co ci skrzydło? To nie jest sprzęt dla ciebie!”

I tak w kółko, gdzie nie napiszesz, gdzie nie zapytasz, tam zawsze pojawi się dziesięć opinii na tak i na siak. W końcu dyskutanci i tak pokłócą się między sobą zapominając o tobie i postawionym pytaniu.

O co chodzi z tym jacketem i skrzydłem? Czy to jest aż taka różnica,  czy któregoś rozwiązania należy się bać – bo to sprzęt dla zaawansowanych nurków? Czy któreś z rozwiązań ma jakieś istotne ograniczenia?

Zintegrowany system balastowy to dziś standard.

Po pierwsze – co jest skrzydłem, a co jest jacketem?

Niby sprawa prosta, dla wielu wręcz oczywista, a jednak uważam, że pewne rzeczy należy sobie wyjaśnić. Sam pamiętam dyskusję z jednym – wtedy dużo bardziej zaawansowanym ode mnie – nurkiem. Nurkowałem wtedy w skrzydle Dive Systemu i nurek ten upierał się, że to nie jest skrzydło. Jego zdaniem skrzydłem można nazwać tylko „techniczną” konfigurację: płyta z uprzężą + worek. A to moje coś to co najwyżej jakaś hybryda – pomimo, że napełniany worek w Dive Systemie znajduje się na plecach, uprząż jest bardzo podobna do uprzęży z konfiguracji technicznej, ba, nawet ma pas kroczny, który nie występuje w jacketach i raczej rzadko pojawia się w rekreacyjnych rozwiązaniach. Co niejako skazywało na „skrzydłową banicję” mój sprzęt? Że wszystko było zintegrowane, nierozłączalne i miało dużo rozwiązań „rekreacyjnych”.

 

No to jak to jest w końcu?

Myślę, że po trochu każdy ma rację, bo nie ma jednej jedynej słusznej metodologii nazewnictwa sprzętu, nie ma ten temat poważnych studiów, a nazwy narzucają marketingowcy pracujący dla producentów sprzętu. Sami projektanci też nie ułatwiają nam sprawy, bo kiedyś typowo techniczne rozwiązania są teraz często wyposażane w wiele dodatków mających przyciągać uwagę klienta „rekreacyjnego”, a z kolei twórcy ambitniejszych konstrukcji rekreacyjnych oglądają się na rozwiązania stosowane przez zaawansowanych nurków.

Jacket Tusa
Rekreacyjny jacket – autorskie rozwiązania Tusy, wszystko fajnie działa i jest super wygodne, ale jednak wymaga zapoznania się z obsługą każdego, kto z tobą nurkuje. Jak zrzucać balast, do czego dodatkowy guzik inflatora.

Co jest jacketem?

To, co powoduje, że daną rzecz nazywamy skrzydłem lub jacketem, to kwestia wyboru rozłożenia worka napełnianego powietrzem. Jacket będzie miał pęcherz napełniany powietrzem nie tylko na plecach, ale też z przodu, wokół pasa nurka. To powoduje, że nurek po napełnieniu kamizelki na powierzchni wody zawsze znajdzie się ustawiony pionowo. Jest to bardzo bezpieczne rozwiązanie dla początkujących, mało pewnych siebie i swoich umiejętności osób. Instruktorzy też chętnie wybierają jackety do swoich szkół, bo wiedzą, że w razie kłopotu napełnią kamizelkę niesfornemu kursantowi, który natychmiast znajdzie się nad lustrem wody w pozycji pionowej i stabilnej. Naprawdę niewielka szansa by w tej pozycji najbardziej uzdolniony pechowiec był w stanie zrobić sobie kuku.

Jacket pod wodą może być całkiem wygodny, ale jednak sposób rozłożenia powietrza, rozbudowana przednia część powoduje, że jacket nie ma tej stabilizacji co skrzydło, często ustawia nurka lekko pod ukosem – głowa wyżej, nogi niżej. Dużo ludzi czuje się wtedy bardzo bezpiecznie, ale nie wie jak dużo energii (i powietrza, bo musi się bardziej „napedałować”) traci płynąc w mało ergonomiczny sposób. Dość często też sam jacket nie jest najbardziej opływowym rozwiązaniem.

Jeżeli decydujesz się na jacket, zwróć też uwagę na system zintegrowanego balastu (bo w dzisiejszych czasach decydowanie się na bcd bez tego patentu to moim zdaniem duża pomyłka – balast na pasie biodrowym to jest już przeszłość, o której należy jak najszybciej zapomnieć). Widziałem patenty, które się nie sprawdzały – wypadające kieszenie, zapięcia, które szybko się wyrabiały. No i co jak zgubisz kieszeń? Łatwo będzie kupić nową? Czy jest droga?

