Archiwa tagu: z pamiętnika

Znowu Budapeszt, znowu Kobanya

Moja kolejna wyprawa do Budapesztu właśnie się zakończyła. Będzie to już bodajże moja szósta wizyta w tym miejscu! Miejsce mityczne, mroczne i niesamowite. Nie jest to nurkowanie dla każdego i nie każdy zrozumie moje uwielbienie do tego miejsca. Wysokie na ponad dziesięć metrów korytarze zalane wodą od podłogi do sufitu, ogromne komnaty, klatki schodowe, dziwne komnaty i masa sprzętu będącego niegdyś wyposażeniem kopalni skały wapiennej.

Pisemna historia tego miejsca sięga XIII wieku, ale wygląda na to, że wapień wydobywano w tym miejscu już dużo wcześniej. Generalnie cały ten dystrykt/dzielnica stanowił kiedyś ogromny obszar górniczy. System korytarzy rozrósł się przez lata do rozmiarów sporego miasta. Jednak trzeba pamiętać, że nie mówimy tu o niezbyt stabilnych kopalniach węgla rytych w ziemi, ale o systemie korytarzy wykutych w litej skale. Równe chodniki, szerokie i często niezwykle wysokie korytarze pozwalają samochodom poruszać się daleko wgłąb kopalni. Dlatego też gdy kopalnia przestała funkcjonować jako ośrodek górniczy, lokalny browar uczynił z korytarzy osobliwy magazyn na swoje beczki.

Obecnie kopalnia stanowi dość popularną atrakcję turystyczną dla zwiedzających jej suchą część oraz służy nam nurkom do podwodnej eksploracji. Z racji, że Budapeszt leży na źródłach termalnych, temperatura wody w kopalni utrzymuje stały poziom między osiem a dwanaście stopni. Nie jest to może upał jak w kopalni Molnar Janos po drugiej stronie Budapesztu (powyżej dwudziestu stopni), ale dalej stanowi miłą odmianę od zimnych wód w Polsce.

W kopalni nurkują nie tylko posiadacze certyfikatów „overhead” (cave/ mine diving), ale też doświadczeni nurkowie wód otwartych – na podobnych zasadach, jak w meksykańskich cenotach. Wystarczy być posiadaczem uprawnień na suchy skafander, deep diver, nitrox, być już na tyle doświadczoną osobą by nie mieć problemów z pływalnością – do tego móc używać dwóch niezależnych źródeł gazu oddechowego (twinset, sidemount, single tank + stage) i Kobanya stoi otworem. A dokładnie czterema. Lokacje udostępnione nurkom WO nie przedstawiają większych trudności technicznych, nie ma w nich żadnych zmyłek nawigacyjnych, zawsze jest prosta droga do ewakuacji i zawsze jest w miarę blisko do przestrzeni z dostępem do powietrza, zawsze też nurkowania odbywają się pod opieką lokalnego przewodnika.

Lokacje w wolnym tłumaczeniu:

  • Studnia – dwie ogromne komnaty, jedna nad drugą, połączone charakterystyczną studnią – okrągłym otworem o długości ok. 10m, który łączy obie komory. Jest tu też normalna i szeroka przestrzeń do nawigacji między oboma komorami. To jedno z trzech miejsc, gdzie nurkowanie odbywa się głównie w pionie, nie ma za bardzo okazji do pływania na dłuższym dystansie w poziomie. Najgłębsze miejsce w kopalni. Maksymalna głębokość 36m.
  • Zimna Woda – nurkowanie w pionie – ogromna klatka schodowa z dostępem do powietrza na powierzchni. Jest tu niezbyt długi, ślepy korytarz o imponującej wysokości dziesięciu metrów i małe pomieszczenie połączone zarówno z korytarzem jak i główną klatką. Miejsce z najzimniejszą wodą o temperaturze ośmiu stopni.
  • Park/ Park kut – fontanna parkowa. Większość zdjęć dostępnych w internecie pochodzi właśnie z tego charakterystycznego miejsca. Nurkowanie zaczynamy w ogromnej komnacie/kaplicy. Z pomieszczenia można zejść głębiej do niższej, niedużej komnaty, gdzie znajdują się bardzo charakterystyczne spiralne, metalowe schody. Z komnaty wychodzi też długi, wielopoziomowy korytarz. Nurkowie bez odpowiednich uprawnień pokonują tylko niewielką odległość tego korytarza.
  • Dwie dziury – znowu pionowe nurkowisko – coś jakby otwarta, ogromna klatka schodowa, z której wychodzą dwa wąskie i krótkie korytarze. Do obu da się wpłynąć, choć jest to dość emocjonujące przedsięwzięcie, ponieważ otwory wejściowe pozwalają zmieścić się jednemu nurkowi naraz.

Do wszystkich miejsc docieramy samochodem. Kopalnia jest udostępniona szerokiemu gronu, ale nikt specjalnie nie dba w niej o czystość, więc najwygodniej jest szykować się na nurkowanie na zewnątrz (wstępny montaż sprzętu, przebranie się w odzież nurkową). Baza nurkowa zlokalizowana na miejscu, z której zawsze korzystam, ma swoje ogrzewane pomieszczenia, gdzie można się przebrać, skorzystać z łazienki, napić herbaty, zrobić odprawę i nabić butle nitroksem.

Wewnątrz kopalni dojeżdżamy do nurkowiska, zakładamy tylko skafandry, wrzucamy sprzęt na plecy i do wody. Nurkowania trwają zwykle ok. 50min, potem wyjeżdżamy na powierzchnię naładować butle, przeschnąć i odsapnąć. Dobrze jest wygospodarować trochę wolnego czasu i w ograniczonym zakresie zwiedzić część suchą systemu. Skala miejsca bowiem robi niemałe wrażenie.

Warto pamiętać, że kopalnia mieści się w samym sercu miasta – w dzielnicy… Kobanya, która jest bardziej przemysłową, nowoczesną dzielnicą miasta, a zaraz nad wjazdem do kopalni góruje budynek browaru i osiedla bloków mieszkalnych. Mamy stąd bardzo niedaleko do wspaniałego, niezwykle ciekawego i atrakcyjnego turystycznie centrum miasta nad Dunajem. Warto tam wykonać dłuższe spacery wzdłuż rzeki: wejść na wzgórze Gellerta, górę zamkową, zrobić zdjęcie po zmierzchu pięknie oświetlonemu i spektakularnemu budynkowi parlamentu. Budapeszt jest jednym z ładniejszych miast Europy. Nawet osoby niezbyt przepadające za miastami tak jak ja, czują się w nim doskonale.

Zapraszam do obejrzenia moich zdjęć z wyprawy w poniższej galerii:

Kobanya - wjazd, baza nurkowa
« of 23 »

Deepspot, czy warto nurkować w basenie?