Tusa Xwing
Czy to jeszcze jacket czy już skrzydło? Worek jest na plecach, ale jest dużo dodatków rekreacyjnych.

Co jest skrzydłem?

Skrzydło całe powietrze rozkłada na plecach, wokół butli – i tu pojawiają się wariacje, bo worek po napełnieniu potrafi mieć kształt U skierowanego nóżkami w dół, albo O – tzw. Donut. Worki mogą być duże, małe, mogą być opinane różnymi gumkami lub nie, ale istotą tej konstrukcji jest to, że całe powietrze wpuszczone do worka rozmieszcza się na plecach. Co to powoduje?

Nurek pod wodą ma bardzo stabilną poziomą pozycję, co wpływa na jego opływowość, a więc zmniejszone opory podczas płynięcia. Z tego wynikają same plusy: nurek się mniej męczy, sprawniej płynie, ma mniejsze zużycie powietrza. Wada? A owszem, jest. Po wynurzeniu i napełnieniu worka nurek musi zapanować nad swoją sylwetką i najlepiej jest się położyć na plecy, utrzymanie pionu jest możliwe, ale nie jest naturalną pozycją, którą uzyskujemy po napełnieniu. Mniej utalentowany nurek może co i rusz lądować twarzą pod wodą, co może powodować zwiększanie stresu lub doprowadzić do wypadku (ale podkreślam, że trzeba mieć talent: wypluć automat, nie mieć fajki i zacząć łykać wodę).

Oczywiście są skrzydła, które producent ozdobił tyloma dodatkami i kombinacjami, że trudno stwierdzić, czy to jeszcze skrzydło, czy już jacket. Są i jackety tak proste w swej budowie i „ascetyczne”, że ktoś może je pomylić ze skrzydłem, ale moim zdaniem tu chodzi tylko o rozmieszczenie powietrza w worku danego systemu wypornościowego. A to czy system ma różne dodatki i bajery w postaci bardziej rozbudowanych inflatorów wyposażonych w dodatkowe systemy zrzutu powietrza, zintegrowane systemy balastowe, kieszenie akcesoryjne, itd., itp. – to rzecz wtórna. To, że nie możesz oddzielić worka od uprzęży, nie znaczy, że nie jest to skrzydło. Ba, choćby Tusa ma rozbudowane systemy, w których dużo elementów można zdemontować i wymienić.

Xdeep Ghost
Xdeep Ghost – skrzydło o rodowodzie technicznym skierowane do nurków rekreacyjnych – rozpinane szelki, dodatki pod szelkami podnoszące komfort.

To jest sprzęt dla zaawansowanych nurków, tylko nurkowie techniczni w tym pływają!

Często powtarzane są hasła, że skrzydła są bardziej zaawansowane i raczej przeznaczone do bardziej zaawansowanych nurkowań. Wiele razy słyszałem, że jacket to tylko dobre rozwiązanie do nauki, stawiania pierwszych kroków, a potem i tak wszyscy przesiadają się na skrzydła. Ludzie tak mówiący patrzą tylko przez pryzmat własnych doświadczeń i przekonań. Nie mają szerszej perspektywy. Na przykład na świecie znakomita większość nurków to nurkowie „rekreacyjnie rekreacyjni”. Nurkowanie traktują jako wakacyjną przyjemność, którą uprawiają może kilka razy do roku wyjeżdżając w różne bajeczne zakątki świata. Zatem pod względem popularności wygrywa na świecie jacket. Wynika to po części z tego, że – jest popularny. Tak. Popularny, bo popularny. Idziesz na intro nurkowe w resorcie*? Dostajesz jacket. Idziesz na kurs w resorcie – nurkujesz w jackecie. Wypożyczasz sprzęt z bazy? Są głównie lub tylko jackety. Widzisz innych ludzi na łodzi? Jackety. W sklepach przy bazach lub w bardziej popularnych nurkowo regionach głównie w ofercie eksponowane są jackety. Oczywiście ten trend będzie się lekko zmieniał, choć nie wróżę skrzydłu tego, że kiedyś prześcignie popularnością jacket.

Duzi producenci sprzętu sprzedawanego na całym świecie, Mares, Scubapro, Aqualung chociażby, mają w swojej ofercie skrzydła – te właśnie bardziej zaawansowane i niektórzy z nich nawet dość aktywnie promują tą gałąź swojej produkcji. Jest więc szansa, że za jakiś czas te proporcje się bardziej wyrównają.

Może to już rzadki widok, ale zdarzało mi się, że w tych resortach patrzyli na posiadaczy skrzydeł troszkę jak świadkowie pierwszego przejazdu automobilu lub startu pierwszego samolotu. Mieszanina niedowierzania, szacunku i zaciekawienia. Co to jest? Wygląda bardzo profesjonalnie. To poważny sprzęt.

Xdeep Ghost
Obrazek doskonale pokazuje jaka jest idea skrzydła – mało, albo nic z przodu, wszystko na plecach.

Skrzydło wcale nie jest poważniejszym sprzętem. Owszem, są konstrukcje, których zadaniem jest bezpieczna praca na dużych głębokościach, pod dużym obciążeniem. Zabawne, że te „poważne” skrzydła wyglądają raczej prymitywnie, ascetycznie.

Kilka gumek, jedna taśma, parę metalowych uchwytów i to jest zaawansowany sprzęt?

To prawda, że te „techniczne” sprzęty wyglądają bardzo topornie, ale w tym szaleństwie jest metoda. Przede wszystkim ogromną zaletą tych konstrukcji jest ich prostota. Za prostotą idzie bezpieczeństwo – rzeczy mniej skomplikowane są zwykle bardziej odporne, trudniej je zepsuć, łatwiej naprawić. Rzeczy proste łatwo jest obsługiwać i każdy wie lub szybko się domyśli jak je rozpracować.

Ogromną zaletą tych konstrukcji jest ich absolutna standaryzacja. Co z tego, że jeden producent ma takie kształty worków, takie kolory płyt i takie dodatki na inflatorze czy proponuje ci dodatkowe kieszenie albo patki podnoszące komfort – skoro najważniejsze połączenia, dziurki montażowe są i rodzaje montażu są takie same? Tak, możesz mieć worek xDeepa, uprząż Tecline, inflator Scubapro, a pasy do butli wraz z adapterem jeszcze od kogoś innego. Zepsuje Ci się jedno? Nie ma problemu, możesz wybrać innego producenta i wszystko będzie współdziałać.

Spróbuj to samo zrobić jak ci się popsuje lub zużyje coś z elementów typowego rekreacyjniaka popularnych firm. Owszem, często możesz nabyć części zamienne, ale tylko tej samej firmy, która wyprodukowała twoje bcd. O ile jest to w ogóle możliwe. Jak przebijesz sobie worek wypornościowy (niestety, wbrew pozorom zdarza się i taka przykra sprawa) – często nie można go w ogóle wymontować z konstrukcji. Poszła klamerka? Wszystko wszyte i nic tylko pruć. To są główne wady konstrukcji typowo rekreacyjnych – brak standaryzacji, raczej ograniczone możliwości wymiany elementów. Za tym idzie kolejna wada – każdy jacket każdego producenta (bo każdy dąży do tego by wymyśleć coś „bardziej” albo coś „więcej”) ma swoje unikalne rozwiązania. Zatem jeżeli jesteś skrupulatnym nurkiem, musisz w ramach przednurkowej kontroli zapoznać każdego swojego nowego partnera nurkowego z unikalnymi patentami zastosowanymi w twojej konstrukcji: jak zrzucać balast, jak rozpinać, jak używać inflatora.

Skrzydła podczas ubierania
Ogromna zaleta skrzydła przy ubieraniu, zero „przeszkadzajek” z przodu, które ograniczają ruchy, pochylanie się w szczególności.

Sam to obserwuję na kursach jak uczę kursantów na różnych jacketach. Jeden ma trzy guziki na głowicy inflatora, drugi ma guziki czerwone i blisko siebie. Kształt głowicy nie pozwala łatwo zidentyfikować, który przycisk jest do zrzucania powietrza, a który do pompowania. Muszę każdemu tłumaczyć: w tym jackecie wypuszczasz powietrze tak i tak, a w tym – inaczej, a jeszcze tu wygląda to nieco inaczej.

inflator A.P.A od Tusy
Rozbudowany inflator od Tusy. Fajny patent, ale jednak wprowadza nieco zamieszania przy obsłudze.

Te bardziej wystandaryzowane, uniwersalne rozwiązania nie mają takich problemów. Korzystając z wypożyczonego zestawu „zaawansowanego” raczej nie będziesz mieć problemu z identyfikacją sposobu użycia danego elementu. Fajne jest też to, że te kombinacje możesz dostosowywać do swoich potrzeb: możesz mieć bardzo lekkie i proste skrzydło, które świetnie sprawdzi się w podróżach lotniczych, gdzie każdy gram ma znaczenie. Możesz sobie rozbudować system o dodatkowe kieszenie, podkładki podnoszące komfort i rozpinaną uprząż prostymi klamerkami. Kolory też można dobrać pod swój gust, to już nie są tylko takie czarne, nudne wory dla ponurych rycerzy mroku. Chcesz mieć fajne skrzydło, które nie musi być lekkie? Znakomicie, kup sobie ciężką płytę stalową i już masz zapewnioną część balastu w postaci płyty – a ten balast masz pięknie rozłożony na plecach.