Oryginalnie ten artykuł pokazał się ze cztery lata temu, gdy w internecie rozgrzewała łącza dyskusja o sensowności takiej inwestycji. W ramach kolejnej, czwartej już rocznicy Deepspotu wyciągam ten tekst. Dodaję tytułem uzupełnienia zdjęcia z mojej wizyty na miejscu, kiedy Deepspot budowano, a ja miałem w nim pracować jako… Kierownik Sekcji Mokrej… 😉 Na koniec film z mojego nurkowania w Deepspot. To był jeden z pierwszych filmów na YT z nurkowania w Deepspot i ładnie mi wtedy statystyki obejrzeń wyskoczyły. Deepspot stoi dalej, ja wykonałem w nim tysiące nurkowań, wielu ludzi się przez niego przewinęło. Jedni lubią tam wracać, inni nie mają na to pomysłu. Są też wciąż tacy, co uważają, że to jakaś aberacja. Trudno, ich problem. Ja tam bywam często, mam coraz nowsze pomysły, co tam można robić a teraz, w zimę, coraz chętniej myślę o nurkowaniu tam niż o nurkowaniu w wodach otwartych. Logistyka, która obejmuje: zabierz majtki, ręcznik i komputer nurkowy – no trudno się nie przekonać.

Czterdzieści pięć metrów głębokości, fantastyczna wizura cały rok, trzydzieści stopni i zawsze idealne warunki do nurkowania. Gdy ustawisz się w jednym konkretnym miejscu, przy odrobinie szczęścia z powierzchni będziesz w stanie zobaczyć napis „45,4 m” na dnie najgłębszej studni basenu.

Deepspot – widok na główną nieckę i budowę korytarza podwodnego.

Deepspot – najgłębszy basen dla nurków to już fakt. Wystarczy pojechać do Mszczonowa i proszę, stoi, można skorzystać. Tym samym Polska dołącza do Włoch (Y40 Deep Joy) i do Belgii (Nemo33) mając swój specjalny basen wybudowany właśnie dla nas, nurków. Dla naszej przyjemności i do naszego użytku. Do tego, w tej chwili Deepspot jest najgłębszym basenem ze wszystkich. Ma szansę go zdetronizować dopiero brytyjski Blue Abyss, ale ten projekt jeszcze nie zaczął nabierać nawet realnych kształtów. Ostatnia informacja z zeszłego roku mówi o przeniesieniu inwestycji w inny region kraju. Zatem przynajmniej przez rok Polska jest liderem wśród głębokich basenów dla nurków (teraz już wiemy, że dokładnie rok po debiucie Deepspotu gruchnęła wieść o otwarciu Deep Dive Dubai z 60m głębokości – przyp. autora 21.11.2024)

Deepspot – dla kogo to jest i dlaczego warto się tam wybrać choć raz w życiu? Sztuczny zbiornik schowany pod dachem, przygotowany dla nurków wszelakiej maści, a więc: ma tubę, w której można zejść do 45m głębokości. Jest system „jaskiń” (cztery poziomy, jeden nad drugim, z każdego sporo prostych dróg ucieczki), jest „wrak” na dnie niecki 20m, jest płytka część dla ludzi stawiających pierwsze kroki pod wodą. Możemy więc w tym miejscu spróbować nurkowania, wykonać rekreacyjne nurkowanie ze sprzętem, poćwiczyć różne umiejętności, wyszkolić się lub ćwiczyć nurkowanie na bezdechu, wykonać testy lub szkolenia sprzętowe, itd. Tak wyglądają zamysły autorów tej atrakcji.

Ja czytam jednak komentarze (głównie na Facebooku) i mam wrażenie, że znakomita większość doświadczonych nurków oczekuje od autorów projektu by wodę wypuszczono, inwestycję zasypano ziemią i by wszyscy udawali, że nie było takiego tematu. Na start orzeczono, że to „jak zwykle lipa”. Czytając te wpisy odnoszę wrażenie, że znakomita część osób nie ma bladego pojęcia o co chodzi w takim basenie.

Po co buduje się takie rzeczy i jaki to ma sens? Przecież większość z nas to nurkowie rekreacyjni wciąż szukający nowych wrażeń, miejsc, odkryć. Jeżeli nawet wybierzemy się tam na jedno nurkowanie to pewnie to będzie ten pierwszy i ostatni raz, bo po co nurkować w basenie. A! No i są przecież te wszystkie ograniczenia i niedogodności!

Pierwszą niedogodnością będzie cena. Bilet regularny dla samotnego scuba divera to aż 300 (TRZYSTA) złotych! Chwila, chwila, zanim zrobisz aferę, sprawdź konfigurator i poklikaj różne kombinacje. Wysoka cena pojawia się tylko w sytuacji, gdy rezerwujesz dla siebie 1 wejście i system zakłada, że chcesz wejść bez partnera – wtedy dolicza ci koszt opieki instruktora z Deepspot. Jednak idąc już parą, rezerwując wspólnie, zależnie od kombinacji terminu, godziny cena waha się od 189 do 219zł (zakłada się, że po siedemnastej i w weekendy będą godziny szczytu na basenie i wtedy jest ciut drożej). Bilet uprawnia do jednego wejścia obejmującego około czterdzieści pięć minut nurkowania (sześćdziesiąt minut na wszystko), zapewniony jest cały podstawowy sprzęt, w tym napełniona powietrzem butla o pojemności 12l. Można (i warto) przynieść jedynie swoją maskę i komputer. Naczelny zarzut pod adresem tych warunków: można przecież zebrać się autem w kilka osób i pojechać na jeden dzień nurkowania nad jednym z polskich zbiorników i zapłaci się mniej za kilka nurkowań – nielimitowanych w zasadzie niczym poza NDL, ilością powietrza i własnym widzi-mi-się. Ktoś już nawet policzył, że jakby zrobić dziesięć nurkowań w Deepspot to już jest kasa zbliżona do pakietu w jakimś urokliwym Egipcie, czy czymś podobnym.

Deepspot. Twarz „na sucho”

Kolejne niedogodności: wszystko na to wskazuje, że Deepspot wzorem pozostałych obiektów tego typu nie będzie pozwalał na wnoszenie swojego sprzętu. Cały sprzęt potrzebny do wykonania nurkowania jest uwzględniony w cenie: płetwy, BCD, butla i automat. Do tego limit czasu – 45 minut, mała butla, bo tylko 12l. A przecież robienie nurka na 45 metrów na nieswoim automacie, pojedynczej butli o pojemności 12l i bez skafandra, zapasowej maski, narzędzia do wycinania i dwóch latarek to zabójstwo!

Zacznijmy się więc po kolei mierzyć ze wspomnianymi „potykaczami”. Na początek cena. Jeżeli będziemy ją odnosić do różnych innych nurkowych atrakcji, które są w naszym zasięgu to najłatwiej to porównać do wypadu na cały dzień na polskie nurkowisko. Tylko nie zawsze mamy pogodę zachęcającą nas do nurkowania w polskim zbiorniku, są wśród nas często nurkowie, którzy generalnie w Polsce nie nurkują. Czasem też nie mamy tyle czasu, możliwości czy ochoty organizować sobie coś bardziej skomplikowanego logistycznie. Wtedy właśnie na tapetę wchodzi taki Deepspot. Masz zachciankę zanurkować, albo coś sprawdzić, poćwiczyć? Wchodzisz na stronę, kupujesz i ju. Wystarczy tylko dojechać na ustaloną godzinę i zanurkować. Nigdy nie będziesz odnosić Deepspotu do wyjazdu za granicę, bo jeżeli masz czas, możliwość i ochotę – to zawsze wygra wyjazd na wody otwarte, Deepspot nigdy nie będzie ciekawą alternatywą dla porządniejszego wypadu na nurki w terenie. Czy jest to dużo, czy mało, zwłaszcza w odniesieniu do innych basenów tego typu? Nie chcę tego oceniać, cena wydaje się normalna za tego typu atrakcję, zważywszy, że wszystko jest już w tej cenie. Co do dokładnej atrakcyjności – myślę, że sam rynek to zweryfikuje i czas pokaże. Większość i tak z pewnością zaplanuje to jedno jedyne nurkowanie by zobaczyć obiekt z nastawieniem, że raczej tego doświadczenia nie powtórzą. I wtedy to dwieście złotych jakoś strasznie nie brzmi.

Swojego sprzętu nie wniesiesz. Dla wielu ludzi jest to zaskoczenie. Skandal i tragedia. Tylko proszę teraz sprawdzić, jak działają pozostałe baseny tego typu. Powtarzanie w kółko tego „zarzutu” oznacza, że autorzy zarzutu nigdy nie interesowali się ofertą głębokich basenów dla nurków, bo jest to niestety normalna praktyka, na tle której Deepspot nie wymyślił niczego nowego. Zapewne więc osoby mocno przywiązane do własnej konfiguracji nie rozważały nurkowań ani w Nemo33, ani w Y-40 Deep Joy i obawiam się, że mocno może to zabrzmi, ale nikt nie spodziewa się, że nagle zmienią upodobania i zaczną walić drzwiami i oknami do Deepspotu. Trudno, chcesz zanurkować w tym basenie, zostawiasz swój sprzęt. Czy to źle? Wytrzymaj jeszcze chwilę, zaraz napiszę dlaczego uważam, że wcale nie jest tak źle.

Deepspot. Jacht jeszcze przed zatopieniem.

Zasada ta wynika z prostej ekonomii przedsięwzięcia. Trzeba cholernie dużo wody by napełnić taki zbiornik i nikt tu nie planuje tej wody wymieniać. Za jej oczyszczanie odpowiada potężna machina filtrująca, która przepuszcza całą objętość zbiornika cztery razy dziennie, ale wciąż jest ryzyko, że ktoś na swoim sprzęcie przyniesie jakieś bakterie, albo zanieczyszczenie chemiczne, które zmusi obsługę do jakiejś interwencyjnej wymiany wody. Wyobraźcie sobie teraz chociażby kilka dni przestoju takiego obiektu (wynikające z tego koszty), chociażby częściową, albo pełną wymianę wody w takim zbiorniku. Już sobie wyobrażam jak właściciele trzęsą się na samą myśl o takich „przygodach”, bo ktoś zwyczajnie nieświadomie doprowadził do takiej sytuacji. Nie chodzi tutaj o nic takiego, że ktoś nie wypłucze z błotka płetw, albo wejdzie z zapiaszczonym zestawem wypornościowym. Nasz sprzęt może być starannie wypłukany, ale nie wszystko widać gołym okiem.

Deepspot i tak pozwala na całkiem sporo. Wręcz jest to dla mnie zastanawiające – czy nie próbując zmiękczać politykę, strzelają sobie w płetwę? Według opisu na nurkowanie może być wniesione: „maska; fajka; automat oddechowy; płetwy; komputer nurkowy; rush vest” (pisownia oryginalna). Po pierwsze, komunikat w kwestii higieny jest wtedy niejasny – coś sporo rzeczy prosto z wody niemalże może być wniesione i zwiększa się ryzyko przywleczenia jakiegoś badziewia (po drugie).

Warto zdać sobie sprawę z kilku spraw, które toczyły się lub toczą się za kulisami inwestycji. Od początku opracowywania koncepcji toczyły się burze mózgów odnośnie wnoszenia swojego sprzętu i wciąż jest małe okienko, że może po jakimś czasie, albo na specjalnych warunkach będzie możliwość wnoszenia swojego sprzętu. Czas pokaże. Na przykład przed otwarciem zarówno ja z członkami ze swojego klubu Nurklub.pl jak i członkowie innych szkół i centrów nurkowych mogli testować zbiornik w swoim sprzęcie. Kto wie, może to będzie utrzymane. Dajmy sobie czas i szansę organizatorom miejsca. Nawet, jeżeli teraz nie będziemy mogli wejść w swoim sprzęcie, na miejscu ma być dostępny sprzęt wysokiej klasy z oferty Maresa. Nie jest żadną tajemnicą, że Deepspot zawarł umowę z konsorcjum Head Group, właścicielami marek: SSI i Mares. Stąd Deepspot jest centrum szkoleniowym SSI a cały sprzęt do nurkowania zapewni Mares. Nie wiem, na jakim etapie są teraz rozmowy, ale od początku były plany, by oprócz podstawowego rekreacyjnego sprzętu na miejscu dostępny był segment Mares XR: skrzydła, zestawy side-mount, zestawy twin-set i odpowiednie do tego wyposażenie. Rozważano też wprowadzenie innych marek, tam, gdzie Mares nie ma swojej propozycji. Generalnie celem jest przyciąganie uwagi nurków bardziej zaawansowanych i umożliwianie szkolenia na bardziej zaawansowanym sprzęcie. W końcu Mares to także oszczędzarka Mares Horizon. Jeżeli więc nie będzie można wnosić swojego sprzętu, będzie dostępna (nawet jeżeli nie od razu to za jakiś czas) cała gama sprzętu dla wymagających.

Pozostaje jeszcze przeanalizować limit czasu, jaki nam dają w ramach dostępnego obecnie vouchera, a także ilość gazu do oddychania. Podkreślam, że mówimy tu póki co tylko o jednym wariancie dostępu, przeznaczonym dla nurków rekreacyjnych, którzy chcą po prostu zaliczyć „fun dive”. Można spodziewać się, że niebawem światło dzienne ujrzą kolejne warianty, pakiety: na serię wejść, na szkolenia, wejścia dla freediverów, instruktorów i tak dalej.