Jeżeli z pełną świadomością wybierasz najbardziej „konserwatywną” wersję skrzydła, tzw. DIR, gdzie uprząż zrobiona jest dosłownie z jednego kawałka taśmy, płyta jest prosta jakby ktoś ją wyciął na poczekaniu w garażu, jedynym ozdobnikiem czarnego worka jest proste logo producenta, a na szelkach jedyne dodatki to gumy żywcem wycięte z dętki i metalowe uchwyty w kształcie litery D to wiedz, że to wcale nie jest skomplikowany, zaawansowany sprzęt, tylko dla orłów. Jeżeli będziesz mieć dobrego nauczyciela, który nauczy cię dobrze to wyregulować i skonfigurować takie skrzydło to zakładanie i zdejmowanie wcale nie będzie trudniejsze od najbardziej wypasionych rekreacyjnych patentów.

worek OMS - U z gumkami
Kształt worka OMS – odwrócone U i jeszcze opięte gumkami, by powietrze równomiernie schodziło z każdej części worka.
Tecline Donut szeroki
To też jest donut, ale dużo szerszy. Brak gumek opinających wbrew pozorom w niczym nie przeszkadza.
Tecline Donut mały
Mały Donut od firmy Tecline.

No dobra, to co wybrać?

Tylko samodzielna próba da ci odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie spiesz się z zakupem i nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji. Pomyśl o tym, jak twoje nurkowanie może wyglądać za kilka lat, czy będą to raczej okazyjne wyjazdy, czy regularne nurkowanie tu w Polsce i za granicą. Kieruj się swoją wygodą i poczuciem bezpieczeństwa. Wiem, że w Polsce podejście do nurkowania jest nieco skrzywione. Strasznie duża część środowiska lubi lansować ten sport jako elitarną zabawę dla wybrańców i wszyscy powinni wyglądać jak rycerze, nurkować tylko w jedyny słuszny sposób (czarny skafander, czarne, ciężkie gumowe płetwy, koniecznie opanować pływanie żabą, umieć zawisać bez ruchu, mieć wiecznie spięte pośladki i srogą minę podczas skręcania sprzętu). Nurkowanie to zabawa. Może być poważniejsza, ale też może być po prostu zabawą – wakacyjną przerwą od problemów z powierzchni. Jeżeli więc pasuje ci jakiś rekreacyjny przez duże „R” jacket, nie przejmuj się – to ty masz mieć przyjemność z nurkowania.

Wiem, że chyba wskazałem więcej zalet tzw. skrzydeł technicznych, ale to dlatego, że sam dość szybko przesiadłem się na skrzydło i mi się bardzo spodobało. Znam jednak dużo ludzi, którzy nie zamieniliby swoje rekreacyjnej kamizelki na nic innego –  ba, sam mam swoją ulubioną kamizelkę Tusy i jeden – moim zdaniem – naprawdę fajnie pomyślany jacket Triborda. Nikt ci nie powinien mówić, w czym możesz pływać, a w czym nie. Jeżeli masz odpowiednie przeszkolenie, odpowiednią wiedzę i jest ci wygodnie w tym, czy innym rozwiązaniu to pływaj w nim. Testuj! Testuj, testuj! Korzystaj z tego, że są urządzane różne imprezy typu Demo Days, większość producentów lub importerów ma flotę testową. Nie bój się pytać i korzystać z wiedzy innych, ale pamiętaj, że doradcy, nawet najlepsi, nie znają twoich osobistych potrzeb i oczekiwań. Twoje ciało będzie najlepszym doradcą. Zwykle po jednym, dwóch nurkowaniach będziesz wiedzieć czy polubisz się z daną konfiguracją.

Ja tylko uprzedzam, że wierzę w świadomy wybór dopiero w momencie jak nurek zrobi jakieś pięćdziesiąt nurkowań (około, nie dosłownie). Wcześniej nie ma sensu sobie nic kupować poza maską, fajką, pierwszym komputerem ewentualnie i jakimiś akcesoriami. Po tych dwudziestu, trzydziestu nurkowaniach dopiero przekonamy się, że nurkowanie to jest nasz sport i być może już będziemy wiedzieć, w którą stronę będziemy się rozwijać w najbliższym czasie.

Tusa BCD
Taką pozycję domyślnie daje jacket. Jest poczucie bezpieczeństwa, ale na pewno nie jest to najbardziej opływowa sylwetka.
Jacket pod wodą.
Nurek w jackecie oczywiście jest w stanie uzyskać elegancką poziomą sylwetkę, choć wciąż ciężko mówić o idealnej opływowej sylwetce.

*) resort, nurkowanie resortowe, baza resortowa – tak mówimy o lokacjach, gdzie nurkowanie jest dużym biznesem turystycznym, bazy nurkowe i miejsca do nurkowania zlokalizowane są blisko dużych hoteli i do wody codziennie wchodzą tłumy.