W ramach mojego testowego nurkowania wykonałem ze swoją grupą nurkowanie trwające właśnie czterdzieści pięć minut. Nurkowałem na zestawie podwójnym 2x12l, komputer Suunto (którego model i tak słynie z wysokiego konserwatyzmu) ustawiłem na najniższy konserwatyzm. W trakcie tego nurkowania mogłem spokojnym tempem zejść na dno tuby, odbić się od dna, rozpocząć spokojne wynurzanie (siedzenie przy dnie dłużej niż minutę nie ma sensu, tam nie ma co oglądać), dwa przystanki po drodze wykonane. Wizyta w tubie wraz z dodatkowym, głębokim przystankiem, dokładnym spokojnym zwiedzeniem tuneli „jaskiniowych” i zabawach na płytkiej wodzie zajęła nam dokładnie 44 minuty. W tym czasie zużyłem niecałą połowę zapasu powietrza, a zużycie mam raczej przeciętne, nie jestem żadnym asem oszczędności gazu. Można założyć więc, że osoba wyposażona w pojedynczą butlę będzie w stanie odwiedzić wszystkie atrakcje za jednym nurkowaniem, choć istnieje ryzyko, że zakończy nurkowanie z mniejszą ilością gazu niż obowiązkowe minimum pięćdziesiąt barów. Osoby z większym zużyciem będą musiały podzielić zwiedzanie na dwie tury – ale przecież o to chodzi twórcom. Nie mamy tam siedzieć w nieskończoność, tylko coś ma nas limitować. Jeśli nie NDL to na pewno ograniczona ilość gazu.

Deepspot. Widok ogólny.

Ja się zwyczajnie cieszę, wręcz jaram tym, że coś takiego zbudowano tu w Polsce, że ten nasz kraj pomimo wszystko potrafi zabłysnąć na arenie międzynarodowej i czymś się wybić ponad przeciętność (i wcale nie mówię tu o skali głupoty, jaką serwują nam politycy ogółem swoim). Stąd smutno mi, że poraz kolejny „fejsbukowi specjaliści” mnie nie zawiedli i objechali projekt z góry na dół. Coś jest w tym narodzie, że każdą najfajniejszą rzecz musi ocenić krytycznie, rozłożyć na czynniki pierwsze i zwyczajnie po ludzku dowalić się. Tak jakby naprawdę z niczego, co tutaj zrobimy, sprowadzimy czy zorganizujemy, nie można się tak normalnie, po ludzku cieszyć. Być zwyczajnie dumnym i zadowolonym. Deep Spot nie jest żadną nowinką. Jest trzecim w historii głębokim basenem budowanym specjalnie dla nurków (mówię tu o głębokościach 30+). Jest to kawał solidnej architektonicznej roboty, ciekawie zaprojektowana niecka dająca sporo frajdy nawet takim starym wyjadaczom jak ja. Będę pewnie chciał kiedyś zaliczyć włoski Y-40 by mieć zaliczone wszystkie trzy baseny, ale jeżeli chodzi o wrażenia z Nemo33 to nasz basen obecnie wygrywa w moim prywatnym rankingu jeżeli chodzi o atrakcyjność niecki. Zobaczymy, jak dalej potoczą się losy oferty ośrodka, czy i kiedy dojdzie zaawansowany sprzęt, jak będzie układać się współpraca z polskimi szkołami i centrami nurkowymi, czy będą jakieś dodatkowe atrakcje i wydarzenia mogące ożywić zainteresowanie obiektem osób nienurkujących, nurkujących sporadycznie i zaawansowanych nurków. Ja chcę być dobrej myśli i trzymam mocno kciuki za to miejsce

Wiem, wiem, podkład muzyczny straszny, ale wtedy wydawał mi się fajny. 🙂

Jak zacząć ? instrukcja podparta przykładem początku mojej przygody nurkowej

Artykuł edytowany 17 września 2013 roku. Poprawki merytoryczne.

W znaki zodiaku niespecjalnie wierzę, lub przynajmniej dobrze udaję, że nie wierzę. Wodnik według znaków jestem i coś w tym jest. Woda od zawsze była moim żywiołem. Nawet już dobrze nie pamiętam, kiedy dokładnie to było, ale dobrze pamiętam, jakie wydarzenie wzbudziło we mnie żądzę nurkowania. Byłem na wakacjach nad jakimś podolsztyńskim jeziorze. Miałem może trzynaście, czy czternaście lat. Nie pamiętam, czy miałem własne, czy pożyczone płetwy, rurkę i maskę. Nawet chyba wtedy jeszcze nie za dobrze pływałem (bardzo późno nauczyłem się prawidłowo pływać), ale do wody ciągnęło mnie od zawsze, więc ten brak umiejętności nie był dla mnie specjalną przeszkodą, nawet raz z tego powodu się podtopiłem. A z rurą, maską i płetwami można pływać bez żadnego problemu. No to ciach do wody i nagle wielkie odkrycie, ryby takie i siakie, na wyciągnięcie ręki, piękne podwodne widoki, krainy, rośliny. Podpływanie pod grążele, do trzcin, zaglądanie w różne ciemne zakamarki. Pływać mogłem godzinami. Gapić się na to wszystko, to było lepsze od telewizji. Ciężko mnie było wyciągnąć z wody. Wtedy też postanowiłem, że nauczę się nurkować. Lata mijały, temat czekał. W międzyczasie jeszcze połknąłem wątek Titanica, który podsycał potrzebę rozwijania zainteresowań w tą stronę. Niestety, ceny kursów, całe to skomplikowanie związane z całym ekwipunkiem nurka budowały w mojej świadomości obraz świata nurków jako zabawy dla bogatych, albo dla tych, których praca związana jest/ będzie z nurkowaniem. Po prostu nie wierzyłem, że będzie mnie na to stać i że opanuję kiedyś tą dziedzinę. Chyba już w 2001 roku zacząłem jednak temat badać dokładniej, okazało się, że nawet w Warszawie jest kilka grup nurkowych, które przeprowadzają kursy w basenach, a finał kursu robiony jest na jakimś mazurskim jeziorze. Pojawiało się sporo informacji w Internecie, które odwracały wizję nurkowania jako sportu elitarnego. Wg zapisanych tam słów nurkować mógł każdy. Ja miałem czas, okazało się, że stać mnie na ten kurs, na wstęp miałem tylko zorganizować sobie maskę z rurą i płetwy. Wszystko już miałem. Znalazłem szkołę niejakiego Erzeta i Rudiego, którzy chyba już wtedy łapali magię pozycjonowania stron w Google, bo ich strona była na samym szczycie wyników szukania. I szast prast, wziąłem udział w kursie. Zdziwicie się jakie to proste i łatwe wszystko po kolei, zapisać się, dowiedzieć się, co potrzeba na start, a w co należy zainwestować przy pierwszym podejściu (płetwy paskowe i buty nurkowe, zamiast płetw kaloszowych, które dobre są tylko do pływania z rurką i do zajęć na basenie). Zajęcia pokazywały głównie jak fajny i ciekawy może być to sport, a poznawanie sprzętu przynosiło tylko kolejne zaskoczenia – że nie trzeba kończyć elitarnej wojskowej szkoły nurków by połapać się w wyposażeniu, że to wszystko tylko z zewnątrz wygląda tak groźnie i skomplikowanie.

Teoretyczne zajęcia dają podstawy wiedzy o środowisku, do którego chcemy zawitać, o zachowaniu naszego organizmu w tych warunkach, o zjawiskach, które spotkamy w trakcie nurkowania. Tą wiedzę warto uzupełniać dodatkowymi książkami. I z całą pewnością tej wiedzy nie należy olewać. To nie jest wiedza potrzebna nam tylko do przejścia przez egzamin i zapomnienia. Ta wiedza pozwoli nam zrozumieć naszą sytuację pod wodą.

Praktyczne zajęcia przygotowują nas do wielu sytuacji awaryjnych. Miałem wrażenie, że to tak naprawdę kurs ratunkowy. Co zrobić jak nam maskę zaleje, jak ją zgubimy, jak ucieknie nam automat do oddychania, jak zabraknie nam albo partnerowi powietrza, jak holować nieprzytomnego. Z rzeczy niedotyczących ratowania zostaje chyba tylko nauka kontroli pływalności, prawidłowej pracy płetw, montowania i użytkowania sprzętu. Z czasem człowiek pojmuje, że mnogość tematów związanych z jakimś kryzysem podwodnym ma dać nam szansę przygotować się na niespodzianki. Ma dać nam szansę zareagować automatycznie w takiej sytuacji. Pod wodą nie ma co myśleć, zastanawiać się, nie ma kogo pytać „a co ja mam teraz zrobić”?. Trzeba działać instynktownie. To ma być odruch. Ktoś ma problem? Nie czekasz na zaproszenie na kredowym papierze – reagujesz. Można nabrać wrażenia, że czekają nas pod wodą same niebezpieczeństwa, że nic tylko dać sobie spokój z nurkowaniem, lepiej grać w szachy. Nic bardziej mylnego. Te wszystkie zajęcia pozwalają nam oswoić się z tym środowiskiem, dają nam szansę „opływać się” w sprzęcie, zupełnie przy okazji nasze ciało powoli oswaja się ze światem podwodnym i uczy się w nim poruszać. Poruszamy się w końcu zupełnie inaczej. Nie ma co szarpać się, miotać, pewne efekty osiągamy z lekkim opóźnieniem, musimy współpracować z wodą, a nie podporządkować ją sobie. Przy okazji dowiadujemy się, że w naszej grupie nurkowej są ludzie słabo pływający, albo ludzie, którzy robią kurs żeby przewalczyć jakieś własne lęki. Jest to dla nas szok, bo gdyby nam tego nie powiedziano, nie zorientowalibyśmy się, że w naszej grupie są takie osoby.

Na koniec największa atrakcja, wyjazd na wody otwarte. Przy okazji weekend spędzony nad wodą w pięknych okolicznościach przyrody, jakiś wspólny grill, jakieś zajęcia integracyjne, po prostu mile spędzony czas. Pierwszy kontakt początkującego nurka z otwartą wodą. Dużo adrenaliny, jakieś obawy, ale cały czas jesteśmy w grupie, cały czas na wyciągnięcie ręki są instruktorzy, którzy nas bacznie obserwują i reagują na każde zamieszanie, które powodujemy. Zaliczamy kolejne punkty programu i po chwili orientujemy się, że właśnie zaliczyliśmy pierwszego nurka na znaczną głębokość. Pokonaliśmy jakąś niesamowitą barierę. Przenieśliśmy się do innego świata. A przy okazji się dowiadujemy, że właśnie ukończyliśmy kurs i mamy licencję nurka. Duma nas rozpiera, bo w końcu nie każdy może się pochwalić taką licencją, albo takim hobby, póki co to wciąż nieco egzotyczne zajęcie w Polsce.

Podsumujmy zatem, co nas czeka na start. Posiadamy zapewne jakieś sprzęty do pływania z rurą (snorkelowania). Na jakichś wakacjach, albo tuż przed wyjazdem do Turcji, czy Egiptu poszliśmy do sportowego supermarketu, sklepu i sobie kupiliśmy jakąś kolorową maskę, jakąś rurkę i zgrabniutkie płetwy kaloszowe. Można z tym zacząć kurs. W czasie kursu instruktor będzie miał czas się przyjrzeć temu naszemu ekwipunkowi i nam powie, czy z czymś takim damy radę ukończyć kurs, czy czeka nas inwestycja. Wszystko zależy od tego, kiedy i gdzie będziemy kończyć kurs na otwartych wodach. W sezonie wakacyjnym nawet polskie wody dają szansę na użycie płetw kaloszowych, ale jeśli są one odpowiednio długie i dają nam wystarczającą siłę napędową (jeżeli spodziewamy się zakończyć kurs w kwietniu, lub maju, w polskiej wodzie – czeka nas zakup butów nurkowych i pewnie też od razu płetw paskowych, które zakłada się na te buty).

Maska nie musi być z najwyższej półki, często ta kupiona do nurkowania z rurką będzie dobra na początek przygody. Grunt, żeby miała dobrej jakości kołnierz uszczelniający, który pasuje do naszej twarzy – dobrze się na niej uszczelnia i nie powoduje dyskomfortu przy dłuższym jej noszeniu. Idąc do sklepu sprawdzamy każdą maskę dociskając ją do twarzy, nie oddychamy nosem i sprawdzamy, czy sama – bez użycia paska – utrzyma się na twarzy gdy pochylimy się do przodu. Jakikolwiek dyskomfort, albo brak efektu zassania po kilku próbach ułożenia dyskwalifikuje daną maskę. Czy czarny sylikon, czy przeźroczysty – to już kwestia gustu po prostu (choć niektórzy użytkownicy masek z przeźroczystym silikonem narzekają, że po pewnym czasie silikon żółknie i nie wygląda estetycznie). Jedni wolą takie, drudzy – siakie, praktycznego znaczenia nie ma. Zwracajmy uwagę na pole widzenia, jakie zapewnia nam maska. Jeżeli nie potrzebujemy maski z korekcją optyczną (takie rozwiązania ma Tusa i Aqualung – gotowe szkła korekcyjne, wychodzi taniej niż u optyka), przetestujmy maski jednoszybowe – wg mnie lepszy zakres widzenia. Kolor silikonu w kilku sytuacjach może mieć znaczenie. W krystalicznych wodach słońce może nam utrudniać obserwację środowiska jeżeli mamy maskę z przeźroczystym silikonem, przez który przebijają się promienie słońca i odbijają się nam od wewnętrznej strony szyby. Z czarnym, albo nieprzeźroczystym silikonem nie będziemy mieli tego problemu. Z kolei w mrocznych wodach komfort nurkowania poprawi nam „doświetlona” maska z przeźroczystym silikonem. Każdy promień słońca w takich warunkach jest na wagę złota. Niezależnie od wyboru maski – szyba obowiązkowo hartowana (tempered glass). Zacznij od czegoś niezbyt drogiego, wypróbuj, naucz się nurkować, z czasem sam dojdziesz do tego by uznać, że tego typu maska to jest to, czy jednak trzeba poszukać czegoś innego.

Rura, niby nic niezwykłego, żaden tam specjalistyczny sprzęt. A jednak mnogość wersji, rozwiązań, patentów po prostu boli w oczy. Czyste szaleństwo. Dla nurka jest to jednak sprzęt dodatkowy, używany dość rzadko. Nie ma co kombinować, nawet najprostsza da radę. Można tylko zwrócić czy wygodnie reguluje się wysokość montażu rurki do paska maski i jej ułożenie. Niektóre rurki montuje się tak niewygodnie, że po kilku użyciach wywalicie je do kosza. Dobrze jest więc kupować się od razu przy okazji kupowania maski i dobrać je wspólnie, albo przyjść z własną maską i przetestować montaż. Można pomyśleć o rurce, która ma dwa dodatkowe patenty. Są to fajne ułatwienia i w niektórych sytuacjach mogą znacznie podnieść komfort użytkowania – specjalna osłonka przed zalewaniem falami i zestaw membran ułatwiający przedmuchanie rury, kiedy dostanie się do niej woda. Pierwszy element to taka nakładka na końcówkę rury, której specjalne ukształtowanie ma zmniejszyć możliwość przypadkowego zalania wodą. Końcówką powinno dać się obracać, czasem może to się przydać, jeżeli mamy określony kierunek wiatru, pływu fal – ustawiamy sobie wtedy końcówkę w odpowiednią stronę i już. Drugi patent widać od razu – tuż przy ustniku. Podkreślam jednak, że to bajery. Nie są obowiązkowe. Można też zwrócić uwagę, czy fajka ma elastyczny przegub lub cała jest elastyczna – jedni tak nie lubią pływać z fajkami, że chowają je do kieszeni. Z fajką się jednak nie rozstajemy – nie uczmy się złych wzorców. Są sytuacje, gdy fajka się przyda, albo wręcz zapewni nam bezpieczeństwo. Nie rezygnujmy więc z fajek. W najgorszym wypadku miejmy ją w kieszeni skafandra, kamizelki czy skrzydła. Wtedy dobrze mieć taką elastyczną. Zaletą elastycznego przegubu jest też to, że jak nie używamy fajki to nie włazi nam ona tak łatwo w twarz jak to lubi się dziać w przypadku sztywnej konstrukcji. Zwróćcie też uwagę na klips mocujący fajkę do maski. Niekiedy to małe ustrojstwo potrafi nam napsuć krwi, jak jest mało ustawne i sztywne. Fajny patent ma m.in. Tusa z klipsem ruchomym.

Chcemy na start kupić sobie płetwy paskowe i buty? No dobra, to do roboty. Nie jest to żadna wyższa szkoła jazdy. Zaczynamy poszukiwania od butów. Jeżeli na start planujemy odwiedzać polskie wody – wybieramy grubsze buty (6-7 mm). Jeżeli planujemy nurkować tylko w gorące miesiące, lub tylko w ciepłych wodach – buty mogą być cieńsze. Przy czym z powodzeniem wykorzystamy grubsze buty w ciepłych wodach – odwrotnie raczej się nie da. Jak ktoś ma marznące kończyny (jak ja), niech bierze te grubsze. Podeszwa powinna być dość sztywna i z jakimś „traktorem”. W końcu to but, w którym zdarzy nam się nieraz przejść po różnych nawierzchniach. Łażenie z brzegu do głębszej wody, przed założeniem płetw to chleb powszedni nurka, a różne rzeczy leżą na dnie. Potem jeszcze zwracamy uwagę, jak łatwo zakłada się buty, czy mają zamek, czy nie.

Brać z suwakiem, czy bez? Przede wszystkim, obecnie na rynku ciężko jest trafić na buty bez suwaka. Jak ja zaczynałem przygodę, wybór był dość bogaty. Czy szukać tych bez suwaka? Są różne opinie i szkoły. Czy suwak, czy bez , ciężko jest wysuszyć buty. Jak się go dobrze nie otworzy, nie wywinie i nie wysuszy to się robi tragedia. Niewysuszony but po kilku dniach zaczyna śmierdzić. Suwak w tym nie pomoże, ale suwak ułatwi jedną rzecz. Ściąganie butów po nurkowaniu – tych bez suwaka – to po prostu mordęga. Jak jeszcze pogoda nie dopisuje, a my zziębnięci próbujemy wyrwać skostniałą nogę z podłego buta. Oj, oj, nie było to fajne. Przyszedł więc odpowiedni czas i moje stare buty bez suwaka poszły na półkę, a kupiłem sobie całkiem porządne buty firmy Waterproof 6,5mm pianki z suwaczkiem. Wada niby taka, że zamek nie trzyma ciepła, że przez zamek szybciej noga się wychłodzi. Aż tak drastycznej różnicy nie ma, a jednak wątek z mocowaniem się z butami to spora niewygoda. Zalicz kilka nurkowań w polskich wodach przy słabszej aurze pogodowej, kilka dni deszczu i wtedy powalcz z butami. No i na koniec wybór płetw. Sprawdzamy je z wybranymi butami, sprawdzamy, czy nigdzie nas nie piją po założeniu i dociągnięciu pasków (mocno się je ściąga, nie ma tu miejsca na delikatność, zgubienie płetwy pod wodą nie jest trudne, a wierz mi, nie chcesz tego zaliczyć – znam to z autopsji). Długość i kształt to już inna sprawa i tutaj też można dostać zawrotu głowy od ilości opcji. Tutaj przydaje się jednak doświadczenie z basenu i podpowiedź instruktora. Jeżeli idzie nam dobrze na basenie z krótką płetwą, instruktor stwierdza, że nieźle pracujemy swoimi kopytkami, wybierzemy pewnie płetwy ciut krótsze i twardsze (dają lepszego kopa, ale nie wspomagają sterowności). Jeżeli instruktor uważa, że nasze wiosłowanie nóżkami wychodzi nam średnio, lub wręcz tragicznie – warto pomyśleć o płetwach z dłuższym i miękkim piórem. Jeżeli pociąga nas też wizja nurkowania bez sprzętu, na bezdechu – wtedy zdecydowanie wybieramy płetwy z miękkim, długim piórem. W przyszłości zapewne wymienisz swoje pierwsze płetwy na coś konkretniej dobranego pod styl nurkowania, który będziesz uprawiać. Inne wybierzesz, jeżeli będziesz nurkować w suchym skafandrze, inne będziesz zabierać na zajęcia basenowe i na wyjazdy do Egiptu. Zapewne w tych paskowych, jeżeli nie kupisz od razu ze sprężynami – sam je sobie dokupisz po jakimś czasie. Sprężyny zamiast pasków to bardzo fajne rozwiązanie bardzo poważnie ułatwiające zakładanie i zdejmowanie płetw. Wydatek rzędu stu złotych, a Ty zamiast mordować się z płetwą przy wchodzeniu na nura i przy wychodzeniu, robisz ciach, ciach i już płetwa założona/ zdjęta.

Mamy to wszystko? Lecimy na basen na pierwsze zajęcia – nie zapominamy o klapkach, czepkach i odpowiednim stroju kąpielowym (ach, te cudowne regulacje na polskich pływalniach, faceci w luźnych szortach są persona non grata, bez czepka wejdą tylko łysi, no a klapki, żeby zminimalizować kontakt z podłogą). No i ręcznik!

A o czym jeszcze nie pomyślałaś, nie pomyślałeś, a powinnaś, powinieneś? Jest sporo rzeczy nienurkowych, które mogą się bardzo przydać, lub będą wręcz niezbędne przy planowaniu wycieczek na basen lub na wody otwarte. Nieważne, czy będziesz nurkować na swoim sprzęcie, czy na pożyczonym, będzie zdarzać się, że będziesz wozić ten sprzęt ze sobą. Warto zaopatrzyć się w odpowiednie torby lub pojemniki, które będzie łatwo nosić, które będą wodoszczelne (suszenie wnętrza samochodu jest nam zupełnie niepotrzebne). Tanim i dobrym pomysłem są torby z Ikei (ale nie zapewniają stuprocentowej szczelności) i wanienki do mieszania zapraw murarskich – do dostania w każdym solidniejszym sklepie budowlanym. Kosztują śmieszne pieniądze, a świetnie nadają się do transportu mokrych sprzętów w samochodzie. Są też droższe skrzynki narzędziowe (np. Stanley) – tutaj oprócz wodoszczelności, dostajemy kółka i uchwyty do transportu na kółkach. Warto o tym pomyśleć planując wyjazd ze sprzętem. Nie zapominajmy też o tym, że mokre pianki, rękawice, kamizelki i buty jakoś trzeba suszyć – zaopatrujmy się więc w mocniejsze, plastikowe wieszaki i zabierajmy je ze sobą. Tylko nie wydawajcie na nie kosmicznych pieniędzy (są takie wieszaki „nurkowe”, a wszystko, co zawiera określenie „nurkowe”, lubi kosztować dwa razy więcej niż to samo bez członu „nurkowe”) – wieszaki i tak lubią ginąć, łamać się, ktoś czasem je nam gwizdnie (czasem kompletnie niechcący). Dobrym pomysłem dla nurkujących w Polsce jest też mata, albo karimata, którą rozłożymy na ziemi, kiedy będziemy się przebierać. Na różnym podłożu i w różnych warunkach przyjdzie nam się przebierać, a kiepsko się zakłada mokrą, zapiaszczoną, albo zabłoconą piankę. Ważnym dodatkiem do naszego ubioru po nurkowaniu będzie odpowiednia czapka, którą osłonimy wychłodzoną głowę i uszy. Widok nurków w zimowych czapkach już od tej chwili nie powinien was w ogóle dziwić. To nie kwestia mody, jakiegoś braterstwa czapek, to kwestia zdrowia.

O czym to będzie i kim ja jestem, że się wypowiadam

Ten wpis jak i blog powstały w 2013r. Od tego czasu przeszedłem bardzo długą drogę jako nurek, autor i człowiek. Obecnie jestem instruktorem nurkowania z dwudziestoletnim stażem nurkowym, prawie dziesięcioletnim stażem instruktorskim. Szkolić zaczynałem w federacji PADI, teraz jestem w PADI i w SSI. Dwóch największych, komercyjnych federacjach szkoleniowych, które nastawione są głównie na szkolenia rekreacyjne. Od ponad pół roku jestem instruktorem zatrudnionym w Deepspot Mszczonów. Wcześniej prowadziłem szkoły i centra nurkowe Godiving, 4divers i Nurklub (obecnie funkcjonujący jako klub nurkowy). Związany byłem też z nurkową branżą sprzętową, pracując najpierw u przedstawiciela na Polskę takich marek jak Tusa, Poseidon, Light&Motion, potem u producenta latarek Ammonite System. Po drodze napisałem masę artykułów nie tylko na tego bloga, ale też do polskich magazynów nurkowych (póki głównie były dostępne na papierze, potem także w wersji elektronicznej). Działam wciąż w strukturach naszej stołecznej grupy GEPN (Grupa Eksplorująca Podwarszawskie Nurkowiska, która często bierze udział w społecznych akcjach ekologicznych i różnych projektach związanych z wodą). Zaangażowany byłem i jestem w różne ciągnące się projekty i pomysły, które mają rozwijać nurkowanie w Polsce a także integrować środowisko. Od kilku lat regularnie organizuję Nurkowy Festiwal Mocy (zimową imprezę nurkową skupioną wokół sprzętu nurkowego, ale też wokół rozmów o nurkowaniu), działam też czasami przy filmach. Jeżeli nadarza się jakaś produkcja filmowa zahaczająca o środowisko wodne, zdarza mi się być na planie filmowym jako nurkowe zabezpieczenie, czasem uczę nurkować aktorów, albo innych członków zespołu filmowego.

A to pisałem o sobie kiedy zaczynałem tworzyć bloga…

Kuba Cieślak
nurkolog.pl

W Internecie znajdziecie masę wypowiedzi nurków doświadczonych, lub takich, którzy się podają za doświadczonych. Jest sporo sklepów internetowych, kilka serwisów informacyjnych, sporo stron reklamujących konkretne miejsca, czy grupy nurkowe. Baza wiedzy jest wciąż dość wąska, wciąż jest pole do popisu. Ludzie chcący dowiedzieć się coś więcej o nurkowaniu, mają dostęp albo do powierzchownej wiedzy ze skrótowych artykułów w Internecie, albo do literatury wręcz fachowej.

Moja żona właśnie sięgnęła po podstawowe kompendium wiedzy o nurkowaniu „Nurkowanie” Mackego, Kuszewskiego i Zieleńca  – odłożyła książkę po minucie stwierdzając, że książka jest dla inżynierów (nic dziwnego, skoro napisali ją inżynierowie). Kilka sezonów spędziłem poszukując różnych książek o tym sporcie. Nie brakuje pięknych albumów pokazujących uroki sportu głównie lokacje w Egipcie i innych egzotycznych miejscach. Jest taka skrótowa książeczka „Naucz się nurkować w weekend”, są podręczniki poszczególnych organizacji na poszczególne stopnie i specjalizacje nurkowe. Jak spojrzeć na podręcznik PADI na poziom Open Water Diver to też nie jest to literatura dla ludu. Jest sporo w tym temacie jeszcze do zrobienia, do napisania, przyda się jakaś publikacja mówiąca językiem ludu, promująca ten sport, odsłaniająca całą jego urodę przed ludźmi niewtajemniczonymi, pokazująca uroki nurkowania w Polsce. W końcu nurkowanie rozwija się bardzo dynamicznie w naszym kraju. Przybywa nowych nurków, ci trochę bardziej doświadczeni zdobywają kolejne licencje, poziomy i uprawnienia, powstają bazy nurkowe, powstają kolejne szkoły nurkowe. A literatury, czy publikacji w Internecie niespecjalnie przybywa. Potrzeba materiałów pozwalających przyjrzeć się całemu temu zagadnieniu z dystansu, pozwalającemu ocenić niewtajemniczonym, co ich czeka, jeżeli podejmą się tej zabawy.

I tu pojawiam się ja. Żaden tam nurek z wieloma tytułami, wieloma licencjami koniecznie przynajmniej dwóch organizacji. Nie jestem inżynierem. Nie jestem alfą i omegą w tej dziedzinie, nie pochwalę się nurkowaniem na Karaibach, w najgłębszych jaskiniach, na Titanicu (wg mojej wiedzy chyba jeszcze nikt się tym na szczęście nie próbował chwalić, ale to tylko kwestia czasu). Co więcej, informuję na wstępie, że nie jestem żadnym zaawansowanym nurkiem, który może już szkolić. Jednak taki jest mój cel w życiu. Chcę edukować, chce propagować nurkowanie jako sport fantastyczny, bardzo odkrywczy, wciąż rozwijający się, jednak – tu niektórzy mogą się zdziwić – bezpieczny. Nurkowaniem mogą zająć się osoby bojące się wody, słabo pływające, nurkowania nie należy traktować tylko w kategoriach wyczynowego sportu ekstremalnego, bo można go uprawiać w sposób rozsądny, bezpieczny, wręcz nudny, czy relaksujący. Oczywiście, spotkacie na swojej ścieżce masę nurków – wariatów, nurków ekstremalnych, nurków, których interesują tylko rekordy, osiągnięcia (także na polu posiadania sprzętu najdroższego, najlepszego i najbardziej efektownego). Niemniej nikt nie każe Wam z nimi nurkować, ani się mierzyć z ich dokonaniami. Można ich traktować jako osobną dziedzinę, jako inny typ nurków. Prawie każdy sport ma wiele swoich odmian i dziedzin. Chociażby drugi mój ulubiony sport – rowerowanie. Nikt nie każe mi uprawiać downhillu, freeride?u, enduro, choć jeżdżę góralem. Jeżdżę szybko jak chcę, sprawdzam swoje umiejętności, ale rower to dla mnie przede wszystkim sposób relaksu i oderwania od codzienności, forma turystyki krajoznawczej. Tak też traktuję nurkowanie. Dla mnie to sposób odpoczynku, schowania się pod wodą przed hałasem współczesnego świata. Nurkowanie dla mnie to podróże w obcy świat, czuję się niczym astronauta odkrywający tajemnice niezbadanego uniwersum. Jestem gościem w obcym mi świecie, chcę go zwiedzać jako podwodny turysta, szanując ten świat i pozostawić go w niezmienionej formie. Jestem po prostu odkrywcą nowego świata. Podchodzę do tematu spokojnie, niespiesznie, uczę się powoli, bo chcę wiedzieć, że każdy kolejny krok wykonam posiadając niezbędną wiedzę i umiejętności, które pozwolą mi działać w każdej sytuacji, jaką napotkam za kolejnym zakrętem, na kolejnym metrze. Nie mam masy pieniędzy, nie stać mnie na ciągłe inwestowanie w ten sport, na comiesięczne wyjazdy na nurki w Egipcie, w Chorwacji. Związałem się z konkretną grupą nurkową, jej organizatorzy co chwila ogłaszają, że jest wyjazd na ten czy inny koniec świata. Doświadczenia też mają niesamowite: Karaiby, Kuba, Lofoty, Meksyk, wraki w Bałtyku, i tak dalej. A ja mogę się pochwalić nurkowaniami tylko w polskich wodach. Oczywiście, mogłem już nurkować w ciepłym morzu, ale wolałem wtedy wydać pieniądze na inne rzeczy. Ja po prostu lubię nurkować w polskich wodach słodkich. Niektórzy się zdziwią ? jak to? Zimne wody cały rok, przejrzystość baaardzo różna, nie sposób przyrównać jej do przejrzystości z Egiptu, widoki też niby gorsze. Zielono, ponuro, monochromatycznie. Po pierwsze, lubię te klimaty, jest tak tajemniczo, niesamowicie, jest to zupełnie inna bajka, taka lekko mroczna, niczym bajki Tima Burtona. To nie jest nurkowanie w akwarium pełnym kolorowych rybek, roślinek w cieplutkiej wodzie. To jest po prostu mój kosmos, którego tajemnice nie są na wyciągnięcie ręki.

Nurkuję od dziesięciu lat, ale nie nastawiam się na zdobywanie kolejnych licencji. Wybrałem organizację PADI, zrobiłem kurs OWD i w ramach tej licencji zwiedzam podwodny świat Polski. Moje warunki finansowe pozwalają mi na kilka takich wyjazdów w roku, w międzyczasie powoli zdobywam swoje wyposażenie. Dopiero teraz czuję, że mogę iść dalej, zrobić kurs AOWD, a potem kolejne licencje. Od tego momentu wreszcie czuję, że ten sport jest już nie tylko rozrywką, ale też sposobem życia. Sposobem życia, który chcę prowadzić. Nurkowanie wciągnęło mnie na całego. Chcę dzielić się tą pasją z innymi i wciągać pod wodę kolejnych ludzi. Jednak chcę ich przede wszystkim uczyć rozwagi, cierpliwości i szacunku dla tego świata i żywiołu. Tam na dole czeka na nas wiele niebezpieczeństw, ale realnych dopiero wtedy, kiedy do nurkowania się nie przygotujemy właściwie i kiedy będziemy przekraczać granice za szybko, z ułańską fantazją i bez użycia głowy. Jeżeli jednak użyjemy głowy, zrozumiemy, że bądź co bądź jest to sport ekstremalny (bo odbywa się w nienaturalnym dla naszego organizmu środowisku) i właściwie się przygotujemy, to będziemy nurkować bezpiecznie.

Dlaczego zajęło mi to tak dużo czasu? Nigdy się nie spieszyłem w takich sprawach, po drodze było dużo ważnych wydarzeń w moim życiu, które zmusiły mnie do różnych decyzji finansowych. W pewnym momencie pojawił się na świecie mój Syn, rodzina ma jednak dla mnie priorytet, a budżet nie pozwalał dotąd żenić tych dwóch zjawisk. Teraz jest już nieco lepiej, a ja już zyskałem sporo doświadczenia i własnego wyposażenia. Teraz mogę i chcę zająć się tym sportem na serio. Zastajesz mnie więc, czytelniku, w tym interesującym momencie. Spróbuję pokazać świat nurków od tej właśnie strony. Może ten punkt widzenia sprawi, że przekonasz się do paru spraw, lub pozwoli Ci znaleźć wyobrażenie bardziej pasujące do Twojej perspektywy. Dodatkowo, wydaje mi się, że słuchanie starszych i bardziej doświadczonych kolegów nie zawsze daje pełny obraz różnych kwestii. Oni już pewne sprawy traktują jako oczywistość, jak powietrze. Nie rozumieją, że pewne rzeczy mogą wydawać się nam kompletnie niezrozumiałe. Co więcej, sprzęt, który zabieramy ze sobą pod wodę, to nie byle rower, który zabieramy na przejażdżkę i tak naprawdę niewiele nas obchodzi jak pracują jego podzespoły. Nurkując, lepiej jest znać swój sprzęt, rozumieć zasady jego działania, umieć go przygotować, a co więcej, jak go wybrać by pasował do nas i naszych oczekiwań. Od doświadczonych możesz usłyszeć czasem poradę „weź koniecznie to, to świetna firma, świetny sprzęt”. Mogą mieć rację, ale ów sprzęt wcale nie musi się okazać tym, w którym najlepiej się nam nurkuje. O tym, mam nadzieję, będziemy nie raz rozmawiać.